Poniżej znajduje się lista wszystkich dostępnych na chwilę obecną opracowań lektur szkolnych. Wystarczy, że odnajdziesz interesującą cię pozycje i wybierzesz odnoszący się do niej link z poniższego spisu:
Streszczenie
W prologu, czyli części otwierającej tragedię grecką dowiadujemy się o akcji utworu. Ma ona miejsce w Tebach, gdzie panuje Kreon. Antygona skarży się swojej siostrze Ismenie na los ich rodu, na którym ciąży od kilku pokoleń fatum.
|
Sofokles
Antygona
|
W przekładzie Kazimierza Morawskiego
OSOBY DRAMATU:
SPIS TREŚCI:
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Wchodzi Strażnik
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Przodownik Chóru
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Odchodzi. Kreon wchodzi do pałacu
Strażnik
Wchodzi Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Strażnik
Kreon
Antygona
Kreon
do Strażnika
Strażnik odchodzi
Antygona
Kreon
Antygona
Przodownik Chóru
Kreon
Antygona
Kreon
Antygona
Kreon
Antygona
Kreon
Antygona
Kreon
Antygona
Kreon
Antygona
Antygona
Kreon
Antygona
Kreon
Antygona
Kreon
Antygona
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Kreon
Ismena
Kreon
Ismena
Kreon
Ismena
Kreon
Ismena
Kreon
Ismena
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Straż odprowadza do pałacu Antygonę i Ismenę
Kreon
Haimon
Kreon
Przodownik Chóru
Haimon
Przodownik Chóru
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Kreon
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Kreon
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Kreon
Kreon
Haimon
Kreon
Haimon
Odchodzi
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Odchodzi do pałacu
Antygona
Chór
Antygona
Chór
Antygona
Chór
Antygona
Chór
Antygona
Wchodzi Kreon
Kreon
Antygona
Przodownik Chóru
Kreon
Antygona
Przodownik Chóru
Antygona
Wyprowadzają Antygonę
Tyrezjasz
ślepy, wiedziony przez chłopca
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Tyrezjasz
Kreon
Kreon
Tyrezjasz
Tyrezjasz odchodzi
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Wychodzi w towarzystwie służby
Posłaniec
Przodownik Chóru
Posłaniec
Przodownik Chóru
Posłaniec
Przodownik Chóru
Posłaniec
Przodownik Chóru
Posłaniec
Przodownik Chóru
Z pałacu wychodzi Eurydyka
Eurydyka
Posłaniec
Eurydyka wbiega do pałacu
Przodownik Chóru
Posłaniec
Przodownik Chóru
Posłaniec
Odchodzi do pałacu. Wchodzi Kreon, dźwigając ciało syna, za nim słudzy.
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Z pałacu wychodzi Posłaniec
Posłaniec
Kreon
Posłaniec
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Kreon
Posłaniec
Kreon
Posłaniec
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Przodownik Chóru
Kreon
Chór
Chór
Przodownik Chóru
Wchodzi Kreon
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Antygona
Ismena
Rozchodzą się. Wchodzi Chór
Chór
Przodownik Chóru
Wchodzi Strażnik prowadząc Antygonę
Chór
Przodownik Chóru
Wchodzi Haimon
Chór
Przodownik Chóru
Straż prowadzi Antygonę
Chór
Wchodzi Tyrezjasz
Chór
Wchodzi Posłaniec
PROLOG
W prologu, czyli części otwierającej tragedię grecką dowiadujemy się o akcji utworu. Ma ona miejsce w Tebach, gdzie panuje Kreon. Antygona skarży się swojej siostrze Ismenie na los ich rodu, na którym ciąży od kilku pokoleń fatum. Ismena informuje nas o nowym nieszczęściu jakie spotkało potomków Edypa. W bratobójczej wojnie zginęli bracia dziewczyn. Tragedia ta wydarzyła się w nocy podczas ataku Argwinów na Teby, którym dowodził Polinejkes. Zgodnie z grecką tradycją pochowany zostanie Eteokles walczący w obronie miasta. Kreon decyduje, iż Polinejkesowi , nie należy cię pochówek. Ma to być oznaką zhańbienia, sprofanowania zwłok Polinejkesa. Grecy wierzyli, że brak pogrzebu uniemożliwia zmarłemu dostanie się do Hadesu , a tym samym skazuje go na wieczną tułaczkę. Ktokolwiek złamie jego zakaz i pogrzebie zwłoki ma zostać ukamienowany. Antygona wbrew władcy, postanawia pochować brata i przedstawia swoje zamiary siostrze, licząc na jej pomoc. Ta jednak nie godzi się na to. Swoją decyzję argumentuje działaniem bezprawnym. Antygona postanawia samodzielnie pochować Polinejkesa.
PARADOS
W Paradosie czyli pieśni chóru, przedstawione są minione wydarzenia. Chór informuje czytelnika o tym co miało miejsce, pełni również rolę doradców króla. Przedstawia walkę braci. Chwali zwycięstwo obrońców Teb oraz odwagę zmarłego Eteolesa. Przodownik chóru zapowiada przybycie Kreona.
EPEISODION I
Przemawia Kreon. Ma nadzieję, iż dzięki objęciu władzy przełamie pas nieszczęść ciążących nad miastem. Przedstawia siebie jako prawowitego następcę tronu. Informuje zgromadzonych, że jego rządy będą surowe, nieugięte. Zapewnia, iż sprawy państwa będzie przekładać nad prywatne interesy. Całe przemówienie ma formę przysięgi bogom oraz ludowi. Jego pierwszą decyzją jako nowego władcy jest zakaz chowania zwłok Polinejkesa. Prosi wszystkich o przestrzeganie jego prawa. W pewnej chwili przybywa strażnik. Jest wyraźnie podenerwowany. Informuje on króla, że ciało Polinejkesa zostało przysypane garścią ziemi (zgodnie z tradycją Greków tyle wystarczyło, aby mu otworzyć drogę do Hadesu). Nie wiadomo kto sprzeciwił się zakazowi władcy, żaden strażnik nie widział przestępcy. Przodownik chóru przypuszcza, iż są za to odpowiedzialni Bogowie, gdyż każdemu należy się pochówek. Kreon wpada w gniew. Nie wierzy zarówno przodownikowi chóru jak i strażnikom. Posądza ich o przekupstwo oraz spisek przeciwko niemu. Każe rozpocząć śledztwo. Grozi strażnikom torturami i śmiercią jeżeli nie odnajdą winnego.
STASIMON I
Chór głosi pochwałę dla rozumu ludzkiego. Wychwala człowieka jako najpotężniejszą z wszystkich istot, która włada pozostałymi. Prezentuje w jaki sposób człowiek może wykorzystywać swój rozum. Rozważa nad sensem istnienia człowieka we wszechświecie. Przodownik chóru obwieszcza przybycie Antygony. Informuje również o jej winie. Stara się zrozumieć i usprawiedliwić jej postawę.
EPEISODION II
Na scenie pojawia się strażnik wraz z Antygoną. Wskazuje ją jako winowajczynię oraz oskarża o złamanie nakazu Kreona. Opisuje mu całe zajście, mówi iż przyłapał Antygonę na gorącym uczynku, gdy grzebała zwłoki brata. Kreon chce poznać wszystkie szczegóły aby być pewnym co do winy dziewczyny. Dowody wydają się być jednak niepodważalne. Władca nie mogąc uwierzyć w słowa świadka, pyta wprost Antygonę, ta przyznaje się do winy. Rozpoczyna się przesłuchanie. Kobieta argumentuje swój czyn przestrzeganiem prawa boskiego. Uważa, iż nawet królowi nie wolno podważać boskich nakazów. Oskarżona twierdzi, że w szczególny sposób powinna być posłuszna bogom, gdyż jest to jej brat. Chór opisuje Antygonę jako niezłomną, przekorną, nieustępliwą osobę. Dziewczyna zarzuca królowi tyranię, traktuje go lekceważąca i pogardliwie, nie okazuje skruchy za popełnione przestępstwo. Kreon jest zaskoczony jej postawą, uważał, że jego rozkaz spotkał się z poparciem wśród ludu. Po chwili pojawia się Ismena. Król zakładając zmowę z Antygoną kieruje do niej słowa pełne żalu. W końcu Ismena przyznaje się do winy. Wywołuje to zdziwienie Antygony, która odrzuca jej pomoc. Chce całej sławy dla siebie. Publicznie wyszydza siostrę, kpi z jej uczuć oraz szczerych intencji towarzyszenia jej w niedoli. Kreon nie może zrozumieć zachowania Ismeny. Nie pojmuje dlaczego bierze winę na siebie skoro to nie ona zawiniła. Ismena prosi o łaskę dla siostry ze wzglądu na to, iż jest ona narzeczoną syna Kreona Hajmona. Niestety słowa te nie robią na władcy żadnego wrażenia. Stwierdza on, że nie zmieni wcześniej wydanego wyroku. Chce upokorzyć Antygonę, liczny na okazanie przez nią żalu w obliczu śmierci.
STASIMON II
Chór w swojej pieśni opisuje nieszczęścia jakich człowiek doświadcza w swoim życiu. Uważa, iż nie należy się rzucać w oczy bogom ponieważ to oni zsyłają na ludzi klęski. Rozprawiają nad fatum rodziny Labdakidów. Przodownik chóru zapowiada wejście na scenę syna Kreona - Hajmona.
EPEISODION III
Kreon rozmawia ze swoim synem. Ma nadzieję, że zrozumie jego decyzję w konflikcie z Antygoną. Tłumaczy winę Antygony Hajmonowi, oraz argumentuje swoją decyzję o karze śmierci. Liczy na całkowite poparcie syna i wierność wobec rodziny. Hajmon zgadza się z koniecznością przestrzegania prawa. Nie ma również zastrzeżeń co do winy narzeczonej. Przedstawia jednak ojcu jak na sprawę Antygony patrzą mieszkańcy Teb. Jej wyczyn uważają za odważny, heroiczny, zacny, wrażliwy, godny podziwu. Dlatego też prosi Kreona aby ten rozpatrzył jej występek raz jeszcze. Hajmon uzyskuje również poparcie przodownika chóru. Sytuacja ta złości Kreona, który zaczyna krzyczeć, wypomina synowi małostkowość, oraz że jest przewrotnym synem. Z braku argumentów traktuje go jak dziecko. Hajmon jednak nie ma zamiaru ustąpić. Zarzuca ojcu tyranię, niesprawiedliwość, oraz że uważa państwo jako swoją własność. Wywołuje to kłótnię między ojcem i synem. Kiedy Kreon zaparcie tkwi w swoim wyroku Hajmon grozi, iż popełni samobójstwo jeżeli Antygona zginie. Władca jednak nie traktuje jego słów poważnie. Po chwili wzywa Antygonę, planuje wymierzyć jej sprawiedliwość na miejscu, aby w ten sposób upokorzyć syna oraz jego nadgorliwość. W pewnym momencie Kreon zmienia sposób wykonania kary. Zamiast ukamienowania rozkazuje zamknąć ją żywcem w grocie, oraz pozostawić jej trochę jedzenia. Swoją decyzję zmienił prawdopodobnie z obawy przed ludem oraz, zemstą Erynii za zabicie kogoś z rodziny.
STASIMON III
Chór śpiewa pieśń poświęconą spotkaniu Antygony i Hajmona, mimo iż do niego nie doszło. Chwali potęgę miłości, oraz więź łączącą narzeczonych. Opisuje wpływ tegoż uczucia na rozum człowieka. Przodownik chóru zapowiada Antygonę prowadzoną przez dwóch strażników do groty, w której zostanie żywcem zamurowana.
EPEISODION IV
Fragment ten ma formę pieśni pożegnalnej Antygony, która prowadzona jest na stracenie. W swoich słowa zwraca się zarówno do Bogów jak i Tebańczyków. Prosi o zrozumienie oraz wsparcie w ostatnich chwilach życia. Żałuje, iż nie było jej dane zakosztować szczęścia małżeńskiego. Ma poczucie bezsilności, bezradności. Jedynie serce Kreona pozostaje twarde i nieugięte, przyśpiesza strażników, którzy prowadzą winną.
STASIMON IV
W czwartej pieśni chór przytacza postacie, które spotkał podobny los do Antygony. Przedstawia zdarzenia zarówno historyczne jak i mitologiczne( historia Danae, historia Likurga, historia synów Fineusa). Na scenie pojawia się Tyrezjasz(Tejrezjasz).
EPEISODION V
Pojawienie się na scenie Tyrezjasza może wpłynąć na przebieg wydarzeń. Przedstawia on katastroficzną wizję gniewu Bogów, według której Hajmon zginie oraz Bogowie odwrócą się od mieszańców Teb. Winą za to obarcza Kreona. Władca jednak nie ufa wieszczowi. Wierzy w słuszność swoich decyzji mimo przepowiedni Tyrezjasza. Posądza proroka o zmowę, oraz kierowanie się chęcią zysku. Dochodzi do kłótni Kreona ze starcem. Król prosi o radę starszyznę, ta doradza mu uwolnienie Antygony oraz pogrzebanie zwłok Polinejkesa. W końcu Kreon postanawia zmienić swoją decyzję.
STASIMON V
Chór zwraca się z prośba o pomoc do patrona Teb Dionizosa(Bakchusa). Ma nadzieję, że Bóg wspomoże miasto w tych trudnych chwilach.
EXODOS
Do pałacu Kreona przybiega posłaniec. Wygłasza przesłanie dotyczące losu ludzkiego, życia, śmierci oraz fatum. Następnie informuje zgromadzonych, iż Hajmon popełnił samobójstwo po kłótni z ojcem. Antygona aby uniknąć śmierci głodowej wiesza się w grocie. Kreon czuje się winny za los narzeczonych. Nazywa siebie mordercą. Posłaniec zapowiada kolejne nieszczęście - na wieść o śmierci syna Eurydyka przebija się mieczem. Pogrążony w żalu Kreon nie może pogodzić się z prawdą. Utwór kończy się pieśnią chóru który chwali potęgę rozumu. Ostrzega przed pychą, którą uważa za największą zgubę. Jako przykład pokazuje Kreona.
Spis Treści:
Methinks, I see... where?
— In my mind's eyes.
Shakespeare
Zdaje mi się, że widzę... gdzie?
Przed oczyma duszy mojej.
Słuchaj, dzieweczko!
— Ona nie słucha —
To dzień biały! to miasteczko!
Przy tobie nie ma żywego ducha.
Co tam wkoło siebie chwytasz?
Kogo wołasz, z kim się witasz?
— Ona nie słucha. —
To jak martwa opoka
Nie zwróci w stronę oka,
To strzela wkoło oczyma,
To się łzami zaleje;
Coś niby chwyta, coś niby trzyma;
Rozpłacze się i zaśmieje.
“Tyżeś to w nocy? to ty, Jasieńku!
Ach! i po śmierci kocha!
Tutaj, tutaj, pomaleńku,
Czasem usłyszy macocha!
Niech sobie słyszy, już nie ma ciebie!
Już po twoim pogrzebie!
Ty już umarłeś? Ach! ja się boję!
Czego się boję mego Jasieńka
Ach, to on! lica twoje, oczki twoje!
Twoja biała sukienka!
I sam ty biały jak chusta,
Zimny, jakie zimne dłonie!
Tutaj połóż, tu na łonie,
Przyciśnij mnie, do ust usta!
Ach, jak tam zimno musi być w grobie!
Umarłeś! tak, dwa lata!
Weź mię, ja umrę przy tobie,
Nie lubię świata.
Źle mnie w złych ludzi tłumie,
Płaczę, a oni szydzą;
Mówię, nikt nie rozumie;
Widzę, oni nie widzą!
Śród dnia przyjdź kiedy... To może we śnie?
Nie, nie... trzymam ciebie w ręku.
Gdzie znikasz, gdzie, mój Jasieńku?
Jeszcze wcześnie, jeszcze wcześnie!
Mój Boże! kur się odzywa,
Zorza błyska w okienku,
Gdzie znikłeś? Ach! stój, Jasieńku!
Ja nieszczęśliwa”.
Tak się dziewczyna z kochankiem pieści,
Bieży za nim, krzyczy, pada;
Na ten upadek, na głos boleści,
Skupia się ludzi gromada.
“Mówcie pacierze! — krzyczy prostota —
Tu jego dusza być musi.
Jasio być musi przy swej Karusi,
On ją kochał za żywota!”
I ja to słyszę, i ja tak wierzę,
Placzę i mówię pacierze.
“Słuchaj, dzieweczko!” — krzyknie śród zgiełku
Starzec i na lud zawoła —
“Ufajcie memu oku i szkiełku,
Nic tu nie widzę dokoła.
Duchy karczemnej tworem gawiedzi,
W głupstwa wywarzone kuźni.
Dziewczyna duby smalone bredzi,
A gmin rozumowi bluźni”.
“Dziewczyna czuje — odpowiadam skromnie —
A gawiedź wierzy głęboko;
Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko.
Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!”
Streszczenie
Rozmowa pana zamku Kirkora z Pustelnikiem w chacie nieopodal jeziora Gopło. Głównym powodem przybycia Kirkora była jego niepewność co do wyboru przyszłej małżonki. W toku rozmowy dowiaduje się od Pustelnika, że jest on byłym królem Popielem III, który został wyparty z tronu przez złego brata Popiela IV oraz jego wojska
|
Juliusz Słowacki
Balladyna
|
Dariusz Trala
Las blisko jeziora Gopła – chata Pustelnika ustrojona kwiatami i bluszczem. – Kirkor wchodzi w karaceńskiej zbroi, bogato ubrany, z orlimi skrzydłami...
KIRKOR
sam
GŁOS Z CELI
KIRKOR
PUSTELNIK
wychodząc z celi
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
schyla kolano
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
Odchodzi Kirkor.
PUSTELNIK
sam
Chce wchodzić do celi – i zatrzymuje się na progu. Wchodzi Filon, pasterz.
Zamyślony – fantastycznie we wstążki i kwiaty ubrany.
FILON
z egzaltacją
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
pokazując na serce
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
pokazując na serce
Odchodzi w las.
PUSTELNIK
Wchodzi do celi.
Inna część lasu – widać jezioro Gopło.
Skierka i Chochlik wchodzą.
SKIERKA
CHOCHLIK
SKIERKA
CHOCHLIK
SKIERKA
Patrzy na jezioro.
CHOCHLIK
SKIERKA
CHOCHLIK
SKIERKA
Wchodzi Goplana.
GOPLANA
CHOCHLIK
Chochlik odchodzi mrucząc.
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
zamyślona
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
Skierka odchodzi.
Wchodzi na scenę Grabiec - rumiany – w ubiorze wieśniaka.
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
Całuje.
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
do siebie
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
zapalając się
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
Grabiec ucieka.
GOPLANA
sama
Skierka przybiega.
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
Wchodzi Chochlik z wiankiem.
GOPLANA
SKIERKA
CHOCHLIK
GOPLANA
CHOCHLIK
Odchodzi Chochlik.
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
skłaniając głowę
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
Odlatuje.
GOPLANA
sama
Rozpływa się w powietrzu.
Chata Wdowy.
Wdowa i córki jej Balladyna i Alina wchodzą z sierpami.
WDOWA
ALINA
WDOWA
BALLADYNA
ALINA
WDOWA
do Balladyny
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
ALINA
BALLADYNA
biegnąc od okna
Słychać pukanie do drzwi.
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
ALINA
WDOWA
Patrzy przez dziurkę od klucza.
Otwiera.
Kirkor wchodzi.
KIRKOR
WDOWA
BALLADYNA
Wchodzi Skierka niewidzialny dla aktorów.
KIRKOR
WDOWA
SKIERKA
Wkłada wieńce kwiatów na głowy dziewicom - słychać muzykę.
WDOWA
KIRKOR
z zadziwieniem i niespokojnością
ALINA
KIRKOR
SKIERKA
na stronie
KIRKOR
BALLADYNA
Wchodzi Sługa Kirkora bogato ubrany.
SŁUGA
KIRKOR
Sługa odchodzi.
WDOWA
KIRKOR
do siebie
SKIERKA
do siebie
KIRKOR
do Wdowy
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
do siebie
do dziewic
BALLADYNA
KIRKOR
do Aliny
ALINA
rzucając się na łono matki
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
BALLADYNA
WDOWA
KIRKOR
do Aliny
ALINA
KIRKOR
ALINA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
BALLADYNA
KIRKOR
SKIERKA
śpiewa do ucha Wdowy
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
klaszcze, wchodzi Sługa
Sługa odchodzi.
Odchodzi do alkowy poprzedzany przez Wdowę.
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
Słychać klaskanie za chatą. - Balladyna zapala świeczkę
I ukrywszy ją w dłoni wychodzi.
ALINA
Klęka
Siada na ławie i usypia.
SKIERKA
śpiewa
Odchodzi.
ALINA
przez sen
Koniec aktu pierwszego
Las przy jeziorze Gople. - Wschód słońca. - Chochlik i Grabiec w czerwone błoto trzęsawic uwalany - i dobrze podpity.
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
trzymając się dębu
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
Kładzie się.
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
śpiewa
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
Zasypia.
CHOCHLIK
Goplana wchodzi ze Skierką.
GOPLANA
CHOCHLIK
biorąc dar
GOPLANA
do Skierki
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
pokazując na śpiącego Grabka
SKIERKA
GOPLANA
do Chochlika
CHOCHLIK
GOPLANA
CHOCHLIK
GOPLANA
SKIERKA
Chochlik, przekrzywiając się jak krnąbrne dziecko, odchodzi ze Skierką.
GOPLANA
sama
Skierka wraca.
SKIERKA
GOPLANA
Skierka podaje Goplanie pręcik.
GRABIEC
senny
GOPLANA
GRABIEC
śniąc na pół
GOPLANA
Grabiec tonie w ziemię, wierzba na tym miejscu wyrasta.
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
Goplana i Skierka kryją się. - Alina wchodzi z dzbankiem na głowie.
ALINA
Śpiewa szukając malin.
Odchodzi w prawo.
Wchodzi Balladyna z dzbankiem na głowie.
BALLADYNA
ALINA
z głębi lasu
BALLADYNA
Alina wchodzi.
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
Dobywa noża.
ALINA
BALLADYNA
ALINA
Siadają na murawie.
BALLADYNA
wstaje z pomięszaniem
ALINA
wstając
BALLADYNA
ze wzrastającym pomięszaniem
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
przystępując
ALINA
BALLADYNA
z wściekłością natrętną
ALINA
BALLADYNA
ALINA
z dziecinnym naigrywaniem się
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
ALINA
BALLADYNA
zbliża się i bierze ją za rękę
Zabija.
ALINA
Pada.
BALLADYNA
GŁOS Z WIERZBY
BALLADYNA
przerażona
Pokazując na czoło plami je palcem.
Odbiega w las.
Goplana i Skierka wchodzą. - Alina leży zabita.
GOPLANA
Skierka odbiega.
patrząc w las
Odchodzi w las. - Wchodzi Filon patrząc w niebo.
FILON
z emfazą
Spostrzega ciało Aliny.
Całuje usta umarłej i podnosi nóż. Pustelnik nadbiega.
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
GŁOS Z WIERZBY
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
Filon bierze na ramiona ciało Aliny i odchodzi z Pustelnikem.
Goplana i Skierka wychodzą z gęstwin.
GOPLANA
wskazując na wierzbę
SKIERKA
GOPLANA
Skierka odchodzi.
BALLADYNA
wbiega na scenę, obłąkana
GOPLANA
BALLADYNA
GOPLANA
BALLADYNA
GOPLANA
BALLADYNA
szukając koło siebie
GOPLANA
BALLADYNA
GOPLANA
BALLADYNA
zamyślona
GOPLANA
BALLADYNA
GOPLANA
BALLADYNA
GOPLANA
BALLADYNA
GOPLANA
BALLADYNA
GOPLANA
odkrywa twarz
BALLADYNA
GOPLANA
Balladyna bierze z rąk Goplany dzbanek Aliny i odchodzi milcząca.
Odchodzi.
Ganek przed chatą Wdowy ocieniony lipą. Wdowa i Kirkor siedzą na ławie.
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
WDOWA
KIRKOR
Balladyna wchodzi ze spuszczoną głową.
Bierze dzbanek. Balladyna odwraca głowę.
- Kirkor kładzie na jej palec pierścionek.
WDOWA
KIRKOR
Odchodzi Kirkor
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
Płacze łkając.
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
z przerażeniem
WDOWA
BALLADYNA
ścierając
WDOWA
BALLADYNA
trąc czoło
WDOWA
BALLADYNA
na nowo usiłując zetrzeć
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
Wspina się na palcach.
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
Wdowa odchodzi.
BALLADYNA
Wchodzą Swaty i Drużki, ustrojeni, z muzyką; zbliżają się do Balladyny:
ta odwraca twarz.
SWATY
śpiew
DZIEWICE
śpiewając
SWATY
śpiew
Dziewice podają Balladynie kosze z kwiatami.
BALLADYNA
Balladyna ucieka do chaty.
JEDNA Z DZIEWIC
JEDEN Z MŁODZIEŃCÓW
DRUGI Z MŁODZIEŃCÓW
Koniec aktu drugiego
Dom Wdowy dopalający się - przed pogorzeliskiem garstka wieśniaczego ludu.
PIERWSZA KOBIETA
DRUGA KOBIETA
STARZEC
PIERWSZA KOBIETA
STARZEC
DRUGA KOBIETA
DZIEWCZYNA
DRUGA KOBIETA
STARZEC
DRUGA KOBIETA
STARZEC
PIERWSZA KOBIETA
STARZEC
DZIEWCZYNA
DRUGA KOBIETA
DRUGA DZIEWCZYNA
DZIEWCZYNA
DRUGA KOBIETA
STARZEC
DRUGA KOBIETA
DZIEWCZYNA
PIERWSZA KOBIETA
DZIEWCZYNA
PIERWSZA KOBIETA
Grabiec wpada na scenę, za nim tłum dzieci.
DZIEWCZYNA
Odchodzi.
DZIECI
GRABIEC
STARZEC
GRABIEC
DZIEWCZĘTA
GRABIEC
DZIEWCZĘTA
GRABIEC
DZIECI
GRABIEC
DZIECI
GRABIEC
do Starca
STARZEC
GRABIEC
STARZEC
GRABIEC
STARZEC
GRABIEC
STARZEC
GRABIEC
STARZEC
śmiejąc się
GRABIEC
pokazując na pogorzelisko
DZIEWCZYNA
GRABIEC
DZIEWCZYNA
GRABIEC
DZIEWCZYNA
GRABIEC
DZIEWCZYNA
GRABIEC
DZIEWCZYNA
GRABIEC
DZIEWCZYNA
GRABIEC
DRUGA DZIEWCZYNA
wchodzi z grochowym wiankiem
Rzuca na głowę Grabkowi wianek.
DZIECI
DZIEWCZYNY
DZIECI
DZIEWCZYNY
DZIECI
STARZEC
bierze Grabka za rękę
Wyprowadza Grabka.
DZIECI
lecąc za Grabkiem
Dzieci i cały tłum wychodzą za Grabkiem.
Sala pyszna w zamku Kirkora. Balladyna wchodzi zamyślona w bogatej szacie - z wstążką czarną na czole.
BALLADYNA
sama
Wchodzi Kirkor zbrojny z rycerstwem.
KIRKOR
BALLADYNA
Wchodzi Fon Kostryn.
KOSTRYN
BALLADYNA
KIRKOR
BALLADYNA
KIRKOR
BALLADYNA
'
KIRKOR
BALLADYNA
rzucając się na szyję
KIRKOR
BALLADYNA
KIRKOR
BALLADYNA
KIRKOR
BALLADYNA
KIRKOR
Całuje w czoło.
odprowadzając na stronę
BALLADYNA
KIRKOR
BALLADYNA
KIRKOR
do Balladyny
Odchodzi Kirkor i wszyscy prócz Balladyny.
BALLADYNA
sama
Fon Kostryn wchodzi.
KOSTRYN
Balladyna staje w oknie i uśmiecha się. Kostryn na stronie.
BALLADYNA
odchodząc od okna
do Kostryna
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
Odchodzi.
BALLADYNA
sama
Wchodzi Wdowa ubrana jak w drugim akcie, w świątecznym ubiorze.
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
Wchodzi Sługa.
SŁUGA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
z westchnieniem
BALLADYNA
do sługi
WDOWA
do sługi
Sługa odchodzi.
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
Odchodzi.
BALLADYNA
sama
Kostryn wchodzi na scenę.
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
Kostryn przyklęka i całuje kraj szaty.
KOSTRYN
Kostryn poprzedza z pochodniami Balladynę - wychodzą.
Las przed chatą Pustelnika. Kirkor zbrojny. - Pustelnik z koroną w ręku.
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
PUSTELNIK
Wynosi żelazną skrzynkę.
KIRKOR
Wchodzi Sługa.
Sługa odchodzi.
PUSTELNIK
KIRKOR
Odchodzi Kirkor. - Słychać tętent oddalających się koni.
PUSTELNIK
Wchodzi Filon - fantastycznie ubrany.
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
PUSTELNIK
FILON
Odchodzi Filon.
PUSTELNIK
Balladyna wbiega prędko.
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
Odpycha ją gwałtownie.
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
z ironią
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
PUSTELNIK
BALLADYNA
jak ze snu
Ucieka.
PUSTELNIK
sam
Słychać śmiech w lesie.
Słychać odgłos łowów i psów łajanie.
Słychać dzwony podziemne.
Las jak poprzednio. - Skierka i Chochlik.
CHOCHLIK
SKIERKA
bierze porzuconą na kamieniu koronę
CHOCHLIK
Grabiec i Goplana wchodzą na scenę.
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
na stronie
głośno
GOPLANA
Odbiegają Skierka i Chochlik. - Do Grabka
GRABIEC
GOPLANA
zakreśla koło
Skierka i Chochlik niosą szaty i koronę.
SKIERKA
GRABIEC
poziewa
GOPLANA
GRABIEC
kładąc się
Poziewa.
Zasypia.
GOPLANA
Ściemnia się - czerwone chmury przechodzą i widma otaczają Goplanę odwróconą.
SKIERKA
Ściemnia się zupełnie. - Na głowie Goplany pokazuje się półksiężyc.
CHOCHLIK
SKIERKA
Goplana daje znak - księżyc z jej czoła znika - i światło wraca.
GOPLANA
patrząc na śpiącego
Grabiec wstaje z ziemi jak król dzwonkowy.
GRABIEC
poziewając
GOPLANA
GRABIEC
sięga do głowy i znajduje koronę
GOPLANA
GRABIEC
Pokazuje berło drewniane.
GOPLANA
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
ze wzgardą
CHOCHLIK
GRABIEC
SKIERKA
GRABIEC
Chochlik daje mu jabłko.
Kosztuje
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
GRABIEC
GOPLANA
Odchodzi Goplana.
GRABIEC
do Chochlika
do Skierki
CHOCHLIK
GRABIEC
CHOCHLIK
GRABIEC
do Skierki
SKIERKA
GRABIEC
Odchodzą wszyscy.
Sala w zamku Kirkora - Kostryn.
KOSTRYN
sam
Staje na stronie.
BALLADYNA
wchodzi głęboko zamyślona
Kostryn zbliża się.
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
Kostryn odchodzi.
Wchodzi Kostryn i Gralon.
GRALON
BALLADYNA
GRALON
BALLADYNA
GRALON
BALLADYNA
GRALON
BALLADYNA
GRALON
BALLADYNA
do Gralona
KOSTRYN
BALLADYNA
do Gralona
GRALON
BALLADYNA
GRALON
BALLADYNA
GRALON
BALLADYNA
z przerażeniem
GRALON
BALLADYNA
GRALON
BALLADYNA
oddychając
GRALON
KOSTRYN
GRALON
KOSTRYN
GRALON
KOSTRYN
GRALON
KOSTRYN
GRALON
KOSTRYN
GRALON
KOSTRYN
GRALON
KOSTRYN
do Balladyny, dobywając miecza
BALLADYNA
z pomięszaniem
KOSTRYN
napadając
GRALON
broniąc się
Biją się - Balladyna zdejmuje miecz ze ściany i, zachodząc z tyłu, zabija Gralona.
BALLADYNA
GRALON
Kona.
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
Koniec aktu trzeciego
Sala w zamku Kirkora - Uczta - Przez okna widać błyskawice.
Grabiec ubrany jak król siedzi na pierwszym miejscu - Balladyna, Kostryn, Szlachta, Służba zamkowa.
Chochlik i Skierka stoją za krzesłem Grabka.
JEDEN ZE SZLACHTY
GRABIEC
do Chochlika
CHOCHLIK
ze śmiesznym gestem
GRABIEC
SKIERKA
GRABIEC
KOSTRYN
GRABIEC
biorąc z tacy złotniki, rozdaje Chochlikowi, Skierce -
a potem sam napełnia kieszenie.
BALLADYNA
do innych
PIERWSZY ZE SZLACHTY
GRABIEC
PIERWSZY ZE SZLACHTY
DRUGI ZE SZLACHTY
PIERWSZY ZE SZLACHTY
BALLADYNA
KOSTRYN
GRABIEC
BALLADYNA
GRABIEC
BALLADYNA
GRABIEC
BALLADYNA
GŁOS SŁUGI
za kulisą
GŁOS WDOWY
za kulisą
BALLADYNA
WDOWA
wpada przebijając się przez służbę i staje śród sali -
dygając pomięszana
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
KOSTRYN
WDOWA
do Balladyny
BALLADYNA
GRABIEC
WDOWA
Czcić starą matkę. Czy to ja uprzędę
pokazując na suknię
BALLADYNA
WDOWA
GRABIEC
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
do Kostryna
WDOWA
BALLADYNA
WDOWA
BALLADYNA
po długim milczeniu
Słychać tętent.
SŁUGA
BALLADYNA
Goniec wchodzi.
GONIEC
BALLADYNA
GONIEC
BALLADYNA
GONIEC
BALLADYNA
GONIEC
BALLADYNA
GONIEC
GRABIEC
na którego wszyscy patrzą
SZLACHTA
GRABIEC
SZLACHTA
GRABIEC
BALLADYNA
do Kostryna
KOSTRYN
BALLADYNA
GRABIEC
PIERWSZY ZE SŁUG
GRABIEC
do Chochlika
CHOCHLIK
GRABIEC
SKIERKA
Chochlik gra na flecie smutną pieśń wiejską, a zmięszane głosy w powietrzu poczynają śpiewać.
ŚPIEW
Pieśń niknie jak echo.
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
do Chochlika
do Kostryna na stronie
do Chochlika
Chochlik gra.
ŚPIEW DUCHÓW
KOSTRYN
BALLADYNA
Chochlik gra.
ŚPIEW DUCHÓW
Pieśń kończy się echem.
BALLADYNA
daje znak ręką
JEDEN Z PANÓW
BALLADYNA
JEDEN Z PANÓW
KOSTRYN
do nieruchomej Balladyny
JEDEN Z PANÓW
Grom bije głośny... Balladyna budzi się.
BALLADYNA
do Kostryna
KOSTRYN
BALLADYNA
do gości
GRABIEC
budząc się
BIESIADNICY
GRABIEC
Pije.
BIESIADNICY
GRABIEC
BALLADYNA
GRABIEC
BALLADYNA
Pokazuje się cień Aliny z dzbankiem malin na głowie.
PIERWSZY ZE SZLACHTY
BALLADYNA
PIERWSZY ZE SZLACHTY
BALLADYNA
Cień znika.
PIERWSZY ZE SZLACHTY
DRUGI ZE SZLACHTY
BALLADYNA
padając
KOSTRYN
Wchodzą kobiety.
Wynoszą Balladynę.
Podczas tej mowy wynoszą stoły. - Grabiec wyprowadzony przez
służbę z pochodniami. - Za nim wszyscy biesiadnicy i Kostryn wychodzi ostatni.
Las przed celą Pustelnika. Burza trwa, Pustelnik i Kirkor.
KIRKOR
PUSTELNIK
KIRKOR
klaszcze, wchodzi Żołnierz
Rycerz wychodzi.
PUSTELNIK
KIRKOR
Kirkor wychodzi. Słychać tętent oddalających się.
PUSTELNIK
sam
Słychać głos Wdowy.
WDOWA
za sceną
PUSTELNIK
WDOWA
za sceną
Wdowa wchodzi jak ślepa, szukając drogi ręką.
PUSTELNIK
do Wdowy
WDOWA
PUSTELNIK
WDOWA
PUSTELNIK
WDOWA
PUSTELNIK
WDOWA
PUSTELNIK
WDOWA
PUSTELNIK
WDOWA
Klęka.
Wstaje.
Płacze.
PUSTELNIK
WDOWA
Błyska.
PUSTELNIK
WDOWA
PUSTELNIK
WDOWA
Śpiewa mrucząc
Odchodzi w las.
PUSTELNIK
Odchodzi do celi.
Noc - błyska. - Sala bez światła w zamku Kirkora.
Skierka i Chochlik wychodzą z drzwi, którymi wyprowadzono po uczcie Grabka.
SKIERKA
CHOCHLIK
SKIERKA
CHOCHLIK
SKIERKA
CHOCHLIK
SKIERKA
CHOCHLIK
Wylatuje.
Sala taż sama.
BALLADYNA
sama wchodzi w nocnym ubiorze z nożem w ręku
Idzie ku wieży.
Ogląda się.
Błyska.
Wychodzi na wieżę.
Sala taż sama.
KOSTRYN
wchodzi zbrojno z dobytym mieczem
Chce iść na wieżę i we drzwiach spotyka się z powracającą Balladyną.
Cofa się z przestrachem.
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
Kostryn wychodzi.
Kostryn wchodzi bez światła.
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
Wychodzi Balladyna na wieżę.
KOSTRYN
Balladyna wraca bez korony.
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
Kostryn wychodzi na wieżę.
do Kostryna, który wchodzi z koroną
KOSTRYN
ponuro
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
Rozwidnia się trochę.
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
Wychodzą.
Koniec aktu czwartego
Poranek na leśnej łące - Skierka i Chochlik.
SKIERKA
CHOCHLIK
SKIERKA
Przypływa tuman mgły rannej, oświecony tęczą; spod bramy kolorów wychodzi Goplana.
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
CHOCHLIK
GOPLANA
SKIERKA
GOPLANA
Wychodzi - Skierka i Chochlik lecą za nią.
Pod murami Gniezna wał.
Kirkor z dobytym mieczem, ze skrzydłami orlimi na barkach, wchodzi na czele wojska. - Chorągwie rozwinięte - trąby grają.
KIRKOR
do rycerzy
do rycerzy stojących na murach
RYCERZE
KIRKOR
JEDEN Z RYCERZY
Wchodzi Goniec kurzawą okryty.
KIRKOR
GONIEC
KIRKOR
GONIEC
KIRKOR
GONIEC
KIRKOR
Wychodzi z wojskiem.
Namiot Balladyny.
Kostryn i Balladyna w zbrojach - z hełmami zapuszczonymi wchodzą na scenę.
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
Wchodzi Żołnierz.
ŻOŁNIERZ
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
Bierze tarczę i dzidę z rąk giermka i wychodzi.
BALLADYNA
sama
Stara Kobieta w łachmanach wchodzi, podnosząc zasłonę namiotu.
STARA
BALLADYNA
Ucieka stara kobieta.
Wchodzi Żołnierz.
ŻOŁNIERZ
BALLADYNA
ŻOŁNIERZ
BALLADYNA
ŻOŁNIERZ
BALLADYNA
Wchodzi drugi Goniec.
GONIEC
BALLADYNA
daje pieniądze
GONIEC
BALLADYNA
Słychać okrzyki.
Kostryn wchodzi zbrojny i krwią pomazany.
KOSTRYN
BALLADYNA
chowając nóż zatruty po jednej stronie
Kostryn wychodzi.
GŁOSY ZA NAMIOTEM
BALLADYNA
Kostryn wprowadza poselstwo ze stolicy - jeden z obywateli niesie na tacy złotej chleb i sól.
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
do poselstwa miejskiego
Posłowie klękają.
POSEŁ MIEJSKI
BALLADYNA
do Kostryna
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
wskazując
BALLADYNA
PIERWSZY Z POSŁÓW
BALLADYNA
PIERWSZY Z POSŁÓW
BALLADYNA
PIERWSZY Z POSŁÓW
BALLADYNA
Wyjmuje nóż zatruty po jednej stronie i rozcina na dwoje chleb.
KOSTRYN
klękając
BALLADYNA
kosztując chleb, widzi, że Kostryn także je podaną sobie połowę
Wychodzi oparta na Kostrynie, za nią posłowie i lud.
Sala królewska w Gneźnie - tron w głębi - Kanclerz u stóp tronu.
Panowie państwa. Wawel dziejopis. - Paź. - Dwór. - Sędziowie.
KANCLERZ
Wchodzi Goniec.
GONIEC
KANCLERZ
WSZYSCY
KANCLERZ
Goniec drugi wchodzi.
GONIEC
KANCLERZ
PIERWSZY Z PANÓW
KANCLERZ
PIERWSZY Z PANÓW
KANCLERZ
WAWEL
KANCLERZ
WAWEL
PAŹ
KANCLERZ
Ściemnia się jak przed burzą.
JEDEN Z PANÓW
KILKU
Wchodzi Strażnik wieży.
STRAŻNIK
KANCLERZ
STRAŻNIK
KANCLERZ
STRAŻNIK
Słychać jęk z wieży.
KANCLERZ
PANOWIE
zrywając się z ław
KANCLERZ
STRAŻNIK
OKRZYKI
za sceną
Balladyna wchodzi w królewskim ubiorze, w koronie. Kostryn w zbroi. - Lud.
KANCLERZ
BALLADYNA
z tronu
KANCLERZ
BALLADYNA
Kostryn chwieje się i pada.
JEDEN Z PANÓW
BALLADYNA
przystępując do leżącego Kostryna
KOSTRYN
BALLADYNA
KOSTRYN
BALLADYNA
LEKARZ
Wynoszą ciało Kostryna, lekarz idzie za nim.
KANCLERZ
BALLADYNA
do siebie
głośno
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
WOŹNI
KANCLERZ
WOŹNY
Staje Lekarz zamkowy.
KANCLERZ
LEKARZ
KANCLERZ
LEKARZ
KANCLERZ
LEKARZ
KANCLERZ
LEKARZ
BALLADYNA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
Słychać trąby.
Wchodzi Filon z nożem i z dzbankiem malin, ubrany w kwiaty.
FILON
KANCLERZ
FILON
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
FILON
KANCLERZ
FILON
KANCLERZ
FILON
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
trąby
Wchodzi ślepa Wdowa, matka Balladyny.
WDOWA
KANCLERZ
WDOWA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
WDOWA
KANCLERZ
WDOWA
KANCLERZ
WDOWA
KANCLERZ
WDOWA
KANCLERZ
WDOWA
wydzierając się straży
KANCLERZ
WDOWA
Odchodzi ze strażą.
KANCLERZ
Słychać jęk.
ŻOŁNIERZ
KANCLERZ
ŻOŁNIERZ
KANCLERZ
BALLADYNA
Podają pić.
ŻOŁNIERZ
BALLADYNA
ŻOŁNIERZ
BALLADYNA
ŻOŁNIERZ
KANCLERZ
ŻOŁNIERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
BALLADYNA
KANCLERZ
WSZYSCY
KANCLERZ
WSZYSCY
KANCLERZ
BALLADYNA
po długim milczeniu
Piorun spada i zabija królowę - wszyscy przerażeni.
KANCLERZ
Koniec aktu piątego
PUBLICZNOŚĆ
wywołując
Wawel wychodzi, kłaniając się.
WAWEL
PUBLICZNOŚĆ
WAWEL
PUBLICZNOŚĆ
WAWEL
PUBLICZNOŚĆ
WAWEL
PUBLICZNOŚĆ
WAWEL
PUBLICZNOŚĆ
WAWEL
PUBLICZNOŚĆ
WAWEL
PUBLICZNOŚĆ
Koniec epilogu
W "Balladynie" występują dwa typy postaci:
Bohaterowie prawdopodobni:
PUSTELNIK, Popiel III wygnany
KIRKOR, pan zamku
MATKA, wdowa
BALLADYNA, córka
ALINA, córka
FILON, pasterz
GRABIEC, syn zakrystiana
FON KOSTRYN, naczelnik straży zamku Kirkora
GRALON, rycerz Kirkora
KANCLERZ
WAWEL, dziejopis
PAŹ
POSEŁ ZE STOLICY GNIEZNA
OSKARŻYCIEL SĄDOWY
LEKARZ KORONNY
Pany, rycerze, służba zamkowa, wieśniacy, dzieci
Bohaterowie fantastyczni:
GOPLANA
nimfa, królowa Gopła
CHOCHLIK
SKIERKA
Za czasów bajecznych, koło jeziora Gopła.
Geneza
Jako główny powód napisania „Boskiej komedii” przez Dante Alighierii uważa się motyw idealnej miłości poety do zmarłej ukochanej Beatrycze.
Czas i Miejsce
Dante rozpoczyna wędrówkę w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek roku 1300. Najpierw wędruje po Piekle oprowadzany przez Wergiliusza.
Kompozycja
„Boska Komedia” Dantego Alighierii jest poematem epickim, składającym się z trzech części zatytułowanych odpowiednio Piekło, Czyściec, Raj.
Streszczenie
Dante w swoim najbardziej znanym dziele zawarł kwintesencję ideologi średniowiecza. W utworze bardzo ważną rolę odgrywają alegorie, numerologia. Pierwsza część utworu zatytułowana Piekło jest wstępem do dalekiej podróży Dantego . Wyrusza on w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek roku 1300(25 marca lub 7 kwietnia). Dante ma 35 lat, jak pisze jest „na połowie czasów”, ponieważ średnia długość życia w tym okresie wynosiła 70 lat.
|
![]()
Dante Alighieri
Boska Komedia
|
Dante rozpoczyna wędrówkę w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek roku 1300. Najpierw wędruje po Piekle oprowadzany przez Wergiliusza. Składa się ono z 9 kręgów i jest dodatkowo podzielone na górne i dolne. Następnie przez 3 dni i 3 noce wędruje po Czyśćcu złożonym z 9 części. Ostatecznie przemierzając 9 niebios Raju trafia przed oblicze Boga.
Jako główny powód napisania „Boskiej komedii” przez Dante Alighierii uważa się motyw idealnej miłości poety do zmarłej ukochanej Beatrycze. W utworze wędrując po zaświatach Piekle, Czyśćcu i ostatecznie Niebie autor pragnie ukazać wędrówkę ludzkości do Boga, a tym samym do ostatecznego zrozumienia czym jest dobro, miłość, piękno. Dante osiąga Raj właśnie dzięki swojej ukochanej Beatrycze.
Prace nad napisaniem tego poematu epickiego zostały rozpoczęte najprawdopodobniej w roku 1307 po opuszczeniu Florencji przez Alighierii. W roku 1312 ukazała się pierwsza część dzieła , druga część pojawiła się natomiast w następnym roku.
Początkowo utwór miał zostać zatytułowany Komedia co wiązało się z ówczesną definicją sztuki rozpoczynającej się poważnie, a kończącej się szczęśliwie i wesoło. W wyniku uznania dla tego utworu potomność dodała przymiotnik Boska, i w ten sposób powstał obecnie stosowany tytuł Boska Komedia.
„Boska Komedia” Dantego Alighierii jest poematem epickim, składającym się z trzech części zatytułowanych odpowiednio Piekło, Czyściec, Raj. Poszczególne części utworu zostały podzielone każda na 33 pieśni poprzedzone pieśnią wstępną.
Pieśń I
Dante w swoim najbardziej znanym dziele zawarł kwintesencję ideologi średniowiecza. W utworze bardzo ważną rolę odgrywają alegorie, numerologia. Pierwsza część utworu zatytułowana Piekło jest wstępem do dalekiej podróży Dantego . Wyrusza on w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek roku 1300(25 marca lub 7 kwietnia). Dante ma 35 lat, jak pisze jest „na połowie czasów”, ponieważ średnia długość życia w tym okresie wynosiła 70 lat. Poeta po tym jak zabłądził znalazł się w ciemnym lesie. Nasuwa się tutaj alegoria świata pogrążonego w grzechu w jakim żyje Dante. Z biografii Dantego wiemy, iż jego życie po utracie ukochanej Beatrycze było bardzo rozwiązłe i grzeszne. Gęsty, ciemny las można by uznać również za alegorię rozważań bohatera nad popełnieniem samobójstwa. Dante próbuje się wydostać z lasu, odczuwa paurę (lęk, trwogę). Jednak pewnym uspokojeniem i pocieszeniem staje się dla niego Słońce, świecące nad wzgórzem, w oddali. Słońce stanowi alegorię Boga, rozświetla ono ciemności w jakich znalazł się Dante, i dodaje mu nadziei. Bohater chce wspiąć się na wzgórze, by zbliżyć się do Boga. Jednak pokonanie tego dystansu uniemożliwiają mu pewne postawy ludzkie kierujące człowieka w stronę grzechu, symbolizowane przez 3 zwierzęta: Pantera (symbolizująca zmysłowość), Lew (symbolizujący pychę), Wilczyca (symbolizująca chciwość). Dla Dantego najbardziej niebezpieczna okazuje się chciwość. Autor przedstawia scenę w której zostaje wręcz spychany przez wilczycę w przepaść, otchłań z której niemożna dostrzec Słońca. Ukazuje to niemożność odnalezienia przez Dantego „prostej drogi”(która wiedzie na wzgórze w kierunku Słońca) do zbawienia. Dante jest świadomy zrujnowania swojego życia.
Przed całkowitym oddaleniem się od Boga i spadnięciem w przepaść Dantego ratuje Wergiliusz (starożytny poeta będący mistrzem w swoim kunszcie dla Alighierii). Wergiliusz postanawia poprowadzić Dantego do Boga. Informuje, że jedyna droga wiedzie do Niego przez Piekło, Czyściec i Raj, natomiast Wilczyca nie przepuści ludzi dopóki nie będzie strącona przez Charta do piekła. Za Charta uznaje się Chrystusa, który ma przyjść w dniu Sądu Ostatecznego. Wergiliusz przeprowadzi Dantego przez poszczególne części Piekła i Czyśćca, natomiast w Raju odda go pod opiekę innego przewodnika.
Pieśń II
Wergiliusz, którego miejscem przebywania w zaświatach jest tzw. Przedpiekło informuje Dantego, iż wysłany został na prośbę Beatrycze przebywającej w Raju. To właśnie jego ukochana ma być dalszym przewodnikiem Dantego, o którym wspomniano w Pieśni I. Wergiliusz dodatkowo daje Dantemu do zrozumienia, iż jego wędrówka po zaświatach była wolą Boga i dlatego też Bóg będzie się nim cały czas opiekował podczas tej niezwykłej wyprawy.
Pieśń III
W tej części utworu Wergiliusz przyprowadza Dantego pod Bramę Piekła. Widnieje na niej napis:
"Przeze mnie droga w miasto utrapienia,
Przeze mnie droga w wiekuiste męki,
Przeze mnie droga w naród zatracenia.
Jam dzieło wielkiej, sprawiedliwej ręki.
Wzniosła mię z gruntu Potęga wszechwłodna,
Mądrość najwyższa, Miłość pierworodna;
Starsze ode mnie twory nie istnieją,
Chyba wieczyste - a jam niepożyta!
Ty, który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją"
Na podstawie fragmentu możemy stwierdzić, iż Piekło jest miejscem w którym dusze ludzkie skazane są na wieczne męki. Ta część za światów stworzona przez Trójcę świętą (Potęga wszechwłodna,
Mądrość najwyższa, Miłość pierworodna) jest wynikiem sprawiedliwości Bożej. Pieśń III rozpoczyna bogaty opis budowy Piekła.
Zanim Dante i jego przewodnik wkracza całkowicie do piekła, widzi dusze istot pasywnych „Ignavi” (Oportunistów), ludzi którzy nie mieli ściśle sprecyzowanych poglądów i zasad, naginająca się do panujących okoliczności dla własnego zysku. Są to ludzie którzy za życia nie dokonali niczego, ani dobrego ani złego. Dante rozpoznaje tutaj 2 ludzi Poncjusza Piłata oraz współczesnego mu Papieża Celestyna V. Ponadto znajdują się tutaj wyrzutki, które nie objęły żadnej strony podczas Buntu Aniołów w Niebie. Dusze te nie znajdują się ani w Piekle, ani nie są poza nim. Przebywają na wybrzeżu rzeki Acheron, która jest uznawana za podziemne odgałęzienie rzeki Styks. Dusze te skazane są na wieczne męki związane z tym, że są kąsane przez osy i szerszenie, a wiele innych owadów wypija ich krew i łzy.
Piekło zbudowane jest z 9 kręgów ułożonych koncentrycznie w kształt wielkiego leja.
Piekło powstało po tym jak w wyniku Buntu Lucyfera w Niebie został on strącony z niego robiąc dziurę w Ziemi. Z każdym kręgiem związani są coraz ciężsi grzesznicy. Kulminują się one w centrum ziemi gdzie na samym dnie znajduje się Szatan. W poszczególnych kręgach znajdują się osoby związane z danym grzechem, które odbywają odpowiednie do jego ciężkości kary. Dusze ludzi znajdujący się w Piekle w odróżnieniu od tych znajdujących się w Czyśćcu nie okazały skruchy, posiadają wiedzę o przeszłości i przyszłości, ale nie o teraźniejszości. Oznacza to, że po Sądzie Ostatecznym, świat skończy się a oni przestana posiadać tą wiedzę (można by wnioskować, że przestaną istnieć).
Pieśń IV
W tej pieśni przedstawione jest jak Dante i Wergiliusz za pomocą łodzi kierowanej przez Charona zostają przewiezieni na drugi brzeg rzeki Acheron. Charon nie chce pozwolić Dantemu na wejście do piekła, ponieważ wciąż jest istotą żyjącą. Jednak ulega namową Wergiliusza. Cała podróż nie została opisana, ponieważ Dante pogrążony w śnie budzi się dopiero na drugim brzegu. Bohaterowie docierają do pierwszego kręgu piekła czyli Limbo (Przedpiekle). W tej części Piekła znajdują się dusze ludzi nieochrzczonych oraz cnotliwych pogan, którzy mimo tego że nie byli grzeszni nie przyjęli Chrystusa. Jest to miejsce przebywania także osób, które nie oddawały stosownego hołdu ich poszczególnym bóstwom. Nie jest zadawana im kary fizycznej, dusze te cierpią jedynie duchowo, gdyż nigdy nie będzie dane im ujrzeć Boga. Główną ironią tego kręgu jest jego podobieństwo do Pól Elizejskich. Niewinni potępieni są karani niemożnością dostępu do nieba z powodu braku dostatecznej wiary. W Przedpiekle rozpościerają się zielone pola w centrum których znajduje się zamek Nobile castello, będący mieszkaniem dla najmądrzejszych ludzi antyku. Dante spotyka tam Cezara, Euklidesa, Homera, Horacego, Owidiusza, Ptolemeusza, Talesa. Akcja tej pieśni rozgrywa się w Wielki Piątek wieczorem.
Pieśń V
Pieśń ta jest nazywana pieśnią o miłości tragicznej, opisuje kolejny drugi krąg piekła. Na jego granicy znajduje się Minos, będący niejako sędzią, który wydaje wyroki każdej z dusz i wysyła je do jednego z niższych kręgów Piekła, owijając swój ogon dookoła ciała. Liczba zwojów ogona oznacza numer kręgu, do którego udają się poszczególni potępieńcy. W drugim kręgu znajdują się osoby które zgrzeszyły pożądliwością. Są one za karę poddawane nieustającej wichurze. Ma ona symbolizować siłę żądzy. Dante spotyka Francesca da Rimini opowiada ona mu o tym jak popełniła cudzołóstwo z bratem męża Paolo Malatesta. Uczucie jakie łączyło tych dwójka zostało odkryte przez męża Franceski podczas lektury legend arturiańskich. Usta kochanków zeszły się same pod wpływem sceny gdzie Lancelot całuje Ginewrę. Zdradzony mąż zamordował kochanków. Dante napotyka również na wiele innych postaci, które dopuściły się grzechu zmysłowości, takie jak : Helena trojańską, Achilles, Kleopatra, Parys, Tristan.
Pieśń VI
Krąg trzeci jest strzeżony przez Cerbera, trzygłowego pasa wywodzącego się z mitologi greckiej, kąsa on dusze grzeszników trafiających do tej części piekła. Przebywają tutaj dusze, które dopuściły się łakomstwa. Dusze zmuszane są do leżenia w błocie, pada na nie zimny deszcz i grad. Skazane są na spożywanie własnych odchodów. Dante spotyka tutaj współczesną mu postać Florentczyka Ciacco, który przepowiada przyszłość Włoch po roku 1300.
Pieśń VII
W pieśni znajduje się opis czwartego kręgu piekła. Znajdują się w nim osoby, które w nieodpowiedni sposób zarządzały dobrami materialnymi, tzn. Skąpcy , Chciwi – gromadzący dobra i pieniądze oraz Rozrzutni – wydający pieniądze lekką ręką. Pojawia się tutaj strona przepychania ciężkich worków pomiędzy tymi dwiema grupami. Strażnikiem jest tutaj Pluton wywodzący się z mitologi greckiej bóg bogactwa.
Pieśń VIII
W tej pieśni autor „Boskiej Komedii” kontynuuje opis piątego kręgu piekła rozpoczęty w Pieśni VII. Dusze przebywają tutaj w bagnistej rzece Stynks bijąc i zmagając się ze sobą. Gniewni walczą ze sobą na powierzchni rzeki natomiast osoby posępne, ponure i leniwe bulgocą pod wodą. Flegias w mitologi greckiej syn Aresa niechętnie przeprawia Dantego i Wergiliusza na drugi brzeg rzeki Styks za pomocą swojej lekkiej łodzi wiosłowej. W drodze zaczepiani są przez Filippo Argenti z włoskiej rodziny Gwelfów jednego z rywalizujących o władzę stronnictw politycznych na przełomie XII i XIII wieku.
Pieśń IX
Dante i Wergiliusz próbują przedostać się do drugiej części piekła tzw. Piekła Dolnego. Jest ono oddzielone od pierwszej części przez potężny mur otaczający miasto Disa. Disa jest miastem śmierci, które mieści się w 6 kręgu. Mury bronione są przez upadłych aniołów. W dalszych kręgach piekła będą znajdować się ludzie bardziej zatwardziali w swoich grzechach. Mury otoczone są przez moczary. Erynie i Meduza straszą Dantego, nie pozwalają na przejście. Na pomoc podróżnikom przybywa wysłannik niebios. Akcja rozgrywa się w poranek Wielkiej Soboty.
Pieśń X i XI
Dante i Wergiliusz wędrują po szóstym kręgu piekła. W tej części znajdują się dusze heretyków uwięzionych w płonących grobowcach. W zależności od stopnia herezji natężenie płomieni jest różne. Dante prowadzi dyskusję z parą Floretańczyków: Farinata degli Uberti z rodziny Gibelini oraz z Cavalcante de' Cavalcanti pochodzącego z rodziny Gwelfów reprezentującej przeciwne stronnictwo polityczne.
Pieśń XII-XVI
Wergiliusz objaśnia Dantemu strukturę kolejnej części piekła. Opisany jest tutaj siódmy krąg piekła. Przebywają tutaj gwałtownicy. Wejścia do tego kręgu strzeże Minotaur postać często przedstawiana jako człowiek z głową byka. Można by podzielić ten krąg na trzy pierścienie.
Zewnętrzny pierścień – przebywają tutaj gwałtownicy przeciwko ludziom i własności prywatnej. Są oni pogrążeni w rzece Flegetonte uznawanej za jedną z pięciu rzek zaświatów. W rzece płynie płonący ogień, gotuje się tutaj krew grzeszników. Pierścienia pilnuje Centaurus dowodzony przez Chirona. Wymienia on tutaj nazwiska przebywających w tym rejonie tyranów: Aleksander, Dionizjusz, Azzolino, Opizzo.
Centaur Nessus prowadzi poetów wzdłuż rzeki, oraz przeprowadza ich przez jej bród na drugi brzeg.
Środkowy Pierścień – miejsce przebywania samobójców, są oni przeobrażeni w sękate, kolczaste krzaki lub drzewa. Są one rozdzierane przez Harpie, czyli mitologiczne bóstwa wiatrów wyobrażane jako drapieżne ptaki.
Ponadto samobójcy po sądzie ostatecznym nie zmartwychwstaną w sensie cielesnym, zachowają swoja postać krzaków z wiszącymi na nich zwłokami. Dante wędruje po tej części piekła, zrywa gałązkę z jednego z krzaków. Po czym słyszy opowieść Pier della Vigna, który popełnił samobójstwo po tym jak stracił przychylność Fryderyk II Hohenstauf. Innymi mieszkańcami tego pierścienia byli rozpustni, którzy zniszczyli swoje życie poprzez stracenie środków utrzymania koniecznych do przeżycia (pieniądze, dobra materialne). Efektem tego są ciągle gonieni przez dzikie psy po ciernistym podszyciu lasu. Drzewa są w tym pierścieniu metaforą, za życia jedyną formą ulgi był dla nich ból (samobójstwo), podobnie w Piekle, jedyna forma ulgi możliwa jest poprzez ból (zerwanie gałązki).
Wewnętrzny Pierścień - przebywają tutaj gwałtownicy przeciwko Bogu (Bluźniercy) jak również gwałtownicy dopuszczający się sodomii. Grzech sodomski to grzech przeciwko przyrodzeniu (np. masturbacja, seks homoseksualny, seks heteroseksualny tylko dla przyjemności). W pierścieniu tym przebywają także gwałtownicy przeciwko sztuce (lichwiarze). Znajdują się oni na pustyni z płonącym piaskiem i padającymi z nieba ognistymi płatkami. Bluźniercy leżą na piasku, lichwiarze siedzą na nim, natomiast sodomici wędrują pomiędzy tymi dwiema grupami. Dante rozmawia z dwoma Florentyńczykami : Brunetto Latini, Iacopo Rusticucci. W stanowisku Dantego nie wszyscy dopuszczający się grzechów sodomskich są skazani na ogień piekielny, Ci którzy okazali skruchę znajdują się w Czyśćcu. Wśród osób skazanych za lichwiarstwo Dante spotyka: Catello di Rosso Gianfigliazzi, Ciappo Ubriachi, Giovanni di Buiamonte, Paduans Reginaldo degli Scrovegni, Vitaliano di Iacopo Vitaliani.
Pieśń XVII
Bohaterowie zbliżają się w tej pieśni do pogranicza kręgu ósmego. Do dwóch ostatnich kręgów można dotrzeć jedynie schodząc po potężnej ścianie skalnej. Dante i Wergiliusz pokonują tą część wyprawy na grzbiecie Geriona, skrzydlatego potwora, o którym Dante pisze, iż ma twarz człowieka uczciwego i ciało zakończone kolczastym odwłokiem jak u skorpiona. Symbolizuje on oszustwo.
Pieśń XVIII – XXX
Dante dociera do Kręgu ósmego. Nazywany jest on Malebolge. Dzieli się na dziesięć koncentrycznych kulistych czeluści z mostami umożliwiającymi ich pokonanie. Każdy z tych rowów nazywany jest w oryginale jako Blogia. W centrum Malebolge znajduje się dziewiąty ostatni krąg piekła. W dziewiątym kręgu znajdują się ludzie fałszywi, dopuszczający się świadomych oszustw. W kolejnych pieśniach opisane są poszczególne Blogia ósmego kręgu.
Blogia 1 – odbywają tutaj karę stręczyciele, uwodziciele. Są oni zmuszani do maszerowania rzędami w przeciwnych kierunkach, chłostani przez demony. Dante dostrzega w grupie stręczycieli Venedico Caccianemico, natomiast w grupie uwodzicieli Jazona.
Blogia 2 - odbywają tutaj karę pochlebcy. Są oni zanurzeni na zawsze w rzece ludzkich odchodów.
Blogia 3 – odbywają tutaj karę ludzie którzy dopuścili się sprzedaży urzędów kościelnych dla osiągnięcia własnych kożyści. Są oni obróceni do góry nogami w dużej chrzcielnicy wyciętej w skale. Ich stopy pogrążone są w płomieniach. Gorąc płomieni zależy od ciężkości grzechu jakiego się dopuścili. Dante spotyka tutaj Papieża Mikołaja III, potępiony za sprzedaż urzędów kościelnych dwóm jego następcom, papieżowi Bonifacemu VII i Klemensowi V.
Blogia 4 – miejsce przebywania czarnoksiężników i fałszywych proroków. Za karę mają przekręcone głowy tak, iż widzą jedynie to co znajduje się za nimi, nie widzą już przyszłości i tego co przed nimi.
Blogia 5 – w tej części znajdują się skorumpowani politycy, szantażyści, nie skrupulatni businessmani i wszyscy inni grzesznicy wykorzystujący swoją pozycję społeczną do osiągnięcia bogactw i własnych celów. Odbywają swoją karę będąc zanurzeni w smole. Straż nad tymi duszami pełni diabły. Lider diabłów wyznacza żołnierzy, którzy eskortują Dantego i Wergiliusza przez most do dalszych części piekła.
Blogia 6 - most nad tym rowem jest zepsuty. Poeci schodzą do wnętrza rowu i odnajdują przebywających w nim obłudników, hipokrytów. Grzesznicy obojętnie kroczą ubrani w pozłacane ołowiane płaszcze. Są one bardzo ciężkie. Dante rozmawia z Catalano i Loderingo. Znajduje się w tej części również Kajfasz który nalegał na egzekucję Chrystusa.
Blogia 7 – przebywają tutaj złodzieje, strzeżeni przez Centaura. Są oni tropieni i kąszeni przez węże. Znajdują się tutaj również smoki oraz inne mściwe gady. Dusze ugryzionych przez węże ulegają różnym metamorfozą. Niektóre tracą ludzką postać i przybierają postać gadów., By ponownie przybrać formę człowieka muszą wykraść ją od innych grzeszników. Transformacje przyczyniają się do dużego cierpienia dusz znajdujących się w tej części piekła.
Blogia 8 - odbywają tutaj karę fałszywi doradcy, którzy dawali złe lub skorumpowane porady innym w celu osiągnięcia zysków. Ich dusze są ciągle w płomieniach.
Blogia 9 - odbywają tutaj karę dusze ludzi którzy promowali skandale, rozłamy i niezgodę. Szczególnie ciężkie kary otrzymują Ci, którzy byli siewcami schizm w kościele i polityce. Grzesznicy są tutaj zmuszani do ciągłego chodzenia po okręgu i noszenia strasznej, oszpecającej rany zadanej im mieczem przez demona. Rany te odzwierciedlają grzechy poszczególnych dusz. Gdy obejdą cały rów do o koła rana ulega zagojeniu lecz w tym samym czasie demon zadaje im kolejną. Tutaj Dante odnajduje torturowanego muzułmańskiego proroka Mahometa. Odyseusz opowiada Dantemu swoja historię, mówi o tym jak opuścił rodzinę, dom i popłynął na koniec Świata.
Blogia 10 –Ta blogia podzielona jest dodatkowo na kolejne cztery części odpowiednio dla alchemików, fałszerzy podrabiających różne dobra np. Pieniądze, odtwórców i kłamców. W każdym pododdziale blogia występują różne stopnie kary . Dusze tych grzeszników poddawane są uciążliwym chorobom.
Pieśń XXXI
Poeci docierają do pogranicza ostatniego dziewiątego kręgu Piekła. Jest on otoczony przez klasyczne i biblijne olbrzymy. Olbrzym Anteusz spuszcza Dantego i Wergiliusza do wnętrza jamy dziewiątego kręgu.
Pieśń XXXII – XXXIV
Dziewiąty krąg podzielony jest na cztery podkręgi. Przebywają tutaj zdrajcy. Są zamrożeni w jeziorze nazywanym Kokytos.
Każda grupa zdrajców jest umieszczona w lodzie na różnej głębokości . Dante wyróżnia następujące strefy:
Strefa 1 - nazywana jest Kaina, znajdują się tutaj zdrajcy osób najbliższych.
Strefa 2 - nazywana jest Antenora, przebywają tutaj zdrajcy narodu lub stronnictwa. Nazwa tego podkręgu wywodzi się od mitologicznego bohatera będącego doradcą Priama, który według średniowiecznej tradycji wydał jego miasto Grekom.
Strefa 3 - nazywana jest Tolomea, jest miejscem przebywania zdrajców którzy nadużywali czyjegoś zaufania.
Strefa 4 – nazywana Giudecca jest ostatnią najgłębszą częścią Piekła. Jest miejscem królowania Lucyfera. Zdrajcy Boga. Wszyscy grzesznicy, którzy się tutaj znajdują są całkowicie zanużeni w lodzie. Poeci przemieszczają się jak najszybciej do centrum gdzie znajduje się szatan. Opisany jest on przez Dantego jako potwór o trzech twarzach: jednej czerwonej, jednej czarnej i jednej jasno żółtej. W swoich paszczach przeżuwa trzech głównych zdrajców ludzkości: Judasza, Brutusa i Kasjusza. Jest olbrzymią, przerażającą bestią, płaczącą łzami wypływającymi z sześciu jego oczy, które mieszają się z krwią zdrajców.
Poeci kierują się ku centrum ziemi przechodzą przez tunel na jej drugą półkule do Góry Czyśćcowej.
Pieśń I -II
Po zakończeniu podróży do najgłębszych partii Piekła, Dante i Wergiliusz wydostają się z tych mrocznych i przygnębiających otchłani ku Górze Czyśćcowej. Znajduje się ona na drugiej półkuli (W czasach życia Dantego uważano, iż Piekło znajduje się pod Jerozolimą, natomiast Czyściec na jej antypodach). Góra położona jest na wyspie, jest jedyną krainą na południowej półkuli. Na brzegu wyspy uwagę Dantego i Wergiliusza przyciąga muzyczny występ Casella. Poganin Katon gani Casella za swoje zachowanie. Katon z polecenia Boga jest głównym strażnikiem podejścia do Góry. Na podstawie utworu nie możemy określić jakie jest przeznaczenie Katona, czy jest nim Niebo czy też wieczne cierpienie w Piekle. Akcja tej pieśni rozgrywa się w Niedzielę Wielkanocna wczesnym rankiem.
Pieśń III- VI
Dante zaczyna się wspinać na Górę Czyśćcową, w jej niższych partiach stoku spotyka pierwszych ekskomunikowanych. Wspinając się wyżej natrafia na dusze tych, którzy okazali skruchę na krótko przed śmiercią i tych którzy umierali bolesną gwałtowną śmiercią. Te dusze wstąpią do Czyśćca dzięki okazaniu szczerej skruchy, aczkolwiek muszą one odczekać poza nim czas równy długości swojego życia na ziemi.
Pieśń VII - VIII
Wergiliusz wyjaśnia Dantemu dlaczego znalazł się w Limbo. Sordello uprzedza poetów, że w nocy nie mogą wejść do Czyśćca. Dante wskazuje tutaj na piękną dolinę. Zauważa w niej niedawno zmarłych monarchów wielkich krajów Europejskich: cesarza Rudolfa, króla Czech Ottokara, Jakuba Aragońskiego, Fryderyka sycylijskiego, Henryka III, Wilhelma z Monterrato. Są w niej również inni ludzie, którzy poświęcili się społeczeństwu i prywatnym obowiązkom, co utrudniało im wiarę. Zbliża się wieczór dusze zmarłych odmawiają modlitwę. Do doliny strzeżonej przez aniołów próbuje wślizgnąć się wąż. Jest on alegorią pokusy. Odpędzają go anioły, symbolizując działanie łaski bożej, która może zwalczyć pokusę.
Pieśń IX
Dante pogrąża się w śnie, podczas którego zostaje przeniesiony pod bramy właściwego Czyśćca.
Brama Czyśćca jest strzeżona przez anioła, który za pomocą swojego miecza znaczy siedmiokrotnie literę „P” na czole Dantego. Za pomocą dwóch kluczy złotego i srebrnego otwiera bramę Czyśćca, a następnie ostrzega Dantego by nie oglądał się za siebie, ażeby nie znalazł się ponownie poza jego bramami. Fragment ten ma symbolizować walkę Dantego z grzechem i jego wychodzenie z otaczającego go zła, poprzez pozostawienie dotychczasowego życie za sobą. Począwszy od tego momentu Wergiliusz prowadzi Dantego przez siedem kolejnych tarasów na które jest podzielony Czyściec. Każdy kolejny taras odzwierciedla siedem kolejnych grzechów śmiertelnych. W każdy kolejnym tarasie ma miejsce oczyszczenie grzeszników z określonego grzechu. Dusze mogą poruszać się jedynie w górę z niższych tarasów na wyższe, wynika to z sensu Czyśćca, gdzie dusze wspinają się w kierunku Boga w Niebie. Mogą się one wspinać jedynie w czasie godzin dziennych kiedy światło Boga wskazuje im właściwą drogę ku Niebu.
Pieśń X-XII
Dante dociera do pierwszego tarasu Czyśćca. Przybywają w nim ludzie pyszni. Za karę noszą oni ogromne kamienie na swoich plecach. Ich ciężar uniemożliwia im stanąć wyprostowanymi. Ma to nauczyć grzeszników, iż duma obciąża ich duszę i lepiej ją porzucić. Przed wejściem na kolejny taras Czyśćca anioł zmazuje z czoła Dantego jedną z liter „P” które wcześniej nakreślił, symbolizuje to oczyszczanie z jednego z grzechów, które obciążały duszę Dantego.
Pieśń XIII-XV
Dante dociera do drugiego tarasu Czyśćca. Przebywają tutaj osoby zazdrosne. Dusze tych osób mają oczy zszyte drutem i noszą ubrania które powodują, że nie można ich odróżnić od ziemi. Bóg chce nauczyć tych grzeszników poprzez te kary by nie zazdrościli innym, a skupili się na miłości do Niego.
Pieśń XV-XVII
W trzecim tarasie przebywają dusze ludzi gniewnych. Za karę chodzą oni w ostrym, żrącym dymie. Kara ta ma nauczyć przebywających tutaj jak gniew oślepia ich wzrok i powstrzymać ich przed wyrokami wobec innych osób.
Pieśń XVIII-XIX
Taras czwarty Czyśćca. Leniwi odbywają tutaj karę poprzez nieustanne bieganie. Mogą oni oczyścić się z tego grzechu jedynie będąc gorliwi w odbywaniu pokuty.
Pieśń XIX-XXI
W piątym tarasie Dante odnajduje dusze osób nieumiejętnie dysponujących dobrami materialnymi, czyli osób rozrzutnych i chciwych. Ich oczyszczenie odbywa się w ten sposób, iż leżą nieruchomo twarzą skierowaną do ziemi . Ma to nauczyć grzeszników by odwrócili ich uwagę od posiadania dóbr, władzy i skierowali ją w stronę Boga. Dante spotyka tutaj duszę poety Stacjusza, który cieszy się iż zakończył swoje oczyszczenie i może wspiąć się do Raju.
Pieśń XXII-XXIV
Dante dociera do szóstego tarasu. Przebywają tutaj dusze osób nieumiarkowanych w jedzeniu i piciu. Ich oczyszczenie odbywa się poprzez powstrzymywanie się od wszelkich posiłków i napojów. Uczucie głodu jest tutaj potęgowane przez żądzę spożycia zakazanego owocu. Byli żarłocy są tutaj zmuszani do przechodzenia przez kaskadę w której płynie zimna woda, nie mogąc przestać jej pić, zwiększa to u nich cierpienie spowodowane głodem.
Pieśń XXV-XXVII
Dante dociera do ostatniego siódmego tarasu Czyśćca. Przebywają tutaj dusze ludzi lubieżnych. Wszyscy którzy popełnili grzechy seksualne, zarówno heteroseksualiści jak i homoseksualiści są oczyszczani z grzechów w ogniu. W przebywających tutaj duszach naprawiane jest nadmierne pożądanie seksualne, niewłaściwe skierowanie miłości pochodzącej od Boga. Ponadto wszystkie dusze z wcześniejszych sześciu tarasów muszą również przejść przez ścianę płomieni zanim dostaną się do Raju, najprawdopodobniej z powodu iż grzechy na niższych tarasach miały swoje korzenie w nie właściwym skierowywaniu miłości. Również Dante musi uczestniczyć w tej pokucie by odkupić się i ostatnia litera „P” znajdująca sie na jego czole została zmazana.
Pieśń XXVIII-XXXIII
Dante wznosi się na szczyt Góry Czyśćcowej. Znajduje się tam Eden(Raj Ziemski). Miejsce to oznacza w rzeczywistości powrót do stanu niewinności, czyli stanu który istniał na Ziemi przed pojawieniem się grzechu pierworodnego pierwszych rodziców Adama i Ewy. Tutaj Dante spotyka Matyldę.
Przedstawia przez nią „Panią Filozofii”. Była ona obiektem jego uczuć po śmierci Beatrycze oraz uosobieniem mądrości. Matylda była kobietą chwały i piękna, przebywała w Raju by przygotować swoją duszę do Nieba. Wraz z nią Dante jest świadkiem procesji . Uczestniczy w niej ukochana Dantego z lat młodości , czyli Beatrycze. To właśnie ona zleciła Wergiliuszowi misję oprowadzenia Dantego po zaświatach. Tutaj rola Wergiliusza jako przewodnika kończy się teraz to Beatrycze będzie przewodnikiem Dantego po Raju Niebieskim. Wergiliusz przebywając na stałe w pierwszym kręgu Piekła nie ma wstępu do Raju i w tym momencie znika. Dante wypija wodę z rzeki Leta(w mitologi greckiej to jedna z rzek Hadesu). Dzięki temu jego dusza zapomina wszystkie popełnione przez niego dotychczas grzechy. Następnie wypija wodę z rzeki Eunoë, efektem tego jest odzyskanie pamięci o dobrych uczynkach. Mając oczyszczoną w taki sposób duszę Dante może skierować całą swoja miłość w kierunku Boga. W tym momencie kończy się podróż Dantego po Czyśćcu, może opuścić Górę Czyśćcową i odbyć podróż po Niebie.
CZĘŚĆ III (NIEBO)
Pieśń I
Po wcześniejszym wstąpieniu Dantego do Nieba, Beatrycze jako przewodnik będzie oprowadzać go przez dziewięć kolejnych niebios Ptolemeusza, aż dotrą do Empireum przed oblicze Boga. Wizja obrazu Nieba przedstawiona przez Dantego jest zupełnie inna niż miało to miejsce w przypadku Czyśćca czy Piekła. Jak pisze Dante przedstawiony przez niego obraz Nieba jest jego własną wizją, choć ma ono tak naprawdę konstrukcję którą można przedstawiać w sposób wieloznaczny. Mamy tutaj do czynienia ze zdematerializowaniem obrazu Nieba. Dużą rolę odgrywają tutaj dźwięk i kolory. Dusze ludzi wydzieliły poszczególne części Nieba w zależności od stopnia ich ludzkiej zdolności do kochania Boga. Pojawia się pewna hierarchia, która jednak nie wynika z możliwości dostępu do Boga bo tak naprawdę każda dusza ma taką samą możliwość zbliżenia do Boga. Hierarchia ta jest raczej efektem różnego rozwoju duchowego dusz znajdujących się w Niebie, co pozwala niektórym duszom na głębsze przeżywanie tej miłości. Podczas podróży na Księżyc Beatrycze wyjaśnia Dantemu sens istnienia ciemnych plam na jego powierzchni.
Pieśń II – V
Dante przedstawia tutaj opis pierwszego niebiosa. Jest nim Księżyc składa się z dusz które nie dopełniły w całości złożonych przez nie ślubów. Duchy te robią wrażenie cieni lub postaci odbitych w tafli wody, lustrze. Dante spotyka tutaj Piccarda, siostrę swojego przyjaciela Forese Donati, która zmarła krótko po jej przymusowym usunięciu z zakonu. Beatrycze prowadzi rozmowę na temat wolności woli człowieka i nienaruszalności świętej przysięgi. Powstaje tutaj pytanie czy można zrekompensować niewypełniony całkowicie lub częściowo ślub innym zobowiązaniem.
Pieśń V-VII
Drugim niebiosem jest Merkury. Składa się ono z dusz promieniujących blaskiem mającym swe źródło w miłosierdziu Boga, które oświeca całe Niebo. Dusze te ceniły wysoce chwałę ziemska. Justynian pierwszy opowiada tutaj historię Imperium Rzymskiego. Beatrycze wyjaśnia Dantemu sens zadośćuczynienia Chrystusa poprzez jego śmierć za grzechy ludzkości. Beatrycze wyjaśnia dlaczego świat składa się z elementów trwałych i nietrwałych.
Pieśń VIII-IX
W tej części utworu pojawia się opis trzeciego niebiosa. Jest nim Wenus. Dusze tutaj przebywające uległy za życia wpływowi miłości. Dante spotyka Karola Martela dookoła którego koncentrują się dusze przebywające w tym kręgu. Odnośnie poruszanych w tej części utworu problemów doktrynalnych, mówi się o tym, że cechy charakteru nie sa dziedziczone oraz o szkodliwości tłumienia naturalnych skłonności człowieka. W tej części Nieba znajdują się również Cunizza da Romano i Folquet de Marseille, mówią oni o zepsuciu obyczajów, szczególnie w prowincji Treviso oraz wśród kleru.
Pieśń X-XIV
Dante i Beatrycze wznoszą się do kolejnego czwartego niebiosa. Jest nim Słońce. Składa się ono z dusz wielkich myślicieli. Ich liczba jest niezwykle wielka, jednak najważniejszymi są Św. Tomasz z Akwinu i Alber Wielki. Poeta składa w tej części utworu hołd mądrości Boga, która objawiła się w dziele stworzenia człowieka i świata. Przedstawione są tutaj również dwa filary kościoła św. Franciszek i św. Dominik.
Pieśń XIV-XVIII
Dante wędruje po piątym niebiosie, Marsie. Znajdują się tutaj dusze ludzi walczących za wiarę Chrześcijańską. Salomon wyjaśnia wątpliwości Dantego dotyczące blasku ciała ludzkiego po zmartwychwstaniu.
Pieśń XVIII – XX
Beatrycze doprowadza Dantego do szóstego kręgu Nieba, jest nim Jowisz. Składa się on z dusz pobożnych i sprawiedliwych. Dante dostrzega lśniącego orła, jednoczy on wszystkich zbawionych. Obraz orła składa się z zebranych razem dusz sprawiedliwych. Przemawia on w pierwszej osobie, jednak wyraża stanowisko wszystkich dusz. Orzeł udziela odpowiedzi na wątpliwości Dantego czy jest sprawiedliwym niedopuszczanie do szczęścia wiecznego ludzi, którzy nie mogli znać Chrystusa ze względu na to, ze żyli przed jego narodzeniem. Wśród duchów zbawionych na Jowiszu Dante dostrzega Trojańczyka Ryfeusza i cesarza rzymskiego Trajana. Tutaj Dante stawia pytanie dlaczego Bóg zbawia tych dwóch, a odmawia zbawienia Wergiliuszowi.
Pieśń XXI-XXII
Dante dostaje się do siódmego niebiosa. Jest nim Saturn. Znajdują się tutaj duchy kontemplacyjne. Saturn wygląda jak drabina, jest to alegoria wznoszenia się coraz wyżej dzięki kontemplacji. Drabina ta jest podobnie jak orzeł w poprzednim kręgu stworzona z dusz zbawionych. Milknie tutaj wzniosła muzyka, która towarzyszyła duchom na niższych niebiosach. Ma to umożliwić im pełną kontemplację w ciszy. Dante przy tym zastanawia się dlaczego dusze kontemplujące dotarły tak blisko Boga. Odpowiedzi udziela mu Pier Damiano tłumacząc, że miłość zbliża do Boga, a muzyka ucichła gdyż Dante nie jest przystosowany do odbierania pełni zjawisk niebiańskich. Przebywają w tym rejonie głównie zakonnicy.
Pieśń XXIII - XXVII
Akcja rozgrywa się w ósmym niebiosie. Złożone jest ono z dwóch części. W jednej z nich osobami centralnymi są Chrystus i Beatrycze, a w drugiej Maria Panna. Beatrycze prosi o łaskę mądrości dla Dantego. Ponadto w ósmej części Nieba, Dante jest egzaminowany z jego wiary przez Św. Piotra, z jego nadziei przez Św. Jakuba oraz z jego miłości przez Św. Jana Ewangelistę.
Pieśń XXVII – XXIX
Dante i Beatrycze wznoszą się do dziewiątego niebiosa Nieba. Jest to tzw. Primum Mobile. Istotne są tutaj pojawiające się spostrzeżenia Dantego odnośnie kryzysu moralnego świata. Poeta przedstawia również obraz Boga jako nieruchomego punktu świetlnego dookoła którego obracają się kręgi dziewięciu chórów niebieskich, śpiewających hymny pochwalne. Jest to pierwszy ruchomy rejon. Stanowi siedzibę aniołów. Beatrycze tłumaczy Dantemu, że Bóg stworzył aniołów nie dla siebie lecz po to by blask jego majestatu odbijający się od chórów anielskich jeszcze bardziej świadczył o istnieniu Boga.
Pieśń XXX
Ostatecznym celem podróży Dantego jest Empireum do którego dociera właśnie w tej pieśni. Ramy czasu i przestrzeni przestają istnieć w bezpośredniej bliskości Boga. Boga otaczają aniołowie i dusze wybrane. Empireum ma kształt ognistej rzeki ozdobionej kwiatami.
Pieśń XXX-XXXIV
Beatrycze opuszcza w Empireum Dantego, a jego przewodnictwo obejmuje św. Bernard z Clairvaux. W Empireum poeta staje przed obliczem Boga, napełnia go niesamowita radość i szczęście. W tym miejscu kończy się długa wędrówka Dantego.
Poeta podsumowuje Boga jako:
„Miłość, co wprawia w ruch słońce i gwiazdy”
TOM I - Streszczenie Szczegółowe
Początkiem powieści Reymonta jest scena spotkania księdza ze starą Agatą. Spotkanie jest przypadkowe – podczas codziennej przechadzki proboszcz mija Agatę niosącą podróżny tobołek. Kobieta, zapytana o cel wędrówki, odpowiada, że wyrusza w świat po prośbie.
|
![]()
Władysław Stanisław Reymont
|
CHŁOPI, TOM 1 - JESIEŃ
I
Początkiem powieści Reymonta jest scena spotkania księdza ze starą Agatą. Spotkanie jest przypadkowe – podczas codziennej przechadzki proboszcz mija Agatę niosącą podróżny tobołek. Kobieta, zapytana o cel wędrówki, odpowiada, że wyrusza w świat po prośbie. Decyzję swoja tłumaczy tym, iż nie przystoi jej mieszkać u krewniaków także zimą, kiedy nie ma dla niej żadnej roboty w gospodarstwie, a pod dach zagarnąć trzeba także i zwierzynę. Zakłopotany ksiądz daje jej skromną jałmużnę i idzie dalej. Obserwuje szare pola, mija różnych ludzi i z każdym zamienia parę życzliwych słów na temat pracy, pogody czy gospodarstwa.
Ludzie kopiący kartofle w jednej z mijanych przez proboszcza grup, chwalą między sobą księdza. Rozmawiają o starej Agacie i obgadują Kłębów, czyli jej krewnych, którzy, jak się okazuje w przytoczonej rozmowie, wygnali ją na zimę. W rozmowie poruszony jest także temat Jagny: kobiety wyśmiewają się z jej wyniosłości i nieróbstwa. Pada sugestia, że mąż gospodyni, Hanki, romansuje z Jagną. Dowiadujemy się również, że teść Hanki, Maciej Boryna, wciąż nie przepisuje na syna swojej ziemi. Jest on jednym z bogatszych gospodarzy w całych Lipcach, opisany jako jeszcze krzepki, zdolny do pracy i – na co zwracają uwagę kobiety – do żeniaczki.
Na pole przybiega Józka, córka Boryny, z informacją, że zachorowała jedna z krów. Kobiety od razu biegną na teren gospodarstwa. Jednocześnie zachodzi słońce i wszyscy kończą pracę w polu.
II.
Mimo interwencji Hanki i innych ludzi krowa zdycha. Widać, że dla wszystkich jest to duża strata. Jedynym, choć marnym pocieszeniem, jest ilość pożywienia, które jałówka może dostarczyć.
Pojawia się wracający z miasta gospodarz, Maciej Boryna. Zgodnie z przewidywaniami rodziny denerwuje się na Hankę i na Józkę, obwiniając także je o śmierć krowy. Przekonany jest bowiem, że gdyby nie jego nieobecność na gospodarstwie, nic by się zwierzęciu nie stało. W sposób widoczny Boryna budzi respekt wśród domowników, boi się go synowa, czyli Hanka, młody pastuch Witek, oraz córka.
Z dialogów oraz opisów odczuć bohaterów, daje się odczytać także niechęć syna do ojca. Kiedy Boryna śpi, rozzłoszczony Antek wypowiada pod nosem słowa: „śpia se kiej dziedzic, a ty parobku rób”. Niechęć ta jest odwzajemniona, myśląc o swoich dzieciach, Boryna mówi do siebie: „wszystkie to kiej te wilki za owcą”. Przekonany jest, że jedyne o czym myślą, to spadek i gospodarstwo.
Antek z charakteru i zachowania jest podobny do swojego ojca, toteż również przed nim Hanka odczuwa lęk, nie śmie o nic go prosić.
Do późnego wieczora wszyscy krzątają się przy gospodarstwie. Nie ma czasu na lenistwo, ani na odpoczynek, cały czas w obejściu i w domu czeka na każdego jakiś obowiązek. Nawet Józka, która w zasadzie jest jeszcze małą dziewczynką, nieustannie wykonuje jakąś domową czynność.
Jeszcze tego wieczoru Boryna jedzie do wójta. Okazuje się, że gospodarz ma przed sobą sprawę sądową – oskarżony jest o ojcostwo dziecka, które urodziła służąca u niego jakiś czas dziewczyna, Jewka.
W domu wójta, poza omawianiem czekającej Borynę rozprawy, namawiają go także do ożenku. Wśród propozycji pada imię Jagny. W drodze powrotnej Boryna idzie koło domu Jagny, zagląda przez okno i zachwyca się jej urodą.
III.
Następnego dnia stary, kulawy parobek Kuba i młody pastuch Witek, robią porządek w obejściu. Dokładnie opisane jest przy tym gospodarstwo Boryny. Stary Kuba, dokładny, pracowity i sumienny, odnosi się z surową troską i ze zrozumieniem, w stosunku do młodego sieroty, jakim jest Witek. Czule przemawia również do zwierząt, nie tylko karmi je i poi, ale również czule do nich przemawia, gładzi. Również jego pomocnik i podopieczny troszczy się o zmarznięte wróble, czy o zwierzęta z gospodarstwa.
Niespodziewanie Witek dostaje brutalną karę cielesną od gospodarza za to, że nie dość dokładnie pilnował krowy – „Boryna łoił go rzetelnie, wybijał mu na skórze swoją stratę tak zajadle, że Witek miał już gębę posiniaczoną, z nosa puściła mu krew, krzyczał w niebogłosy”.
Boryna, po wymierzeniu pastuchowi własnej, domowej sprawiedliwości, jedzie do sądu, w sprawie Jewki. Miejsce gmachu sądowego opisane jest dość szczególnie – „narodu się nawaliło, że ani palca wetknąć, i parli się coraz krzepciej na kraty, aż trzeszczały”. Przeprowadzanych jest wiele spraw jednocześnie. Panuje chaos, ludzie kłócą się między sobą, obrażają nawzajem, sądowy woźny zaś nieustannie zmuszony jest uciszać petentów. Większość pozwów dotyczy spraw gospodarskich, zabitej zwierzyny, zagarniętych mórg ziemi itd.
Sprawa Boryny, który – jak się okazuje – nie jest winny, nie kończy się wyrokiem. Historia z poszkodowaną Jewką, którą w swoim czasie przygarnął, ukazuje go jako człowieka, który mimo swojej zawziętości potrafi być litościwy.
W sądzie pojawia się też Dominikowa, matka Jagny. Po rozprawie wracają razem. Dominikowa podejrzewa kowala, czyli zięcia Boryny, o winę wobec Jewki i sprowaokawanie jej do próby obarczenia Boryny. Motywacją kowala jest według niej czystą złośliwość. Dowiadujemy się, że Maciej jeszcze gorzej żyje z zięciem niż z synem. Ostrożnie temat schodzi na Jagnę, Boryna znów zaczyna myśleć o ożenku.
IV.
W niedzielę wszyscy we wsi idą do kościoła. Msza jest kluczową ceremonią, bardzo uroczystą i przez wszystkich mieszkańców poważnie traktowaną. Ksiądz wzniosłym kazaniem doprowadza wiernych do łez i wyrzutów sumienia. Parobek Boryny, Kuba, który od księdza dostał złotówkę za upolowane ptaszki, rzuca ją ze wzruszeniem na tacę.
Widoczna jest tu również pewna hierarchia – niektórzy mieszkańcy wsi mają w kościele swoje ławki, innym (na przykład Kubie) nie wypada nawet podejść do przodu.
Pobożność chłopów, mimo że widoczna tylko w niedzielę podczas mszy, jest jednak nieudawana. Powszechny jest respekt przed osobą księdza i świętym miejscem.
Kiedy po mszy z kościoła wychodzi Jagna, wszyscy mieszkańcy nie spuszczają z niej wzroku. Dla mężczyzn zachwycająca jest jej uroda, kobiety zaś przyglądały się dziewczynie z zazdrością.
Przy niedzielnym obiedzie Antek znowu spiera się z Boryną, wypominając mu brak spadku w postaci zapisanej dla niego ziemi, a także skąpstwo. Potem przechadza się z Hanką i z zazdrością oglądają pole należące wciąż do ojca. Trudno dogadać im się także między sobą, i jedno i drugie nosi w sobie poczucie krzywdy i przekonanie o swojej samotności.
Syn Boryny nie szanuje żony, traktuje ją z obojętnością i surowością. Ona z kolei wyraźnie kocha Antka, oczekuje od niego dobrego słowa, zaś za każdym razem, gdy słyszy jego docinki i półsłówka, jest jej przykro. Nie rozumie również Macieja, wie bowiem, że gdyby zapisał im ziemię, ona do starości troszczyłaby się o niego i dogadzała mu.
W tym czasie wieczorne życie wsi toczy się w karczmie. Żyd Jankiel próbuje namówić Kubę, żeby okradał Borynę, obiecuje mu także alkohol i pieniądze za upolowaną zwierzynę. Ten jednak jest oburzony i nie godzi się na okradanie swojego gospodarza. Właściciel karczmy z kolei przedstawiony jest jako człowiek chytry: dolewa parobkowi tak, że w końcu ten winien jest mu całego rubla.
Reszta towarzystwa także pije, niektórzy tańczą, wielu z nich kłóci się i dogryza sobie nawzajem.
V.
Opisana jest tu „pogłębiająca się” jesień, w której coraz krótszy dzień „wstawał coraz leniwiej, stężały od chłodu i cały w szronach, i w bolesnej cichości ziemi zamierającej”. Nadeszła pora wiatru, który „warzył resztki zieleni i rwał ostatnie liście topolom pochylonym nad drogami, że spływały cicho niby łzy”.
We wsi przygotowywano się do jarmarku. Razem z nim nadchodził czas płacenia podatków. Ci, których nie stać było na uiszczenie obowiązkowych opłat, traktowali jarmark jako okazję do sprzedania części inwentarza lub innych dóbr. Jedni chcieli sprzedawać krowy, inni z kolei młócili zborze lub tuczyli świnie albo gęsi. Okazuje się, że także podczas jarmarku najmowano służbę do pracy na gospodarstwach. Podczas roboty Boryna rozmawia z Kubą, namawia na pozostanie na służbie. Kuba stawia pewne warunki, na które Maciej niechętnie się zgadza. Poucza Kubę podczas rozmowy, że Jezus stworzył niektórych na gospodarzy, innych na parobków. Pada znamienna kwestia: „Takie już na świecie urządzenie jest i nie twoja głowa zmieni”.
Kiedy rozpoczął się jarmark, już o świcie wyruszali ze wsi dosłownie wszyscy: gospodarze, parobkowie, kobiety, młode dziewczyny, biedota itd. – „Kto jeno żył, to z całej okolicy walił na jarmark”. Na jarmarku, poza kupnem i sprzedażą gospodarskich dóbr, odbywało się życie towarzyskie, dokonywano również zmiany służby i najmowano najróżniejszą pomoc. Przy okazji handlowano drobiazgami, ozdobami, czy odzieżą. Dla każdego jarmark był wielkim wydarzeniem i rozrywką naraz, podziwiano kolorowe towary, a ci, którzy nie mogli sobie na nie pozwolić cieszyli się już samym oglądaniem.
Cały dzień, podczas drogi i na miejscu, Boryna obserwował uważnie Jagnę. Przy okazji odwiedził urzędowego pisarza po to, by złożyć skargę na dwór: chciał bowiem uzyskać odszkodowanie za to, że jego krowa zachorowała na skutek zjedzonej na dworskim polu kończyny.
Po wyjściu od pisarza Boryna spotkał Jagnę. Pożartowali chwilę, po czym Maciej dał jej w prezencie chustę, którą kupił przedtem swojej córce, oraz drogą wstążkę z przykazaniem, aby nie godziła się zbyt pochopnie na różne propozycje zamążpójścia. Jagienka zdziwiona była zachowaniem Boryny, jednak nie sprawiało jej ono przykrości.
Jeszcze na jarmarku zdążył Boryna pokłócić się z kowalem, czyli swoim zięciem. Konflikt dotyczył ziemi, której Maciej nie zapisał również swojej córce, żonie kowala. W rozmowie tej pierwszy raz wspomniał także na głos o możliwych planach ożenku. Mimo pozornej zgody, która nastąpiła pod koniec, jeden drugiemu nie uwierzył w dane sobie nawzajem obietnice: „jeden drugiemu nie wierzył ani tyla, co za paznokciem – znali się dobrze, jak te łyse konie i przezierali na wskroś, kieby przez szyby”
VI.
Po jarmarku rozpoczęła się pora deszczowa, całe Lipce zrobiły się ciemne i wyciszone. Głównym zajęciem stały się „kapuśniaki”, czyli wycinanie i zwożenie kapusty. Mieszkańcy pomagali sobie nawzajem w robocie, jednego dnia wycinano warzywo w jednym, drugiego dnia w drugim gospodarstwie.
Wielu ludzi żartowało już z planów zamążpójścia Boryny. Najbardziej docinała szczególnie złośliwa Jagustynka. Na sugestię Hanki, że dopiero na wiosnę Boryna pochował żonę, odpowiada: „Kużden chłop to jak ten wieprzyk, żeby nie wiem jak był nachlany, to do nowego koryta ryj wradzi”.
Kiedy z wycinania kapusty Jagna wracała do domu, spotkała Antka. Mężczyzna pomógł jej wyciągnąć wóz z zabłoconej ziemi, a następnie postanowił ją odprowadzić. Z ich zachowania oraz z dialogu między dwojgiem domyśleć się można, że od dawna trwa miedzy nimi flirt. Syn Boryny zwierza się, że to dla niej namówił Kłębów na zorganizowanie zabawy. Dziewczynie także uczuciowo nie był obojętny mąż Hanki, bo „tchu złapać nie mogła, ni przyciszyć serca namiętnie bijącego”.
Po powrocie do domu Jagna zastała u siebie Jambrożego. Tym razem kościelny pojawił się jako swat. Krytykował młodych, którzy wesela chcą po to, by tylko balować za pieniądze z posagu żony, zdradzając po chwili, że przychodzi na polecenie Boryny. Dominikowa, po wyrażeniu wielu wątpliwości, wyraziła w końcu zgodę na zaręczyny, przekonując sama siebie tym, że córka jej będzie przez pierwszego gospodarza Lipiec szanowana.
Postawa Jagny z kolei była dość obojętna („mnie ta wszystko jedno, każecie, to pójdę”). Jedyną wyartykułowaną refleksją przyszłej narzeczonej było to, że majątki i ziemia są jej obojętne, oraz że u matki było jej dobrze z tego powodu, że robiła co chciała. Borynę lubiła, mając jednak na uwadze to, że chustkę i wstążkę, którą kupił jej na jarmarku, dostałaby także i od innych, gdyby tylko mieli tyle pieniędzy co gospodarz.
Tymczasem, niezależnie od wizyty Jambrożego i bez wiedzy o zaręczynach, do Jagny przyszła Józka prosić ja o pomoc w wycinaniu kapusty u Borynów.
VII.
W dniu, w którym miała iść do Borynów pomagając przy wycinaniu kapusty, odwiedził Jagnę Mateusz. Był to parobek, który po półrocznej wędrówce wrócił do Lipiec. Przed wyruszeniem w świat romansował z Jagną. W serdecznym przywitaniu przeszkodziła im Dominikowa. Wyrzuciła gościa, robiąc przy tym córce liczne wyrzuty.
Podczas swoich tłumaczeń, Jagna zaczyna jawić się jako osoba bezwolna, łatwo ulegająca licznym emocjom, szczególnie emocjom związanym z mężczyznami: „zawsze z nią się tak dzieje, że niech kto a ostro spojrzy na nią (…) to się w niej wszystko trzęsie, moc ją odchodzi”.
Podczas wycinania kapusty u Borynów, zebrała się w ich kuchni spora grupa kobiet. Pracowały, docinając sobie nawzajem lub żartując. Rozmowa zeszła między innymi na starego Rocha, tajemniczą postać, która co kilka lat pojawiała się w Lipcach. O człowieku tym mówiono, że podróżował po całym świecie, odwiedzając także Ziemię Świętą.
Rozmowę przerwało wejście Boryny. Gospodarz skonstatował z radością, że Jagna ubrana jest w chustkę od niego, zaraz też zaczął częstować gości wódką i posiłkami. Pojawił się także tajemniczy Roch. Ze wszystkich ludzi towarzyszących Borynom przy pracy, najbardziej zainteresowana gościem była Jagna. Zastanawiała się jak to jest podróżować, jak wygląda nieznany jej świat. Ona jedyna też wzruszyła się grą skrzypiec, za które zabrał się jeden z gości Borynów – „zły same kapały z tej onej tęskliwości dziwnej, co jej była wstała w sercu nie wiadomo za czym”.
Muzykę zagłuszył skowyt psa – okazało się, że Łapa, pies Borynów przycięty ma ogon. Wtedy to, chcąc pouczyć chłopów, że pies również jest żywym stworzeniem i cierpi jak człowiek, stary Roch zaczął opowiadać historię.
Historia była o tym, jak to Pan Jezus „szedł na odpust”. Opowiadał stary Roch, że podczas drogi „Zły” – prawdopodobnie Szatan – chciał zmylić trasę Jezusowi, posyłając przeciw niemu raz kurzawę, raz gęsty las, a na końcu dzikie zwierzęta. Kiedy znakiem krzyża przepędzone zostały zwierzęta, został tylko pies, jeszcze nie oswojony przez ludzi. Szczekał na Jezusa, próbował go ugryźć i nie dał się odgonić tak długo, aż zarządził Jezus, że odtąd będzie pies człowiekowi służył i nie da sobie bez niego rady. Opowieść Rocha kończy się historią, jak to Jezus obronił psa na odpuście, kiedy próbowali go zabić inni ludzie, ten zaś chodził już zawsze za nim, próbując także odgonić od krzyża Pana faryzeuszy. To pies również najdłużej czekał pod krzyżem, aż w końcu, umierając, powiedział mu Jezus „pójdź, Burek, ze mną”.
Poza złośliwą Jagustynką wszyscy potraktowali historię z powagą. Kiedy rozchodzili się do swoich domów, Jagnę potajemnie odprowadził Antek.
VIII.
Nazajutrz po wycinaniu kapusty rozeszła się wiadomość o zaręczynach Boryny z Jagną. Informacja od razu wzbudziła zazdrość wśród kobiet. Denerwowały się, że zarozumiałość Jagny jeszcze się spotęguje, kiedy stanie się pierwszą gospodynią w Lipcach. „Jagna! (…) To się lachała z tym i owym… a teraz gospodynią pierwszą będzie! Jest to na świecie sprawiedliwość?”, „Będzie się ona dopiero nadymała! I tak kiej ten paw chodzi a głowy zadziera”. Przewidywano też, że kowal, albo Antek z Hanką nie darują tego Jagnie, która w sposób naturalny zostanie ich konkurentką do ziemi. Nowina nieznana była tylko dzieciom Boryny.
Jedyną osobą, która uważała, że Maciej powziął dobre postanowienie co do przyszłości, była Jagustynka. Okazało się, że zapisała ona swoim dzieciom całą ziemię i szybko została z niej wygnana.
Do Dominikowej na swaty Boryna wysłał Jambrożego i wójta. Opisana jest scena, w której targują się oni o przyszłą pannę młodą. Wszystko odbywa się jak w przedstawieniu: matka Jagny udaje, że nie wie o co i o kogo chodzi, obiecywana jest ziemia, inwentarz itd. Wedle powziętego wcześniej planu oficjalne zaręczyny zostały przyjęte i wszyscy poszli do karczmy, gdzie czekał Boryna.
Jagna przyjmowała radość narzeczonego spokojnie, a nawet z obojętnością. Ten z kolei był dla niej wylewny, obiecywał jej spokój, wygodę i dostatek. Inaczej rozmawiała z Boryną Dominikowa, wykorzystując nastrój przyszłego zięcia i twardo targując się z nim o najlepszą ziemię. Uzyskała tym samym korzystną obietnicę zapisu.
W karczmie poruszano także temat sprzedaży chłopskiego lasu przez dziedziców mieszkających we dworze.
IX.
Jesień tymczasem chyliła się ku końcowi i powoli nadchodziły mrozy. Wieś obległa informacja, że dwór sprzedał jednak las na wyrąb i wszystkich ogarnął markotny, zimowy nastrój. Niewesoło było także u Borynów, gdzie dzieci Macieja wiedziały już o jego zaręczynach z Jagną. Wiedziano również o zapisanych jej sześciu morgach najlepszej ziemi. Józka i Hanka popłakiwały, Antek zaś „ani jadł, ni spał, nie mógł się zająć czymkolwiek, był ogłuszony jeszcze nieprzytomny zgoła i nie wiedzący, co się z nim dzieje”.
Kuba tymczasem dostał strzelbę od Jankiela, aby polować dla niego na zwierzynę. Obiecał także Witkowi, że następnym razem ten pójdzie z nim do boru postrzelać. Przy okazji dowiaduje się czytelnik o samotności Witka, o tym, że nie ma on nikogo, a nawet nie pamięta imion rodziców.
Kuba zabiera go do kościoła, aby dał na wypominki za zmarłych. Ze wstydu, że nie pamięta ani jednego z członków swojej rodziny, Witek wymienia pierwsze imiona, jakie przychodzą mu do głowy.
Nadeszły Zaduszki. Wszyscy odwiedzają groby zmarłych, słychać szepty modlitw i panuje nastrój grozy i tajemniczości. „Cicho było, tą dziwnie posępną cichością Zaduszek; tłumy szły drogą w surowym milczeniu, ino tupot nóg się rozlegał głucho, ino te drzewa przydrożne chwiały się niespokojnie (…), ino te grania i śpiewy proszalne dziadów łkały w powietrzu”.
Opisany jest także stara część cmentarza, o którą nikt z mieszkańców wsi już nie dbał. Właśnie w starej, zaniedbanej części Kuba odprawił rytuał Dziadów, rozrzucając chleb po mogiłach dla pokutujących dusz. Wypowiadał za każdym razem życzenie o treści „pożyw się, duszo krześcijańska, co cię wypominam w wieczornym czasie”. Przy okazji opowiedział również Witkowi, jak kiedyś służył we dworze, przy koniach i na polowaniach, dopóki dworu nie spalili, razem z służącą w nim matką Kuby.
Reszta ludzi, szczególnie kobiet, odprawiała rytuał Dziadów potajemnie, także rzucając resztki zadusznej wieczerzy na nagrobki.
X.
Antek wybrał się do księdza po poradę, w związku z planowanym ożenkiem Macieja. Pierwszą reakcją proboszcza był gniew: przypominał Antkowi, że Boryna jest jego ojcem i należy mu się szacunek, a ponadto inni ludzie mają o wiele gorzej i grzechem jest narzekanie na niesprawiedliwy los. Syn gospodarza odpowiada, że „juści, ino tej pokorności mam już po grdykę, że więcej nie ścierpię! Choćby i zbój, choćby i ukrzywdziciel, ale że ojciec rodzony, to już wolno wszystko, a dzieciom nie wolno dochodzić swojej krzywdy!”
Przy okazji dowiedział się także ksiądz, że wszyscy we wsi chcą walczyć z dworem o sprzedany las.
Gorzki humor Antka spowodowany był nie tylko ziemią, którą odpisał Boryna Jagnie, ale również zazdrością i słabością, jaką do Jagny, czyli do przyszłej macochy, odczuwał. Chcąc pobyć między ludźmi, aby poprawić choć trochę nastrój, Antek udał się do szwagra, kowala. Tam jednak spotkały go drobne złośliwości i docinki na temat Jagny. Pokłócił się także ze szwagrem (o majątek Boryny), oraz z goszczącym u niego wójtem. Wójta oskarżał o to, że jest przez Borynę przekupiony, oraz że dostał wynagrodzenie od dworu za to, by trzymać stronę dziedzica w sprawie sprzedaży lasu. W złości, pokłócony i ze szwagrem i z wójtem wrócił do domu.
Następnego dnia kowal przyszedł do Antka tak, jakby żadna konflikt między nimi nie zaszedł. Zaczął namawiać Antka, aby przy świadkach obiecał im Boryna ziemię, oraz by spłacili Józkę i drugiego brata, Grzela, który służył w wojsku. Jednocześnie namawiał go, aby nie załatwiał interesów kłótnią i aby udawał, że zadowolony jest z ożenku ojca. Antek jednak wyrzucił kowala z gospodarstwa wyzywając go od złodziei. Zorientował się bowiem, że kowal chce dla siebie także gruntów po zmarłej matce Antka. Kowal tymczasem postanowił się dogadać z Boryną przeciw Antkowi.
Hankę odwiedził stary Bylica, jej ojciec. Podczas rozmowy okazało się, że siostra Hanki źle traktuje ojca, który nie dojada, nie ma ciepłego miejsca do spania i często wyganiany jest z domu.
Tego samego dnia, pod wieczór, kowalowa, Antek i Hanka spotkali się z Boryną na gospodarstwie. Wybuchła między nimi gwałtowna kłótnia o ziemię. Antek z żoną wypominali, ile pracy wkładają w gospodarstwo, które nie należy do nich, kowalowa zaś prosiła, aby odpisał Jagnie to, co już jej prawnie zapisał. Mężczyźni wygrażali sobie, kobiety płakały.
Boryna starał się początkowo nie dopuścić do bójki. Apogeum kłótni nastąpiło wtedy, gdy Hanka zaczęła obrażać Jagnę. Boryna chciał uderzyć synową, jednak osłonił ją Antek dorzucając swoje trzy grosze do wyzwisk kierowanych w stronę Jagny. Wtedy to mężczyźni zaczęli się bić.
Boryna ucierpiał mniej niż Antek, jednak spokoju nie dawała mu opinia, którą właśnie zasłyszał o przyszłej żonie. Z żalu nakazał synowi, aby opuścił jego dom. Hanka i Antek wyprowadzili się po cichu, bez kłótni i protestów. Razem z nimi poszedł pies Łapa. Od decyzji Boryny nikomu z domowników nie ulżyło.
XI.
Niedługo po kłótni Antka z Boryną nadszedł dzień wesela. Dominikowa od rana pouczała córkę jak obchodzić się z przyszłym mężem tak, aby uzyskać coś dla siebie i nie doznać krzywdy.
Przygotowania do zabawy trwały od rana. Dziewczyny przyozdabiały wieś wstążkami i stroikami, a dom panny młodej jedliną i świerkiem. Z wnętrza domu wyniesiono sprzęty, a pokoje ozdobiła Jagna kolorowymi wycinkami.
Panna młoda nie odczuwała jednak radości z powodu ślubu. Odczuwała tęsknotę za czymś, czego nie umiała nazwać („kolebałam się w niej dusza jak woda i raz wraz biła, jakby o kamień jaki”). Dodatkowo nastrój jej psuła myśl o Antku. Kiedy bowiem matka z rana pouczała ją na temat małżeństwa, powiedziała także, jak to Antek obrażał Jagnę podczas kłótni z Boryną.
Cały dzień do domu przychodzili na moment różni goście, niosąc w podarunku chleb, mięso, kury lub pieniądze. Szybko jednak wracali do siebie i dopiero pod wieczór, kiedy na drogę wyszła orkiestra, powychodzili z domów i przyłączali się do grających. Orkiestra doprowadziła gości do domu Dominikowej i zawróciła do pana młodego. Wójt i Szymon, jeden z braci Jagny, zgodnie z tradycją wyciągnęli Borynę z domu i powiedli do przyszłej małżonki.
U Dominikowej odbyło się błogosławieństwo i po nim dopiero para młoda w asyście gości, orkiestry i drużbów udała się do kościoła. Po szybkim ślubie wrócili do domu pannny młodej, gdzie przywitała ich znowu Dominikowa chlebem i solą.
Pierwszy taniec był zgodnie ze zwyczajem tańcem dla młodej – Jagna bawiła się wtedy z każdym z weselników, a na sam koniec z młodym. Boryna opisany jest jako wyśmienity tancerz – „a okręcał w miejscu, a zawracał, a hołubce bił, aż wióry leciały z podłogi”. Po tańcu rozpoczął się posiłek, a wraz z nim picie, rozmowy, żarty. Poruszano gorące tematy, takie jak sprzedaż lasu lub nakaz wybudowania nowej szkoły, którą sfinansować miała wieś, i na którą nikt poza wójtem nie chciał się zgodzić.
Żartowano także z Jagny i Boryny. Po cichu szeptano o krzywdzie Antka i Hanki, o braku radości na twarzy Jagny, a wreszcie o romansach panny młodej z Mateuszem czy Antkiem i o braciach Jagny, Szymonie i Jędrzeju, którym od lat matka nie pozwala się żenić, i którzy zawsze wykonywali wszystkie czynności domowe tak, by siostra ich robiła w domu jak najmniej.
Po posiłku rozpoczęły się zabawy, a potem oczepiny. Polegały one na udawanej wojnie między panienkami, które broniły Jagny przed starszymi. Kiedy obrona nie udała się, z upozorowanym smutkiem założono Jagnie czepek na znak, że od tej chwili ma obowiązki żony. Na zmianę goście bawili się lub odprawiali weselne obrzędy. Trwało to do świtu, aż większość weselników posnęła od alkoholu i tańców.
XIII
Witek wrócił do domu z wesela o świecie i od razu zasnął. Dlatego też nie słyszał nawoływań Kuby, który od kilku dni z niewiadomych przyczyn był chory. Dopiero zbudzony przez psa zaniósł mu wodę i opowiedział trochę o weselu. Kuba jednak czuł się już bardzo źle, wszystko bolało go i gorączkował. Cierpiał i wołał o pomoc. Witek pobiegł więc po pomoc na wesele, gdzie jednak większość była już pijana lub spała. Nikt za bardzo nie chciał go słuchać, a Jagustynka wyrzuciła go nawet z domu Dominikowej.
Dopiero późnym rankiem Jagustynka zajrzała do Kuby, orientując się szybko, że parobek umiera. Chciała posłać po księdza, jednak Kuba nie zgadzał się, aby proboszcz, którego podziwiał z nabożeństwem, przychodził do niego do obory. Został więc sam, z psem Łapą i końmi. Głaskał podchodzące do niego zwierzęta, nie mogąc się ruszać. Z daleko dochodziły go głosy weselników, które rozpoznawał. W malignie zastanawiać się zaczynał nad codziennymi kłopotami wsi i jej mieszkańców.
Kiedy pod wieczór przyszedł do Kuby Jambroży okazało się, że parobek ma postrzeloną łydkę, o której nikomu nie powiedział. Sprawcą rany okazał się borowy, który przyłapał go na polowaniu na zające. Na uratowanie nogi było już za późno. Jambroży zasugerował obcięcie nogi w szpitalu, zakładając parobkowi tymczasowy opatrunek.
Kuba, gdy został sam, zaczął rozpaczać. Z słów Jamborżego wywnioskował, że ucięcie nogi uratowałoby mu życie, jednak bał się, że jako bezużyteczny kaleka zostanie przez Borynę wygnany. „Juści, parobek bez kulasa… ni do pługa, ni do żadnej roboty. Cóż ja bym począł? Bydło mi ino pasać albo na żebry iść… we świat, pod kościół, gdzie… abo jak ten stary trep na śmiecie…”.
W tym samym czasie Jagna uroczyście przeprowadzała się do męża. Muzyka wciąż grała, Boryna szykował poczęstunek. Dominikowa namawiała Jagnę, by odpoczywała i korzystała z wesela zamiast podejmować od razu gości. Reszta panien, razem ze swoimi matkami, zazdrościła Jagience nowego domu, przy okazji złośliwie obgadując ja i przesadnie troskliwą Dominikową.
Pojawił się też Jankiel, którego niektórzy, jako Żyda, nie chcieli przyjąć. Boryna jednak wyniósł mu wódkę.
Zabawa rozgorzała na nowo, tym razem jednak Jagna zachowywała się jak gospodyni. Jednocześnie poczuła się radośnie i swobodnie w nowym domu.
Roch zawołał Jambrożego do Kuby. Ten nie był zachwycony, że przerywają mu posiłek – zawołał: „niech zdycha, a nie przeszkadza ludziom jeść”. Poszedł jednak za Rochem do stajni, gdzie okazało się, że parobek uciął sobie nogę siekierą nad kolanem. Myślał bowiem, że w ten sposób wyzdrowieje, unikając jednocześnie szpitala.
Roch troskliwie opatrywał Kubę i modlił się. Pojechał tez po księdza przykazując, aby nie zostawiano parobka samego. Jambroży jednak wrócił do domu Boryny napić się wódki. Do Kuby przyszła Józka, przyniosła mu trochę weselnego jedzenia, opowiadała mu o zabawie, o tym jak matka Jagny odgania syna od dziewczyny. Parobek jednak niewiele już rozumiał ze słów dziewczyny.
Księga kończy się opisem, jak to ulatuje do nieba dusza Kuby, a w tle słychać wesołą zabawę weselników.
Streszczenie Szczegółowe- Pierwszy list Wertera do przyjaciela - Wilhelma. Streszczenie - Wersja Mini
Głównyn bohaterem utworu Goethego jest Werter. Z listów, które pisze do swojego przyjaciela - Wilhelma, dowiadujemy się, że ma nie więcej niż 20 lat i prowadzi beztroskie, młodzieńcze życie. Nie ma jescze planów na przyszłość. Żyje chwilą.
Dyskusja na forum o lekturze |
![]()
Johann Wolfgang von Goethe
Cierpienia Młodego Wertera
|
KSIĘGA PIERWSZA
4 maj 1771.
- Pierwszy list Wertera do przyjaciela - Wilhelma.
- Werter wspomina Eleonorę, która zakochała sie w nim, gdy odwiedzał jej siostrę.
- Odpiera zarzuty przyjaciela, że nie kochał Eleonory i nie brał związku na poważnie. Przyznaje, że rozkochał ją w sobie.
- Opowiada o sporze miedzy ciotką a jego rodziną. Spór dotyczy spadku rodzinnego. Mówi, że zajmie się całą sprawą.
- Werter opisuje nieprzyjemne miasto, w którym przyszło mu mieszkać.
- Jest zafascynowany przyrodą wokół miasta.
- Opisuje ogród, należący do zmarłego hrabiego. Fascynuje się pięknem roślinności i jego naturalną budową. Twierdzi, że niedługo zostanie panem ogrodu.
10 maj
- Werter wyjaśnia, że tutejsza natura zawładnęła nim. Czuje się jak w raju.
- Opisuje szczegółowo całą otaczającą go przyrodę.
- Opowiada o pobliskiej studni, przy której codziennie odpoczywa.
- Tam obserwuje jak miejscowe kobiety przychodzą po wodę. Wspomina, że kiedyś normalne były spotkania i rozmowy przy studni. Tęskni za tymi czasami.
13 maj
- Przyjaciel Wertera, Wilhelm, pyta czy przysłać mu ksiązki.
- Werter stanowczo odmawia. Nie potrzebuje swoich książek bo jak twierdzi : czynią go niespokojnym.
- Teraz czyta jedynie Homera, który go uspokaja i wycisza.
15 maj
- Werter opisuje, że coraz lepiej dogaduje się z ludzmi z miejscowości, w której mieszka. Nie przeszkadza mu, że są to ludzie prości. Świetnie dogaduje się również z dziećmi.
- Stwierdza, że na początku trudno mu było zawierać znajomości, ponieważ ludzie bali się go. Jako szlachcic mógł ich poniżać i chcieli tego uniknąć. Na szczęscie przekonali się, że nie ma złych zamiarów.
- Wyraża się źle o szlachcie, która z wyższością trakuje prostych ludzi. Nazywa szlachtę - tchórzami.
17 maj
- Ostatnimi czasy, Werter poznał wielu nowych ludzi. Nie znalazł jednak prawdziwego przyjaciela.
- Ludzie w tym mieście są jak wszędzie, każdy goni tylko za pieniędzmi i pracą.
- Czuje, że ludzie go nie rozumieją.
- Poznał młodego człowieka, który interesował sie sztuką.
- Spotkał również książęcego komisarza, który ma dziewięcioro dzieci i starszą córkę. Został do niego zaproszony i odwiedzi go w najbliższym czasie.
22 maj
- Werter odczuwa, że życie ludzkie jest snem i tak samo przemija.
- Zauważa bezcel życia ludzkiego. Twierdzi, że ludzie żyją po to, by zaspokajać pierwotne potrzeby i żądze.
- W jego umyśle znajduje się świat, w którym nie istnieją "granice" i człowiek żyje z dnia na dzień, beztrosko jak dziecko.
26 maj
- Werter relacjonuje swoją wycieczkę do pobliskiej wsi - Wahlheim.
- Podczas wycieczki rozkoszował sie przyrodą wokół wioski.
- Na łące zauważył bawiące sie rodzeństwo i sporządził piękny rysunek przedstawiający dzieci. Sam zachwycił się jego pięknem. Ustanowiło go to w postanowieniu, by w sztuce kierować się wyłącznie pięknem natury.
- Uważa, że wszelkie reguły burzą prawdziwe odczucie natury.
27 maj
- Werter uzupełnia ostani list z 26 maja kilkoma rzeczami, które zapomniał wcześniej opisać - był tak zachwycony naturą, że wypadło mu to z głowy.
- Potym jak narysował bawiące się dzieci, przyszła ich matka, która była na zakupach w mieście.
- Porozmawiał z kobietą i dowiedział się, że jest córką nauczyciela a jej mąż przebywa w Szwajcarii.
- Werter odwiedza dzieci i często razem się bawią.
30 maj
- W Wahlheim, Werter spotyka parobczaka. Parobczak, otwarcie, opowiada mu o pięknej wdowie, której służy. Werter podziwia w nim, szczerość, miłość i wierność pięknej pani. Żałuje, że nie potrafi opisać słów tego człowieka.
- Werter nie chce poznać wdowy opisywanej przez parobka, bo boi sie rozczarowania co do jej piękności widzianej oczyma zakochanego chłopa.
16 czerwiec
( Ważny list - Werter spotyka Lotte po raz pierwszy )
- Werter przeprasza za długą przerwę w pisaniu listów do przyjaciela. Powodem tego była panna Lotta, której poświęcał swój cały czas.
- Opisuje jak spotkał Szarlotę S. ( Lotta, córka poznanego wcześniej książęcego komisarza): Stawił sie na bal urządzany przez miejsową młodzież. Tam poznał młodą kobietę i jej ciotkę. Zgodził się towarzyszyć im na imprezie. Przed rozpoczęciem zabawy, pojechali po towarzyszkę starszej kobiety - Szarlotę S. Wtedy, Werter ujrzał ją po raz pierwszy, zrobiła na nim ogromne wrażenie: stała pośród gromadki dzieci, dzieląc między nimi chleb. Podczas drogi powrotnej na bal, Werter podziwia charakter i urodę panienki. Wtedy zrozumial, że jest mu przeznaczona.
- Podczas balu, Werter nie odstępuje od Lotty, tańczą i rozmawiają. Podczas jedej z rozmów, Lotta wyjawia mu, że jest zaręczona z Albertem. Informacja ta, niepokoi Wertera, ale szybko o niej zapomina.
19 czerwiec
- Werter uzupełnia list z 16 czerwca:
- Po zakonczeniu balu, Lotta pozwala Werterowi na ponowne odwiedziny.
21 czerwiec
- Werter czuje się szczęśliwy podczas przechadzek koło Wahlheim ( gdzie coraz częsciej przebywa ), rozmyśla o Lottcie.
29 czerwiec
- Opowiada jak był u Lotty i bawił sie z jej rodzeństwem, które go bardzo polubiło.
- Pisze, że dzieci są najbliższe jego sercu.
- Dorosłych określa stwierdzeniem : "stare dzieci" .
1 lipiec
- Werter jest nieszczęśliwy, pewna stara i schorowana dama, prosiłą Lotte by ta towarzyszyła jej w ostanich dniach życia. Więc Weter jest obecnie samotny.
- Opowiada przyjacielowi jak razem z Lotta odwiedzili starego proboszcza. Werter zachwycał się pieknymi drzewami w ogrodzie plebana ( dwa stare orzechy ). Wysłuchują historii proboszcza.
6 lipca
- Lotta często przebywa u swojej umierającej przyjaciółki.
- Opwowiada jak spotkał ją przypadkowo wraz z dwójką rodzeństwa gdy była na spacerze. Każde, nawet najkrótsze spotkanie z nią wywołuje wybuch szczęścia i musi je opisywać.
8 lipca
- Znowu spotyka Lotte koło Wahlheim. Opowiada, że widzi ją jak wsiada z innymi panienkami do karety. Wszyscy się dobrze bawią i flirtują z młodymi kawalerami, stojącymi obok. Werter zarzuca Lottcie, że spojrzała na niego dopiero, gdy kareta odjeżdzała, ale i tak jest szczęśliwy.
10 lipca
- Żartuje, że zawsze gdy w towarzystwie jest mowa o Lottcie, on przybiera "głupkowatą" minę i nie wie jak sie zachować.
- Twierdzi, że Lotta nie może sie podobać. Ją trzeba wielbić wszystkimi zmysłami.
11 lipca
- Lotta cierpi z powodu swojej przyjaciólki, której stan zdrowia sie pogarsza. Werter przeżywa to wraz z nią.
13 lipca
- Werter twierdzi, że Lotta go kocha, widzi to w jej oczach.
- Czuje się źle, gdy ukochana z uwielbieniem opowowiada o swoim narzeczonym - Albercie.
16 lipca
- Pisze do przyjaciela, że gdy przypadkiem dotknie Lotty, przebiegają po nim dreszcze, czuje zamęt w zmysłach. Traktuje ją jak boginię, bez której nie można żyć. Jest dla niego świętością.
18 lipca
- Żałuje, że dziś nie mógł przebywać wraz ze swoją boginią. W domu zatrzymali go niespodziewani goście.
19 lipca
- Dziś marzy tylko i wyłacznie o spotkaniu z Lottą.
20 lipca
- Odpowiada na list Wilhelma, który przekazuje mu w imieniu matki, instrukcje : udać się w poselstwie do pewnego człowieka. Werter nie może oswoić sie z tym pomysłem. Nie daje odpowiedzi.
24 lipca
- Zapewnia przyjaciela po raz kolejny, że jest bardzo szczęśliwy i miejscowa natura robi na nim olbrzymie wrażenie. Jest rozkojarzony, nie potrafi zebrać myśli i malować. Portret Lotty próbował malować już trzy razy, jednak nie może przelać tego piękna na plótno.
26 lipca
- Codziennie obiecuje sobie, że dziś nie odwiedzi Lotty. Jednak codziennie wymyśla rozmaite powody by to jednak uczynić. Pomaga Lottcie w każdej rzeczy, o jaką go poprosi.
30 lipca
- Dziś przyjechał narzeczony Lotty - Albert.
- Werter myśli poważnie o wyjeździe. Zazdrości Albertowi szczęscia. Życzy mu jak najlepiej i nie widzi w nim wroga.
- Boleśnie stwierdza, że radość z przebywania obok Lotty przemineła.
8 sierpnia
- Werter rozważa w duchu: czy wyjawić Lottcie swą miłość czy odejść niepostrzeżenie i nie rujnować jej szczęśliwego zwiazku z Albertem ? Coraz bardziej skłania się ku 2 rozwiązaniu.
- Czyta swój pamiętnik i dziwi się, że świadomie, krok po kroku wplątywał sie w ten (skazany na porażkę) związek.
10 sierpnia
- Werter rozmawia z Albertem o Lottcie. Nie okazują wrogości wobec siebie, wręcz przeciwnie, widać że bardzo się lubią. Albert informuje Wertera, że dostał urząd przy dworze i zostaje z Lottą.
12 sierpnia
(Ważna scena)
- Werter przybywa do Alberta chcąc pożegnać się przed wyjazdem (wyjeżdza w góry). W jego pokoju zauważa kolekcję pistoletów, które pan domu chętnie mu pożycza, nie pytając nawet po co są potrzebne. Gdy Werter dla żartu przykłada sobie pistolet do głowy, Albert stwierdza, że samobójstwo to największa głupota. Werter odpierając jego argumenty, zostaje przy swoim zdaniu : samobójsto nie jest słabością, lecz pokazuje wielką siłę człowieka.
18 sierpnia
- Werter opłakuje swoją sytaucję.
- Stwierdza: "Czyż musiało tak być, że to, co tworzy szczęście człowieka, stało się znów źródłem jego cierpienia?"
- Zauważa, że natura nie uspokaja już jego nerwów.
- Odczuwa: "niepokój stanu" .
21 sierpnia
- Opisuje, że brak Lotty przejawia się w sennych koszmarach.
22 sierpnia
- Werter odczuwa olbrzymią pustkę. Nie ma siły wyobraźni, nie może normalnie egzystować. Zastanawia się, czy nie podjąć pracy w jakimś urzędzie, by znaleźć ukojenie dla nerów i zapomnieć o ukochanej.
28 sierpnia
- W dzień swoich urodzin, otrzymuje paczkę od Alberta, z 2 tomami Homera. Najbardziej jednak cieszy go różowa kokarda, która dostaje od Lotty.
30 sierpnia
- Werter może tylko myśleć o Lottcie, nie ma już nadziei na miłość.
- Jedynym rozwiązaniem jego nieszczęscia może być śmierć.
3 września
- Ostatecznie postanawia wyjechać, by być jak najdalej od Lotty.
10 września
- Werter pragnie spotkać się po raz ostani z Lotta i Albertem.
- Siedzą w altanie, spacerują i dużo rozmawiąją. Werter jednak nie wyjawia im swego planu - odejdzie, bez pożegnania, by nie niszczyć ich miłości. Skoro on nie może mieć Lotty, niech będzie szczęśliwa z Albertem - który jest dobrym człowiekiem i nie skrzywdzi jej na pewno.
KSIĘGA DRUGA
20 października 1771
- Werter przeprowadza się do pewnej miejscowości (nie opisanej), by tam podjąć pracę w urzędzie.
- Jest świadomy tego, że najbliższy czas będzie dla niego ciężki. Dodaje jednak sobie otuchy mówiąc :"Cierpliwości, cierpliwości! Będzie lepiej."
- Płacze, że niepotrzebnie Bóg dał mu tyle siły i talentu. Teraz pragnie: "wiary w siebie i daru poprzestawania na małym"
26 listopada
- Werter czuje się znacznie lepiej. Cieszy się, że ma dużo pracy.
- Poznaje Hrabiego C, z którym doskonale się dogaduje. Znajduje w nim pokrewną duszę.
24 grudnia
- Narzeka na posła u którego pracuje. Jest on przeciwieństwem Wertera - romantyka, dlatego nie mogą dobrze współpracować. Zdanie Wertera popiera Hrabia C., który jest obgadywany przez posła.
- Użala się nad swoją pracą, która jest nudna, schematyczna, sprzeczna z jego zbuntowaną duszą.
- Poznaje pannę von B., która urzeka go naturalnością.
8 stycznia 1772
- Wertera denerwują ludzie, którzy myślą tylo o awansie w pracy.
- Twierdzi, że nie zawsze człowiek, zajmujący pierwsze miejsce (np król) ma pełnię władzy. Przeważnie steruje nim człowiek niższego stanu (np minister).
20 stycznia
( list do Lotty)
- Werter pisze z chłopskiej gospody, w której się ukrył podczas burzy.
- Pisze do Lotty, że myśli o niej, opowiada o swoich codziennych zajęciach i troskach. Opisuje panne von B.( opowiadał jej wielokrotnie o Lottcie), której nawet nie można przyrównać do pięknej Lotty.
- Wyraża tęsknote do ukochanej i do dzieci.
8 lutego
- Od tygodnia pada deszcz, który jednak nie przeszkadza Werterowi - bo ja twierdzi i tak ma zepsuty dzień przez natrętnych ludzi.
17 lutego
- Dochodzi do poważnych spięć miedzy Werterem a posłem.
- Dostaje naganne od ministra i jednocześnie pismo, by nie rezygnował z pracy.
20 lutego
- Dowiaduje się, że Lotta i Albert wzięli ślub.
- Ma trochę żalu do Alberta, że ten nie powiedział mu kiedy ślub się odbędzie.
- Dalej uważa, że w sercu Lotty jest dla niego miejsce.
15 marca
- Podczas wizyty u Hrabiego C. zbiera się wytworne towarzystwo, które daje Werterowi do zrozumienia, iż nie jest mile widzianym gościem - nie jest szlachcicem, tylko mieszczanem.
- Czuje się poniżony i obrażony na Hrabiego i panne von B., którzy wyprosili go z przyjęcia.
16 marca
- Panna von B. przeprasza Wertera za wczorajszy incydent. Mówi, że zmuszana przez ciotkę - nie mogła inaczej postąpić. Werter nie wybacza jej, wciąż myśli o olbrzymim poniżeniu, którego zasmakował.
24 marca
- Oświadcza, że zażądał dymisji z urzędu.
- Udaje się do księcia (z wzajemnością go polubił), który zaprosił go do swojego dworku.
19 kwietnia
- Informuje Wilhelma, że ostatecznie otrzymał zwolnienie z urzędu wraz z 25 dukatami odprawy - matka nie musi już przysyłać pieniędzy.
5 maja
- Jutro opuszcza dwór księcia i po drodze pragnie odwiedzic rodzinne miasto, by przypomnieć sobie dawne beztroskie lata młodości.
9 maja
- Opiisuje rodzinne miasto, jest przepełniony wspomnieniami.
- Obecnie przebywa na książęcym zamku myśliwskim - towarzyszy księciu.
- Próbuje udowodnić, że jego serce jest cenniejsze niż rozum i talenty.
25 maja
- Wyjawia, że chciał iśc na wojnę, jednak książę (będący generałem) nie zgodził się na to.
11 czerwca
- Werterowi przeszkadza zbyt racjonalny sposób bycia księcia (przeciwieństwo do jego własnego egspresyjnego stylu). Zastanawia się nad wyjazdem.
16 czerwca
- Krótko pisze: "Tak, jestem tylko wędrowcem, pielgrzymem na ziemi. A wy - czyż jesteście czymś więcej?"
18 czerwca
- Postanawia, że opuści księcia za 2 tygodnie.
- Ponownie chce znaleźć się blisko Lotty i z takim zamiarem planuje następną podróż.
29 lipca
- Rozmyśla o Lottcie. Zastanawia się, co by było, gdyby był jej mężem - modli się o to do Boga.
- Zazdrości Albertowi, że może : "obejmować smukłą kibić Lotty" .
4 sierpnia
- Spotyka kobietę, matkę dzieci, które kiedyś rysował gdy bawiły się na polu. Jej najmłodsze dziecko umarło, a mąż wrócił ze Szwajcarii bez pieniędzy.
21 sierpnia
- Zauważa ogrome zmiany w Wahlheim: "jakże wszystko tu zmienione".
- W desperacji nachodzą go okropne myśli, życzy przyjacielowi śmierci: "A gdyby Albert umarł?", myśląc iż to jedyna droga, aby być razem z Lottą.
3 września
- Swoje uczucie do Lotty uważa za gorące i pełne - nikt tak nie potrafi kochać jak on.
4 września
- Spotyka znajomego parobka, który zakochał się w wdowie. Opowiada on swoją historię: w porywie namiętności: "usiłował wziąć ją (wdowę) siłą", za co został wyrzucony ze służby. Na jego miejsce przyjęto nowego sługę, który ma ożenić się z wdową. Parobek chce popełnić samobójstwo.
- Werter pisze do przyjaciela: " Czytając pomyśl, mój drogi, że jest to także historia twego przyjaciela. Tak, tak było ze mną, tak będzie ze mną, a nawet w połowie nie jestem tak dzielny, tak zdecydowany jak ten biedny nieszczęśnik, z którym prawie nie śmiem się porównywać."
5 września
- Przypadkowo znajduje kartke (którą zgubił posłaniec)Lotty do Alberta, w której ukochana pisze: "czekam na ciebie z radością i tęsknotą". Werter wyobraża sobie, że te słowa są skierowane do niego ..
6 września
- Decyduje się na kupno nowego fraku (stary się już zniszczył), który byłby identyczny jak ten, w którym poznał Lotte.
12 września
- Odwiedza Lottę. Podczas rozmowy, do Lotty przylatuje kanarek (z którym bawiło się jej rodzeństwo).Lotta całuje go i dla zabawy każe zrobić to samo Werterowi. Werter w myślach stwierdza, że Lotta nie powinna go kusić w ten sposób.
15 września
- Stary probosz, który przesiadywał z małżonką pod starymi orzechami, umarł. Stare orzechy zostały wycięte przez panią pastorową, ponieważ opadające liście zanieczyszczają jej podwórze i zasłaniają słońce..
10 paździenika
- Czuje się wzruszony gdy widzi oczy Lotty. Podejrzewa, że Albert nie docenia tego szczęscia jakie ma, będąc z Lottą.
12 października
- Zaczytuje się w Osjanie, który wypiera z jego serca Homera.
- Świat Wertera zaczyna się zmieniać, staje się nieprzyjemny.
- Ponownie myśli o śmierci, przez którą chciałby zakończyć "męki gasnącego powoli życia".
19 października
- Odczuwa przeraźliwą pustkę.
26 października
- Do Lotty przychodzi przyjaciółka. Rozmawiają o śmierci pewnej znajomej. Werter (był w drugim pokoju) zauważa, że nie są tym wogóle poruszone. Zastanawia się, czy gdyby umarł to długo by o nim pamiętano i czy ktoś by wogóle płakał ..
27 października
- "Mam tak wiele, a uczucie dla niej pochłania wszystko; mam tak wiele, a bez niej wszystko staje się niczym."
- Werter czuje, że jego miłość jest bezsensowna. On kocha mocno Lotte,ale ona nieodwzajemnia jego uczuć.
30 października
- Chciałby ciągle obejmować Lotte. Zdrowy rozsądek powstrzymuje go od nierozważnego czynu.
3 listopada
- Pragnie śmierci w czasie snu - widok słońca o poranku, czyni go nieszczęśliwym. Nie znajduje już szczęścia w naturze.
8 listopada
- Ukojenia nerwów szuka w alkoholu, którego teraz nadużywa. Nawet prośby Lotty, by nie pił, nie skutkują.
15 listopada
- Odwraca się od Boga, zarzucając Mu: "Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?".
21 listopada
- Czułości Lotty porownuje do trucizny, którą wypija z zapałem, mając świadomość, że go to zabija.
22 listopada
- Ciągle wyobraża sobie Lotte, jako własną żone. Drwi z tego.
24 listopada
- Werter ponownie odwiedza Lotte. W jej spojrzeniu, odnajduje wyrazy współczucia dla jego niespełnionej miłości.
- Walczy z sobą by nie porwać się na Lotte i nie zasypać jej gradem pocałunków. Postanawia, iż nigdy nie uczyni tak haniebnej rzeczy.
26 listopada
- Sądzi, że jego los jest wyjątkowy - nikt nigdy tak nie cierpiał.
- W słowach wielkiego poety, rozpoznaje własne, zranione serce.
30 listopada
- Mimo złej pogody, Werter wybiera się na spacer. Spotyka młodego mężczynzę - Henryka, który szuka kwiatów dla ukochanej. Werter zauważa, że jest zima i kwiatów już nie ma. Z daleka nadchodzi matka mężczyzny i informuje Wertera, że jej postradał zmysły z miłości do kobiety.
- Werter zadrości mężczyźnie, że mimo choroby znajduje w czymś szczęscie (zbieranie kwiatów dla ukochanej).
- Stwierdza, że Bóg nie miałby podstaw by odrzucić zmarłą osobę, tylko dlatego, że popełniła samobójstwo.
1 grudnia
- Wczoraj spotkany człowiek - Henryk, był pisarzem u ojca Lotty. Gdy wyznał jej miłość został wydalony ze służby. Werter mocno to przeżywa - widzzi podobieństwo do swoich losów.
4 grudnia
- Po raz kolejny odwiedza Lotte. Zastaje ją, gdy gra na fotepianie. To wywołuje w nim bolesne wspomnienia i krzyczy do niej w gniewie by przestała go drażnić. Zaskoczona Lotta stwierdza u Wertera chorobę: "Werter, pan jest bardzo chory, pańskie ulubione potrawy zbrzydły panu! Niech pan odejdzie, proszę, i niech się pan uspokoi"
6 grudnia
- Werter teraz już tylko może myśleć o Lottcie. Gdy zamknie oczy - widzi jej postać przed sobą. To nie daje mu spokoju i coraz bardziej pogrąża go w depresji.
OD WYDAWCY
(Uporządkowanie pewnych wydarzeń nie opisanych w listach)
- Werter dowiaduje się, że jego znajomy parobek zabił swojego konkurenta - sługę, któty zajął jego miejsce i miał poślubić wdowę. Werter próbuje wstawić się za nim u ojca Lotty, który był komisarzem (przez swoją chorobę nie ruszał się z łóżka). Niestety Albert staje po stronie teścia i kategorycznie odmawiają łagodej kary dla zabójcy. Werter utwierdza się w przekonaniu - Albert jest jego wrogiem.
12 grudnia
- Werter budzi się w nocy i zauważa, że rzeka zalała cała doline, w której kiedyś beztrosko spędzał czas.
- Zalane zostały również te miejca, w których spędzał czas z Lottą.
14 grudnia
- Ostatecznie utwierdza się w postanowieniu - popełni samobójstwo.
20 grudnia
- Werter odpowiada na list Wilhelma, który radzi mu powrót do rodzinnego miasta, gdzie może odpocząć od trosk i z pewnościa zacznie nowe życie. Werter zbywa go mówiąc, że jak minął mrozy, pewnie za 14 dni to być może wyjedzie. Jednocześnie daje mu do zrozumienia, że nigdy nie powróci. Każe się za siebie modlić.
Rekonstrukcja dalszych zdarzeń:
- Lotta, pod namową Alberta, każe Werterowi ograniczyć spotkania z nią. Werter mimo wszystko łamie ten zakaz i pod nie obecność Alberta odwiedza Lottę. Czyta jej przetłumaczone przez siebie pieśni Osjana. Tak bardzo go to wzrusza, że zapominając o całym świecie rzuca się na Lottę, namiętnie ją całując. Przerażona i zaskoczona Lotta, ucieka do drugiego pokoju. Inforumje Wertera by więcej już jej nie odwiedzał.
- Następnego poranka, Werter pisze do niej list w którym:
- przeprasza za wczorajsze zachowanie;
- wyjaśnia, że zdecydował popełnić samobójstwo;
- jest przekonany, że Lotta została stworzona dla niego i będzie na nią czekał w innym świecie (w niebie);
- Posyła kartkę do Alberta, by ten pożyczył mu swoj pistolet.
- Werter ubrany w strój w którym spotkał pierwszy raz Lotte, siada przy biurku na któtym leży otwarta książka Emilia Galotti i o północy strzela sobie z pistoletu w skroń.
- Rano znajduje go sługa i wzywa pomoc - Werter pomału kona, ale wciąż żyje.
- Otrzymawszy tą wiadomość, Lotta, mdleje.
- O 12 w poludnie Werter umiera.
- Zostaje pochowany w miejscu wcześniej przez siebie wybranym.
- Na pogrzebie nie ma księdza ani Alberta i Lotty.
WPROWADZENIE:
Głównyn bohaterem utworu Goethego jest Werter. Z listów, które pisze do swojego przyjaciela - Wilhelma, dowiadujemy się, że ma nie więcej niż 20 lat i prowadzi beztroskie, młodzieńcze życie. Nie ma jescze planów na przyszłość. Żyje chwilą.
Drugą, ważną rolę odgrywa Lotta - 19 letnia córka owdowiałego komisarza. Przejęła rolę matki, która umarła. Troszczy się o dom i opiekuje się młodszym rodzństwem. Od czterech lat, jest zaręczona z 30 letnim sekretarzem - Albertem, z którym konkuruje zakochany w Lottcie Werter.
O Wilhelmie, adresacie listów Wertera, nie dowiadujemy się niczego.
TREŚĆ:
Weter przybywa do pewnego miasta, by uregulować sprawy spadkowe matki. Przyroda wokół miasta tak go zachwyca, że zapomina o całej sprawie i beztrosko rozkoszuje się pobliskim ogrodem. Szybko poznaje nowych przyjaciół, którzy zapraszają go na bal. Wśród jego znajomych jest pewna starsza dama, której Werter ma towarzyszyć na balu. W drodze na przyjęcie, wstepują do domu pewnej panny - przyjaciółki starszej damy. Panna nazywa się Szarlota S. - Lotta. Werter pierwszy raz widzi ją, gdy ta, wśrod gromadki dzieci, dzieli międzi nimi chleb. Lotta urzeka go swym charakterem i pięknem. Towarzyszy jej podczas balu - tańczą i dużo rozmawiają. Werter wie, że Lotta ma narzeczonego, mimo to zakochuje się w niej do szaleństwa. Pod nieobecnośc Alberta (narzeczonego), odwiedza ją codziennie i delektuje się jej pięknem. Gdy z dalekiej podrózy wraca Albert, Werter zaczyna zdawać sobie sprawę, że Lotta kocha narzeczonego i zamierza z nim spędzić resztę życia. Aby uspokoić, skołatane nerwy, postanawia, że wyjedzie na jakiś czas. Coraz częściej myśli o Lottcie, nie może spać - ciągle mu się śni, że jest razem z ukochaną. Próbuje znaleźć spokój w pracy. Podejmuje posade urzędnika, jednak ta praca mu nie odpowiada: jest zbyt schematyczna i nudna, a więc sprzeczna z romantyczną i zbuntowaną duszą bohatera. Spokoju nie zaznaje również w rodzinnej miejscowości. Zdesperowany chce zaciągnąć się do wojska, jednak znajomy książę - generał, nie wyraża na to zgody. Werter przez przypadek dowiaduje się o małżeństwie Aberta i Lotty. Postanawia powrócić do Wahlheim - miejscowości w któtej mieszka Lotta. Podczas jego rocznej nieobecności, zauważa wiele zmian: znajome mu osoby umierają, dwa orzechy, których historia go fascynowała - zostały ściete, znajomy parobek, który zakochał się w swojej pani i próbował ją uwieść - zostaje zwolniony z pracy. Lotta też nie wydaje mu się już taką samą idealną boginią, jednak ciągle kocha ją do szaleństwa. Jego świat zaczyna się rujnować. Popada w depresje i ma samobójcze myśli. Pewnego grudniowego dnia odwiedza Lotte. Gdy czyta przetłumaczone dla niej pieśni Osjana, tak bardzo się wzrusza, że zapominając o całym świecie, rzuca się ukochanej na szyję i bez opamiętania całuje. Zaskoczona Lotta z przerażeniem ucieka do drugiego pokoju, mówiąc do Wertera by więcej jej nie odwiedzał. Utwierdza to Wertera w jego przekonaniach: Lotta go kocha, jednak nie może zostawić Alberta, któremu przyrzekła miłość. Jedynym wyjściem z tak niezręcznej sytuacji jest samobójstwo, które popełnia 26 grudnia o północy, strzelając z pistoletu w skroń. Umiera dopiero następnego dnia o 12 w południe. Zostaje pochowany w ubraniu w którym pierwszy raz spotkał Lotte.
autor: Maciej Chmiel
Streszczenie
Historię opowiada Fiammetta, która jak przyznaje, usłyszała ją od wielkiego człowieka - Coppo di Borghese Domenichi.
|
Giovanni Boccaccio
Dekameron - Sokół
|
Dzień piąty, opowieść dziewiąta SOKÓŁ
Historię opowiada Fiammetta, która jak przyznaje, usłyszała ją od wielkiego człowieka - Coppo di Borghese Domenichi.
Jest to opowieść o młodym szlachcicu - Federigo degli Alberighi, który zakochany w pięknej damie - Monna Giovanna, starał udowdnić jej swoją miłość. Brał zatem udział w róznych turniejach rycerskich, wyprawiał dla niej uczty, kupował drogie podarunki. Dama nie zwracała na niego żadnej uwagi. Federigo wydawał pięniądze bez opamiętania, dopóki nie roztwonił całego majątku. Popadł w taką biedę, że została mu tylko mała posiadłość i wspaniały sokół. Mimo wszystko, dalej kochał Monne. Zamieszkał w swoim skromny domu nieopodal lasu, gdzie cierpliwie znośił swe ubóstwo. Monna wyszła za mąż, jednak jej szczęscie nie trwało długo, ponieważ małżonek zachorował i umarł. Cały swój majątek przepisał kochającej go żonie - Monnie.
Dama wraz z małym synem, udała się na wakacje do swojej posiadłości położonej niedaleko domu Federiga. Syn, lubiący zwierzęta, zaprzyjaźnił się z wielbicielem jego matki, który często polował wraz z sokołem w pobliskich lasach. Wkrótce tak polubił sokoła, że pragnął go mieć dla tylko siebie. Po pewnym czasie chłopiec zachorował. Jego matka, bardzo przejęta poważną chorobą, zapytała syna czy czegoś nie pragnie, co by mu ulżyło w cierpieniu. Chłopiec odrzekł, iż chciałby posiadać sokoła Federiga. Strapiona matka, wiedziała, że sokół jest bardzo ważny dla szlachcia i stanowi jego źródło utrzymania. Nie śmiała go prosić o tę przysługę. W końcu przezwyciężyła wszelkie skrupuły, wiedząc że miłość dziecka jest najważniejsza i udała się do Federiga. Monna Giovanna wraz z towarzysząca jej damą, odwiedziły niezwykle zdumionego i zaszczyconego wizytą szlachcia. Dama na powitanie rzekła do szlachcica, że chcąc wynagrodzić mu jego dobroć i miłość do niej, prosi by ją po przyjacielsku ugościł obiadem. Zaskoczony Federigo, nie mając pieniędzy na wytrwany obiad godny przybyłych dam, zabił swego sokola i przyrządził z niego wytrawne danie. Po obiedzie, Monna wyjawiła mu swoją prośbę, tłumacząc że robi to z miłości dla syna. Federigo popadł w rozpacz, zalewając się łzami wyjawił, że przyrządził swojego sokoła na obiad i nie może pomóc choremu chłopcu, choć bardzo by chciał. Smutna matka wróciła z niczym do domu. Po jakimś czasie jej syn umarł i wdowa została sama. Jej bracia, martwiąc się o młodą siostrę - wdowę, nakazali jej powtórne małżeństwo. Po długim zastanowieniu, Monna chce, by jej mężem został Federigo degli Alberighi, który oczywiście z radością się zgadza.
Żyli od tamtej chwili szczęśliwi aż do kresu swych dni.
Spis Treści:
Akcja Drugiej Części Dziadów autorstwa Adama Mickiewicza ma miejsce na cmentarzu w budynku przycmentarnej kaplicy. Kaplica jest zamknięta, wszystkie światła i świece zgaszone, na środku stała trumna. Pod koniec tej drugiej części utworu zgromadzenie na obrzędzie Dziadów wieśniacy wychodzą z budynku kaplicy wyprowadzając pasterkę, za którą podąża mara. Wspomniane są również wydarzenia z domostwa złego pana i z jego sadu.
Czas akcji nie jest dokładnie znany. Wiadomo, że wydarzenia rozgrywają się porą nocną, mamy między innymi takie opisy czasu akcji jak: blask księżyca wpadający do wnętrza kaplicy, ciemność. W pewnym momencie dowiadujemy się, że jest już północ, a na końcu utworu kiedy pojawia się mara padają słowa z których można wnioskować iż zbliża się świt - słyszymy o pianiu koguta i o tym, że jest już grubo po północy. Jeżeli chodzi o właściwy czas akcji to należy uwzględnić, że obrzęd Dziadów wywodząca się od pogańskiej tzw. uroczystości kozła odbywała się dwa razy do roku jesienią i wiosną. W tym przypadku jednak gdybyśmy powiązali drugą część dziadów z innymi częściami utworu Mickiewicza doszlibyśmy do wniosku, że akcja toczy się w Dzień Zaduszny (czyli pierwszy dzień po Wszystkich Świętych), a więc jesienią 2 listopada. Przy takim założeniu możliwe jest nawet podanie dokładnej daty, a mianowicie iż wydarzenia mają miejsce w roku 1821.
Guślarz
Guślarz przewodzi obrzędowi Dziadów, jest przywódcą chóru wieśniaków i wieśniaczek, jest nie jako mędrcem tłumu, który podejmuje decyzje i rozmawia ze zjawami. Pozostali zgromadzeni jedynie wtórują mu, powtarzając jego słowa. Wyrażona zostaje w ten sposób aprobata dla działań podejmowanych przez Guślarza. Wzywa zjawy, wypytuje co je dręczy, oferuje im pomoc – modlitwę i pożywienie. Wykonuje wszelkie niezbędne czynności mające na celu wywołanie dusz takie jak: zapalenie garści kędzieli, zapalenie wódki w kotle, trzymanie laski z wiankiem i zapalenie świętego ziela, rozrzucanie maku i soczewicy w rogach kaplicy. Otwiera i zamyka uroczystość Dziadów.
Zjawy:
Duchy lekkie – reprezentowane są przez aniołki dwojga dzieci Józia i Rózia. Dzieci te wiodły na ziemi beztroski żywot. Józio biegał i skakał po polach, zbierał kwiatki dla Rozalki, wszystko co zrobił było cacy i pięknie, Rózia stroiła tylko lalki. Dzieci zmarły w młodym wieku, nie znały trosk życia dorosłych przez co nie mogą trafić do nieba. Proszą o dwa ziarenka gorczycy. „Bo kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie dozna słodyczy w niebie.”
Duchy pośrednie – reprezentowane są przez ducha Zosi. Była to młoda, piękna dziewczyna, była najpiękniejsza we wsi. Była jednak zbyt skoncentrowana na sobie, gardziła chłopcami któży się do niej zalecali, nie chciała wyjść za mąż. Odtrącił:
Oleśa – który za pocałunek nie chiał jej ofiarować parę gołąbków.
Józia – który dał jej wstążke
Antośa – który oddał jej serce.
Wyśmiewała się z nich. Była pasterką. Zmarła w wieku dziewiętnastu lat. Nie popełniła żadnych większych grzechów, jej życie było prawie bez wad poza tym, że była zbyt skupiona na sobie. Mówiła o sobie: „Żyłan na świecie; lecz, ach! nie dla świata!”
Gdy przychodzi jako zjawa również wygląda pięknie, ma kraśny (czerwony) wianek na głowie, ubrany jest w białą szatę, jej włosy powiewają na wietrze. Przychodzi w towarzystwie baranka i motylka, którego nie jest w stanie uchwycić. Guślarz nie jest w stanie jej pomóc gdyż na jej życzenie by chłopcy pochwycili ją i sprowadzili na ziemię ulatuje im na wietrze. Jak mówi „Kto nie dotknął ziemi ni razu, Ten nigdy nie może być w niebie.” Jednak wedle spisanych wyroków za dwa lata ma trafić do nieba.
Duchy ciężkie – reprezentowane są przez widmo złego pana. Był on właścicielem wsi w której odbywa się akcja utworu. Na Litwie panował wtedy utwór feudalny, a panowie mieli szeroki zakres władzy nad poddanymi im wieśniakami, której dodatkowo często nadużywali. Jak się dowiadujemy z relacji ptaków: Kruka i Sowy był on bezlitosny dla ludzi. Nie okazał miłosierdzia dla młodzieńca, który nie jedząc nic przez trzy dni zerwał u niego w sadzie jabłka. Pan poszczuł go psami, a następnie kazał schłostać. Nie okazał również litości dla wdowy z dzieckiem, która prosiła o zapomogę w noc wigilijną – rozkazał swojemu ochroniarzowi przepędzić ją, kobieta ostatecznie zmarła z wyziębienia nie mogąc znaleść noclegu. Widmo włóczy się teraz nieustannie po świecie uciekając przed słońcem, dręczone jest ciągłym pragnieniem i wiecznym głode. Nie chce nawet dostać się do nieba, woli zostać jak najszybciej potępiony gdyż od obecnej sytuacji dużo bardziej woli znosić męki w piekle. Nie chce dłużej przebywać wśród duchów nieczystych. Jego ciało jest ciągle rozszarpywane przez drapieżne ptaki – symbolizują one poddanych dla których zły pan nie miał litości za życia. Gdy Guślarz na jego prośbę ofiaruje mu pożywienie jest ono natychmiast rozchwytywane przez ptaki i nie trafia do Guślarza. Widmo odchodzi z niczym gdyż „Kto nie był ni razu człowiekiem, Temu człowiek nic nie pomoże.”
Inne postacie to: Kruk (młodzieniec, który został poszczuty pasami), Sowa (wdowa, której nie pomógł „zły pan”), Starzec (pomaga Guślarzowi, np. podaje kocioł), Chór ptaków, Chór, mara (widmo, które pojawia się na końcu obrzędu – jest już późno po północy, słychać pianie koguta – wpatruje się jedynie w pasterkę. Jest często utożsamiany z Pustelnikiem z IV Części Dziadów).
autor: Michał Ziobro
1. Rozpoczęcie uroczystości Dziadów przez Guślarza w przycmentarnej kaplicy.
2. Pojawienie się duchów lekkich: Józia i Rózia.
3. Ofiarowanie aniołkom dzieci dwóch ziarenek gorczycy. Waga cierpienia w życiu człowieka.
4. Pojawienie się widma złego pana .
5. Pojawienie się kordonu ptaków, które wyrywają pożywienie ofiarowane zjawie złego pana.
6. Historia Kruka i Sowy o przeszłości złego pana.
7. Niemożność pomocy widmu złego pana. Efekt braku miłosierdzia.
8. Zjawienie się ducha pośredniego: dziewczyny Zosi w towarzystwie baranka i motylka.
9. Samotność Zosi jako efekt gardzenia uczuciami innych.
10. Przepowiedzenie Zosi, że za dwa lata trafi do nieba.
11. Niespodziewane pojawienie się mary, która nic nie mówi, jedynie wpatruje się w pasterkę.
12. Wyprowadzenie pasterki z kaplicy – widmo podąża za dziewczyną.
Utwór rozpoczyna się cytatem z dramatu Shakespeare’a „Hamlet”:
„Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi,
aniżeli się marzy w waszej filozofii”.
Następnie pojawia się tajemnicza, wprowadzająca niepokój wypowiedź chóru:
„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?”
Jest listopadowy wieczór. Guślarz nakazuje zamknąć drzwi cmentarnej kaplicy i zgasić wszystkie światła, a następnie stanąć do okoła trumny. Wzywa „czyścowe duszeczki!”, które wedle dawnych wierzeń ludowych odbywają pokutę na ziemi: w powietrzu, wodzie, ogniu i w ziemi – w zależności od stopnia grzeszności. Rozpoczyna się uroczystość Dziadów. Zebrani przygotowali dla dusz czyścowych jałmużnę, pacierze i jedzenie. Guślarz, który przewodzi uroczystości zapala garść kędzieli. Następnie ponawia swoje wezwanie skierowane do dusz czyścowych (w tym przypadku wzywa dusze lekkie), wtóruje mu chór słowami:
„Mówcie, komu czego braknie,
Kto z was pragnie, kto z was łaknie.”
Nagle pod sklepieniem kaplicy pojawiają się dusze dójki dzieci – Józio i Rózia (symbolizują one duchy lekkie).
„Trzepioce się dwoje dzieci.
Jak listek z listkiem w powiewie,
Kręcą się pod cerkwi wierzchołkiem;
Jak gołąbek z gołąbkiem na drzewie,
Tak aniołek igra z aniołkiem.”
Aniłki zwracają się do swojej mamy (jedna ze zgromadzonych wieśniaczek), mówią, że żyją teraz w raju. Co prawda nie brakuje im tam niczego, cały dni spędzają na zabawach, dręczy ich jednak nuda (troska z braku dopełnienia, ustalenia losu) i trwoga (niepewność zbawienia wiecznego). Zamknięta jest dla nich droga do nieba. Nie potrzebują słodyczy, ani modłów, które oferuje im Guślarz – jak tłumaczą zbytkiem słodyczy i swawoli (Józio skakał tylko po polach i zrywał kwiatki, a Rózia stroiła lalki) na ziemi są teraz nieszczęśliwi. Jedyną rzeczą o którą proszą są dwa ziarnka gorczycy gdyż:
„Kto nie doznał goryczy ni razu,
Ten nie dozna słodyczy w niebie.”
Guślarz ofiaruje duszyczkom dwa ziarnka gorczycy i każe im odejść z Bogiem. Zbliża się północ. Guślarz nakazuje pozamykać drzwi na kłódki, a nastepnie zapalić postawiony na środku kocioł wódki smolonym pękiem łuczywa. Gdy starzec zapala wódkę, Guślarz wzywa najcięższe dusze, które wyobrażane są jako postacie pośrednie między duchem, a ciałem materialnym, coś w rodzaju cienia. Są one przykute do ziemi łańcuchem zbrodni. Za oknem słychać kruki, sowy i orlice oraz głos wołający by pozwoliły mu przejść pod kaplicę. Guślarz zauważa upiora – w gębie ma dym i błyskawic, oczy świecą mu się jak węgle w popiole, włos ma rozczochrany. Guślarz uchyla całunu gdyż wedle wierzeń ludowych duch potępiony nie mógł wejść do wnętrza poświęconej kaplicy. Widmo pyta zebranych czy go nie rozpoznają. Przedstawia się jako nieboszczyk pochowanego przed trzema laty pana do którego należała wioska w której mieszkają (w czasach, których rozgrywa się akcja na Litwie panował ustrój feudalny, panowie mieli wtedy zwykle szeroką władzę nad poddanym ludem chłopskim, której często nadużywali). Widmo złego pana błąka się po całej ziemi uciekając przed słońcem, doznaje wiecznego głodu i jest rozszarpywane przez żarłoczne ptaki (symbolizują one dusze grzeszników). Jego męki nie mają końca. Guślarz pyta widmo co mu jest potrzebne aby jego dusza uniknęła katuszy i mogła dostać się do nieba. Widmo jednak tłumaczy, że nie chce iść do nieba, chce tylko jak najszybciej uwolnić swoją duszę z ciała by położyć kres jego wiecznej tułaczce po ziemi wśród innych dusz nieczystych. Woli by jego dusza zostąła potępiona – lepsze od obecnej sytuacji będą dla niego męki w piekle. Całymi dniami widzi ślady swojego dawnego pełnego uciech życia, cierpi z pragnienia i głodu. Prosi o kilka kropel wody i dwa ziarnka przenicy. Pojawia się korowód czarnych ptaków nocnych, które są dawnymi sługami złego pana. Tak jak on nie okazał im kiedyś litości tak one teraz nie mają litości dla niego. Wyrywają mu jadło i napoje (nawet z ust i wątroby), a gdy to się skończy rozszarpują jego ciało.
Pierwszy z ptaków, Kruk wspomina jak niegdyś nie mając nic przez trzy dni w ustach zerwał kilka jabłek z sadu złego pana (który dawniej uznawany był podobnie jak lasy za dobro gromadne), a ten poszczuł go psami jak wilka. Następnie pojmanego nakazał przywiązać do słupa i zchłostać wiklinowymi kijami. („zbito dziesięć pęków łozy”). Następnie wypowiada się Sowa, która wspomina mroźny dzień Wigilii gdy stała pod bramą złego pana z dzieckiem na rękach, jej mąż zmarł, w domu miała chorą matkę, a córka została wzięta na dwór tegoż pana jako służka wbrew woli rodziców. Pan, który nie chciał by przerywano mu ucztę nasłał na nią swojego ochroniarza (dawniej „hajduka”), który wepchnłą ją z dzieckiem w śnieg. Kobieta nie mogąc znaleść noclegu zmarła tamtej nocy z wyziębienia. Okazuje się, że nie ma żadnego sposobu by pomóc widmu złego pana, gdyż wszelkie pożywienie jakie otrzymuje zostaje natychmiast rozszarpane przez ptactwo.
„Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
Temu człowiek nic nie pomoże.”
Guślarz nakazuje mu więc odejść, sam zaś bierze na koniec laski wianek, zapala święcone ziele i unosząc je do góry, wzywa duchy pośrednie – żyły na ziemi bez wad jednak były zbyt sukpione na własnej osobie. Wtem zjawia się duch młodej, pięknej dziewczyny Zosi jest ubrana w białą szatę, jej włosy powiewają na wietrze, ma czerwony wianek na głowie. Pojawia się w towarzystwie baranka, do okoła niej lata motylek.
Dziewczyna prowadziła za życia beztroski żywot, była najpiękniejsza we wsi. Gardziła jednak uczuciami wielu chłopców: Oleśa(ofiarował jej parę gołąbków w zamian za pocałunek), Józia (dał jej wstążkę), Antosia (oddał jej swoje serce). Była znana w całej wiosce z tego, że nie chciała wyjść za mąż. Zmarła w wieku dziewiętnastu lat nie znając ani trosk, ani szczęścia. Jak mówi „żyłam na świecie”, ale „ nie dla świata!”. Dziewczyna po śmierci czuje się samotna, powiewa nią wiater i nie wie czy jest z tego czy z tamtego świata. Nie może się dostać ani do nieba, ani stanąć na ziemi. Guślarz oferuje jej modlitwę lub słodycze, ta jednak tłumaczy, że niczego nie potrzebuje. Prosi jedynie by jacyś chłopcy przyciągneli ją na ziemię by mogła z nimi chwilkę poigrać. Stwierdza, że:
„Kto nie dotknął ziemi ni razu,
Ten nigdy nie może być w niebie.”
Nie można jej jednak pochwycić, za każdym razem wymyka się z rąk wieśniaków unoszona podmuchem wiatru. Guślarz jednak pociesza ją, że za dwa lata trafi do nieba. Następnie prosi by odeszła w pokoju.
Guślarz rzuca garść maku, soczewicy w każdy róg kaplicy i wzywa wszystkie pozostałe duchy. Gdy ma już zakończyć uroczystość nagle zjawia się jakaś mara. Widmo zbliża się do pasterki uczestniczącej w obrzędzie. Wpatruje się w nią, wskazuje na jej serce. (Jeżeli widmo jest tą samą postacią co Pustelnik w IV części Dziadów to pasterka jest jego ukochaną, nazywa się Maria). Jest zjawą umarłego, który popełnił samobójstwo (wynika to z części IV Dziadów). Guślarz pyta się mary czego potrzebuje by dostać się do nieba czy poczestunku czy modlitwy. Ta jednak nic nie odpowiada. Guślarz nakazuje więc by widmo odeszło. Ono jednak ani nie odchodzi ani nic nie mówi. Guślarz straszy go przekleństwem i kropi święconą wodą. Próbuje wypędzić go do lasów i na rzeki tak by nie szkodziła ludziom. To jednak nic nie pomaga pyta pasterki czy zna tą osobę i dlaczego się tak w siebie wpatrują. Zapala gromnicę i bezsilnie próbuje przepędzić marę. Wkońcu wynoszą pasterkę z kaplicy, duch zmarłego podąża za nimi. „Gdzie my z nią, on za nią wszędzie.”
autor: Michał Ziobro
ADAM MICKIEWICZ „DZIADY CZ. III”
III część „Dziadów”, najsłynniejszego dramatu romantycznego autorstwa Adama Mickiewicza, rozpoczyna się osobistą dedykacją poety do jego towarzyszy wspólnej niedoli, tj. członków Towarzystwa Filomatów i Filaretów, razem z nim zesłanym wgłąb Rosji:
„Świętej pamięci Janowi Sobolewskiemu, Cypryanowi Daszkiewiczowi, Feliksowi Kołakowskiemu, Spółuczniom, spółwiężniom, spółwygnańcom; za miłość ku ojczyżnie prześladowanym, z tęsknoty ku ojczyżnie zmarłym w Archangielu, na Moskwie, w Petersburgu, Narodowej sprawy Męczennikom poświęca Autor”.
W dalszej kolejności pojawia się rozbudowany wstęp pisany prozą, zawierający objaśnienia historyczne, pozwalające pojąć sens dalszej części tegoż dzieła: „Polska od pół wieku przedstawia widok z jednej strony tak ciągłego, niezmordowanego i niezbłaganego okrucieństwa tyranów, z drugiej tak nieograniczonego poświęcenia się ludu i tak uporczywej wytrwałości, jakich nie było przykładu od czasu prześladowania chrześcijaństwa. Zdaje się, że królowie mają przeczucie herodowe o zjawieniu się nowego światła na ziemi i o bliskim swoim upadku, a lud coraz mocniej wierzy w swoje odrodzenie się i zmartwychwstanie. Dzieje męczeńskiej Polski obejmują wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar; krwawe sceny toczą się po wszystkich stronach ziemi naszej i po obcych krajach”.
Mowa więc również o carze Aleksandrze oraz o jego najwierniejszym zauszniku, senatorze Nowosilcowie, który został namiestnikiem w Królestwie Polskim. To właśnie Nowosilcow dokonał surowych represji na młodzieży litewskiej – te nie ominęły także samego Mickiewicza, który musiał opuścić swą rodzinną ziemię. We wstępie poeta pisze o tym następująco: „Około roku 1822 polityka Imperatora Aleksandra, przeciwna wszelkiej wolności, zaczęła się wyjaśniać, gruntować i pewny brać kierunek. W ten czas podniesiono na cały ród polski prześladowanie powszechne, które coraz stawało się gwałtowniejsze i krwawsze. Wystąpił na scenę pamiętny w naszych dziejach senator Novossiltzoff. On pierwszy instynktową i zwierzęcą nienawiść rządu rossyjskiego ku Polakom wyrozumował jak zbawienną i polityczną, wziął ją za podstawę swoich działań, a za cel położył zniszczenie polskiej narodowości. W ten czas całą przestrzeń ziemi od Prosny aż do Dniepru i od Galicyi do Bałtyckiego morza zamknięto i urządzono jako ogromne więzienie. (…)Były wówczas między młodzieżą uniwersytetu różne towarzystwa literackie, mające na celu utrzymanie języka i narodowości polskiej, kongresem wiedeńskim i przywilejami Imperatora zostawionej Polakom. Towarzystwa te, widząc wzmagające się podejrzenia rządu, rozwiązały się wprzód jeszcze, nim ukaz zabronił ich bytu. Ale Novossiltzoff, chociaż w rok po rozwiązaniu się towarzystw przybył do Wilna, udał przed Imperatorem, że je znalazł działające; ich literackie zatrudnienia wystawił jako wyrażny bunt przeciwko rządowi, uwięził kilkaset młodzieży i ustanowił pod swoim wpływem trybunały wojenne na sądzenie studentów. W tajemnej procedurze rosyjskiej oskarżeni nie mają sposobu bronienia się, bo często nie wiedzą, o co ich powołano: bo zeznania nawet komissya według woli swojej jedne przyjmuje i w raporcie umieszcza, drugie uchyla. Novossiltzoff, z władzą nieograniczoną od carewicza Konstantego zesłany, był oskarżycielem, sędzią i katem”.
W Prologu akcja rozgrywa się w celi klasztoru oo. bazylianów w Wilnie, przekształconego przez Rosjan w więzienie. Przy oknie śpi Więzień. O panowanie nad jego duszą walczą duchy dobre i złe. Przybywa Anioł, aby wejrzeć w sny mężczyzny, aby następnie zdać z tego relację jego matce przebywającej w niebie. Anioł martwi się, albowiem nie będzie miał dla niej dobrych wieści:
„Niedobre, nieczułe dziecię! Ziemskie matki twej zasługi, Prośby jej na tamtym świecie Strzegły długo wiek twój młody Od pokusy i przygody: Jako roża, anioł sadów, We dnie kwitnie, w noc jej wonie Bronią senne dziecka skronie Od zarazy i owadów. Nieraz ja na prośbę matki I za pozwoleniem bożem Zstępowałem do twej chatki, Cichy, w cichej nocy cieniu: Zstępowałem na promieniu I stawałem nad twem łożem. […] Chciałem i długo nie śmiałem Ku niebieskiej wracać stronie, Bym nie spotkał twojej matki: Spyta się, jaka nowina Z kuli ziemskiej, z mojej chatki, Jaki sen był mego syna”.
Więzień budzi się i zastanawia się nad tym, jaki jest sens zsyłania na ludzi snów. Czuje się lepiej, ponieważ intuicja podpowiada mu, że zostanie przeznaczony do jakiejś wielkiej misji. Na ścianie pisze, iż dnia 1 listopada 1823 roku, w tym właśnie miejscu, zmarł Gustaw (romantyczny, buntowniczy kochanek z IV części „Dziadów”), a w zamian za to narodził się Konrad (samotnik w walce o ojczyznę, o przywództwo nad narodem – nawet, gdyby miał popaść przez to w konflikt z samym Bogiem).
W scenie I (tzw. więziennej), której akcja rozgrywa się w dniu 24 grudnia tego samego roku (a więc po niespełna dwóch miesiącach od wewnętrznej metamorfozy głównego bohatera), w celi Konrada zbierają się jego więzienni towarzysze, aby wspólnie świętować wigilię Bożego Narodzenia. Mogą sobie na to pozwolić, albowiem pilnuje ich Kapral, który tak, jak i oni, jest Polakiem (zmuszonym do przystąpienia do carskich służb) i pracuje jako strażnik w więzieniu. Wszyscy poznają nowego przybysza – Żegotę, który ślepo wierzy, iż niedługo opuści to miejsce, ponieważ nie brał udziału w żadnym spisku, wystarczy tylko dobrze zapłacić komu trzeba:
„Od dawna słyszałem O jakiemś w Wilnie śledztwie; dom mój blizko drogi. Widać było kibitki latające czwałem, I co noc nas przerażał poczty dżwięk złowrogi. Nieraz gdyśmy wieczorem do stołu zasiedli I któś żartem uderzył w szklankę noża trzonkiem, Drżały kobiety nasze, staruszkowie bledli, Myśląc, że już zajeżdża feldjegier ze dzwonkiem. Lecz nie wiedziałem, kogo szukają i za co, Nie należałem dotąd do żadnego spisku. Sądzę, że rząd to śledztwo wynalazł dla zysku, Że się więżniowie nasi porządpie opłacą I powrócą do domu”.
Naiwność tę studzi Tomasz, który przebywa w więzieniu najdłużej. Opowiada o złych warunkach w więzieniu – o tragicznym wyposażeniu cel oraz ohydnym jedzeniu, a także o torturach, jakimi carscy zausznicy pragną wyciągnąć jak najwięcej informacji podczas przesłuchań. Tomasz proponuje nawet, aby poświęcili się ci, którzy są sierotami albo nie założyli własnych rodzin, ażeby pozostali mogli powrócić do swych domów:
„Bronić się daremnie I śledztwo i sąd cały toczy się tajemnie; Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony. Ten, co nas skarżył, naszej ma słuchać obrony; On gwałtem chce nas karać — nie unikniem kary. Został nam jeszcze środek smutny — lecz jedyny: Kilku z nas poświęcimy wrogom na ofiary, I ci na siebie muszą przyjąć wszystkich winy. Ja stałem na waszego towarzystwu czele, Mam obowiązek cierpieć za was przyjaciele: Dodajcie mi wybranych jeszcze kilku braci. Z takich, co są sieroty, starsi, nieżonaci, Których zguba niewiele serc w Litwie zakrwawi. A młodszych, potrzebniejszych z rąk wroga wybawi”.
Nikt jednak nie przystaje na ten pomysł, zostaje on zbyty milczeniem, jak również zmianą tematu.
Jan Sobolewski opowiada, iż wracając ze śledztwa widział kibitki, do których wsiadała polska i litewska młodzież, skąd to miała udać się na zesłanie na Syberię. Pośród tych ludzi Sobolewski dostrzegł swego znajomego – Janczewskiego, który zmienił się nie do poznania – niegdyś wesoły, teraz przypominał wrak człowieka. Jednak ten, pomimo niesprzyjających okoliczności, wchodząc do kibitki, zawołał donośnym głosem: „Jeszcze Polska nie zginęła!”. Sobolewski wspomina także postać Wasilewskiego, który był tak bardzo skatowany, że nie był w stanie wejść do kibitki.
Frejend nabija się z wiary księdza Lwowicza, który przebywa pośród więźniów. Twierdzi, że Boga nie ma, podobnie myśli Jankowski, który dla sprowokowania go śpiewa piosenkę, w której nadaremno wzywa imię Jezusa i Matki Boskiej. Dotychczas milczący Konrad nie wytrzymuje i zabiera głos w sprawie – mówi, iż z religią niekiedy jest „na bakier”, lecz obrażać Maryi w swojej obecności nie zezwoli. Popiera to Kapral:
„Dobrze, że Panu jedno to zostało imię — Choć szuler zgrany wszystko wyrzuci z kalety, Nie zgrał się, póki jedną ma sztukę monety, Znajdzie ją w dzień szczęśliwy, więc z kalety wyjmie, Więc da w handel na procent, Bóg pobłogosławi I większy skarb przed śmiercią, niżli miał, zostawi. To imię, Panie, nie żart więc mnie się zdarzyło. W Hiszpanii, lat temu — o, to dawno było. Więc byłem w legionach, naprzód pod Dąbrowskim, A potem wszedłem w sławny półk Sobolewskiego. (…) O mój Boże! pokój duszy jego! Walny żołnierz — tak — zginął od pięciu kul razem; Nawet podobny Panu. — Otoż — więc z rozkazem Brata Pana, jechałem w miasteczko Łaniego — Jak dziś pamiętam — więc tam byli Francuziska: Ten gra w kości, ten w karty, ten dziewczęta ściska — Nuż beczeć; — każdy Francuz, jak podpije, beczy. Jak zaczną tedy śpiewać wszyscy nic do rzeczy, Siwobrode wąsale takie pieśni tłuste! Aż był wstyd mnie młodemu. […] Ale no Pan dosłuchaj, co się stąd wyświęci. Po zwadzie, poszliśmy spać, wszyscy dobrze cięci. Aż w nocy trąbią na koń, zaczną obóz trwożyć, Francuzi nuż do czapek, i nie mogą włożyć: Bo nie było na co wdziać, bo każdego główka Była ślicznie odcięta nożem jak makówka. Szelma gospodarz porznął jak kury w folwarku; Patrzę, więc moja głowa została na karku; W czapce kartka łacińska, pismo nie wiem czyje: „Vivat Polonus, unus defensor Mariae". Otoż widzisz Pan, że ja tem imieniem żyję”.
Zbliża się północ, a więc „godzina Konrada”, wobec tego ten zaczyna być myślami gdzieś indziej. Wpierw odśpiewuje pieśń zemsty, w której mówi o zemście na wrogu – nieważne, czy z Bogiem czy bez Niego. Duszę wroga należy zanieść na samo dno piekła, a tam ją mocno przydusić, aby pozbawić ją nieśmiertelności. Ksiądz nazywa tę pieśń pogańską, zaś Kapral – szatańską. Konrad czuje, że unosi się ponad całą ludzkość i niczym orzeł, rozpościerając swe skrzydła, dostrzega przeszłość, jak i przyszłość swego narodu. Przeszkadza jedynie czarny kruk, który zasłania mu widoki. Słowa te układają się w tzw. małą improwizację. Po tych słowach Kapral nakazuje więźniom rozbiec się do swych cel, ponieważ słychać kroki strażników.
W scenie II, tzw. Wielkiej Improwizacji, Konrad wzywa Boga na pojedynek, nakazuje Mu powierzyć sobie władzę nad światem, twierdzi, że on zrobi to lepiej. Nie wierzy w miłosierdzie Boga – jeżeli ten na liczne prośby cierpiących Polaków nie umie lub nie chce odmienić ich losu. Rzuca mu rękawicę, chcę z nim walczyć nie na rozumy, a na serca. Czuje się na tyle silny, aby poprowadzić swój naród i go wybawić. Konrad zarzuca Bogu milczenie:
„Milczysz, milczysz! Wiem teraz, jam Cię teraz zbadał, Zrozumiałem, coś ty jest, i jakeś ty władał. Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością, Ty jesteś tylko mądrością. Ludzie myślą, nie sercem, Twych dróg się dowiedzą; Myślą, nie sercem, składy broni twej wyśledzą. Ten tylko, kto się wrył w księgi, W metal, w liczbę, w trupie ciało, Temu się tylko udało Przywłaszczyć część twej potęgi. Znajdzie truciznę, proch, parę, Znajdzie blaski, dymy. huki, Znajdzie prawność, i złą wiarę Na mędrki i na nieuki. Myślom oddałeś świata użycie, Serca zostawiasz na wiecznej pokucie, Dałeś mnie najkrótsze życie I najmocniejsze uczucie”.
Konrad pełen jest pychy i niemalże do końca dopełniłby swego bluźnierstwa, a przez to skazał sam siebie na wieczne potępienie, gdyby nie Boska interwencja (najprawdopodobniej), ponieważ bez tego Konrad z pewnością dokończył rozpoczęte przez siebie zdanie i przyrównał Boga do cara, jednak to ostatnie słowo wypowiada za niego diabeł.
W scenie III ksiądz Piotr odprawia egzorcyzmy nad opętaną przez diabły duszą Konrada. Chce wziąć na siebie wszystkie jego winy i bluźnierstwa, ponieważ czuje, że to człowiek powołany do wielkiej misji, który po prostu się pogubił. Diabeł, który siedzi w więźniu, przemawia do księdza różnymi językami i naigrawa się z niego. Poza tym – pod przymusem księdza – wyznaje, że w klasztorze obok, u dominikanów, więziony jest młody człowiek, Rollison, który przechodzi przez ciężkie tortury. Opętany Konrad doradza mu samobójstwo przez rzucenie się w przepaść.
W scenie IV pojawia się postać Ewy, młodej dziewczyny mieszkającej pode Lwowem. Modli się ona za polskich studentów, którzy zostali zabrani wgłąb Rosji, a także za poetę, którego wiersze czytała (być może chodzi tutaj o Konrada). Następnie zasypia, a w czasie snu ma widzenie, iż zbiera kwiaty (róże) i przyozdabia nimi skronie Matki Boskiej. Ta jednak przekazuje je Jezusowi, a Ten natomiast rzuca kwiaty na Ewę. Jedna z róż ożywa i skarży się, że wyrwano ją z „rodzinnej trawki” (być może jest to symbol Polaków, którzy muszą przebywać z dala od ojczyzny). Pocieszeniem jest jednak to, że róże te służyć miały nikomu innemu, jak samej Matce Bożej!
W scenie V widzenie ma modlący się ksiądz Piotr, który pełen jest pokory wobec Boga. Widzi on zesłańców podążających na Sybir, lecz spostrzega, że jeden z nich ucieka po to, aby wybawić naród. Jest to wizja nadejście tajemniczego Odkupiciela, który nosić ma tajemnicze imię „czterdzieści i cztery” (może chodzić o Konrada, lecz niekoniecznie). Polska zostaje tu porównana do Chrystusa, który został przybity do krzyża (przyrównanie do trzech zaborców), bo namiestnik rzymski Piłat umył od tego ręce (aluzja do tego, w jaki sposób obeszła się z Polakami Francja). Płaczącą po swym Synu matką jest Wolność. Podobnie jednak jak Mesjasz – Polska zmartwychwstanie. Wpierw jednak musi dużo wycierpieć:
„Ach Panie! to nasze dzieci, Tam na północ — Panie, Panie! Takiż to los ich — wygnanie! I dasz ich wszystkich wygubić za młodu, I pokolenie nasze zatracisz do końca? Patrz — ha — to dziecię uszło — rośnie — to obrońca! Wskrzesiciel narodu — Z matki obcej, krew jego, dawne bohatery. A imię jego będzie czterdzieści i cztery. Panie! czy przyjścia jego nie raczysz przyśpieszyć? Lud mój pocieszyć? Nie! lud wycierpi. — Widzę ten motłoch — tyrany, Zbojce — biegę — porwali — mój Naród związany. Cała Europa wlecze, nad nim się urąga — „Na trybunał!" - Tam zgraja niewinnego wciąga. Na trybunale gęby, bez serc, bez rąk: sędzię — To jego sędzię! Krzyczą Gai, Gai sądzić będzie. Gai w nim winy nie znalazł i umywa ręce, A króle krzyczą: „potęp" i wydaj go męce; Krew jego spadnie na nas i na syny nasze: Krzyżuj syna Maryi, wypuść Barabasza: Ukrzyżuj, on cesarza koronę znieważa, Ukrzyżuj, bo powiemy, żeś ty wróg cesarza. Gai wydał — już porwali — już niewinne skronie Zakrwawione, w szyderskiej, cierniowej koronie, Podnieśli przed świat cały, — i ludy się zbiegły, Gai krzyczy: oto naród wolny, niepodległy! Ach Panie, już widzę krzyż — ach jak długo, długo Musi go nosić — Panie, zlituj się nad sługą. Daj mu siły, bo w drodze upadnie i skona. Krzyż ma długie na całą Europę ramiona, Z trzech wyschłych ludów, jak z trzech twardych drzew ukuty”.
W scenie VI nocne widzenie ma senator Nowosilcow, protegowany cara, który rządny jest chwały i majątku. W swoim śnie widzi wpierw tłumy ludzi, które się mu kłaniają. Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy car nagle odwraca się od niego, wówczas owe tłumy zaczynają się z niego śmiać i wszyscy go opuszczają. Nowosilcow pod wpływem tego snu, podsycany i dręczony przez diabły, upada na podłogę. Diabły komentują zajście:
„Teraz duszę ze zmysłów wydrzem, jak z okucia Psa złego. Lecz niecałkiem, nałożym kaganiec: Na wpół zostawim w ciele, by nie tracił czucia, Drugą połowę wleczmy aż na świata kraniec, Gdzie się doczesność kończy, a wieczność zaczyna, Gdzie z sumieniem graniczy piekielna kraina; I złe psisko uwiążem tam, ua pograniczu: Tam pracuj ręko moja, tam świstaj mój biczu. Nim trzeci kur zapieje, musim z tej męczarni Wrócić zmordowanego, skalanego ducha, Znowu przykuć do zmysłów, jako do łańcucha, I znowu w ciele zamknąć, jako w brudnej psiarni”.
W scenie VII akcja przenosi się do salonu warszawskiego, w którym to przy jednym stoliku siedzą ludzie z wyższych sfer – bogate damy, arystokracja, generałowie i literaci, rozmawiają po francusku, o sprawach zupełnie nieważnych, błahych, próżnych. Przy drzwiach stoją patrioci, którzy chcą spiskować przeciw zaborcy. Jeden z nich, Alfred, opowiada historię o Cichowskim – człowieku, którego uznano za zmarłego (bo tak zaaranżowali to Rosjanie, by wyglądało na to, że mężczyzna się utopił), a który w czasie swej nieobecności był przez sześć lat więziony. Kiedy po tym czasie odprowadzono go do domu, nie mógł się odnaleźć na wolności, nie był już tym samym człowiekiem. Któryś z arystokracji z przekąsem odpowiada, że to nie jest dobra historia do opisania jej w formie poezji, albowiem jest ona zbyt prozaiczna, a także Polacy wolą czytać o rzeczach przyjemnych. Znajdujący się przy drzwiach Wysocki porównuje polski naród do lawy, która z zewnątrz jest ostygła, lecz w środku wciąż żarzą się iskry – sedno sprawy tkwi w tym, by te iskry wzniecić i wynieść na wierzch tej zastygłej powierzchni:
„Nasz naród jak lawa, Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi, Plwajmy na tę skorupę i zstąpamy do głębi”.
W scenie VIII do senatora Nowosilcowa w Wilnie przychodzi niewidoma kobieta, która jest matką Rollisona, domaga się widzenia z synem. Senator udaje, iż nie wie, o co chodzi. Odsyła więc kobietę z kwitkiem. Zastanawia się, kto mógł powiedzieć jej o tym, gdzie znajduje się jej syn. W końcu wychodzi na jaw, iż był to ksiądz Piotr, jednak ten nie chce się przyznać, skąd o tym wie, przez co zostaje dwukrotnie spoliczkowany przez dwóch zauszników Nowosilcowa – Doktora oraz Bajkowa. Ksiądz przepowiada im rychłą śmierć:
„Panie, odpuść mu, Panie, on nie wie, co zrobił! Ach bracie, tą złą radą tyś sam się już dobił. Dziś ty staniesz przed Bogiem. […] Bracie, i ty poszedłeś za jego przykładem! Policzone dni twoje, pójdziesz jego śladem”.
Doktor podpowiada Senatorowi, aby otworzyć okno w celi Rollisona i tym samym upozorować jego samobójstwo, na co carski namiestnik wyraża zgodę.
Następuje scena balu u senatora, pary tańczą menueta z „Don Juana”, jedynie nieliczni patrioci przypatrują się temu z obrzydzeniem. Pojawiają się pomysły, aby zabić Nowosilcowa, lecz rosyjski urzędnik, Bestużew przepowiada, że nic to nie da, gdyż przyjdzie na jego miejsce inny, a nie uchroni to Polaków przed krwawymi represjami z tego powodu:
„Coż stąd, jednego łotra zgładzić, Lub obić — co za zysk? Oni wyszukują przyczyny, By uniwersytety znieść, Krzyknąć, że ucznie jakobiny, I waszą młodzież zjeść. […] Cesarz ma u nas liczne psiarnie, Cóż, że ten zdechnie pies”.
Ponownie przychodzi do Senatora matka Rollisona, która ubliża mu z powodu jego okrucieństwa, albowiem dowiedziała się, iż jej syn został wypchnięty z okna i że nie żyje. Ksiądz Piotr uspokaja kobietę, mówiąc, że młodzieniec wciąż żyje.
Tymczasem rażony piorunem ginie Doktor – spełnia się zatem przepowiednia. Nowosilcow – w obliczu tych wydarzeń – zezwala księdzu zajść do rannego Rollisona. Po drodze ksiądz spotyka Konrada, który prowadzony jest właśnie na śledztwo. Konrad przekazuje mu swój pierścień po to, aby za pieniądze pochodzące z jego sprzedaży wspomóc biednych oraz odprawić mszę za dusze w czyśćcu cierpiące. W zamian za ten dar ksiądz przepowiada Konradowi, iż zostanie zesłany wgłąb Rosji, lecz tam szukać ma swojego duchowego przewodnika, który jako pierwszy powita go „w imię Boże”:
„Za pierścionek ja ci dam przestrogę. Ty pojedziesz w daleką, nieznajomą drogę, Będziesz w wielkich, bogatych i rozumnych tłumie, Szukaj męża, co więcej, niżli oni umie; Poznasz, bo cię powita pierwszy w Imię Boże. Słuchaj, co powie...”.
W scenie IX – po roku od wydarzeń, jakie zaszły w Prologu – a więc 1 listopada 1824 roku znów następuje obrzęd Dziadów. Guślarz wraz z kobietą, której ostatnio objawiło się Widmo, próbują wywołać je znów, lecz się to im nie udaje. Wedle Guślarza może to być spowodowane tym, iż ostatnim razem wcale nie był on umarły, lecz żywy, a może zmienił swą wiarę lub imię (prawdopodobnie tyczy się to Gustawa, który przemianował siebie na Kordiana oraz porzucił dawne idee, poświęcając się wyłącznie walkę o ojczyznę). Oboje spostrzegają kibitki jadące na północ. Kobieta spostrzega tam mężczyznę, którego widmo chciała wywołać.
prawa autorskie: Crib.pl, Michał Ziobro
Opracowanie: Marta Akuszewska
Pod pojęciem „martyrologia” kryje się inne, dużo bardziej wymowne: „męczeństwo”. Ikoną męczeństwa tu, na ziemi, pośród innych ludzi i innych narodów, jest wedle Mickiewicza naród polski. Naród jednocześnie cierpiący i wybrany – niczym Jezus Chrystus, umiłowany syn Boga Ojca, a jednocześnie posłany przez Niego samego na śmierć. Męczeństwo Polaków nie ma być zatem daremnym wysiłkiem i upokorzeniem, a raczej drogą ku odkupieniu win pozostałych krajów świata oraz własnemu zbawieniu. Taką koncepcję prezentuje w III części „Dziadów” sam Mickiewicz.
W dramacie nie brak zatem osobistych przesłanek autora, jego prywatnych refleksji i bolesnych wspomnień. Te znajdują się już w Przedmowie, w której zawarty jest pełen kontekst historyczno-obyczajowy wydarzeń towarzyszących akcji utworu, która dzieje się w latach 1823-1824. W tym czasie przypadły bowiem rządy absolutne cara rosyjskiego i krwawe prześladowania jego zausznika Nowosilcowa, który stacjonował jako namiestnik na ziemiach polskich. Prześladowania te dotknęły dotkliwie przede wszystkim młodzież wileńską, skupioną wokół uniwersytetu oraz tajnych stowarzyszeń filozoficzno-literackich, a do takich przynależał m.in. Mickiewicz. Poeta prześladowania te przyrównuje do rzezi niewiniątek zarządzonej przez Heroda (historia znana z Biblii).
W Dedykacji natomiast Mickiewicz zwraca się bezpośrednio do towarzyszy wspólnej niedoli, tj. wspomina z imienia i nazwiska swych poległych przyjaciół – Jana Sobolewskiego, Cypriana Daszkiewicza oraz Feliksa Kółakowskiego. Autor „Dziadów” nadaje im wszystkim miano „narodowej sprawy męczenników”.
Opis cierpień narodu polskiego rozpoczyna się już w Prologu oraz w scenie I dramatu, gdzie ma miejsce schadzka więźniów z okazji obchodów wigilii Bożego Narodzenia. Spotykają się oni, aby nie tylko spędzić wspólnie to tradycyjne katolickie polskie święto, ale także by wymienić się różnymi spostrzeżeniami i obserwacjami na temat represji carskich urzędników stosowanych wobec wileńskiej młodzieży. Pojawia się zatem tragiczna historia Janczewskiego (opowiedziana przez Sobolewskiego), który w akcie rozpaczy, a jednocześnie silnej determinacji, prowadzony na śmierć, zakuty w ciężkie łańcuchy, wyrywa się z trzykrotnym okrzykiem: „Jeszcze Polska nie zginęła!”. Niemniej dramatyczny jest los Wasilewskiego, który z powodu braku sił związanym ze wcześniejszym skatowaniem go w trakcie śledztwa, nie może samodzielnie dostać się do kibitki mającej zawieźć go wgłąb Rosji, aż na mroźną i surową Syberię. Podobnie smutna historia przydarzyła się Cichowskiemu (o tym opowiada Adolf w scenie VII, podczas balu u Senatora) – człowiekowi, który pewnego dnia został porwany przez Rosjan i przez długi czas katowany. Wreszcie udało mu się wrócić do swego domu, lecz nigdy więcej nie doszedł do stanu normalności, od tej pory miał ciągłe lęki wobec wszystkich napotkanych ludzi, nawet rodzina wydawała mu się zupełnie obca.
Trwogę i rozpacz wzbudzać ma również historia młodego chłopaka – Rollisona, który znajduje się więziony w celi w odrębnej wieży klasztoru. Cierpienia tego dopełnia w zupełności żal i boleść jego matki, która wielokrotnie interweniuje u Nowosilcowa o przychylność dla jej syna – tym bardziej wzruszająca i smutna jest jej naiwność i ślepa wiara w to, że senatorowi zależy na uwolnieniu chłopca i że można mu zaufać. Zdecydowanie najbardziej kulminacyjnym punktem i zwrotem akcji w tej historii jest ponowne przybycie niewidomej matki, jej wtargnięcie na bal u Senatora i wygarnięcie mu wszystkich win tuż po tym, gdy dowiedziała się, że Rollison został wypchnięty z okna i przez to się zabił – jak uspokaja ją jednak ksiądz Piotr – chłopiec przeżył.
Podczas balu w scenie VII jeden z patriotów, Wysocki, wypowiada się na temat Polaków w sposób następujący: „Nasz naród jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; Pluwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”. Słowa te poświadczać mogą jedynie fakt, że w Polakach drzemie ogromna siła, która w danym momencie historycznym zostaje po prostu wystawiona na ciężką próbę – próbę wytrzymałości i wierności, niczym biblijny Hiob, na którego zesłano wiele nieszczęść i cierpień. Zesłał je sam Bóg, a wszystko po to, by przekonać nie tyle siebie, co przede wszystkim szatana, że Hiob nie ugnie się tak łatwo i pozostanie przy swoim Panu i nie zmieni wyznawanych przez siebie wartości.
Dość smutna scena ma miejsce niemal zupełnie na początku, kiedy więźniowie rozmawiają między sobą i wymieniają się własnymi doświadczeniami oraz zasłyszanymi nowinkami. Wszyscy się wzajemnie uzupełniają w tym i wspierają, a jednocześnie starają się nie dawać nikomu złudnych nadziei. Wszyscy poznają nowego przybysza – Żegotę, który ślepo wierzy, iż niedługo opuści to miejsce, ponieważ nie brał udziału w żadnym spisku, wystarczy tylko dobrze zapłacić komu trzeba, jednak jeden z więźniów, czyli Tomasz, sprowadza go natychmiast na ziemię, ponieważ w więzieniu znajduje się najdłużej, wobec czego czuje się w obowiązku poinformować towarzyszy o ohydnych, nieludzkich wręcz warunkach, w jakich przyszło mu przez cały ten czas mieszkać. Kiedy Tomasz proponuje nawet, aby poświęcili się ci, którzy są sierotami albo nie założyli własnych rodzin, ażeby pozostali mogli powrócić do swych domów, zostaje on zbyty milczeniem i natychmiastową zmianą tematu, nikt nie chce tego dalej ciągnąć.
W scenie V widzenie ma modlący się ksiądz Piotr, który pełen jest pokory wobec Boga. Widzi on zesłańców podążających na Sybir, lecz spostrzega, że jeden z nich ucieka po to, aby wybawić naród. Jest to wizja nadejście tajemniczego Odkupiciela, który nosić ma tajemnicze imię „czterdzieści i cztery” (może chodzić o Konrada, lecz niekoniecznie). Polska zostaje tu porównana do Chrystusa, który został przybity do krzyża (przyrównanie do trzech zaborców), bo namiestnik rzymski Piłat umył od tego ręce (aluzja do tego, w jaki sposób obeszła się z Polakami Francja). Płaczącą po swym Synu matką jest Wolność. Podobnie jednak jak Mesjasz – Polska zmartwychwstanie. Wpierw jednak musi dużo wycierpieć
O tym, do jakiego grzechu może uciec się człowiek opętany przez szatana, a więc siedlisko największego zła, przekonuje nas los Konrada. Konrad, który z pewnością, pomimo swych dobrych intencji i miłości wobec swych uciśnionych rodaków, popełnia grzech najcięższy – bluźnierstwa i to wobec samego Boga, którego omal nie przyrównuje do cara, tj. utożsamianego w tamtym okresie z samym diabłem. Cierpiący za swój naród Konrad jest skłonny dopuścić się nawet tak ogromnego zła, byle tylko wystąpić w imieniu swego narodu.
prawa autorskie: crib.pl
Opracowanie: Marta Akuszewska
Streszczenie
Utwór rozpoczyna się bezpośrednim zwrotem do adresata (charakterystycznym dla średniowiecznych trubadurów i truwerów): „Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść o miłości i śmierci? To rzecz o Tristanie i Izoldzie królowej. Słuchajcie, w jaki sposób w wielkiej radości, w wielkiej żałobie miłowali się, później zasię pomarli w tym samym dniu, on przez nią, ona przez niego”.
|
![]()
Dzieje Tristana i Izoldy
|
1. Dziecięctwo Tristana.
Utwór rozpoczyna się bezpośrednim zwrotem do adresata (charakterystycznym dla średniowiecznych trubadurów i truwerów): „Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść o miłości i śmierci? To rzecz o Tristanie i Izoldzie królowej. Słuchajcie, w jaki sposób w wielkiej radości, w wielkiej żałobie miłowali się, później zasię pomarli w tym samym dniu, on przez nią, ona przez niego”.
Następnie narrator opowiada historię narodzin i dzieciństwa Tristana. Swego czasu król ziemi lońskiej Riwalen ruszył na pomoc władcy Kornwalii, królowi Markowi. W nagrodę za udzielenie wsparcia w walce z nieprzyjacielem otrzymuje on rękę Blancheflor, siostry Marka. Szczęście małżonków nie trwa jednak długo. Wkrótce Riwalen otrzymuje informację, że nieprzyjaciel diuk Morgan pustoszy jego ziemie. Riwalen wraca wraz z żoną do Lonii, pozostawia brzemienną Blancheflor pod opieką Rochałta zwanego Rohałtem Dzierżącym Słowo, sam zaś udaje się na wojnę. Riwalen ginie w bitwie, zaś cztery dni po jego śmierci Blancheflor wydaje na świat pięknego syna. Będąc pogrążoną w głębokim smutku nadaje mu imię Tristan, sama zaś nie wytrzymując żalu po stracie męża umiera. Rohałt przygarnia sierotę i wychowuje go jak własne dziecko, chroniąc tym samym przed Morganem. W wieku siedmiu lat Tristan zostaje powierzony na wychowanie roztropnemu nauczycielowi Gorwanelowi. Uczy on chłopca wszelkiej sztuki, która przystoi baronowi, tj.: władania mieczem, lancą, łukiem, sztuki myśliwskiej, śpiewu, gry na harfie, ale także nienawiści do kłamstwa i zdrady, wspomagania słabszych i dotrzymywania słowa. Tristan wyrasta na pięknego młodzieńca. Pewnego dnia norwescy kupcy zwabiają Tristana na swój statek, a następnie porywają go. Widząc jednak gniew morza, które nie sprzyja zdradzieckim statkom postanawiają wypuścić chłopca. Pozostawiają go na brzegu Kornwalii. Na obcej Ziemi Tristan spotyka myśliwych, pokazuje im sztukę oprawiania jelenia, ci patrzą na jego umiejętności ze zdumieniem. Chłopak chytrze przedstawia się jako syn kupca lońskiego, który uciekł z kraju by poznać obyczaje cudzoziemców. Myśliwi zabierają go na dwór króla Marka na zamku Tyntagiel, gdzie niegdyś miał miejsce ślub rodziców Tristana. Podczas wieczornej uczty Tristan daje popis swoich umiejętności artystycznych: gra na harfie i śpiewa pieśni. W ciągu trzech lat staje się ulubieńcem króla, służy mu jako lutnista, myśliwy i lennik. Międzyczasie Rohałt nieustannie poszukuje Tristana, w końcu odnajdując go w Kornwalii. Wyjawia Markowi, że młodzieniec jest jego siostrzeńcem, na dowód tego pokazuje czerwony kamień szlachetny należący do Blancheflor. Pojawia się informacja, że diuk Morgan zawładnął ponownie Lonią. Tristan otrzymuje od wujka wojska, powraca do Lonii, pokonuje Morgana i odzyskuje dziedzictwo. Ziemię lońską oddaje pod panowanie umiłowanego Rohałta, sam zaś powraca na dwór króla Marka wraz z Gorwenalem.
2. Morchołt z Irlandii.
Irlandia żąda od króla Marka zapłacenia zaległego haraczu w wysokości trzysta młodzieńców i trzysta dziewcząt w wieku piętnastu lat losowo wybranych z pośród ludu jednocześnie grożąc spustoszeniem Kornwalii za nie wykonanie polecenia. Do Tyntagielu po haracz przyjeżdża potężny rycerz Irlandzki Morhołt. Budzi on wśród wszystkich postrach. W obliczu tej trudnej sytuacji król Marek zwołuje zgromadzenie baronów. Przybywa na nie również Morhołt, który wzywa do zapłacenia haraczu lub pojedynkowania się z nim. Żaden z baronów nie ma jednak odwagi powstać przeciwko niemu. Wtem wyrywa się Tristan i prosi króla o pozwolenie na pojedynkowanie się z Morhołtem. W ustalonym terminie Tristan wyrusza łodzią na Wyspę Świętego Samsona gdzie ma odbyć się pojedynek. Lud Kornwali naprzemiennie płacze i modli się za odważnego młodzieńca. Nikt w gruncie rzeczy nie wierzy w możliwość pokonania Irlandczyka. Po przybyciu na wyspę Tristan puszcza swoją łódź w morze i tłumaczy zdziwionemu tym zachowaniem Morhołtowi, że tylko jeden powróci żywy z tego pojedynku więc dwie łodzie są zbędne. Tristan ku zaskoczeniu wszystkich wygrywa pojedynek. Powraca w chwale do Kornwali, jest jednak słaby gdyż odniusł obrażenia. Ciało Morhołta zostaje odesłane do Weisefortu w Irlandii. Siostrzenica poległego rycerza, Izolda Jasnowłosa obiecuje zemścić się na Tristanie. Wkrótce okazuje się, że Tristan został raniony zatrutym ostrzem, młodzieniec powoli umiera, nikt w Kornwalii nie potrafi mu pomóc. Zostaje on więc puszczony na barce w morze w nadziei, że znajdzie gdzieś ratunek. Tym sposobem dociera do Weisefortu, gdzie rany opatrza mu Izolda nieświadoma tożsamości młodzieńca. Wyzdrowiawszy Tristan zdaje sobie sprawę, że jako zabójcy Morhołta grozi mu w Irlandii niebezpieczeństwo, dlatego też przedstawia się fałszywie, a następnie czym prędzej zbiega do Kornwalii.
3. Szukanie pięknej o złotych włosach.
Siostrzeniec króla, Andret widząc iż ten zamierza zestarzeć się bezdzietnie i przekazać tron znienawidzonemu przez niego Tristanowi wraz z trzema innymi baronami (Gwenelonem, Gondoinem i Denoalenem) podjudza pozostałych baronów przeciwko młodzieńcu. Wmawiają im, że jest on czarnoksiężnikiem, który omamił króla Marka by zawładnąć Kornwalią. Toteż na jednym ze zgromadzeń usilnie namawiają Marka by ożenił się i wydał następce tronu. Ten jednak nie chcąc żony, sprytnie oświadcza, że jego ukochaną jest kobiet, której złoty włos przyniosły mu jaskółki. Baronowie rozumieją iż bezczelnie sobie z nich zadrwiono. Tristan domyślając się, że włos należy do Izoldy ogłasza iż jest gotów udać się na poszukiwanie Pięknej o Złotym Warkoczu. W tym celu wyrusza do Weisefortu wraz z setką młodych rycerzy przebranych za angielskich kupców. Będąc już na miejscu Tristan dowiaduje się o smoku, za którego zamordowanie król obiecał rękę swojej córki Izoldy. Mimo, że już 20 śmiałków poległo w zmaganiach z potworem, Tristan również postanawia spróbować swoich sił. O dziwo udaje mu się zabić smoka, na dowód tego odcina mu język, nieszczęśliwie jednak omdlewa zatruty jadem smoka. Międzyczasie tchórzliwy kasztelan Aguynguerran Rudy, który wielokrotnie próbował zabić smoka za każdym razem uciekając ze strachu odnajduje nieprzytomnego Tristana i zabitego smoka, odcina mu głowę i zanosi królowi żądając ręki Izoldy. Król i szlachta irlandzka nie dowierzają mu, jednak zgodnie z obietnicą król postanawia oddać mu rękę swojej córki. Izolda wyczuwając oszustwo i broniąc się przed ślubem z tchórzliwym kasztelanem wyrusza służącą Brangien i wiernym sługą Perynisem pod smoczą jamę dowiedzieć się prawdy o zabójstwie potwora. Odnajduje nieprzytomnego Tristana i oddaje go pod opiekę matki, która go uzdrawia. Młodzieniec by udowodnić, że to on zabił smoka postanawia pojedynkować się z kasztelanem. Izolda przygotowując rynsztunek Tristana odnajduje wyszczerbiony miecz, który złamał się na głowie Morhołta. W ten sposób rozpoznaje prawdziwą tożsamość Tristana i postanawia go zgładzić. Atakuje bezbronnego młodzieńca podczas kąpieli, ten jednak przekonuje ją iż nie uczynił nic złego zabijając Morhołta w uczciwym pojedynku, opowiada o dwukrotnym uleczeniu go przez dziewczynę oraz o włosie i jaskółkach. Pominął jednak fakt iż walczy o Izoldę w imieniu króla Marka. Podczas zebrania baronów dowodzi, że to on, a nie Aguyngurrean Rudy jest zabójcą smoka. Mówi, że przybył po Izoldę jako wysłannik króla Marka. Przekonuje zebranych do zawarcia pokoju między zwaśnionymi krajami. Izolda odpływa wraz z Tristanem w stronę Kornwalii.
4. Napój miłosny
Przed wypłynięciem Izoldy do Kornwalii jej matka daje służce Brangien specjalnie przyrządzony przez siebie eliksir miłosny. Nakazuje jej by podała napój Izoldzie i królowi Markowi tuż przed ich nocą poślubną. Tłumaczy, że ci którzy go wypiją będą miłowali się przez całe życie, a nawet po śmierci. Prosi aby przechowała napój tak by nie trafił on w niepowołane ręce. Brangien obiecuje wszystkiego dopilnować. Podczas podróży Izolda jest pogrążona w żalu, opłakuje rozstanie z matką i ziemią ojczystą. Dziewczyna obawia się tego co ją spotka w Kronwalii. Podczas podróży statek zatrzymuje się na jakiejś wyspie, wszyscy wychodzą pozostaje tylko dziewczyna i Tristan. Spragnieni proszą służącą o przyniesienie im jakiegoś napoju. Ta znajduje bukłaczek z eliksirem i nieświadoma jego magicznej mocy podaje go młodym. Tristan i Izolda wypijają napój, który radzi między nimi uczucie. Oboje przez trzy dni usilnie powstrzymują się przed tą niebezpieczną miłością, nie chcą zdradzić króla Marka – ona jako jego przyszła żona, on jako wierny siostrzeniec i lennik. W końcu wyznają sobie miłość. Brangien widząc ich pocałunek wyjawia im prawdę o napoju. Czując się odpowiedzialna za to nieszczęście oddaje w ich ręce swe usługi i życie. Mimo wyznania Brangien młodzi nie potrafią zapomnieć o swej miłości. Spędzają pierwszą wspólną noc.
5. Brangien wydana niewolnikom
Izolda przybywa do zamku Tyntagiel, król jest zachwycony pięknem dziewczyny, wydaje uroczyste powitanie przyszłej królowej. Po osiemnastu dniach odbywa się ślub. W noc poślubną Brangien zastępuje Izoldę w łożu króla Marka by ukryć niesławę królowej i ocalić ją od śmierci. Król Marek darzy Izoldę głęboką miłością, zapewnia jej dostatnie i szczęśliwe życie. Dziewczyna u swego boku ma również Tristana, który zgodnie z wolą króla sypia w komnacie królewskiej. Kochankowie potajemnie się spotykają. Pewnego razu jednak Izolda uświadamia sobie jak wielkim zagrożeniem jest dla niej służąca Brangien, która zna wszystkie jej sekrety i tajemnice. W obawie iż ta mogłaby ją wydać, pod nieobecność króla i Tristana nakazuje dwóm niewolnikom zamordować służkę. Izolda rozkazuje zawieść Brangien do lasu, zabić ją, a następnie przynieść jej język. Mordercy otaczają służącą w lesie. Gdy pytają czym zawiniła, że królowa chce jej śmierci, ta odpowiada:
„Przypominam sobie tylko jedną winę. Kiedy wyruszaliśmy z Irlandii, miałyśmy obie koszulę na naszą noc poślubną. Zdarzyło się na morzu, że Izold podarła swą godową koszulę i na noc poślubną pożyczyłam jej swojej.”
Na te słowa niewolnicy uczuli litość wobec kobiety, przywiązali ja do drzewa, a zamiast niej zabili psa, odcięli mu język i zanieśli Izoldzie. Izolda dowiedziawszy się, że Brangien była nie winna, zaczyna żałować swojego czynu. Sama jednak nie poczuwa się do winny i o wszystko oskarża niewolników, nazywa ich mordercami. Gdy jeden ze sług przyprowadza Brangien, kobiety wzajemnie się przepraszają i proszą o przebaczenie.
6. Wielka Sosna
Czterej baronowie, którzy nienawidzą Tristana, domyślając się romansu kochanków, zaczynają ich szpiegować. Dowiedziawszy się o ich potajemnych spotkaniach powiadamiają króla chcąc pozbyć się Tristana. Marek stwierdza, że baronowie wymyślili sobie to wszystko z nienawiści i zazdrości do jego siostrzeńca. Król jednak dręczony niepewnością podejmuje próby śledzenia Tristana i Izoldy. Nie udaje się mu jednak nic dostrzec, gdyż Brangien uprzedza kochanków. Mimo wszystko by uniknąć plotek prosi Tristana o oddalenie się z zamku. Ten opuszcza go, jednak nie potrafiąc żyć z dala od ukochanej zatrzymuje się w mieście Tyntagiel nie opodal zamku, mieszka z Gorwenalem. Ze względu na rozstanie zapada na febrę, gorączkuje. Również Izolda bardzo przeżywa rozstanie z ukochanym. Na pomoc zrozpaczonym kochankom przychodzi Brangien, wpada na pomysł by spotykali się oni w sadzie pod osłoną nocy. Zdradliwi baronowie przeczuwając ponowne spotkania kochanków próbują śledzić królową, jednak ta mając wsparcie Brangien za każdym razem umyka ich oczom. Wynajmują więc czarnoksiężnika, karła Frocyna, który wyjawia królowi iż Tristan i Izolda spotykają się w sadzie. Karzeł nakazuje królowi ogłosić, ze wyjeżdża na łowy, a następnie potajemnie przyczaić się na jednej z sosen nieopodal sadzawki. Do sadu przychodzi Tristan, puszcza w sadzawce strugane z drewna łódeczki – umówiony z Izoldą znak, nagle zauważa w lustrze wody odbicie Króla Marka siedzącego na drzewie. Wkrótce przychodzi również Izolda. Dziewczyna przeczuwa, że coś jest nie tak, gdyż Tristan nie wybiega z otwartymi ramionami by ją przywitać jak to miał w zwyczaju czynić. W blasku księżyca również ona zauważa króla ukrytego między gałęziami sosny. Kochankowie by zataić swój romans sprytnie prowadzą rozmowę tak by wynikało, że spotykają się po raz pierwszy, a Tristan wezwał Izoldę gdyż chce ją prosić o ubłaganie litości u króla. W ten sposób król upewnił się, że Tristana i Izoldę nie łączy występna miłość. Postanawia on ponownie przyjąć Tristana na dwór, zaś karła skazać na śmierć. Frocyn przewidziawszy jednak swoją przyszłość w obawie o swoje życie ucieka.
7. Karzeł Frocyn
Król Marek pojednał sie z Tristanem. Ten ponownie wraca na zamek i jak niegdyś sypia w komnacie króla. Marek przebacza również oszczercom i karłowi. Ta dobroć jednak podsyca jeszcze bardziej nienawiść baronów. Grożą, że jeśli król nie pozbędzie się Tristana powrócą do swoich warowni i rozpoczną wojnę przeciwko niemu. Król ponownie za namową baronów zasięga rady Frocyna. Ten wymyśla następujący podstęp: Doradza królowi by nakazał Tristanowi z samego rana zanieść list do sąsiada Kornwalii, króla Artura i poinformował go o tym tuż przed nocą. Karzeł przeczuwa, że przed wyjazdem Tristan będzie chciał się spotkać z Izoldą. Król zgadza się na ten plan. Forcyn sprytnie rozsypuje mąką między łożami kochanków licząc na to, że Tristan pozostawi na niej swoje ślady i w ten sposób dowiedzie jego winy. Tristan, który zauważa podstęp postanawia pokonać drogę do łoża Izoldy przeskakując na nie. Zapomina jednak o krwawiącej stopie, którą zranił podczas polowania. Karzeł przyczajony za oknem daje znać królowi, że kochankowie są razem. Mimo, że Tristanowi udaje się powrócić do swojego łóżka zanim wchodzi król, ślady krwi świadczą ewidentnie o jego winie. Rozgniewany król postanawia zabić obojga kochanków. Baronowie związują Tristana i Izoldę. Ten staje jeszcze w obronie ukochanej, prosząc króla by zlitował się nad nią – pokazuje tutaj, że nie zależy mu na sobie lecz na ukochanej.
8. Skok z kaplicy
Na wieść o tym, że Tristan i Izolda mają być straceni lud pogrąża się w żałobie. Z samego ranka na równinę za miastem zgodnie ze zwyczajem król zwołuje szlachtę Kornwalii. Ku zdziwieniu wszystkich planuje dokonać natychmiastowej egzekucji po przez spalenie na stosie kochanków bez wcześniejszego sądu nad nimi. Szlachta i zgromadzony lud współczując kochankom nalegają by król wcześniej wydał Tristana i Izoldę pod sąd. Król jednak nie myśli o rozpatrywaniu winy kochanków lecz o jak najszybszym ich uśmierceniu. Strażnicy jako pierwszego na stos prowadzą Tristana. Po drodze młodzieniec prosi by pozwolili mu pomodlić się w napotkanej po drodze kapliczce. Tristan korzystając z okazji wyskakuje przez tylne okno kaplicy i ucieka. Spotyka swego nauczyciela Gorwenala, który daje mu miecz i zbroje oraz pomaga w ucieczce. Jeden z mieszczan widział uciekającego Tristana, rad z tego powodu informuje Izoldę. Ta cieszy się, że jej ukochanemu udało się przeżyć. Król rozgniewany na wieść o ucieczce Tristana, karze pośpiesznie przyprowadzić królową. Dynas z Lidanu widząc strażnika wlokącego Izoldę na stos, pada do stóp króla Marka i prosi o uwolnienie królowej. Król jednak nie słucha jego próśb i ostrzeżeń. Zdenerwowany tą postawą króla składa mu wypowiedzenie służby i wraca do Lidanu. Wśród zgromadzonego tłumu znajdują się również trędowaci. Jeden z nich Iwon proponuje królowi by wydał im swoją żonę, tłumaczy iż trąd będzie dla niej gorszą karą niż spalenie na stosie. Król godzi się na propozycję Iwona. Orszak Trędowatych napotyka na Tristana i Gorwenala, odbijają oni królową od chorych i uciekają do lasu. Las moreński staje się teraz ich kryjówką.
9. Las moreński
Tristan i Izolda mieszkają w lesie moreńskim, żyją z tego co Tristanowi uda się upolować, co dziennie muszą zmieniać swoje legowisko. Wychudli, a ich odzież podarła się. Mimo to są szczęśliwi, gdyż mogą przebywać razem. Pewnego razu zabłądziwszy trafiają do pustelni brata Ogryna. Dowiadują się tam, że król ogłosił nagrodę dla każdego kto pochwyci Tristana. Ogryn namawia młodzieńca by oddał Izoldę małżonkowi, sam zaś ukorzył się i czynił pokutę. Tristan tłumaczy mu, że król sam wyrzekł się Izoldy oddając ją trędowatym oraz że nie ma zamiaru żałować. Kochankowie wracają do lasu, który daje im schronienie. Jeszcze podczas pobytu w Tyntagielu, Tristan wychował i wytresował pasa imieniem Łapaj, który po jego ucieczce całymi dniami skomlił i wył z tęsknoty za swoim panem. Król litując się nad zwierzęciem karze wypuścić psa. Ten po śladach odnajduje swojego pana. Tristan postanawia zaopiekować się psem, jednak by ten szczekając nie wydał ich kryjówki uczy go polować po cichu. Po pół roku życia w lesie, kochankowie budują sobie szałas. Nie muszą się już przenosić z miejsca na miejsce, gdyż baronowie w obawie o własne życie nie zapuszczają się do lasu moreńskiego. Swego czasu bowiem Gwenalon odważył się to uczynić i został zabity przez Gorwenala, nauczyciela Tristana przebywającego z kochankami.
Innym razem leśniczy znajduje miejsce pobytu Tristana i Izoldy, a następnie powiadamia króla Marka. Ten udaje się we wskazane miejsce z intencją zamordowania kochanków. Król zastaje Tristana i Izoldę śpiących razem, są jednak rozdzieleni nagim mieczem (symbol niewinności), a ich usta nie są złączone. Widząc ich tak śpiącymi postanawia darować im życie. Marek zostawia w szałasie znaki swojej przychylności: pierścień, nagi miecz i rękawiczki. Tristan i Izolda przebudziwszy się i zauważywszy te znaki uznają, że król poszedł wezwać posiłki. W obawie o swoje życie uciekają ku ziemi walijskiej.
10. Pustelnik Ogryn
Trzy dni później Tristan podczas polowania zastanawia się nad słusznością decyzji o ucieczce i ukrywaniu się przed królem. Stwierdza, że jeśli król chciałby ich zabić to uczynił by to podczas ich snu i nie pozostawiał w szałasie swego oręża. Uznaje on, że Marek zlitował się nad nimi. Zastanawia się czy nie podjąć próby pojednania się z królem. Uważa również, że Izolda będąca do tej pory królową, z powodu jego występnej miłości żyje teraz w lesie jak niewolnica. Wacha się czy nie oddać ukochanej Markowi, gdyż on pozbawiając ją wygód wyrządza jej tylko krzywdę. Również Izolda oczekująca powrotu Tristana z polowania zastanawia się nad słusznością ucieczki. Uznaje, że przez nią Tristan stracił uznanie i szacunek króla. Poprzez te wyznania kochankowie pokazują wielkość łączącej ich miłości i wzajemną troskę. Tristan i Izolda postanawiają pogodzić się z królem Markiem. W tym celu udają się do pustelnika Ogryna zasięgnąć rady. Tristan postanawia oddać Izoldę królowi, sam zaś myśli udać się w dalekie kraje. Pustelnik pochwala jego decyzję. Tristan osobiście dostarcza królowi list ze swoją propozycją, a następnie ucieka bojąc się jego reakcji.
11. Szalony bród
Marek zwołuje zgromadzenie baronów, których pyta o radę w sprawie otrzymanego od Tristana listu. Kapelan odczytuje zebranym treść pisma: Tristan najpierw pozdrawia w nim króla i baronów, następnie opowiada całą historię uczucia łączącego go z Izoldą ukrywając przy tym zdradę kochanków, na zakończenie wyzywa każdego kto sprzeciwi się wiarygodności jego słów na pojedynek. Baronowie słysząc, że każdy kto nazwał by uczucie łączące kochanków obraźliwym wobec króla będą musieli wojować z Tristanem przylegają jednogłośnie na propozycję młodzieńca. Tym samym król idąc za radą baronów postanawia przyjąć ponownie Izoldę, zaś Tristanowi nakazać opuścić kraj. Marek rozkazuje sporządzić list w którym informuje Tristana, że przekazanie Izoldy odbędzie się przy Szalonym Brodzie. Kochankowie wiedząc o nadchodzącym rozstaniu wymieniają się nawzajem podarkami. Izolda daje Tristanowi pierścień z zielonego jaspisu, zaś młodzieniec w zamian zostawia jej Łapaja. O ustalonej porze udają się nad Szalony Bród. Oczekują tam na nich król Marek wraz z baronami. Żegnając się, Izolda mówi Tristanowi, że jeśli tylko będzie chciał podąży do niego za posłańcem, który pokaże jej pierścień z zielonego jaspisu. Prosi także ukochanego by nie opuszczał Kornwalii dopóki nie upewni się, że nic jej nie grozi na dworze króla Marka. Następnie Tristan przekazuje Izoldę królowi, sam zaś tłumaczy iż zamierza wyjechać na dwór króla Fryzji. Z okazji powrotu królowej do Tyntagielu na zamku odbywa się uczta dla poddanych, król karze uwolnić 100 więźniów, ma również miejsce pasowanie giermków na rycerzy. Tristan natomiast zgodnie z przysięgą złożoną ukochanej ukrywa się w Kornwali u leśnika Orriego.
12. Sąd przez rozpalone żelazo
Król Marek wygania: Denoalena, Anderta i Gondoina, którzy domagają się by Izolda została poddana próbie przez rozpalone żelazo. Miała by ona wykazać czy królowa rzeczywiście jest niewinna. Trzej baronowie w obliczu gniewu króla postanawiają czym prędzej wyjechać do swoich warowni. Izolda dowiedziawszy się o całym zajściu wstawia się za wygnanych baronów, prosi króla by pozwolił im wrócić, sama zaś zamierza poddać się próbie prawdy. Prosi jednak by przybył na nią król Artur ze swoimi rycerzami tak by w przyszłości baronowie nie śmiali już jej oskarżać. Izolda chce również by próba odbyła się na drugim brzegu rzeki otaczającej Tyntagiel, snuje bowiem sprytny podstęp. Król godzi się na te żądania. Następnie królowa posyła swego wiernego sługę Perynisa by odnalazł Tristana i przekazał mu, że jej życzeniem jest by młodzieniec przybył na Białą Równinę w dniu sądu w przebraniu pielgrzyma. Tristan postanawia spełnić wolę ukochanej. W drodze powrotnej Perynis spotyka leśniczego, który niegdyś wyjawił kryjówkę kochanków w lesie moreńskim, sługa zabija zdrajcę. W dniu sądu król Marek, Izolda i baronowie przybywają na Białą Równinę, następnie muszą przedostać się na drugą stronę rzeki gdzie czekają na nich król Artur i jego rycerze. Zgodnie z planem przebrany za pielgrzyma Tristan przenosi królową na drugi brzeg rzeki. Tam odbywa się próba przez rozpalone żelazo poprzedzona przysięgą Izoldy na relikwie świętych. Królowa sprytnie formułuje treść przysięgi, mówi, że żaden mężczyzna poza mężem i pielgrzymem nie trzymał jej w rękach, a następnie wyciąga gołymi rękami rozżarzone żelazo z ogniska i pomyślnie przechodzi próbę.
13. Głos słowika
Tristan wie, że Izoldzie nic już nie grozi na dworze króla Marka, gdyż pozytywnie przeszła próbę rozpalonego żelaza. Postanawia opuścić Kornwalię zgodnie z obietnicą daną królowi. Tristan wraz ze swym nauczycielem Gorwenalem udaje się w stronę Walii. Jednak po drodze przejeżdżając obok sadu w którym niegdyś spotykał się z Izoldą przypomina sobie o szalonej miłości do ukochanej. Mężczyzna przeskakuje palisadę otaczającą sad i udaje się pod wielką sosnę. Następnie idzie ścieżką w kierunku zamku i zbliża się do okna komnaty w której sypia królowa. Zaczyna udawać śpiew słowika, słysząca ten głos Izolda rozpoznaje iż jest to Tristan i wychodzi mu na spotkanie. Od tej pory pod nieobecność króla w Tyntagielu spotykają się nie tylko nocami, ale również za dnia. Pewnego razu baronowie dowiadują się od jednego ze sług o wizytach Tristana i postanawiają przyłapać kochanków na gorącym uczynku. Tristan tego dnia napotkawszy na drodze do zamku szpiegującego go Denoalena zabija zdrajcę, następnie odcina mu głowę i postanawia pokazać ukochanej. Podczas spotkania Izolda zauważa iż są podglądani przez Gondoina. Kobieta sprytnie sugeruje kochankowi by napiął łuk i wycelował do wroga. Tristan zauważywszy kolejnego zdrajcę zabij go. Kochankowie widząc, że są szpiegowani, a Andret – jeden ze zdrajców nadal żyje decydują się na tymczasowe rozstanie.
14. Dzwonek cudowny
Tristan znajduje schronienie w Galii, na ziemi szlachetnego diuka Żylenia, z którym szybko się zaprzyjaźnia. Jest jednak pogrążony w ogromnym smutku i tęsknocie za ukochaną. Pewnego dnia zauważa to książę i postanawia ukoić jego rozpacz. Pokazuje mu swojego pasa Milusia posiadającego czarodziejski dzwoneczek. Król przywiózł psa z Wysp Awalońskich. Dzwoneczek wydawał dźwięki tak wesołe, tak jasne, że żałość Tristana ustąpiła. Tristan jednak szybko uznał, że piesek byłby wspaniałym podarunkiem dla Izoldy i zapragnął go dla niej zdobyć. W tym celu postanowił pokonać olbrzyma Urgana Włochatego, który ściągał z Galii haracze, a za którego zabicie król wyznaczył nagrodę. Żyleń zgodził się oddać Tristanowi ze swoich bogactw to, co uzna za najcenniejsze jeżeli tylko zgładzi potwora. Tristan pokonuje olbrzyma, przynosi królowi jego pięść. W zamian natomiast żąda od diuka oddania mu Milusia. Książę z wielkim smutkiem oddaje mu swojego psa, którego Tristan następnie wysyła do Izoldy. Ta bardzo ceni podarek od kochanka jednak z biegiem czasu uznaje, że to nie pies, a jego dzwoneczek fałszywie koi ból w jej sercu podczas gdy Tristan usycha z tęsknoty. Ściąga więc magiczny dzwoneczek i przez otwarte okno wyrzuca go do morza.
15. Izolda o Białych Dłoniach
Kochankowie nie mogli żyć ani umierać jedno bez drugiego. W rozłączeniu nie było to życie ani śmierć, ale i życie, i śmierć razem. Tristan przez dwa lata tuła się po różnych krainach nigdzie nie mogąc znaleźć spokoju będąc z dala od ukochanej. Odwiedza ojczystą Lonię, podróżuje po Fryzji, Gawii, Alemanii, Hiszpanii. Wszędzie towarzyszy mu wierny Gorwenal. Po tak długim okresie bez żadnej wieści z Kornwalii Tristan zaczyna myśleć, że ukochana już o nim zapomniała. Wówczas Tristan dociera do Bretanii spustoszonej przez hrabiego Ryjola. Chciał on poślubić córkę księcia Bretanii Hoela, ten jednak mu odmówił z czego zrodziła się wojna. Tristan dowiedziawszy się o tym wyrusza do Karhen, ostatniej broniącej się twierdzy księcia Hoela by udzielić mu wsparcia. Tristan poznaje księcia Hoela, jego syna Kahedryna oraz córkę Izoldę o Białych Dłoniach. Tristan i Kahedryn zaczęli prowadzić walkę podjazdową atakując znienacka namioty nieprzyjacielskie otaczające twierdzę Karhen. Gdy Ryjol napuścił w końcu szturm na zamek, Tristan znacząco przyczynił się do pokonania wroga wygrywając pojedynek z hrabią Ryjolem. W zamian za pomoc w obronie Karhen, Tristan otrzymuje rękę księżniczki Izoldy o Białych Dłoniach. Sądząc, że jego była ukochana już o nim zapomniała poślubia córkę Hoela. Zrozumiawszy swój błąd by dotrzymać wierności ukochanej królowej Kornwalii, podczas nocy poślubnej wmawia żonie iż uratowany niegdyś od smoka przyrzekł, że przez rok nie tknie małżonki.
16. Kaherdyn
Podczas polowania gdy Tristan, Kaherdyn i Izolda o Białych Dłoniach jechali konno przytrafiło się, że koń Izoldy potknął się w bajorze, a woda prysła powyżej kolan dziewczyny. To zdarzenie wydało u niej śmiech, a następnie powiedziała bratu, że woda ważyła się na więcej, niż kiedykolwiek odważył się wobec niej Tristan. Następnie powiedziała mu, że Tristan nie chce z nią współżyć. Kaherdyn chcąc wyjaśnić tę sprawę postanowił porozmawiać z Tristanem. Ten opowiada mu całą historie swojej nieszczęśliwej miłości do Izoldy Jasnowłosej. Kahedryn mimo, że jest zdziwiony tą opowieścią bardzo współczuje przyjacielowi. Doradza by wspólnie udać się do Tyntagielu i dowiedzieć czy królowa wciąż go kocha i myśli o nim. Między czasie narrator informuje nas, że Izolda również cierpi z powodu rozłąki z ukochanym, a uczucie jej smutku potęguje informacja od posłańca Kariado, który doniósł jej o ślubie Tristana. Przybywszy do Kornwalii Tristan i Kaherdyn kierują swoje kroki do Lidanu gdzie mieszka Dynas – dawny przyjaciel Tristana. Nieszczęśliwy kochanek dowiaduje się od niego, że od kiedy wyjechał Izolda usycha ze smutku. Tristan powierza Dynasowi pierścień z zielonego jaspisu i poselstwo, które ma przekazać Izoldzie.
17. Dynas z Lidanu
Dynas przybywa na dwór króla Marka. Podczas gdy królowa gra z królem w szachy dyskretnie pokazuje jej pierścień z zielonego jaspisu. Widząc ten znak Izolda przerywa grę, udaje się do swojej komnaty gdzie również wzywa Dynasa. Tam posłaniec błaga królową w imieniu Tristana by zgodziła się na spotkanie, upewnia ją również co do wierności ukochanego mimo ślubu z Izoldą o Białych Dłoniach. Królowa zgadza się na spotkanie w imię złożonej niegdyś przysięgi. Miejscem spotkania ma być Biała Równina. W ustalonym dniu Tristan i Kaherdyn ukrywają się w chaszczach przy drodze, którą ma przejeżdżać orszak królewski, na drodze natomiast kładą gałązkę leszczyny. Gdy pojawia się królowa Tristan zaczyna udawać śpiew piegży i skowronka. Izolda szybko rozpoznaje znaki dawane jej przez ukochanego, a następnie symulując, że mówi do ptaków zwraca się do krzaku głogu. Informuje w ten sposób Tristana iż spotkają się w zamku Świętego Łubina. Między czasie dochodzi jednak do nieszczęsnego nieporozumienia. Gorwenal i giermek Kaherdyna, którzy pilnowali koni przy drodze zostają zauważeni przez sługę królowej, Bleheriego. Blehari poznał z daleka Gorwenala oraz tarczę Tristanową i pomyślał, że ma przed sobą Tristana. Bezskutecznie wzywał ich do zatrzymania zaklinając Tristana na imię Izoldy Złotowłosej. Blehari zdał relację z całego zdarzenia królowej. Izolda myśląc, że Tristan drwi sobie z niej gdyż poślubił inną, a teraz hańbi jej imię, odmawia spotkania z kochankiem. W tym celu wysyła Perynisa by powiedział Tristanowi iż nie życzy sobie spotykać się z nim. Gdy następnego dnia Tristan przebrany za żebraka błaga ją o litość rozkazuje go przepędzić. Zrozpaczony kochanek opuszcza Kornwalię. W tym momencie królowa zauważa swoją pomyłkę, jest już jednak za późno by cokolwiek zmienić, na znak pokuty zaczyna nosi pod ubraniem włosiennicę.
18. Szaleństwo Tristana
Tristan wygnany przez Izoldę Jasnowłosą wraca do Bretanii. Jest pogrążony w smutku, usycha z żalu za ukochaną. Nie mogąc dłużej wytrzymać z dala od Izoldy postanawia ponownie wyjechać do Kornwalii i za wszelką cenę spotkać się z ukochaną. Nie informując nikogo opuszcza Karheń, nędznie ubrany udaje się na wybrzeże, a stamtąd statkiem kupieckim do Tyntagielu. Wiedząc, że ani siłą ani chytrością nie zdoła dostać się do zamku wymyśla podstęp: zamienia się płaszczem z ubogim rybakiem, goli sobie głowę wycinając znak krzyża, smaruje twarz płynem z magicznych ziół zmieniając jej kolor i wygląd, zaopatrza się w maczugę, a następnie udając obłąkanego dostaje się na dwór króla Marka. Tam wszyscy uznają go za szaleńca. Wchodzi do sali królewskiej, gdzie zmienionym głosem rozmawia z królem i królową, ci również go nie poznają mimo, że opowiada o wydarzeniach, które powinny odkryć jego tożsamość przed Izoldą. Król jest zadowolony z przybycia błazna, królowe zaś smuci fakt iż wyjawia on szczegóły z jej życia. Gdy król i rycerze udają się na polowanie, królowa wraca do swojej komnaty, podąża za nią również Tristan. Izolda poznaje go dopiero gdy pokazuje jej pierścień z zielonego jaspisu. Dzięki swemu przebraniu Tristan może przebywać bezpiecznie na dworze. Służba wyznacza mu miejsce do spania pod schodami. Przez kilka dni ma możliwość widywania się z Izoldą. Wkrótce jednak o jego spotkaniach z królową dowiaduje się Andert, w wyniku czego Tristan jest zmuszony opuścić Tyntagiel. Żegnając się z Izoldą mówi jej o bliskiej śmierci, wspomina również o odejściu wraz z ukochaną do szczęśliwego „kraju Żywych” z którego nikt nie wraca.
19. Śmierć
Tristan powraca do Karheniu w Małej Bretanii. Tam udzielając pomocy w walce Kaherdynowi wdaje się w bitwę z baronem Bedalisem, mimo odniesionego zwycięstwa zostaje raniony zatrutą lancą. Żaden z lekarzy bretońskich nie jest w stanie mu pomóc, Tristan widzi iż zbliża się jego śmierć. Pragnąc ujrzeć Izoldę Jasnowłosą w ostatnich dniach swojego życia prosi Kaherdyna by pojechał do Kornwalii i sprowadził do niego ukochaną. Tristan daje Kaherdynowi pierścień z zielonego jaspisu oraz poucza go jak dostać się do królowej. Nakazuje również przyjacielowi wziąć dwa żagle: biały – który ma zawiesić, gdy misja powiedzie się, czarny – który, ma zawiesić, gdy misja zakończy się niepowodzeniem. Izolda o Białych Rękach podsłuchawszy rozmowę Tristana i Kaherdyna poprzysięga zemstę na mężu. Kaherdyn przebrany za kupca dociera do Tyntagielu, a następnie do Izoldy Jasnowłosej. Z powodzeniem nakłania ją do spełnienia prośby Tristana. Następnego dnia królowa pod pretekstem udania się na polowanie z sokołem idzie do portu. Towarzyszy jej jednak Andert, który już od dłuższego czasu nieustannie ją śledzi. Kaherdyn zabija jednak zdrajce topiąc go w wodzie podczas gdy ten chciał wejść na statek. Następnie królowa wraz z Kaherdynem odpływają ku Bretanii. Z powodu sztormu podróż wydłuża się, międzyczasie Tristan jest coraz bardziej wyczerpany chorobą. Podczas jednej z nocy na statku Izolda ma proroczy sen, z którego wynika iż nie zdąży ujrzeć ukochanego żywym. Gdy w końcu statek zbliża się do portu w Karheń, zostaje on zauważony przez Izoldę o Białych Dłoniach, która chcąc się zemścić na mężu okłamuje go mówiąc mu, że statek powraca pod czarnym żaglem. Tristan dowiedziawszy się o tym odwraca głowę do ściany, po trzykroć wypowiada imię ukochanej Izoldy, a następnie oddaje ducha. Izolda przybywszy i dowiedziawszy się o śmierci ukochanego z żalu umiera nad jego zwłokami. Król Marek przypływa po zwłoki kochanków, urządza im pogrzeb w Kornwalii. Z grobu Tristana wyrasta krzew głogu, który zanurza się w mogile Izoldy. Ucinano kilkakrotnie głóg, jednak ten ponownie odrastał. Ostatecznie król Marek zabrania ucinać głóg. Cały utwór kończy się zwrotem do czytelników – autor pozdrawia ich w imieniu dawnych rybałtów, którzy przekazali tę historię: Beroula, Thomasa, Eilharta i Gotfryda.
Michał Ziobro
Wybierz z poniższej listy dostępne opracowania:
Zenon Ziembiewicz jest bohaterem, wokół losów, którego toczy się akcja powieści „Granica” Zofii Nałkowskiej.
Zenon pochodził ze szlacheckiej rodziny: jego ojcem był Walerian Ziembiewicz, zaś matką Joanna z Niemierów. Wychował się w Boleborzy, majątku, którym zarządzał jego ojciec. Uczył się w mieście gdzie toczy się akcja powieści, potem studiował w Paryżu, a następnie był redaktorem gazety „Niwa”, po czym został dyplomatą i prezydentem miasta. Jego żoną została Elżbieta Biecka, jego kochanką była zaś przez jakiś czas Justyna Bogutówna. Miał syna z Elżbietą, który po jego ojcu nosił imię Walerian. Po oblaniu kwasem przez Justynę i utracie wzroku popełnił samobójstwo.
Zenon w czasie, gdy uczył się i udzielał korepetycji Elżbiecie miał gęste, przylizane, ciemne włosy, a także nosił zbyt wąskie spodnie, co świadczyło o jego ubóstwie i wzbudzało pogardę Elżbiety, w której się podkochiwał. Jako młody człowiek, student nosił się dość niechlujnie, rzadko się golił i był dość chudy i wysoki. W starszym wieku, gdy stał się już dyplomatą jego sylwetka była pochylona, a jego twarz miała garbaty profil i ascetycznie wydłużoną dolną szczękę. Ubierał się elegancko i nosił melonik.
Od najmłodszych lat cechowała go duża ambicja i inteligencja. Chętnie i szybko zdobywał wiedzę, był bardzo dobrym uczniem. Już w młodym wieku stał się dość nieufny w stosunku do wzorów, jakie przekazywali mu ojciec i matka: uznał ich za mało wykształconych, a ojca potępiał, jako zbyt skłonnego do zdrad małżeńskich. Chciał jednej rzeczy: żyć uczciwie. Potem jednak porzucił te ideały w pogoni za karierą i wysoką pozycją.
W obecności najbliższych był cichy, spokojny i powściągliwy, jednak, gdy znajdował się w większym towarzystwie stawał się na siłę dowcipny, rozmowny, zawsze chciał kontrolować sytuację. Bardzo ważne dla niego było kreowanie swojego pozytywnego wizerunku, dlatego za wszelką cenę ukrywał swoje stosunki z Justyną przed opinią publiczną i zmuszał do pomocy w tym swoją żonę. Był zagubiony i rozdwojony w sobie. Z jednej strony popełniał błędy, które świadczyły o nim źle, a z drugiej ciągle się usprawiedliwiał i nie sądził, że jest złym człowiekiem. Wyrządził krzywdę Justynie, a jego pomoc jej ograniczała się do dbania o to by nie miała ona pretekstu do ujawnienia ich romansu. Dał jej pieniądze na usunięcie ciąży, ale sądził, że to wina Justyny, że ją usunęła, choć wyraźnie ją do tego popchnął.
Zenon był zdolny do miłości, mimo, że pierwszych swoich dwóch kobiet, Adeli I Justyny, nie kochał. Za swoją miłość idealną uznawał Elżbietę. Był zrozpaczony, kiedy go opuściła. W ogóle nie zważał na uczucia Justyny, cały czas myślał o Elżbiecie albo o sobie. Był skłonny do samolubnego zaspokajania swoich popędów, o czym świadczy romans z Justyną, a także zadawanie się z kobietami lekkich obyczajów w Paryżu. Powielał w tym zachowanie swojego ojca i tak jak on zmuszał swoją żonę do wybaczania mu grzechów.
Jako polityk, a wcześniej redaktor Zenon był skłonny do konformizmu. Poddawał się każdej sugestii Czechlińskiego, nawet, jeśli chodziło o wydanie rozkazu o strzelaniu do robotników. Zależało mu na wejściu do elity, zaczął nawet chodzić na polowania, choć wcześniej dziwił się, że jego ojciec to robi.
W powieści otrzymujemy dwa obrazy Zenona: jeden uwzględniający wszelkie jego motywacje i tłumaczenia, z którego wynika, że Zenon był człowiekiem wrażliwym i myślącym, ale okoliczności sprawiały, że zachowywał się bezwzględnie i wyglądał na człowieka nieczułego. Drugi obraz pokazuje nam Zenona tylko z perspektywy jego czynów: uwiedzenia młodej, naiwnej dziewczyny, zdradzania żony, popchnięcia kochanki do usunięcia ciąży itd. Elżbieta powiedziała do niego:, „Ale wszystko, czego nie chciałeś, jest teraz po tej samej stronie co ty.” Co tyczy się nie tylko tego, że zaprzedał swoje polityczne ideały i poglądy, ale również tego, jakim stał się człowiekiem. W obliczu oskarżeń żony zachowywał się ironicznie, wyniośle i sztucznie.
Ostatecznie okazało się, że nie był człowiekiem uczciwym tak jak chciał. Być może akt samobójstwa był wynikiem uświadomienia sobie tego faktu.
Zenon Ziembiewicz jest postacią trudną do jednoznacznej oceny. Na kartach powieści nie jawi się jednoznacznie, jako czarny charakter, a mimo to, możemy stwierdzić, że wszelkie nieszczęścia zdarzały się z jego winy. Nie można jednak przy jego ocenie pominąć faktu, iż często miał dobre chęci, a to okoliczności niszczyły jego plany. Przykładem takiej sytuacji jest próba poprawy losu robotników w mieście i nie uzyskanie na ten cel pieniędzy lub początkowo bezinteresowna, chęć pocieszenia Justyny po śmierci jej matki.
Justyna Bogutówna jest jedną z głównych bohaterek powieści Zofii Nałkowskiej pt. „Granica”. Ta młoda, niewykształcona kobieta wychowana na wsi wplątała się w miłosny trójkąt, który zniszczył jej życie.
Justyna była nieślubnym dzieckiem Karoliny Bogutowej, kucharki, która została wyrzucona z pracy jak tylko jej pracodawczyni pani Warkoniowa dowiedziała się o ciąży. Po urodzeniu dziecka Bogutowa otrzymała pracę na wsi w majątku Tczewskich i tu wychowała się mała Justyna, bawiąc się nawet przez jakiś czas z córką hrabiów, panienką Różą. Później mieszkała wraz z państwem Borbockimi, a następnie w dziewiętnastym roku życia przeniosła się do Boleborzy gdzie poznała Zenona Ziembiewicza i wdała się z nim w romans. Po śmierci matki zamieszkała w mieście gdzie pracowała kolejno jako służąca, w sklepie oraz w cukierni. Była w ciąży z Zenonem, ale usunęła ją, co sprawiło, że stała się bardzo nieszczęśliwa. Próbowała popełnić samobójstwo wypijając jodynę, a w końcu popadając w obłęd oblała Zenona Ziembiewicza kwasem, po czym chciała wyskoczyć przez okno. Na końcu książki dowiadujemy się, że osadzono ją w areszcie.
Kiedy Zenon pierwszy raz widzi Justynę ma ona włosy obcięte jak u chłopca, jasne i proste, a także czystą, białą, porcelanową cerę. Pani Żancia twierdziła, że nie widać po niej chłopskiego pochodzenia. Zenonowi wydawała się doskonała. Według niego(…) sama była ciepła, była miękka i przelewna jak jej głos.” Kiedy zamieszkała w mieście przestała wyglądać tak pociągająco. Jej skóra stała się anemicznie blada, od pracy jej ręce stały się szorstkie i otaczał ją zapach smażonego tłuszczu i potu. Elżbieta oceniła ją, jako kobietę prostą, źle ubraną i nie dość szczupłą. Miała ”duże oczy, bardziej niebieskie od płaczu(…) usta niemądre, z dziecinnie poderwaną górną wargą”. „Była ładna we łzach, policzki miała różowe i gorące. Nie można było tego nie widzieć, nie można było o tym zapomnieć. Nie można było tego wytrzymać - jej rąk gołych po pachy, jej szyi grubej i okrągłej, jej nóg, obutych tylko w białe, płócienne pantofle.” Kiedy zaczęła pracować w sklepie ubierała się bardziej elegancko, a także była dużo szczuplejsza.
Bogutówna wyróżniała się dużą komunikatywnością i bezpośredniością, uwielbiała opowiadać historie z życia innych ludzi: „Jej życie utkane było z cudzych zdarzeń” Była prostolinijną, radosną dziewczyną, która nie chciała przejmować się jutrem. Chciała wygodnie żyć, o czym świadczyła chęć częstej zmiany pracy na mniej absorbującą. Jednocześnie była też pracowita, o czym świadczy fakt, że przychodziła do pracy w sklepie bardzo wcześnie, jeszcze przed właścicielem, a także to, że szybko awansowała na kasjerkę. Zatraciła się w miłości do Zenona, wierzyła w jego miłość, mimo, że on tego nie potwierdzał. Była bardzo ufna, nie chciała dostrzegać i nie dostrzegała niebezpieczeństw życia. Do końca wierzyła, że wszystko potoczy się dobrze. Cechowała się także dumą, szczególnie w sytuacji, gdy nie chciała przyjąć pomocy od Elżbiety. Nie chciała także być ciężarem dla Zenona, dlatego usunęła ciążę, choć bardzo pragnęła mieć dziecko. Śmierć matki sprawiła, że chciała za wszelką cenę przelać na kogoś swoją ogromną potrzebę kochania. Gdy nie udało się to z Zenonem, myślała, ze przeleje ją na dziecko. Kiedy je także straciła głęboko się załamała. Bogutówna nie była bardzo inteligentną osobą, cechował ją raczej dość infantylny sposób myślenia. To osoba opierająca się na swoich uczuciach, a nie przemyśleniach. Ze względu na jej niskie pochodzenie Elżbieta, a później też Zenon uznawali ją za osobę gorszą i głupszą od siebie.
Była bardzo wrażliwa, aby pokonać przeciwności losu potrzebowała wsparcia. Stało się to powodem, dla którego ciągle prosiła Zenona o pomoc. Pozostawiona sama sobie z wyrzutami sumienia spowodowanymi usunięciem ciąży, Justyna stała się rozgoryczona, nie chciała utrzymywać kontaktu z ludźmi, zaczęła się ich bać lub nienawidzić. Zenona uważała za sprawcę swoich nieszczęść, dlatego postanowiła się zemścić. Nie była jednak osobą skłonną do złych uczynków, to rozpacz, depresja i bezsilność doprowadziły ją do desperackich czynów.
Justyna Bogutówna jest paradoksalnie, ofiarą, mimo iż na początku i na końcu powieści uznawana jest za winowajczynię. Stała się ofiarą swojej własnej łatwowierności i naiwności, a także ofiarą człowieka, którego próbowała zabić - Zenona Ziembiewicza.
Elżbieta Biecka pochodziła z zamożnej rodziny. Jej rodzice rozwiedli się, kiedy była małą dziewczynką. Wychowywała się w domu ciotki, Cecylii Kolichowskiej. Została żoną Zenona Ziembiewicza i matką Waleriana Ziembiewicza.
Kiedy poznajmy Elżbietę, jako piętnastoletnią dziewczynę jest mała i nosi długie warkocze pensjonarki. Jako dorosła kobieta miała krótko ostrzyżone, przylegające do głowy, ciemne włosy. Ubierała się z prostotą w ciemne kolory. Była szczupła, miała cienkie ręce i palce, które wydawały się Zenonowi kościste i posiadające zbyt wypukłe paznokcie.
Jako nastoletnia panna Elżbieta, zwana Elżbiebiecką, zachowywała się w stosunku do Zenona wyniośle i z pogardą. Uważała się za lepszą z powodu wyższego pochodzenia i majątku. Jednocześnie była zakochana w Awaczewiczu, miłością bezinteresowną, nie oczekując wzajemności. Łatwo można było zranić jej uczucia. Była rozgoryczona. I żywiła głęboką urazę do matki, za to, że ta opuściła jej ojca i miała kochanków. Elżbieta uważała także, że ciotka jej nie kocha i dlatego nie okazywała starszej kobiecie uczucia. W młodym wieku była obojętna na los i uczucia innych ludzi. Łatwo przychodziło jej odgradzanie się od biednych lokatorów kamienicy. Jednak z wiekiem zaczęła przejmować się losem ubogich, nie chciała także zachowywać się w stosunku do służących tak jak czyniła to jej ciotka. Zrobiła to tylko raz, gdy strofowała Marynkę za pokazywanie małego Waleriana Justynie. „(…)Przejmowała się faktami zwykłych codziennych niesprawiedliwości, banalnych niedoli i krzywd, którym zaradzić nie można”. Była dobrodziejką wielu ludzi między innymi Mariana Chąśby i Posztarskiego.
Dorosła Elżbieta pogodziła się ze swoją matką, a także w dużej mierze ze sobą. Zaakceptowała cielesny związek z Zenonem, czego wcześniej się brzydziła, ze względu na wspomnienie uczynków matki. Stała się także dobrą, opiekuńczą i wyrozumiałą żoną, choć często nie przychodziło jej to łatwo. Potrafiła dostrzec wady swojego męża. Miała głębokie wyczucie zasad moralnych i wymagała ich przestrzegania zarówno od siebie jak i od najbliższych. W stosunku do Zenona zmuszona była iść na ustępstwa. Jego zdrada bardzo ją zabolała, jednak wybaczyła mu. Winiła siebie za to, co zrobił Zenon, sądziła, że nie była dla niego dość dobra. Nie zdobyła się jednak na skrzywdzenie Justyny, mimo iż nią pogardzała. Początkowo chciała poświęcić swoją miłość i oddać Zenona Justynie, bo tylko to wydawało jej się właściwe. Jednak Zenon przekonał ją by była z nim. Przymus ciągłego opiekowania się Justyną, załatwiania jej pracy był dla niej bardzo trudny, jednak robiła to z miłości do Zenona. Martwiło ją to, że Justyna stała się centralną częścią ich życia rodzinnego, a także to, że swoje szczęście byli zmuszeni budować jej kosztem.
W ostatnim etapie życia swojej ciotki, Elżbieta opiekowała się nią z czułością i wyrozumiałością. Jednak dopiero po śmierci Kolichowskiej zrozumiała jak bardzo ją kochała i żałowała, że nigdy nie zdobyła się na to by jej to powiedzieć.
Po samobójstwie męża Elżbieta zostawiła swojego syna i wyjechała z kraju. Być może musiała odpocząć, odgrodzić się od skandalu, jaki wywołały ostatnie wypadki. Możliwe też, że nie chciała już dłużej mieć poczucia winy i postanowiła nie poświęcać się już dla nikogo, ale zadbać o siebie.
Elżbieta Biecka tak jak pozostali bohaterowie powieści „Granica” jest postacią trudną do jednoznacznej oceny.
prawa autorskie: Michał Ziobro
autor: Ewelina Michta
I
Na początku utworu dowiadujemy się o śmierci Zenona Ziembiewicza, który był powszechnie znany i szanowany, „Jego(…) sylwetka, trochę pochylona, przemykająca prawie, co dnia długim, odkrytym autem przez ulice miasta, jego twarz o garbatym profilu i ascetycznie wydłużonej dolnej szczęce, dla jednych przyjemna i nawet rasowa, dla innych jezuicka i nienawistna”. Nagła śmierć zakończyła jego karierę polityczną, a wraz z nią wyszły na jaw skrywane tajemnice: romans z protegowaną własnej żony, W związku z tym wybuchł skandal, który podważył jego reputację porządnego człowieka. W związku ze śmiercią Zenona Ziembiewicza aresztowano dziewczynę, która miała z nim romans – Justynę Bogutównę, Przyznała się ona do winy i została osadzona w więzieniu zdradzając objawy obłędu. W prasie zaczęły pojawiać się pogłoski o życiu Bogutówny: podawano, że jest ona córką kucharki, po śmierci matki przeprowadziła się do miasta gdzie często zmieniała pracę. Jej pracodawcy opisywali ją:„dziewczyna inteligentna, grzeczna dla gości, nie kokietka, ale dosyć leniwa.” U innych zaś „zostawiła po sobie opinię pracowitej”.
Zenon Ziembiewicz pochodził ze szlacheckiej rodziny: jego ojcem był Walerian Ziembiewicz, zaś matką Joanna z Niemierów zwana Żancią. Ojciec, po stracie majątku swojego i żony, pracował jako zarządca majątku rodziny Tczewskich w Boleborzy. Nie był dobrym gospodarzem, ani zaradnym człowiekiem, od zajmowania się sprawami majątkowymi wolał majsterkowanie. Był też skłonny do zdrad, choć bardzo się tego wstydził. Uważał, ze kocha i szanuje głęboko swoją żonę Żancię, której o wszystkich zdradach opowiadał.
Dorastający Zenon Ziembiewicz„uczeń pilny i wzorowy, wiozący doskonałe stopnie i świadectwa”, gdy wracał ze szkoły, z miasta na wakacje do Boleborzy zaczął zauważać, że nie jest to idealne miejsce: ojciec nie zajmuje się niczym pożytecznym, matka nie jest tak wykształcona, za jaką chciałaby uchodzić. Dlatego Zenon zaczął się przywiązywać do domu pani Kolichowskiej, który w porównaniu z ubóstwem jego domu rodzinnego, oczarowywał go wielkością sprzętów, mebli i obrazów. Tam poznał i zakochał się w Elżbiecie Bieckiej, jednak dziewczynka nie odwzajemniała uczucia, ponieważ była zakochana w rotmistrzu Awaczewiczu. Gardziła i wyśmiewała się z młodego adoratora
II
„Cecylia Kolichowska z domu Biecka, wdowa po rejencie Aleksandrze, miała pięćdziesiąt lat i w życiu jej wszystko się już skończyło”. Była dwukrotnie zamężna: jej pierwszy mąż Konstanty Wąbrowski był socjalistą, przed wojną popełnił samobójstwo. Była z nim dziesięć lat i miała syna. Drugi mąż, starszy od niej o piętnaście lat rejent Aleksander Kolichowski był bardzo zaborczym mężem. Sam często wdawał się w romanse, ale swojej żonie nie pozwalał nawet wychodzić z domu, tak był o nią zazdrosny. Pierwsze małżeństwo Cecylii było małżeństwem z miłości i zdarzały się w nim chwile szczęścia mimo biedy. Drugie natomiast było małżeństwem z rozsądku i dla pieniędzy i przyniosło kobiecie wiele udręk. Odziedziczyła po mężu kamienicę i miała w nim mieszkanie, choć musiała je zredukować o połowę, więc było bardzo zagracone. Pani Kolichowska wynajmowała mieszkania w swojej kamienicy. Biedni lokatorzy: Chąśba, Wylamowie, Gołąbscy, Posztrascy, Gorońscy byli dla niej powodem ciągłych problemów, ponieważ często zalegali z czynszem.
III
Cecylia Kolichowska nie lubiła, kiedy zjawiali się u niej goście, bo oznaczało to najczęściej, że chcą załatwić jakieś lokatorskie sprawy. Jednak raz do roku, z okazji imienin, panią Kolichowską odwiedzały dawne przyjaciółki. Znajdowały się one w różnej pozycji majątkowej, niektóre były bardzo biedne, niektóre utrzymały swą dawaną pozycję, ale wszystkie łączyło to, że ich młodość się już skończyła. Ich ciała się zestarzały, twarze, naznaczone zmarszczkami zastygły w wyrazie zgryzoty lub impertynencji. Starość sprawiła, że czuły się one wyrzucone poza nawias życia. Pozostawało im jedynie wspomnienie dawnej młodości i piękności. Panie poruszały temat służących. Pani Kolichowska stwierdziła, że „służące to taki sam człowiek, jak każdy inny”. Natomiast jedna z jej przyjaciółek pani Gorońska opowiedziała historię o tym jak musiała wyrzucić swoją służącą Bogutową, ponieważ ta była w ciąży. Później Bogutowa zatrudniła się jako kucharka w majątku Tczewskich, w Chązebnej i miała się podobno bardzo dobrze. W związku z tym wywiązała się rozmowa, o tym, że kochankom zawsze wiedzie się w życiu lepiej niż żonom.
IV
Młoda Elżbieta obiecała sobie, że „Nie wyjdzie nigdy za mąż, nie ulegnie „zmysłom", będzie okrutna dla mężczyzn, o ile który odważy się ją pokochać”. W małżeństwie widziała źródło nieszczęścia. Cierpiała także z powodu tego, że rodzice wyjechali i ją zostawili, a ciotka nie darzyła jej miłością.
Przez okna swojego pokoju Elżbieta spoglądała na ogród, gdzie widziała psa Fitka, wiecznie karconego, którego życie było ograniczone przez łańcuch. W cieplejsze dni widziała także „ludność podziemi”, czyli lokatorów zamieszkujących piwnice, przerobione na mieszkania. Ludzie ci „Elżbiecie wydawali się zupełnie odrębną rasą, jak Murzyni lub
Chińczycy. Nie dlatego, że byli brudniejsi i mieli na sobie odzienie, którego niepodobna było określić kształtu ani koloru. Ale że byli wszyscy mniejsi od ludzi nawierzchni, inaczej się trzymali i ruszali, innych używali słów, mieli inny głos, inną barwę twarzy, inne stopy i palce, inny zapach.(…) Każdy, kto nie był młody, od razu nie miał zębów. Prawdziwie starych ludzi zresztą wcale nie było, może prędzej umierali. Dzieci było mnóstwo”. Dla Elżbiety świat biedy był obcy i odległy, łatwo mogła się odgrodzić.
Pewnego dnia, kiedy Elżbieta udała się na lekcje francuskiego do swojej nauczycielki panny Julii Wagner, spotkała tam swego ukochanego Awaczewicza, który przy wejściu ją pocałował. Jego zachowanie pozwoliło jednak jej zrozumieć, że ma on romans z panną Julią. Elżbieta zraniona uciekła z mieszkania. Po drodze spotkała Zenona Ziembiewicza, udali się do domu na podwieczorek, jednak później Elżbieta wymówiła się bólem głowy i poprosiła Zenona o odejście.
V
Zenon Ziembiewicz poznał Justynę Bogutównę w Boleborzy, gdzie pracowała jej matka Karolina. Dziewczyna miała wtedy dziewiętnaście lat i spodobała się Zenonowi, choć na początku starał się jej unikać. Matka Justyny trafiła do Boleborzy po tym jak wyrzucono ją z majątku Tczewskich gdyż była schorowana i za stara do pracy. Kiedy pracowała dla państwa Tczewskich, mimo, że przygotowywała nich dla nich najwykwintniejsze potrawy, nigdy nie było jej dane choćby ujrzeć państwa z bliska. Justyna przez jakiś czas bawiła się z małą panienką Różą, jednak, kiedy ta podrosła, nie było już o tym mowy.
Po utracie pracy u Tczewskich Karolina Bogutowa i jej córka mieszkały u Borbockich, potem Bogutowa dostała pracę w Boleborzy, o której myślała, że jest dla niej upadkiem na samo dno, bo dwór ani państwo nie prezentowali się okazale.
VI
Stan domu rodzinnego Zenona Ziembiewicza, w Boleborzy przedstawiał się fatalnie. Mimo, że nie było pieniędzy, ciągle zatrudniano służbę, choć coraz częściej nie wypłacano im pensji.
Zenon, młody student, powrócił do domu po pobycie w Paryżu. Rozmyślał nad swoim życiem i stwierdził, iż pragnie „rzeczy bardzo prostej: żyć uczciwie” Z listu przyjaciela Karola Wąbrowskiego, syna pani Kolichowskiej z pierwszego małżeństwa, Zenon dowiedział się, że Adela, dziewczyna, która się w nim zakochała, kiedy przebywał w Paryżu, nie żyje. Już, kiedy się poznali, chorowała na gruźlicę, a ponieważ wiedziała, że umrze obdarzyła Zenona ogromną miłością, która pomagała jej zapomnieć o śmierci. Zenon zostawił ją w Paryżu i wrócił do Polski. Tego dnia, gdy dowiedział się o śmierci Adeli, pierwszy raz rozmawiał z Justyną. Odtąd zaczął ją często spotykać. Opowiadała mu o życiu innych ludzi, nigdy o swoim, a np. o Jasi Gołąbskiej, której mąż się rozpił, a dwoje jej dzieci umarło i została jej jedynie córka Jadwisia. Zenon opierał się słabości do Justyny, bo przypisywał ją skłonności do rozpusty, którą odziedziczył po ojcu. Jednak, „Gdy stała blisko, chciał ją wziąć do rąk, chciał ją po prostu mieć”. Także pani Żancia zdawała się polecać ją Zenonowi. Justyna nie dostrzegała jego zainteresowania, ufała mu. W końcu została jego kochanką.
VII
Wkrótce Zenon mimo braku pieniędzy wrócił do miasta. Podczas spotkania z Czechlińskim, który zlecał mu napisanie artykuł, zobaczył, na zalanej deszczem ulicy Elżbietę Biecką. Była już dorosłą kobietą. Następnego dnia udał się do domu przy Staszica, żeby się z nią zobaczyć. Była dla niego bardzo uprzejma, ale „…niespokojna nerwowo, niepewna siebie, dawny urok pochmurna siły znikł bez śladu.(…) Poczuł nad nią swoją przewagę.” Mimo to, wyznał jej, że w dzieciństwie był w niej zakochany. Opowiedziała mu o tym, ze chciała stać się niezależna i pracowała w starostwie, ale odkąd ciotka zachorowała musiała zrezygnować. Mówiła także o tym, że pod podłogą salonu, w którym się znajdują, w piwnicy, mieszkają i umierają ludzie. Stwierdziła, że czasem wydają się jej szczurami. Zdała sobie z tego sprawę, kiedy zaczęła zajmować się lokatorami w zastępstwie ciotki. Zenon obiecał jej, że odwiedzi ją ponownie następnego dnia.
VIII
Cecylia Kolichowska stawała się coraz starsza i coraz bardziej rozchorowana i rozgoryczona utratą młodości. Miała za złe Elżbiecie, że ta traktuje jąkaj wroga, nigdy się z nią nie zgadza oraz to, że zabrania wyrzucać lokatorów, którzy zalegają czynszem. Rozmowy na ten temat kończyły się kłótniami i cichymi dniami między młodą i starą kobietą.
Cecylia Kolichowska całe życie obiecywała sobie, że kiedyś doprowadzi swoje zdrowie do porządku, wyjedzie do sanatorium. Jednak to nigdy się nie wydarzyło, a jej stan zdrowia ciągle się pogarszał, pojawiały się nowe ataki duszności i bóle w stawach. Kobieta zdała sobie sprawę, że jedyne, co ją jeszcze w życiu czeka to śmierć. Przy życiu trzymała ją myśl o synu oraz przywiązanie i sympatia dla Elżbiety. Chciała, żeby Elżbieta zawsze była przy niej i gniewało ją, kiedy tak nie było. Elżbietę zastępowała często przyjaciółka, Łucja Posztarska. Wpadała często by pożyczyć trochę węgla lub kilka złotych. Mimo, że pani Posztarska żyła w nędzy, jej mąż był alkoholikiem i popadał w długi, kobieta zawsze była pogodna i broniła Maurycego. Pani Kolichowska nie potrafiła tego zrozumieć. Wszystko to: niedostrzeganie beznadziejności swojej sytuacji przez Posztarską, stawanie Elżbiety po stronie lokatorów, a także to, że odwiedzał ją często Awaczewicz, sprawiało, że pani Kolichowska była bardzo przygnębiona.
Elżbieta wróciła do domu. W podróży spotkała się z matką, Romaną z Giezłowskich Biecką, obecnie Niewieską. Okazało się, że ta mimo swoich czterdziestu pięciu lat ma kolejnego kochanka. Po powrocie Elżbiety od razu odwiedził ją Awaczewicz, który choć już starzejący się bardzo dbał o wygląd. Pani Kolichowska bała się, że Elżbieta może zechcieć wyjść a niego za mąż. Tymczasem w odwiedziny do Elżbiety coraz częściej wpadał również Zenon Ziembiewicz. Pewnego dnia opowiedział jej o swojej znajomości z Adelą, czego ona słuchała wrogo. Następnie ona zwierzyła mu się, że jako mała dziewczynka wyobrażała sobie szczęście jako znajdowanie się przy jednym stole z obojgiem rodziców. Plan ten zniweczyła jednak śmierć ojca. Zenon przypomniał sobie, że kiedy był mały i bał się zjaw, zawsze myślał o tym, że ojciec jest tą osobą, która się nie boi i go obroni przed ciemnością i nieznanym. Wtedy Zenon zapytał Elżbietę o znajomość z Awaczewiczem, o to czy żywi do niego jakieś uczucia. Ona zmieszała się i odpowiedziała, że go nie kocha. On jednak jej nie uwierzył. Wtedy Elżbieta przyznała, że Awaczewicz był jej miłością w czasach, gdy Zenon przychodził dawać jej korepetycje. Zenon oburzony i zawiedziony chciał wyjść, jednak w końcu przyznał, że jest zazdrosny, bo tylko ją jedyną kochał w życiu. Elżbieta wyciągnęła ręce by go zatrzymać a on zaczął ją całować i przytulać. Tego samego wieczoru opowiedział jej o znajomości z Justyną. Przypisał swój romans nudzie i desperacji, jaka go ogarnęła w domu rodzinnym oraz „kompleksowi boleborzańskiemu”- skłonności do rozpusty, którą udało mu się już zwalczyć. Zapewnił Elżbietę, że jest to całkowicie zakończona sprawa. Rok później odbył się ślub Elżbiety i Zenona, ale wcześniej Elżbieta odbyła rozmowę z Justyną, która przyczyniała się do rozwoju późniejszych wypadków.
IX
Karolina Bogutowa na wiosnę rozchorowała się tak bardzo, że musiała udać się na operację do miasta. Pani Ziembiewiczowa serdecznie pożegnała ją i Justynę i obiecała je odwiedzić. Kobiety pojechały do miasta pociągiem. Matkę bardzo osłabiła ta podróż. Kiedy już dotarły, najpierw nie mogły dostać się do szpitala, a potem kazano im czekać. Justyna zostawiła matkę by zawieźć rzeczy do Jasi Gołąbskiej. Kiedy Bogutowa siedziała w poczekalni zrobiło jej się słabo i zemdlała. Justyny po powrocie nie chciano wpuścić do szpitala, ale w końcu płaczem i prośbami zdołała to wymóc. Kiedy czekała na widzenie się z matką, zakonnica, która zajmowała się chorymi, powiedziała jej, że Bogutową przywieziono za późno i że na wsi ludzie zawsze czekają do ostatniej chwili z przywiezieniem chorego. Justynę bardzo to przeraziło, zaczęła rozmyślać o tym, co zrobi, gdy matka umrze. Pomyślała, że uda się do Jasi Gołąbskiej, która bardzo się zestarzała, mąż zostawił ją w biedzie, w mieszkaniu tak ciasnym, że Justyna nie miała gdzie postawić rzeczy. Kiedy tak rozmyślała, lekarze i zakonnica wyszli z sali operacyjnej i oznajmili jej, że nic nie dało się zrobić i matka nie żyje. Zrozpaczona Justyna pobiegła do sali, gdzie ujrzała zakrwawione ciało matki. Widziała jak matkę wkładają do drewnianej skrzynki i niosą w miejsce gdzie było więcej zmarłych. Justyna usiadła na ławce, a kiedy się ocknęła stała przy niej zakonnica, która zapytała czy dziewczyna ma pieniądze by kupić trumnę i urządzić pogrzeb jak najszybciej. Justyna udała się do sklepu z trumnami, następnie zamówić karawan i do Jasi Gołąbskiej by z nią wybrać miejsce na cmentarzu. Wtedy też zobaczyła, że córka Jasi jest prawie niewidoma od przebywania w piwnicy i złego odżywiania. Na cmentarzu wybrały miejsce a Jasia pokazał Justynie groby swoich zmarłych dzieci. Wtedy Jasia powiedziała: „Szczęśliwa jestem, że mi te dzieci umierają(…)Pan Bóg wie, co robi. Jak ja bym sobie dzisiaj z czworgiem radę dała.” Justynie nie spodobały się te słowa. W drodze powrotnej Gołąsbka opowiadała o tym, że nie dostaje od nikogo pomocy, ani nie może dostać pracy, bo jest chora na gruźlicę. Następnie udały się do szpitala, żeby umyć i ubrać zmarłą. Okazało się, ze pogrzeb musi odbyć się bez księdza, bo Justynę nie było na niego stać.
Bogutówna musiała się zastanawiać, co zrobić dalej. Nie mogła się zatrzymać u Jasi, bo nie było tam miejsca a poza tym odkąd odszedł Gołąbski Jasia, jej matka Barbocka i córeczka były tak biedne, że często głodowały. Mieszkanie w piwnicy było maleńkie, ciemne, pachniało naftą i dymem.
Gołąbska opowiadała Justynie o tym jak jej mąż, na początku udawał dobrego człowieka, ale kiedy stracił pracę zajął się nielegalnymi interesami, oszustwami, a wszystkie pieniądze przepijał. W końcu zostawił zonę i dziecko i uciekł. Justyna zorientowała się, że córka Jasi jest chora i być może niedługo umrze.
W nocy, gdy wszystkie spały już w jednym łóżku, przyszedł brat Jasi, Franek Barbocki i spał na podłodze.
Następnego dnia rano odbył się pogrzeb Bogutowej, na którym były tylko cztery osoby. Justyna myślała o tym, jakie jej matka miała okropne życie, że jej najbogatsi pracodawcy tak łatwo się jej pozbyli i w ogóle ich nie interesowała.
X
Zenon wrócił z zagranicy po skończeniu studiów. Zdecydował, że miejscem jego życia i śmierci będzie jego rodzinny kraj. Czuł, że „Otrząsnął się ostatecznie ze swej głupiej, niezorganizowanej młodości.” Zadzwonił do Elżbiety, a następnie poszedł na kawę do cukierni Chązowicza i tam zajął się czytaniem miesięcznika niwa gdzie znalazł swój własny artykuł, ale potraktował go jak obcy.
Kiedy wyszedł na ulicę od razu zobaczył Justynę Bogutównę. Zauważyła go i przywitała się. Oznajmiła mu, że jej matka umarła. Pocieszył ją delikatnie, ale ciągle był zmieszany tym spotkaniem. Zaprosił ją do hotelu, żeby ludzie nie widzieli ich razem na ulicy, ale ona powiedziała, że pracuje u chorej kobiety i musi do niej wrócić z zakupami. Jednak po chwili zgodziła się pójść z nim. W pokoju Justyna kontynuowała swoja opowieść o śmierci matki i zaczęła płakać, jednak Zenon upomniał ją, że sąsiedzi mogą usłyszeć. Zaczął ją pocieszać, przytulać, a po chwili całować. Wtedy Justyna uspokoiła się i opowiadała dalej. Okazało się, ze w Boleborzy została połowa pieniędzy Justyny, a matka Zenona ich nie odesłała. Zenon obiecał załatwić tę sprawę. Justyna wyznała mu, że cały czas o nim myślała, a kiedy on próbował jej tłumaczyć, ze jego sytuacja uległa zmianie, ona objęła go i wyznawała mu swoje uczucia. Poczuł, że znowu jest dobra ufna i miła, nie mógł się oprzeć i po chwili znaleźli się w łóżku.
Odchodząc Justyna była zadowolona i zmieszana jednocześnie. Zenon dał jej trochę pieniędzy i umówił się z nią na następny poniedziałek. Kiedy wyszła zaczął wyrzucać sobie swój postępek. Tłumaczył sobie, że sprawiła to zbyt długa tęsknota do Elżbiety i Justyna, która to wykorzystała. Kiedy był w Paryżu korzystał z „nocnego życia”, był z różnymi kobietami, jednak uznawał to za coś tak oderwanego od życia, że można było uznać, że to się nie zdarzyło. Jednak sprawa z Justyną wyglądała inaczej, bo miało to miejsce w jego rodzinnym kraju, mieście, wywodziło się już z Boleborzy. Dlatego Zenon był bardzo niezadowolony.
Kiedy wyszedł z hotelu udał się do Czechlińskiego, który zaproponował mu posadę redaktora naczelnego Niwy, a Zenon ją przyjął. Awans sprawił, ze zaczął myśleć o życiu z Elżbietą, o wyrwaniu jej z domu ciotki. Chciał jej kupić kwiaty, ale zrezygnował. Przypomniał sobie, że cierpiał żegnając się z nią, a teraz na myśl o spotkaniu czuł radość zmieszaną jednak z odrobiną obawy.
Zenon znalazł Elżbietę w ogrodzie. Nie podbiegła do niego, tylko szła ku niemu wolno. Zenon poczuł, że jest chłodna. Zapytał czy nie cieszy się na jego widok, a ona odpowiedziała z przekorą, że nie. Zaczął całować jej ręce i dopiero teraz poczuł wzruszenie i skruchę. Przytuliła go do siebie. Zobaczył, że jej oczy mają w słońcu kolor przeźroczysto brązowy lub zielony. Elżbieta powiedziała, że już nigdy nie powinni się rozstawać na tak długo. Zaczęła opowiadać, że gdy widzieli się ostatni raz, to on, chociaż odwrócił się by spojrzeć w okno nie zobaczył jej. Zenon zapytał, czemu zgasiła światło w pokoju, a ona odpowiedziała, że nie chciała żeby ją widział. Odpowiedział jej: „ Widzisz, że to ty. Że to jest twoja wina. To ty nie jesteś dobra.” Elżbieta powiedziała, ze boi się cierpienia i przestraszyła się go szczególnie, gdy odchodził. Zenon zapewnił ją, że już nigdy nie będą osobno, a ona stwierdziła, że „to jest szczęście tak cierpieć przez drugiego człowieka”
Całowali się w salonie. Zenon zapytał, dlaczego Elżbieta się przed nim broni, jednak nie miał do niej o to żalu. Wiedział, że nie mogą się wycofać z związku, w który weszli. Wtedy przypomniał sobie o tym, że pod podłogą salonu, w którym teraz byli, w noc, w której umarła jej matka, spała Justyna i śniła o nim.
XI
W następny poniedziałek Justyna przyszła do hotelu po pieniądze. Zenon postanowił jej powiedzieć, ze to koniec ich znajomości jednak w końcu do tego nie doszło. Justyna przyszła bardzo wcześnie rano i zastała go jeszcze nieubranego, co pokrzyżowało jego plany bycia zdecydowanym. Justyna usiadła i zaczęła opowiadać o swoich sprawach, stwierdziła, ze chciałaby pracować w sklepie. Zenon zorientował się, że nie jest szczęśliwa pracując u chorej kobiety. Zapytał, w jakim sklepie chciałaby pracować, a jednocześnie przyglądając się jej stwierdził, ze nie jej skóra nie jest już tak biała i czysta jak na wsi, że otacza ją zapach smażonego tłuszczu. Widział ją w rożny sposób: raz jako zwykłą służącą, raz jako kochankę przychodzącą z pretensjami lub jako miłą i dobrą dziewczynę z Boleborzy, której los leżał mu na sercu. W zależności od tego jak ją widział takie przybierał w stosunku do niej zachowanie. Jej wrażliwość i bezbronność sprawiły, że miał ochotę się z nią kochać i przygarnął ją do siebie. Kiedy skończyli Zenon wiedział, ze nie muszą sobie niczego wyjaśniać ani usprawiedliwiać się. Zapragnął żeby Justyna już wyszła. Kiedy to zrobiła ubrał się szybko, pełen niespokojnych myśli i udał się do redakcji.
Pracował w brudnym, popielatym pokoiku. Przychodziło do niego wielu ludzi ze swoimi krzywdami, propozycjami lub talentami. Tego dnia przyszła do niego hrabina Tczewska Wojciechowa z Chozębnej w towarzystwie proboszcza parafii księdza Czerlona, który był „wielki, grubo-kościsty i brunatny, o dużym nosie i głęboko pod czaszką ukrytych czarnych, przepaścistych oczach.” Hrabina natomiast była kobietą o twarzy nieruchomej, miała wypukłe szare i matowe oczy, usta zbyt pełne, a fryzurę gładką. Problem, z jakim przyszli do Zenona Ziembiewicza dotyczył cyklu wykładów pt. O istocie doświadczenia religijnego, które prowadził ksiądz Czerlon dla Koła Pań. Chcieli by Zenon napisał o tym. Zenon zgodził się. Ksiądz i hrabina zebrali się do wyjścia. Patrząc na księdza Czerlona można było stwierdzić, że „jego sprawa ze sobą jest ciężka i niedobra. Mógł być okrutny wobec samego siebie i zarazem całkowicie bezradny”. Ksiądz był synem ubogiego człowieka, który dorobił się majątku, ale stracił go w czasie wojny. Święcenia przyjął po śmierci ojca. Hrabina traktowała księdza jak cenny skarb. Pożegnała Zenona westchnieniem, a ksiądz uśmiechnął się do niego. Wydawało się, że hrabina jest pogromczynią, a ksiądz Czerlon niebezpieczną bestią.
XII
Niedługo potem do Zenona przyszedł hrabia małżonek Wojciech Tczewski. Mówił o reformie rolnej, parcelacji, pożyczkach i długach, a także o teatrze regionalnym, którego był wielkim wielbicielem. Zaczął opowiadać o młodej aktorce Luci Wisłowskiej, która według niego była niedoceniana przez prasę, źle traktowana przez zazdrosne starsze aktorki i przez to mogłaby przyjąć propozycję obcej firmy kinematograficznej. Hrabia uważał, że byłaby to wielka strata, kiedy to mówił „na szlachetną twarz wypływał z głębi ciała rumieniec wzruszeń sekretnych i wstydliwych” Stało się oczywiste, że młoda aktorka jest jego kochanką.
Zenon na polecenie Czechlińskiego nie pisał niczego niepochlebnego o Tczewskich. Marian Chąśba, protegowany Elżbiety pisał do gazety krótkie żartobliwe opowiadania o wypadkach z miasta, bijatykach, samobójstwach, które przejmowały Zenona obrzydzeniem.
Zenon nie był zadowolony, ponieważ pismo tylko pozornie było pod jego nadzorem. Ciągle był naciskany by publikować tylko to, co zezwolono. Pracę w redakcji traktował jako tymczasową.
Elżbieta najlepiej czuła się popołudniami w ciemnym salonie. Myślała o kamienicy i o tym, że choć jest w niej elektryczność i są w niej poprowadzone rury kanalizacyjne, wodociągowe i centralne ogrzewanie to mieszkania, gdzie żyli najubożsi w piwnicy i na poddaszu nie były w nie wyposażone.
Kidy Elżbieta załatwiała sprawunki w mieście, Zenon jej towarzyszył. Kupowała tasiemki u starej obojętnej Żydówki. Potem szli razem za miasto. Widzieli dworzec kolejowy oraz „Zakopcone magazyny, remizy z poczerniałych cegieł, brudne szklane dachy, słupy z drzewa i żelaza wydźwigające w powietrze różne barwy, światła i kształty swych symbolów, pompy, pryzmy węglowego miału, długie złoża desek, druty w niebie i na ziemi.” Elżbieta zapytała, dlaczego jest tu tak smutno, kiedy byli na terenie nowego przedmieścia znajdującego się na dawnych ugorach i nieużytkach. Budowano tam dom, w którym Elżbieta i Zenon chcieli wynająć mieszkanie. Potem wrócili do domu na Staszica.
Między Justyną, Zenonem i Elżbietą „ (…) rzecz cała ułożyła się ściśle według wiadomego schematu: dziewczyna wiejska i panna z mieszczańskiej kamienicy, narzeczona i kochanka, miłość idealna i zmysły”. Zenon tłumaczył sobie, że nie doszłoby do tego gdyby nie umarła stara Bogutowa i gdyby nie okazało się, że w Boleborzy nie wypłacono jej całej pensji. Mógłby powiedzieć, Justynie, że jest zaręczony i nie mogą się spotykać, ale okazało się, że nie potrafił jej odepchnąć, kiedy była załamana i samotna. Kolejne spotkania wynikły z pierwszego.„Wszystko było zupełnie inaczej, niż się myśli, że jest u innych”. Z Elżbietą łączyła go miłość duchowa, idealna. Wzbraniała się od kontaktu cielesnego z nim, Zenon upajał się drobnymi pieszczotami, one mu wystarczały. Nie chciał pogodzić się z faktem, że schemat jego romansu jest podobny do innych. Myślał, że „każda najspokojniejsza sprawa od wewnątrz wydaje się jedyna i każdy schemat uczucia za każdym razem jest nowy.” Nie mógł znieść patrzenia na siebie oczami innych ludzi. Już jako dziecko chciał sobie wyobrazić siebie, tak jak widzą go inni ludzie, ale powodowało to w nim niepokój.
Postanowił ostatecznie zakończyć sprawę z Justyną. Zebrał pieniądze, które chciał jej oddać. Próbował złożyć jej wyjaśnienia, ale wtedy Justyna oznajmiła mu, że jest w ciąży. Zenon był zaskoczony, a Justyna przytuliła się do niego i oznajmiła, że wcale się tym nie martwi i nie przejmuje się tym, co mówią ludzie, dopóki ma Zenona. Mówiła, że cieszy się z dziecka i że da radę je wychować. Zenon pytał czy to rzeczywiście jest pewne, nie chciał w to uwierzyć, ale ona kategorycznie powiedziała, ze to prawda. Zenon przeraził się, zdał sobie sprawę, że Justyna jest dla niego obcą, głupią dziewczyną, z którą nigdy nie chciał być, a posiadanie dziecka z nią napawało go odrazą. Zaczął namawiać Justynę, żeby pomyślała racjonalnie nad całą sytuacją, a ona tylko zdziwiła się, że zachowuje się jakby był na nią zły. Po chwili wstała i zaczęła zbierać się do wyjścia, a Zenon wręczył jej pieniądze, na które ona prawie nie zwróciła uwagi. Wychodząc powiedziała Zenonowi, żeby już nie myślał o tym, co mu powiedziała i że może wszystko jeszcze się zmieni.
XIII
Elżbieta i służąca Ewcia weszły do pokoju ciotki Kolichowskiej, żeby ją umyć. Kobieta ostatnio nie mogła się samodzielnie poruszać, jej ciało było obolałe. Ciotka zapytała Elżbietę czy nie brzydzi się usługiwać jej. Elżbieta pomyślała o starym ciele: „Zgrubienia i guzy artretyczne nie były tak odrażające jak ten pospolity obraz przemiany spowodowany przez starość”, ale powiedziała, że ciotka robiła to samo dla niej, kiedy Elżbieta była małą dziewczynką i była chora. Mówiąc to Elżbieta przypomniała sobie o tym jak była z matką w willi nad morzem. Matka była bardzo piękną „pochmurnie i gniewnie” kobietą i czekała, na przybycie jednego ze swoich mężczyzn. Kiedy przyszedł nie uśmiechnęła się na jego widok. Elżbieta myślała, że jej matka jest niedobra. Teraz jednak przypomniała sobie, ze uśmiech jej matki był samą dobrocią.
Miała nadzieje, ze jej opiekuńczość w stosunku do ciotki przyniesie starszej kobiecie ulgę i radość, jednak pani Kolichowska ciągle była niezadowolona. Zapytała, kiedy zjawi się Zenon Ziembiewicz. Nie przychodził już od pięciu dni, jednak za każdym razem się usprawiedliwiał. Elżbieta bała się, że się nie zjawi, a wszystko, czego nie powiedziała i nie zrobiła chciała nadrobić na dzisiejszym spotkaniu. Postanowiła, ze będzie dla niego dobra. Ciotka zapytała czy Elżbieta ma zamiar wyjść za Zenona, a ona odpowiedziała twierdząco. Przeraziła ją jednak ta myśl i dlatego dodała, że ślub planują nieprędko. Pytanie ciotki zepsuło Elżbiecie doniosłość czekania na wizytę Zenona.
Tymczasem wynikła sprawa zwolnienia dozorcy kamienicy, który coraz bardziej się starzał i nie pracował dobrze. Pani Kolichowska nalegała na wyrzucenie dozorcy i jego żony, natomiast Elżbieta się nie zgadzała. Nie chciała by starzy ludzie głodowali. Coraz bardziej tęskniła za Zenonem. Tymczasem on przebywał w redakcji. Wydrukował wspomnienia Maurycego Posztarskiego, którego poleciła mu Elżbieta. Zenon chciał się pozbyć tego człowieka, który odwiedzał go codziennie, lekko pijany, przynosząc coraz to nowe wspomnienia. Posztarski nie mógł zrozumieć, że świat nie poznaje się na jego talencie literackim. Tłumaczył to sobie tym, że „Żydzi wszystkim trzęsą”, w czym przypominał Zenonowi ojca.
W redakcji spotkał też hrabinę Tczewską, Olgierdową z Pieszni, bratową Wojciechowej. Była ona Znana z posiadania wielu kochanków. Ludzie jednocześnie uwielbiali ją i nienawidzili. Zenon zobaczył ją jako kobietę, która chce zdobyć sympatię każdego napotkanego człowieka. „Mówiła wciąż o sobie, chociaż szło na pozór o wyborowe nasiona warzyw, jajka zielononóżek, opiekę nad sierotami i matkami, kursy niedzielne śpiewu chóralnego…” Zapraszała Zenona by wybrał się do Pieszni. „Olgierdowa Tczewska była kobietą, która nie odczuwała smaku miłości, kiedy nie towarzyszyły jej skandale, pojedynki, groźba ujawnien i strach.” Teraz była już starszą kobietą posiadającą dorosłych synów i zajmującą się urządzaniem swojej wsi Pieszni. Zenon spędził w Pieszni trzy dni.
XIV
Zenon zjawił się wieczorem u Elżbiety. Wypytywał ją, co robiła, kiedy go nie było. Ona chciała mu powiedzieć, że „(…)sprawił, że to najważniejsze jest tutaj, że ją ogarnia, że wciąga ją wewnątrz życia.” Udali się na kolację, a potem na taras gdzie Elżbieta siedziała Zenonowi na kolanach. Zjawiła się pani Kolichowska i dała do zrozumienia, że nie jest zadowolona z wizyty Zenona. Powiedziała Elżbiecie, że dziewczyna, która mieszka u Gołębskich jest niezameldowana. Kiedy Elżbieta wróciła na taras Zenon powiedział jej, że sprawa pomiędzy nim a Justyną nie jest skończona. Opowiedział jak on i Justyna spotkali się po śmierci jej matki i jak zabrał ją do hotelu i że było mu jej żal. Elżbieta siedziała bez ruchu. Zaczął jej wypominać, że jest obca i wroga, a ona nie mogła zrozumieć, dlaczego przespał się z Justyną. Wtedy powiedział, że to dlatego że tęsknił za nią. Wyznawał swoją zdradę tak jak dawniej jego ojciec wyznawał swoje zdrady matce. Powiedział Elżbiecie, że spotykał się z Justyną w poniedziałki i czwartki rano. Tłumaczył jej, ze to nie jest takie oczywiste, na jakie wygląda. Jednak fakty wyglądały tak, że „Justyna była w samej rzeczy uczciwą dziewczyną, którą uwiódł korzystając z jej zakochania. Elżbieta była narzeczoną, którą zdradził.” Elżbieta milczała, a Zenon zastanawiał się, nad czym czy rzeczywiście sprawy są takie, na jakie wyglądają, czy ważniejsza jest opinia ludzi na ten temat niż jego własna opinia i motywy.
Po chwili powiedział, że Justyna jest w ciąży, a wtedy Elżbieta wyrwała się z jego ramion. Chciała uciec, ale on kazał jej zostać. Była zrezygnowana, myślała o swoim wstręcie do tego, że matka miała kochanków. Czuła wstręt do spraw cielesnych. Zaczęła obwiniać siebie za całą sytuację, myśleć, że musiała zrobić coś źle. Pogłaskała Zenona po włosach, a on ucieszył się, ze mu wybaczyła. Zaczął ją całować a ona nie broniła się. „Stało się to w salonie pani Kolichowskiej, przy drzwiach niezamkniętych, na brzegu kanapki, ustawionej nad mieszkaniem Gołąbskich.” Później Zenon powiedział jej, że ją kocha a ona odpowiedziała, że tez go kocha. Powiedziała również, że muszą zająć się tą dziewczyną. Zapytała jak ona się nazywa. Zenon odpowiedział, że nazywa się Justyna Bogutówna.
XV
Tego wieczora, kiedy Elżbieta i Zenon rozmawiali na temat Justyny, ona już nie pracowała w domu chorej kobiety. „Nie było jej tak dobrze w tej służbie. Zawsze trochę głodna, zawsze czegoś winna. Żeby nie wiem jak pracowała, zawsze pani jej robiła | wymówki, zawsze była niezadowolona.” Pani miała męża, który ją zdradzał i dwóch synów. Pewnego dnia Justyna potłukła niebieską filiżankę, wtedy kobieta się zdenerwowała, a Justyna powiedziała, że w takim razie odejdzie. Nie wiedziała, co przyniesie jej przyszłość. Martwiła się, ze Zenon stał się obcy. Nie mogła pojąć, ze spotkał ją los taki jak innych dziewcząt, chociaż uważała się za mądrzejszą od nich, a Zenona za dobrego człowieka, który ją szanował. Mimo wszystkich niepokojów Justyna czuła, że będzie, co ma być. Było to dla niej przyjemne uczucie związanie z jej stanem.
Po zwolnieniu się z pracy Justyna przeniosła się do Jasi Gołąbskej. Pewnego dnia wezwano ją do mieszkania pani Kolichowskiej żeby się zameldowała. Tego samego dnia Elżbieta widziała na podwórku kamienicy jak rodzina nie chce przyjąć do domu Władziowej - kobiety, która wróciła do nich z dzieckiem, odebranym z opieki społecznej. Władziowa miała swojego syna Zbysia z człowiekiem, którego prawie nie znała i który jej nie obchodził, jednak kochała swoje dziecko. Nie mogła znaleźć stałej pracy, bo nikt nie chciał jej z nim przyjąć. W końcu któryś z pracodawców umieścił dziecko w zakładzie opiekuńczym, jednak Władziowa nie mogła żyć bez syna i odebrała go. Zbysio był siedmioletnim, uroczym chłopcem, lubianym przez wszystkich. W końcu Wylamowa, matka chrzestna Zbysia wpuściła Władziową i syna do mieszkania.
Elżbieta w salonie wypisała kartę meldunkową Władziowej i Zbysiowi, a po chwili zjawiła się Justyna. Elżbieta wypisała meldunek i patrzyła na Justynę siedzącą spokojnie na brzegu kanapy. Zaczęła z nią rozmawiać a jednocześnie przyglądała się jej i myślała o tym, że Zenon był z tą kobietą. Miała do niego pretensję, że Justyna jest źle ubrana i że nie jest szczupła. Uważała, wbrew słowom Zenona, że Justyna jest prosta i ordynarna. Zapytała Justynę nagle czy jest przywiązana do Ziembiewicza. Justyna zdziwiła się i przestraszyła, że może Zenon plotkuje na jej temat. Nie chciała odpowiedzieć, bo uważała, że Elżbieta nie może jej pomóc. Jednak Elżbieta powiedziała, że może. Wtedy Justyna rozpłakała się i zaczęła mówić o Zenonie, że zamieszał jej w głowie, a teraz stał się wielkim panem i uważa ją za gorszą od siebie. Elżbieta poczuła wyższość nad tą kobietą i postanowiła, że będzie dla niej łagodna i dobra. Justyna była rozżalona, ze Zenon zrobił jej krzywdę i ją zostawił. Powiedziała, że w Boleborzy obiecywał, że wróci do niej. Elżbieta chciała powiedzieć, że nie pozwoli, aby dziecku Justyny stała się krzywda. Chciała zapytać czy Justyna wie, ze Zenon ma narzeczoną, jednak nie zrobiła tego. Justyna nagle wstała i powiedziała, ze nikt jej nie może pomoc, ona sama musi sobie poradzić. Elżbieta patrzyła na jej skromny strój i wygląd i nagle powiedziała, że Zenon nie jest związany i że ona za niego nie wyjdzie, a także, że dziecko Justyny musi żyć. Justyna krzyknęła zaskoczona, a potem powiedziała jeszcze raz, że niczego nie potrzebuje.
XVI
Zenon wychodził świtem po nocy spędzonej z Elżbietą. Potem spotkał Czechlińskiego i rozmawiał z nim. Wypił kilka kieliszków. Postanowił wrócić do swojego pokoju, a po drodze spotkał Justynę. Przywitali się jak obcy ludzie. Zapytał, co u niej słychać i czy czegoś nie potrzebuje. Odpowiedziała, ze na razie jej nic nie potrzeba, chciałaby tylko posadę w sklepie. Potem rzekła, że nie przychodziłaby do niego gdyby nie rozmowa z jego narzeczoną, którą odbyła tego dnia. Zenon słysząc te słowa bardzo się zdenerwował. Zapytał jak śmiała nachodzić Elżbietę. Justyna wytłumaczyła, że to jego narzeczona ją wezwała. Wypomniała Zenonowi, że nie powiedział jej, że jest z kimś związany, a Elżbieta wiedziała o romansie z nią. Zenon chciał się dowiedzieć, co dokładnie mówiła jej Elżbieta. Gdy usłyszał, że powiedziała, ze nie będzie ślubu, od razu chciał biec się z nią zobaczyć. Zaczął delikatnie wypraszać Justynę, a wtedy ona zapytała go czy to on kazał Elżbiecie powiedzieć, żeby Justyna nic nie robiła dziecku. Zenon odpowiedział, że nie i że Justyna może zrobić z dzieckiem co chce. Przy wyjściu zapewnił ją, że da jej każdą sumę, jakiej będzie potrzebowała.
Po wyjściu Justyny pobiegł do telefonu zadzwonić do Elżbiety i dowiedział się ze wyjechała do Warszawy, do matki. Poszedł do pokoju. Nie mógł uwierzyć ze Elżbieta odeszła. Wtedy pomyślał o tym, co mówił mu Czechliński, że jeżeli Zenon zgodzi się to mógłby zacząć ogromną karierę. Zrozpaczony chciał robić karierę tylko dla Elżbiety. Nie pojmował jak
ukochana kobieta mogła pozwolić sobie na taką zazdrość by zaprosić kochankę i dowiedzieć się, że ona nic o niej nie wie. Wtedy wszedł do pokoju Edward Chąśba z listem od Elżbiety. Pisała, że lepiej będzie, jeśli się już nie zobaczą i że to Justyna ma do niego prawo.
XVII
Elżbieta jechała pociągiem do matki do warszawy. Myślała o tym jak nigdy nie było jej dane być razem z rodzicami bo rozstali się rok po jej urodzeniu. Justyna jechała by odbyć pierwszą w życiu szczerą rozmowę z matką. Czuła, ze teraz będzie zdolna ją zrozumieć.
Po wyjściu z pociągu udała się do kuzynki wuja Kolichowskiego Świętowskiej, kobiety starszej, samotnej i rozgoryczonej. Jak tylko Elżbieta położyła się do łóżka w mieszkaniu Świętowskiej, przed oczami pojawił się jej obraz Justyny. Zaczęła rozmyślać o tym jak Zenon mógł jej to zrobić. Zasnęła, a po przebudzeniu udała się do mieszkania matki, która mieszkała w najlepszym w mieście hotelu. Matka obejrzała ją i zaczęła wypytywać o nowiny Potem z kolei zaczęła mówić o swoim mężu ministrze. Elżbieta czuła się skrępowania i oddzielona od matki. Podziwiała jej drogi strój i jej urodę. Po chwili do matki i córki dołączyła hrabina Tczewska z Pieszni i Elżbieta wyobraziła sobie Zenona jako jej gościa. Potem wszedł do pokoju młody człowiek. Elżbieta postanowiła wyjść, ale umówiła się z matką na wieczór w teatrze. Nie doczekały końca spektaklu i poszły na kolację. Tam matka zapytała Elżbietę o zaręczyny. Ta odpowiedziała, że zostały zerwane. Niewieska powiedziała, że nie jest trudno zerwać zaręczyny, trudniej jest utrzymać związek mimo przeciwności losu. Poprosiła Elżbietę by zastanowiła się nad swoją decyzją, bo z następnym mężczyzną może być tak samo. Podczas rozmowy Elżbieta poczuła bliskość z matką, której tak brakowało jej w dzieciństwie.
XVIII
Elżbieta była w Warszawie już dwa miesiące i przekonała się, że potrafi żyć bez Zenona. Spotykała się ze znajomymi matki, dostała od niej wiele sukien. Jednak cały czas myślała o narzeczonym. Codziennie, nie zdając sobie z tego sprawy, czekała na list od niego. Nie mogła znieść jego milczenia i tego, że tak łatwo pogodził się z jej odejściem. Od ciotki dostawała wiadomości, że Zenon się nie pokazuje i że pani Kolichowska czeka na jej powrót.
Elżbieta przyglądała się życiu matki, która czekając na przyjazd męża nie stroniła od towarzystwa innych mężczyzn. W jej stosunkach z przyjaciółmi nie było miejsca na zazdrość, ale była pewna obojętność. Elżbieta przypomniała sobie, że Zenon nie znosił obecności nikogo w pobliżu, kiedy byli razem.
Nie doszło do wielkiego pojednania między Elżbietą i jej matką, ale zastąpiły je wspólne przejażdżki, tańce i wieczory. Niewsieska często upominała córkę, że ta zachowuje się jak jej ojciec.
Pani Świętowska opowiadała Elżbiecie o wuju Aleksandrze Kolichowskim. Mówiła, że choć miał, jak wielu mężczyzn, skłonność do romansów, to był bardzo dobrym człowiekiem. Opowiadała jej także o młodości jej ciotki Cecylii oraz matki. Sama zaś nie chciała by opowiadano jej o czymkolwiek. W nocy Elżbieta rozmyślała o Zenonie i o tym, że mogła postąpić w stosunku do niego inaczej.
Pewnego dnia, gdy wyszła z domu ujrzała go stojącego przed jej domem. Kiedy ją zobaczył był bardzo zadowolony. Wziął ją pod rękę i zaczął gdzieś prowadzić, wypominając jej to, co zrobiła. Ona była bardzo uszczęśliwiona jego widokiem. Doszli do cukierni, Elżbieta zatelefonowała do matki, a Zenon powiedział jej, że są wolni, bo cała sprawa z Justyną jest już zakończona. Powiedział, że czekał na zobaczenie jej aż załatwi wszystkie sprawy, które mogą stanąć między nimi. Obje byli szczęśliwi. Zdecydowali, że wyjadą niedługo jednak to się nie udało. Poszli do jego mieszkania. Będąc z nim Elżbieta nie mogła uwierzyć w to, że zdołała się kiedykolwiek z nim rozstać. Później poszli do Niewieskiej by Zenon mógł ją poznać. Matka i jej mąż zaprosili ich na raut oraz do teatru. Niewieski, starszy, przystojny, otyły pan był człowiekiem bardzo uprzejmym, dobrym politykiem i finansistą korzystającym z życia. Elżbieta przyglądała się swojemu narzeczonemu wśród Niewieskich i ich znajomych i dziwiła się i cieszyła jednocześnie, że tak dobrze się w ich towarzystwie odnajduje. Okazało się, że jest bliższy tym ludziom niż ona. Potem w teatrze Zenon wsunął na palec Elżbiety pierścionek.
XIX
Justyna zaczęła pracować w sklepie bławatnym jeszcze przed ślubem Ziembiewicza i Bieckiej. Zawdzięczała tę pracę Elżbiecie. Po powrocie z Warszawy Elżbieta przekonała się, że Justyna nigdzie nie zniknęła i że będzie musiała pomagać Zenonowi zajmować się nią. Dlatego właśnie poszła do sklepu pana Torduńskiego i załatwiła Justynie jej wymarzoną pracę. Nie było to jednak dla niej łatwe.
Justyna, po krótkiej chorobie wyprowadziła się od Gołąbskiej. Zamieszkała po drugiej stronie miasta, na Przedmieściu Chązebiańskim, w niewielkim domu u państwa Niestrzępów, którzy nic o niej nie wiedzieli. Zenon dawał jej pieniądze, jednak ona cały czas prosiła go o pomoc, zwierzała się ze swoich problemów, traktowała jak kogoś z rodziny.
Pani Kolichowska zaczęła zdrowieć. Chodziła teraz o dwóch laskach. Zaczęła też okazywać Zenonowi nieco sympatii, ponieważ uważała, że to dzięki niemu Elżbieta wróciła do miasta i w nim pozostanie.
Zenon przygotował do zamieszkania dla siebie i Elżbiety byłą magnacką siedzibę za miastem. Był to jeden z ładniejszych domów w mieście. Elżbieta dostała od ciotki trochę mebli do domu oraz prezenty od matki.
Przed ślubem Zenon zawiózł ją do Boleborzy. Pani Żancia witała Elżbietę serdecznie. Trzymała się dobrze jak na swoje lata, Walerian natomiast wyglądał bardzo źle. On również był zachwycony Elżbietą. Ziembiewiczowa obdarowała przyszłą synową haftowanymi obrusami.
Po ślubie Elżbieta i Zenon skorzystali z zaproszenia Niewieskiej i udali się na południe, spędzając kilka dni w Wiedniu. Po powrocie Zenon miał objąć stanowisko prezydenta miasta. W czasie podróży Elżbieta zaszła w ciążę. Mimo, że podróż była piękna Elżbieta myślała o powrocie.
XX
Mieszkanie Justyny było słabo ogrzane. Nadeszła chłodna zima i kobiecie ciągle doskwierało zimno. Kiedy wracała do domu z pracy w mieszkaniu było lodowato. Szła do pracy trzy kwadranse, zawsze była wcześnie by nie zdenerwować swego pracodawcy. Justyna bardzo lubiła pracę w sklepie. Cieszyła się, kiedy mogła zachwalać towar klientkom i radzić im. Była bardzo zręczna, lubiła odmierzać i ciąć materiały.
Pewnego dnia przyszedł do sklepu Franek Borbocki i powiedział, że Jadwisia, córka Jasi Gołąbskiej umarła i że Jasia prosi Justynę by do niej przyszła. Pani Borbocka umarła już wcześniej. Justyna zaczęła płakać. Zdarzało jej się też często płakać bez przyczyny, gdy wracała do domu wieczorami. Poszła z Frankiem do Jasi, która siedziała w ciemności i płakała. Justyna zaczęła ją pocieszać. Pogrzeb Jadwisi odbył się trzy dni późnej. Cztery miesiące później umarła na gruźlicę Jasia Gołąbska. Przed śmiercią często wydawało jej się, że obok w łóżku leży jej matka i jęczy. Śniła także o córce i mężu, który ją przepraszał. Justyna rzadko ją odwiedzała, mówiła, że ma dużo pracy, ale to ona znalazła martwą Jasię w łóżku.
Justyna w sklepie awansowała na kasjerkę. Pan Toruciński był z niej zadowolony i podniósł jej pensję z czterdziestu złotych do sześćdziesięciu.
Justyna po śmierci Jasi prawie zupełnie przestała się kontaktować z ludźmi poza pracą. Nadal mieszkała u państwa Niestrzęp. Pani Niestrzępowa opowiadała jej o swojej siostrzenicy, która umarła śmiercią tragiczną w młodym wieku.
Pewnego dnia w październiku Justyna nie zjawiła się w pracy. Przyszła do niej panna Mańcia ze sklepu i zastała ją leżącą w łóżku. Powiedziała, że jest jej zimno, ale zaprzeczyła, jakoby była chora. Powiedziała, że jest zmęczona i rozpłakała się bez przyczyny.
XXI
Jesienią przyjechał do miasta Karol Wąbrowski, syn pani Kolichowskiej. Zenon, ubrany jak prawdziwy dygnitarz, przywitał go na dworcu. Karol leczył się w uzdrowiskach na całym świecie. Teraz rozmawiając z Zenonem pytał o swoją matkę i o życie Zenona. Przyjaciel oznajmił mu, że jego matka czuje się dobrze, a on sam ma z Elżbietą syna. Odwiózł przyjaciela do domu Kolichowskiej.
Od rana pani Cecylia szykowała się na przybycie syna. Kiedy zobaczyła go w drzwiach okazało się, że wygląda dla niej jak obcy człowiek mimo to nazwała go swoim dzieckiem. Karol nachylił się by pocałować matkę w rękę, co było dla niego trudne, ponieważ nosił ortopedyczny gorset. Nie zdradzając swoich uczuć pani Kolichowska powiedziała synowi, że może się zatrzymać w byłym pokoju Elżbiety. Zastanawiała się czy Karol rozpozna Elżbietę, bo ona nie pamiętała go w ogóle. Gdy odprowadzała go do pokoju, wspierając się o kulach, Karol nie pomógł jej, za bardzo zajęty był swoją chorobą. Każdemu jego ruchowi towarzyszył szczęk gorsetu. Pani Kolichowska poinformowała go, że Elżbieta już od roku mieszka w swoim domu wraz z mężem i jego matką, która wprowadziła się do nich po śmierci Waleriana Ziembiewicza. Karol był obojętny na zachowanie matki, mało się odzywał. Pani Cecylia stwierdziła, że nie jest podobny do swojego ojca. Przyglądała się synowi i zdała sobie sprawę, że jest starszy niż jej pierwszy mąż, kiedy go ostatnio widziała. Powiedziała mu, że jest podobny do dziadka Bieckiego. Mówiąc to myślała o pierwszym mężu, ojcu Karola. Kiedy ją opuszczał, myślała, że robi to w imię swoich ideałów i partii. Jednak, gdy zamieszkał w Paryżu, zerwał z nią kontakt i był z nową kobietą. Dopiero później dowiedziała się, że ta kobieta była jego kochanką już w Polsce. Pani Kolichowska na wpół świadomie, liczyła na to, że maż odezwie się do niej. Nadzieje te zakończyła jego samobójcza śmierć.
Karol zapytany o to czy wie coś o kobiecie, z którą spotykał się jego ojciec, odpowiedział, że mieszka ona w Paryżu i ma córkę, którą uważa, za swoją siostrę. Pani Kolichowska poczuła ukłucie bólu słysząc te słowa, choć wiedziała, ze te sprawy należą już do jej przeszłości.
Karol zdrzemnął się jakiś czas, a kiedy zszedł na obiad okazało się, że przybyła Elżbieta. Była chłodna dla swojego kuzyna. Podejrzewała, że jego obojętność przez wiele lat powodowała cierpienie Pani Kolichowskiej. Karol zapytał jak ma na imię dziecko Elżbiety, a ona odpowiedziała, że Walerian po dziadku i że ma teraz cztery miesiące. Powiedziała również, że według niej dziecko to dziwne stworzenie, które ciągle płacze,
„jak gdyby go bolała rzeczywistość.”
Przy obiedzie Elżbieta powiedziała do Karola, że kazał zbyt długo czekać swojej matce na siebie i naraził ją na wielką tęsknotę. Karol wytłumaczył, że długo chorował, a potem, kiedy już znalazł sobie pracę nie mógł wyobrazić sobie wyjazdu. Nie jest człowiekiem, który lubi podróże. Uśmiechał się przy tych słowach i pani Kolichowska z ulgą pomyślała, ze jej syn, jest jednak miłym człowiekiem. Po obiedzie Elżbieta i Zenon udali się do domu, a pani Kolichowska do swojej sypialni. Źle się poczuła z powodu tego, że Elżbieta ją opuszcza, a także z powodu Karola. Pomyślała, że kiedyś Elżbieta nie mogła zastąpić Karola, a teraz on nie może zastąpić Elżbiety.
Kilka dni później Karol i jego matka wybrali się do domu Ziembiewiczów by zobaczyć małego Waleriana. Opiekowała się nim pani Żancia i przywieziona przez nią z Boleborzy Marynka. Pani Kolichowska została z panią Żancią, a Karol i Elżbieta poszli przez ogród żeby znaleźć Marynkę, która spacerowała z dzieckiem. Kiedy się już do niej zbliżali, zauważyli, że stoi przy ogrodzeniu i rozmawia z jakąś kobietą. Na ich widok kobieta odeszła. Marynka zapytana o to, kto to był, odpowiedziała, że nie wie, ale ta kobieta prosiła by pokazać jej Waleriana. Elżbieta bardzo się zdenerwowała i powiedziała Marynce takim tonem, jakiego używała pani Kolichowska w rozmowie z służącymi, że nie życzy sobie, aby ktokolwiek obcy oglądał lub dotykał małego Waleriana. Marynka odpowiedziała, że nieznajoma pytała tylko czy to dziecko Ziembiewiczów i popatrzyła na nie. Elżbieta zabrała wózek i zaczęła go popychać w stronę domu. Odwróciła się i zobaczyła w oddali tamtą kobietę, która po chwili zniknęła. Zapytała Marynkę czy ją zna, a ona odpowiedziała, że nie. Elżbieta pomyślała, że służąca na pewno kłamie.
Pani Żancia powiedziała Pani Kolichowskiej, że pewnie cieszy się ona z powrotu swojego jedynaka. Pani Kolichowskiej nie podobał się dom Ziembiewiczów i myślała, że na pewno nie chciała by w nim zamieszkać. Nie miała też zbyt serdecznego stosunku do małego Walusia. Pani Żancia natomiast odnosiła się do niego z wielką serdecznością. Śmierć męża nie zmieniła jej pogodnego nastawienia do życia. Przywiozła do domu Zenona służbę z Boleborzy i czuła się jak u siebie. Często opowiadała też, jaki z jej męża był cudowny człowiek. Bardzo denerwowało to Zenona, który sądził, że opowiadania matki robią z ojca innego człowieka. Jednocześnie żałował, że nie potrafił się nigdy z ojcem dogadać. Ciągle miał w pamięci obraz dziewczyn z wioski skradających się pod oknami ojca wieczorem. Pani Żancia zaczęła opowiadać o tym, jakie piękne kazanie wygłosił ksiądz Czerlon na pogrzebie Waleriana. Wtedy do rozmowy włączył się Karol, ponieważ okazało się, że pamięta Czerlona z Sorbony. Żancia zaczęła mówić o tym, że ksiądz Czeron jest bardzo mądrym i dobrym człowiekiem. Zenon zapytał czy nie mówią o nim czegoś złego, a wtedy pani Żancia powiedziała, że były plotki o tym, że zadawał się z kilkoma dziewczynami, a także o jego wielkiej przyjaźni z hrabiną. Jednak ona nie uważała, że należy podejrzewać ich o coś złego.
Elżbieta tymczasem cały czas myślała o kobiecie, którą widziała z ogrodu. Podejrzewała, że to Justyna jednak zrezygnowała z tego poglądu, ponieważ tamta kobieta była ubrana elegancko, po miejsku i była dużo szczuplejsza niż Justyna.
Następnego dnia Marynka przyznała, że zna tamtą kobietę i że to właśnie Bogótówna.
Kilka tygodniu później Zenon poruszył temat Justyny. Powiedział, że Elżbieta musi załatwić jej miejsce pracy w cukierni Chązowicza. Elżbieta zmartwiła, się, że Justyna może opowiadać ludziom o sytuacji pomiędzy Ziembiewiczem a nią. Jednak Zenon ją uspokoił. Wtedy zapytała go czy wiedział, ze Justyna przychodziła pod ich dom by zobaczyć dziecko. Zenon potwierdził. Elżbieta załatwiła Justynie nową pracę.
XXII
Na imieninach pani Kolichowskiej zjawiło się znacznie mniej osób niż dawniej. „Pani Gieracka dawno już nie żyła, a po niej umarły jeszcze dwie staruszki. Jedna znów była chora i przesłała list z życzeniami oraz wiązankę białych chryzantem, małych jak astry” Na przyjęciu pierwszy raz pojawiła się pani Żancia. Elżbieta postrzegana była teraz przez znajome ciotki jako córka prezydenta miasta. Ona także patrzyła na nie inaczej, już nie jak na osoby wrogie. Były dla niej starzejącymi się osobami, z którymi czas obchodzi się nieubłaganie. Elżbieta podziękowała pani Tawickiej, za załatwienie pracy Justynie. Wtedy kobiety zaczęły rozmawiać o Bogutównie. Pani Żancia zastanawiała się, kim może być jej ojciec, bo jej zdaniem dziewczyna nie wyglądała na chłopkę. Elżbieta mimowolnie przysłuchiwała się rozmowie z ciekawością. Zaczęła myśleć o tym, że Zenon powiedział jej kiedyś, że sprawa jest załatwiona, jednak, mimo, że dziecka Justyny nie było na świecie, to ona sama wciąż pojawiała się w życiu, Ziembiewiczów.
Pojawił się Karol i powiedział do Elżbiety, patrząc na matkę i jej gości, że uważa, że starość jest gorsza od kalectwa. Elżbieta stwierdziła, że nie mogą uważać się za lepszych tylko, dlatego, że są młodzi. Karol odrzekł, że ludzie patrzą na niego tylko przez pryzmat jego choroby, tuberkulozy. Poprosił Elżbietę, żeby powiedziała jego matce by ta nie zamartwiała się jego chorobą i traktowała go normalnie. Po chwili Elżbieta i pani Żancia udały się do domu. Okazało się, że spośród zebranych gości pani Żanci najbardziej podobała się pani Posztarska, chociaż nikt inny nie zwrócił na nią uwagi. Elżbieta bała się, że starsza Ziembiewiczowa zapyta o Justynę, jednak ona tego nie zrobiła. Justyna zaczęła się zastanawiać czy kobieta nie wie o całej sprawie.
Kiedy wróciły do domu okazało się, że do Elżbiety przyszedł Marian Chąśba porozmawiać o Franku Borbockim, który był w więzieniu. Wyglądał źle, był bardzo chudy. Elżbieta przypomniała sobie jak Chąśbina biła swoich synów, kiedy byli mali, a Marian nigdy nie płakał i nie krzyczał. Często pożyczał od niej książki. Poźniej pracował w fabryce Hettera, która miała być zamknięta, ale został wyrzucony. Narzekał, że w fabryce nie szanują pracowników. Elżbieta domyślała się powodu jego zwolnienia po tym, że zaczął często używać określenia „sprawa robotnicza”. Pisanie artykułów do Niwy skończyło się tym, że Zenon go wyrzucił. Tymczasem Marian wciąż opowiadał o Franku: „Streszczał niejako jego biografię:
roboty dawno nie miał, szwagier mu się zmarnował, potem śmierć matki, długie umieranie siostry, ta mała... A do tego jeszcze miał tę dziewczynę” Okazało się, że dziewczyną Franka była Justyna. Chąśba poprosił Elżbietę by wstawiła się za Borbockim u naczelnika więzienia i policji.
Kiedy Marian odszedł, pojawił się Zenon. Przywitał się z żoną bardzo czule. Przy Zenonie Elżbieta czuła, ze niebezpieczeństwa są nierzeczywiste. Opowiadał, że jedzie na polowanie.
XXIII
Pani Żancia codziennie wstawała o piątej rano, piła ziółka i długo spacerowała. Myślała o tym jak trudno było jej kiedyś poradzić sobie z lekkomyślnością męża i brakiem szacunku syna. Jednak uważała Waleriana za dobrego człowieka, który potrafił przyznać się do błędów i cieszyła się, że Zenon ożenił się ze wspaniałą kobietą. Żyła teraz życiem syna i jego żony: opiekowała się ich dzieckiem, zawsze musiała się dowiedzie dokładnie, co u nich słychać. Dopiero, kiedy rankiem była samotna mogła rozkoszować się więzią ze Stwórcą. Myślała często o mężu, ale nie smuciła się, bo to nie leżało w jej naturze. Była zadowolona ze swego życia: „Wszystko bowiem uczyniła, wszystkiego dotrzymała i wszystko wypełniła do końca”. Była pewna, że mąż był jej wdzięczny za to, co zrobiła dla niego. Pani Żancia była także zadowolona ze stosunków z synem i jego żoną, którą zawsze chwaliła. Chciała chłonąć miłość syna i synowej. Z radością myślała też o tym, że Zenon staje się coraz bardziej podobny do ojca, że zaczął polować.
Z czasem Zenon coraz mniej czasu poświęcał swojemu paryskiemu przyjacielowi Karolowi. Zwierzył mu się jednak z sytuacji z Justyną.
Pewnego dnia w domu pani Kolichowskiej zawitał ksiądz Czerlon by zobaczyć się z Karolem. Karol przyglądał się nieśmiało jego ogromnej imponującej sylwetce i słuchał opowieści Czerlona. Mówił on o tym jak po pożyczeniu od Karola pieniędzy przeniósł się do innego miasta gdzie pracował jako konduktor. Potem znów nie miał pieniędzy i przeniósł się do Liege, tam ciężko pracował wśród biednych ludzi. Karol słuchając opowieści myślał o tym, że zawsze uważał, że żadna kobieta nie może się oprzeć Czerlonowi. Zapytał go czy wśród tych biednych ludzi Czerlon postanowił zmienić swoje życie a ten odpowiedział: „Miotałem się w sprzecznościach, brnąłem w odszczepieństwo i grzech. Ale w grzechu, w męce i niepokoju szukałem człowieka. I zrozumiałem, że człowieka nie może znaleźć człowiek, nie ma drogi do człowieka, tylko przez Boga. Tam, na tym dnie, zrozumiałem, że tylko w Bogu jest zespolenie.” A biedni ludzie, których spotkał w Liege nienawidzili go i chcieli go zabić. Mieszkał u starego palacza i jego rodziny, którzy mieli młodą, brudną siostrzenicę-służącą. Została ona jego kochanką, a że była także kochanką palacza, został wyrzucony. Czerlon był zawiedziony, że Karol nie zmienił swojego życia. Chciał go przekonać, aby uwierzył, mówił mu o cierpieniu. Opowiedział historię z dzieciństwa, o rybie, która prawie nieżywa zaczęła się rzucać, gdy kucharka chciała ją oprawić. Wyjaśniło się, dlaczego Czerlon nigdy nie je ryb. Niedługo potem ksiądz odszedł.
XXIV
U Ziembiewiczów odbył się raut o którym przychylnie pisano w lokalnych gazetach. Było to trzy miesiące przed tragiczną śmiercią Zenona. Kiedy to się stało ludzie przypomnieli sobie raut wspominali, że tamtego dnia zamknięto hutę Hettnera i aresztowano wielu robotników. Niektórzy na początku myśleli, ze miało to związek ze śmiercią prezydenta, który był dość popularny, zaczął budowę domów dla robotników, remont budynków dawnej cegielni, budowę parku, ale wkrótce zabrakło pieniędzy i popadł u wielu w niełaskę. Zenon przypłacił to pogorszeniem stanu zdrowia. Elżbieta dawała mu ukojenie, ale czasem mówiła mu z wyrzutem, że jest inny dla ludzi, a inny dla niej. Przy niej był małomówny, zamyślony, a przy innych miał potrzebę ciągłego podtrzymywania rozmowy, żartowania. „Było w tym coś więcej niż niepokój, była niepewność wobec świata, niezgoda na siebie, coś niedobrego, czemu w ten sposób nadaremnie usiłował zaprzeczyć.” Często też denerwował się, kiedy przejmowała się krzywdą biednych ludzi albo wypominał jej kontakty z ludźmi pokroju Chąśby, których nazywał rewolucjonistami.
W dniu, kiedy odbywał się raut, Zenon był u Justyny, zmuszony całą serią błagalnych listów. Kiedy przyszedł przywitała go smutna. Zaczęła żalić się, że nie odpowiada jej już praca w cukierni. Zenon zapytał czy nikt Ne wypytuje ją o niego. Zaprzeczyła. Powiedziała, że boi się, bo do Niestrzępów, jej gospodarzy przychodzi człowiek, który zabił ich siostrzenicę. Zaczęła płakać. Opowiadała o tym, że z nikim się nie spotyka, nie ma przyjaciół. Zenon był zaniepokojony po tej wizycie. Zrozumiał, że Justynę trzeba wysłać do lekarza. Powiedział o całej sytuacji Elżbiecie, która była przerażona, że coraz więcej jest Justyny w ich życiu. Obiecała jednak, że załatwi Justynie wizytę u doktora Lefelda. Rozgoryczony Zenon zaczął narzekać, że innym wiele złych uczynków uchodzi na sucho a on musi cierpieć całe życie za ten jeden błąd.
Doktor Lefeld zbadał Justynę i stwierdził, ze nie widzi objawów choroby psychicznej. Zalecił by lepiej się odżywiała i kontaktowała się z bliskimi. Jednak Justyna nie miała żadnych bliskich. Gołąbscy umarli, Borobocki był w więzieniu, a pani Żancia i służące z Boleborzy byli dla Justyny niedostępni.
XXV
Na wiosnę pani Cecylia zachorowała na, tyle, że nie mogła się ruszać z łóżka. Elżbieta często ją odwiedzała, a Karol pracował nad jakimiś książkami. Przychodził do matki tylko na wezwanie, ale dużo rozmawiał i nie nudził się z nią. Z rozmów pani Cecylia dowiedziała się dużo o córce swojego pierwszego męża. Mówili także o samobójstwie ojca Karola i o tym, co ten pamięta z dzieciństwa, kiedy jeszcze przebywał z matką. O tym, jak Karol mówił wtedy jej, że jest piękna i o tym jak nienawidził jej drugiego męża, bo uważał, że ja krzywdzi. Przyznał, że kochał ją i był o nią zazdrosny w dzieciństwie. Wkrótce pani Cecylia zaczęła czuć się gorzej. Wezwano na jej prośbę Elżbietę. Kiedy przyjechała Kolichowska była już nieprzytomna, niedługo potem umarła. Elżbieta przyznała się Karolowi, że nigdy nie wyjawiła ciotce, że ją kochała i że zawsze będzie tego żałować.
XXVI
Justyna miała w nocy niespokojne sny. Najpierw śniło jej się, że szła do mieszkania Jasi Gołąbskiej i tam na łóżku bez pościeli zastała zmarłą matkę, której zapomniano pochować. Potem śniło jej się, że płynęła samotnie kamiennym okrętem po morzu. Był to dla niej piękny sen. Następnie śniło jej się jej dziecko, najpierw zdrowe, a potem chore i umierające. Na koniec zmieniło się w Jadwisię Gołąbską. Obudziła się i płakała nad tym, że poszła do akuszerki i pozwoliła wywołać poronienie. Wyrzucała sobie, że to dziecko nie miało nikogo i nawet ona, jego własna matka zwróciła się przeciw niemu. Następnego dnia nie wstała z łóżka opoko nie przyszła pani Niestrzępowa i kazała jej ubrać się, napalić w piecu i zrobić sobie czegoś do jedzenia. Ale później Justynie znowu przypominała się wizyta u akuszerki: to jak opowiadała, że wcześniej była u niej piętnastoletnia dziewczyna z dobrego domu, którą przywiózł jej własny wuj. Potem akuszerka zrobiła jej zabieg, bolało ją, a nad ranem poroniła. Potem leżała nieprzytomna dwa tygodnie. Kiedy tak wspomniała, przyszedł Zenon. Zawsze uważał, żeby nikt go nie zobaczył, gdy ją odwiedzał. Pytał ja czy bierze leki, jak się czuje, ale ona wiedziała, że jest dla niej obcy i że jej los go nie obchodzi. Powiedział, żeby przestała do niego pisać, a ona się zgodziła. Powiedziała mu, że zaskoczyłoby go gdyby dowiedział się, jakie złe myśli ma czasem. Kiedy wyszedł znowu leżała w łóżku, ale przyszła Niestrzępowa i zaprosiła na kolację. Przy stole był Podebrak, człowiek, którego Justyna nie lubiła. Opowiadali o siostrzenicy i okazało się, że Podebrak zabił ją w przypływie zazdrości, kiedy myślał, że zastał ją z kochankiem.
Następnego dnia Justyna nie chciała wstawać. Najpierw przyszedł doktor a potem Zenon i namawiał ją żeby wyjechała dla własnego dobra. Ona się nie zgadzała. Przyznała, że ma czasem myśli, żeby zrobić coś złego jemu albo Elżbiecie.
Wracając Zenon myślał o tym czy słowa Justyny były groźbą. Przypomniał sobie, że Niestrzępowa mówiła, że Justyna ostatnio się zmieniła, jest podniecona, wychodzi na miasto, kupuje ubrania. Kiedyś zapytał czy go kocha, ale ona zaprzeczyła. Zenon martwił się o nią. Elżbieta zdawała sobie sprawę, z tego, że mąż coraz częściej odwiedza Justynę.
Zenon miał wstąpić do magistratu, ale okazało się, że droga była zajęta przez tłum. Okazało się, że zaczął się strajk. Zenon uciekał przed strajkującymi do ratusza i spotkał się ze zdenerwowanym Czechlińskim
XXVII
W następnych dniach po strajku i strzałach pod ratuszem, zdarzały się jeszcze masówki robotnicze i częste aresztowania. Aresztowano między innymi Mariana Chąśbę. Pochowano kilku zabitych robotników. Okazało się, że pierwszy strzelał Podebrak. Zginął Franciszek Borbocki. O wydanie rozkazu oddania strzałów do robotników posądzano Zenona, ale tak naprawdę Czechliński podjął tę decyzję jeszcze zanim Zenon się zjawił.
Niedługo potem zadzwonił doktor z wiadomością, ze Justyna próbowała otruć się jodyną. Udało się ją uratować. Zenon pojechał do niej. Leżała w łóżku i miała za złe ludziom, którzy ją odratowali i się nią opiekowali. Miała żółtą plamę w kąciku ust. Zapytał, za co ona go tak każe, skoro sama podjęła decyzję o pozbyciu się dziecka. Justyna zapytała, na co w takim razie dał jej wtedy pieniądze. On zaprzeczał, jednak ona uważała, że wszystkie złe rzeczy, które się jej przytrafiły spowodowane były tym, że dostała pieniądze od Zenona. Wyrzucała mu, że chciał się jej pozbyć. Zapytała czy nie boi się przychodzić do niego skoro ona słyszy głosy, które każą jej go zabić. Twierdziła, że jej męki zostaną przerwane, gdy jego nie będzie.
Wyszedł od Justyny i pojechał do doktora, a następnie do żony. Elżbieta dostawała kartki, w których opisane były egzekucje robotników. Zenon był niezadowolony, że żona przejmuje się tymi sprawami. Powiedział, ze robotnicy nie są tacy szlachetni jak się wydaje. Okazało się, że zamordowali Gołąbskiego. Wtedy Elżbieta powiedziała, że to już ostatni z lokatorów mieszkających pod podłogą umarł. Zenon zdenerwowany powiedział, że nie tylko robotnicy reprezentują idee, że on także reprezentuje ideę państwa. Elżbieta zauważyła, że wszystko, czego nie chciał, jest teraz po tej samej stronie, co on. Zenon wyśmiewał jej chęć pomocy drugiemu człowiekowi jako daremną. Odpowiedziała mu, że musi istnieć granica, której przekroczenie sprawia, że przestaje się być sobą, jednak on odrzekł, że jej przecież też nie udało się kierować wyłącznie dobrem drugiego człowieka.
Po tej rozmowie wyszedł z domu, a kiedy wrócił zastał swoją matkę w bibliotece. Pani Żancia pocieszała go, mówiąc, że jego zła passa na pewno się odwróci, że wróci do niego popularność i przyjaciele, a wszystko to, co się dzieje nie jest jego winą. Powiedział jej, że gdyby umarł pewnie mówiłaby o nim dobrze, a to wszystko byłaby nieprawdą. „Jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie. Jest się takim jak miejsce, w którym się jest”
Później rozmawiał z Elżbietą o Justynie. Nie mógł zrozumieć, czemu przed laty wezwała ją do siebie. Odpowiedziała, że chciała się dowiedzieć, przed czym ma ustąpić. Zenon stwierdził, że Elżbieta robiła wszystko by być w porządku ze sobą, a nie o to chodziło. Zauważył, że w sprawie Justyny nigdy tak naprawdę nie pomyśleli o niej, ale zawsze myśleli o sobie. Ich życie ułożyło się dobrze, ale to cierpieniu Justyny zbudowali swoje szczęście.
Elżbieta „Nie szukała już odpowiedzi ani nawet ratunku. Nie było o co się spierać, nie było ważne, z czyjej winy wynikało to, co jest.”
ZAKOŃCZENIE
Po śmierci Zenona ludzie dziwili się jak kobieta mogła wejść do jego strzeżonego gabinetu. Sekretarka powiedziała, że wpuściła ją, bo wydała jej się biedną proszącą o pomoc. Dodatkowo prezydent Ziembiewicz nie był zdziwiony jej wizytą. Po chwil w gabinecie rozległ się krzyk. Okazało się, że kobieta oblała Ziembiewicza żrącym kwasem, a sama próbowała wyskoczyć przez okno. Kwas uszkodził oczy Zenona, a także wlał mu się do gardła, co sprawiło, że nie mógł oddychać. Sprawa była niejasna, nie wiedziano o związkach Bogutówny i rodziny Ziembiewiczów. Kiedy nowe fakty zaczęły wychodzić na jaw, sprawa stała się bardzo nieprzyjemna dla rodziny. Zenon Ziembiewicz wrócił do domu ze szpitala, ale okazało się, że nigdy nie odzyska wzroku. Tydzień później popełnił samobójstwo strzelając sobie z rewolweru w usta. Wdowa zostawiła dziecko matce męża i wyjechała za granicę. Starsza pani Ziembiewiczowa zamieszkała z Karolem Wąbrowskim w domu na Staszica i zajęła się wychowaniem wnuka.
Streszczenie
Francisco pełni wartę przed zamkiem królewskim w Elsinor. Przychodzi Bernardo zastąpić kolegę. Nadchodzą pozostali wartownicy: Marcellus i Horacjo. Marcellus wspomina o nocnej wizycie ducha zmarłego króla Hamleta (ojca obecnego księcia Hamleta).
|
![]()
William Shakespeare
Hamlet
|
AKT I
Scena I
Francisco pełni wartę przed zamkiem królewskim w Elsinor. Przychodzi Bernardo zastąpić kolegę. Nadchodzą pozostali wartownicy: Marcellus i Horacjo. Marcellus wspomina o nocnej wizycie ducha zmarłego króla Hamleta (ojca obecnego księcia Hamleta). Horacjo nie wierzy w jego opowieści. W tem ukazuje się owa zjawa. Horacjo podejmuje próby porozumienia się z duchem, ten jednak nic nie mówiąc znika. Wartownicy zastanawiają się nad znaczeniem tego zjawiska. Horacjo mówi, iż zjawa swoim ubiorem i wyglądem przypominała króla z pamiętnej bitwy przeciwko wojskom norweskim. W wyniku przegranej ówczesny norweski władca Fortinbras zmuszony był oddać część swoich ziem. Obecnie jego syn, młody Fortinbras zbiera wojska i zamierza odebrać Duńczykom ziemie, które utracił jego ojciec. Wartownicy uznają widzenie za znak nadchodzącego zagrożenia i na wołanie by przygotować się do ewentualnego ataku. Na potwierdzenie przypuszczeń o złej wróżbie Horacjo wspomina zjawy zmarłych zwiastujące śmierć Juliusza Cezara i upadek Imperium Rzymskiego. Nagle duch powraca, usiłuje coś powiedzieć, jednak wraz z pierwszym pianiem koguta (nadejście świtu) znika. Nastaje poranek, wartownicy postanawiają poinformować o tym dziwnym zjawisku młodego Hamleta.
Scena II
Sala w zamku królewskim. Sprawujący w państwie władzę brat byłego króla, Klaudiusz twierdzi, że należy zakończyć żałobę po zmarłym poprzedniku i zadbać o rozwój państwa. Wspomina przy tym o młodym Fortinbrasie, który gromadzi wojska i wyczekuje osłabienia Danii by ją zaatakować. Król wzywa do czujności, a następnie wysyła dwóch posłańców: Korneliusza i Voltimanda do króla Norwegii, stryja Fortinbrasa by zakazał gromadzenia wojsk. Między czasie przychodzi Leartes, prosi króla o pozwolenie na jego powrót do Francji. W komnacie pojawia się również Hamlet pogrążony w żałobie. Klaudiusz wraz z królową nakłaniają go by puścił w pamięć smutek po zmarłym ojcu i zaczął normalnie żyć. Tłumaczą, że jego umartwiania na nic się już zdadzą. Król przekonuje go, że śmierć jest wolą Bożą i nie należy się jej sprzeciwiać. Proszą go również by porzucił studia w Wittenberdze i pozostał pod ich opieką. Hamlet obiecuje matce posłuszeństwo. Zebrani opuszczają salę. Hamlet, który pozostaje sam wypowiada swe smutki i żale. Zarzuca swojej matce, że ledwo minął miesiąc po śmierci króla – człowieka mężnego i prawego, a ona już porzuciła żałobę i wyszła za swojego Szwagra. Do Hamleta przychodzą wartownicy, witają się serdecznie. Horacjo opowiada młodemu księciu o nocnej zjawie. Tłumaczy, że co noc na tarasie królewskim pojawia się duch zmarłego króla w pełnym uzbrojeniu i z zatrwożoną twarzą. Hamlet po upewnieniu się, że zjawa to faktycznie duch jego ojca postanawia pójść w nocy pod taras.
Scena III
Pokój w domu Poloniusa. Leartes żegna się ze swoją siostrą Ofelią. Radzi jej by zapomniała o miłości do Hamleta. Tłumaczy, że jego uczucia nie mogą być stałe, gdyż jest niewolnikiem swego królewskiego rodu i musi mieć na uwadze bardziej dobro państwa nad własne. Przychodzi Polonius, udziela synowi błogosławieństwa na podróż do Francji oraz poradza jak ma się zachować w obcym kraju. Gdy wychodzi Leartes, Ofelia mówi ojcu o swoim uczuciu do Hamleta i miłosnych zapewnieniach królewicza. Polonius wątpi w szczerość i stałość uczuć księcia. Uważa, że zarówno Ofelia jak i Hamlet są jeszcze dziećmi młodymi i naiwnymi. Żąda by córka nie traciła czasu na romanse z księciem.
Scena IV
Taras zamkowy, około godziny dwunastej. Hamlet, Horacjo i Marcellus oczekują pojawienia się ducha. Z oddali słychać trąby, działa i wrzaski ucztujących na królewskiej biesiadzie. Hamlet krytykuje pijaństwo Duńczyków z powodu którego są oni wyśmiewani przez inne narody. Pojawia się duch króla, daje Hamletowi znaki by szedł za nim, najwidoczniej chce rozmawiać z księciem na osobności. Wartownicy obawiają się, że duch chce zaciągnąć młodzieńca w niebezpieczną pułapkę, próbują go powstrzymać. Hamlet nie zważa na ich przestrogi i udaje się za zjawą.
Scena V
Duch przemawia do królewicza Hamleta na osobności. Przedstawia się mu jako jego ojciec. Prosi go by pomścił okrutną zbrodnię. Tłumaczy, że zginął on nie od ukąszenia węża lecz z rąk swojego brata, który podczas snu w ogrodzie wlał mu do ucha truciznę, a ta spowodowała nagły zgon. Klaudiusz wciągnął do tego spisku nawet żonę byłego króla, którą ten jednak karze oszczędzić synowi. Mówi, że wystarczającą karą będą dla niej wyrzuty sumienia. Duch znika, a Hamlet uroczyście przysięga pomścić śmierć ojca. Nadbiegają wartownicy (Horacjo i Marellus), wypytują co mówiła zjawa. Hamlet jednak postanawia zachować swoją rozmowę w tajemnicy, prosi również towarzyszy by nikomu nie mówili o wizycie ducha. Z pod ziemi dochodzą głosy nakazujące wartownikom przysiąc milczenie o zaistniałym zjawisku. Jednocześnie książę ostrzega, że w najbliższym czasie jego zachowanie może wydawać się dziwne lecz mimo to prosi ich o dotrzymanie złożonej mu przysięgi.
AKT II
Scena I
Polonius wręcza Rejnaldowi list i pieniądze by sługa przekazał je Laertesowi. Prosi go również by rozpytał u ludzi o zachowanie syna w Paryżu. Wychodzi Rejnaldo, zjawia się Ofelia. Jest przestraszona, opowiada o dziwnej wizycie Hamleta. Królewicz przyszedł do niej nie dawno niechlujnie ubrany, chwycił ją za rękę i trzymał nic nie mówiąc, a jedynie wpatrując się w nią intensywnie. Dziewczyna mówi, że zgodnie z wolą ojca nie przyjęła od młodzieńca żadnych listów oraz zabroniła mu wizyt. Polonius wnioskuje, że Hamlet oszalał z powodu odrzucenia jego miłości przez Ofelię. Postanawia udać się niezwłocznie do Klaudiusza i poinformować go o swoich przypuszczeniach na temat szaleństwa księcia.
Scena II
Król i królowa zauważają dziwną przemianę Hamleta, chcą się dowiedzieć co jest jej przyczyną. W tym celu król wzywa Rozenkranca i Gildensterna (młodych dworzan, bliskich przyjaciół księcia) i prosi ich o to by rozerwali trochę Hamleta, a przy tym wybadali jakie smutki trapią młodzieńca. Zgadzają się na ta propozycję, a następnie wychodzą. Do króla przychodzi Polonius oraz dwaj posłowie powracający z Norwegii (Voltimand i Korneliusz). Voltimand mówi, że król norweski zakazał gromadzenia wojsk przeciwko Danii, a ponadto aresztował Fortinbrasa. Jednocześnie król norweski prosi Klaudiusza o zezwolenie na bezpieczne przejście jego armii udającej się na podbój Polski przez terytorium duńskie. Gdy posłowie odchodzą, Polonius mówi królowi o sowich domysłach co do szaleństwa Hamleta. Tłumaczy, że przyczyną tego stanu królewicza jest najprawdopodobniej odrzucenie jego miłości przez Ofelię. Na dowód swych słów pokazuje królowi list miłosny jaki Hamlet napisał do jego córki. Aby sprawdzić te podejrzenia, Polonius proponuje przyjrzeć się z ukrycia schadzce młodych. Nadchodzi Hamlet, król i królowa pośpiesznie wychodzą. Polonius próbuje wybadać księcia, zaczyna z nim rozmowę, ten początkowo zdaje się go nie poznawać, a następnie zaczyna mówić od rzeczy. Gdy Polonius wychodzi widząc, że nic nie wskóra do Hamleta przychodzą Rozenkranc i Gildenstern. Witają się serdecznie. Królewicz, który wyczuwa podstęp pyta się ich czy przyszli z własnej woli czy też ktoś ich posłał. Ci szybko się przyznają, że przybyli na prośbę króla i królowej. Dworzanie ponadto informują Hamleta o tym, że do zamku mają przybyć aktorzy. Nadejście teatralnej trupy oznajmia księciu Polonius. Wchodzą aktorzy. Po uroczystym powitaniu, Hamlet prosi ich o zadeklamowanie fragmentu „Eneidy”. Następnie królewicz prosi jednego z aktorów by nazajutrz wystawili sztukę „Zabójstwo Gonzagi” wraz z dopisanym przez niego fragmentem. Wszyscy wychodzą, Hamlet wygłasza monolog. Mówi, że nie ma odwagi jawnie powstać przeciwko stryjowi i dlatego planuje wystawić sztukę przedstawiającą scenę morderstwa utożsamiającą zabójstwo jego ojca. Następnie będzie bacznie obserwował zachowanie stryja podczas przedstawienia by upewnić się czy jest on rzeczywiście bratobójcą.
AKT III
Scena I
Do króla przychodzą Rozenkranc i Gildenstern, informują go, iż owszem Hamlet przyznał się, że jest „rozstrojony” jednak nie wyjawił co jest tego powodem. Mówią również o aktorach, którzy przybyli do zamek, a na których widok książę bardzo się ucieszył. Polonius zgodnie z poleceniem Hamleta zaprasza królewską parę na wieczorne przedstawienie. Dworzanie i królowa wychodzą. Natomiast Klaudiusz i Polonius stają w ukryciu by móc podglądać zaaranżowane spotkanie Ofeli i Hamleta. Nadchodzi królewicz snujący rozważania o śmierci, wypowiada monolog zaczynający się od słynnej kwestii „Być albo nie być, o to jest pytanie”. Hamlet na widok Ofelii, rozpoczyna z nią rozmowę. Mówi, że nigdy tak naprawdę jej nie kochał. Książę wyśmiewa pozorną naiwność i łatwowierność kobiet. Każe jej iść lepiej do klasztoru lub wyjść za mąż za jakiegoś głupca. Oskarża kobiety o przebiegłość i obłudę, po czym wychodzi. Pojawiają się król i Polonius. Król stwierdza, że to nie miłość jest przyczyną dziwnego zachowania Hamleta. Zaczyna coś podejrzewać, rozważa wysłanie bratanka do Anglii jak mówi „by złemu zapobiec”. Polonius radzi by nie postępować pochopnie i najpierw nakłonić królową do szczerej, otwartej rozmowy z synem, a dopiero gdy w taki sposób nie uda się nic z niego wydobyć wysłać go do Anglii.
Scena II
Hamlet poucza aktorów w jaki sposób mają odgrywać swoje role. Każe im deklamować głosem naturalnym, wstrzemięźliwie używać gestów, jednak nie być przy tym zbyt miękkimi. Nakazuje aktorom przestrzegać tekstu, który im dał do odegrania. Wszyscy wychodzą. Hamlet i Horacjo rozmawiają w cztery oczy. Książę wyjawia mu o czym będzie sztuka, przy czym nakazuje mu bacznie obserwować Klaudiusza podczas odgrywania sceny odzwierciedlającej morderstwo byłego króla. Wchodzą zaproszeni gości. Hamlet udaje człowieka obłąkanego, siada koło Ofelii. Na scenie odgrywana jest najpierw pantomima: Wchodzi król i królowa, wymieniają między sobą czułości, gdy król kładzie się spać pośród kwiatów, królowa wychodzi. Po chwili zbliża się jakiś człowiek, zdejmuje koronę z głowy króla, a do jego ucha wlewa truciznę. Zabójca i królowa opłakują śmierć króla, a następnie zaręczają się. Po pantomimie zaczyna się prawdziwe przedstawienie. Na scenę wchodzą król aktor i królowa aktorka. Kobieta wyznaje mężowi bezgraniczną miłość i wierność. Król aktor powątpiewa w stałość i szczerość tych zapewnień. Gdy król aktor zasypia, królowa aktorka wychodzi. Międzyczasie Klaudiusz pyta Hamleta o tytuł trwającego przedstawienia, ten tłumaczy, że jest to „Łapka na myszę”. Wtem na scenie pojawia się Lucjusz, który wlewa do ucha śpiącego króla aktora truciznę, powodującą jego zgon. To wybija Klaudiusza z równowagi, zrywa się z miejsca i nerwowo opuszcza przedstawienie. Za królem podąża reszta widzów. Pozostają jedynie Hamlet i Horacjo. Wspólnie uznają, iż król zdradził się poprzez swoje zachowanie i rzeczywiście jest winny zabójstwa swojego poprzednika. Matka wzywa księcia na rozmowę. Hamlet postanawia pójść i oskarżyć ją o pośpieszne poślubienie stryja. Zgodnie z wolą ducha wie, że musi panować nad emocjami podczas spotkania z królową.
Scena III
Klaudiusz zaczyna się coraz bardziej obawiać szaleństwa Hamleta. Ostatecznie postanawia się pozbyć niewygodnego księcia i wysłać go do Anglii. Prosi Rozenkranca i Gildensterna by towarzyszyli królewiczowi w podróży. Wspólnie stwierdzają, iż Hamlet jako następca tronu w obecnym stanie byłby zagrożeniem dla całej Danii. Polonius ukrywa się w komnacie królowej, ma podsłuchać jej rozmowę z Hamletem by potem zdać relację królowi. Gdy wszyscy wychodzą, król w samotności wygłasza monolog, w którym przyznaje się do zamordowania brata. Klaudiusz z jednej strony żałuje zbrodni jednak z drugiej wie, że nie może przyznać się do jej popełnienia gdyż utraciłby koronę, władzę i żonę. Wtem wchodzi Hamlet, który najprawdopodobniej podsłuchał wyznań króla. Widząc, że Klaudiusz modli się postanawia odłożyć swój plan zemsty na później. Stwierdza, że w tej chwili śmierć króla mogła by być dla niego wybawieniem, a nie potępieniem.
Scena IV
Polonius doradza królowej by rozmawiała ostro ze swoim synem, a następnie staje w ukryciu. Wchodzi Hamlet. Jest bardzo agresywny. Gertruda przestraszona zachowaniem syna woła o pomoc. Słowa „Ratunku!, Ratunku!” wtóruje przebywający w ukryciu Polonius. Hamlet zauważając, że ktoś podsłuchuje ich rozmowę dobywa szpady i myśląc, że to król przebija nią stojącą za kotarą osobę. Gdy spostrzega, że zabił Poloniusa, zaczyna atakować swoją matkę. Oskarża ją o brak honoru oraz poślubienie zaraz po śmierci zacnego męża podłego Klaudiusza – bratobójcę. Kobieta jest przerażona, wypowiadane przez Hamleta słowa wywołują u niej wyrzuty sumienia. Nagle królewiczowi objawia się duch, Gertruda jednak nie widzi go. Dlatego też słysząc mówiącego do powietrza syna myśli, że jest on opętany. Gdy duch odchodzi Hamlet radzi matce by zamiast zastawiać się szaleństwem syna żałowała za swoje uczynki, wyspowiadała się, a następnie porzuciła Klaudiusza i poprawiła się na przyszłość. Nakazuje jej również nie mówić nikomu o tej rozmowie. Na zakończenie wyznaje, że zna powody dla których Klaudiusz chce go wysłać do Anglii. Jest rozczarowany postawą Rozenkranca i Gildensterna. Hamlet wychodzi wlokąc ciało Poloniusa.
AKT IV
Scena I
Gertruda mówi królowi o Hamlecie, który w szaleńczym porywie zaczął krzyczeć „Szczur! Szczur!”, a następnie zabił stojącego za kotarą Poloniusa. Klaudiusz obawiając się coraz bardziej poczynań Hamleta postanawia jeszcze tego wieczoru wysłać go do Anglii. Nakazuje Rozenkranca i Gildensterna odszukać księcia oraz zwłoki Poloniusa. Chce zataić zbrodnię młodzieńca.
Scena II
Rozenkranc i Gildenstern odnajdują Hamleta, ten jednak nie chce im powiedzieć gdzie ukrył zwłoki. Książę zarzuca im, że są przekupni. Mówi, że Klaudiusz darzy ich specjalnymi względami jedynie dlatego, że czerpie z tego korzyści, a gdy będą mu już nie potrzebni pozbędzie się ich. Następnie posłusznie udaje się z nimi do króla.
Scena III
Klaudiusz mówi, że nie może aresztować Hamleta gdyż ma on zbyt duże poparcie motłochu i mógłby ściągnąć uwagę na popełnione przez króla morderstwo. Wchodzą Rozenkrac i Gildenstern, którzy informują króla, iż nie udało im się dowiedzieć gdzie znajdują się zwłoki Poloniusa. Wprowadzają Hamleta. Dochodzi do nieprzyjemnej wymiany zdań, po której książę wyjawia, iż zwłoki znajdują się na schodach prowadzących do galerii. Król informuje Hamleta, że dla jego bezpieczeństwa jeszcze dziś wieczorem odpłynie okrętem do Anglii. Książę nie buntuje się przeciwko tej decyzji. Gdy wszyscy wychodzą, Klaudiusz w samotności mówi, że listownie prosi angielskiego króla by zamordowano Hamleta. Wierzy w lojalność władz Anglii, która ostatnio została pokonana przez duńskie wojska.
Scena IV
Hamlet wraz z dwoma dworzanami udaje się na okręt. Po drodze spotyka wojska Fortinbrasa przechodzące przez terytorium Danii, kierujące się na podbój marnego kawałka pograniczna Polski. Hamlet ma sobie za złe brak zapału w wypełnianiu zamierzonej zemsty. Postanawia za wszelką cenę powziąć odwet na Klaudiuszu.
Scena V
Ofelia po śmierci ojca oszalała, wypowiada zdania, które nie mają większego sensu. Horacjo przyprowadza dziewczynę do królowej. Ta zaczyna coś śpiewać. Wchodzi król. Dziewczyna dalej śpiewa. Na pożegnanie oznajmia przyjazd jej brata Laertesa i wychodzi. Król nakazuje Horacjo by miał na oku córkę Poloniusa. Klaudiusz stwierdza, że nie dobrze zrobili potajemnie grzebiąc zwłoki Poloniusa. Lud zaczyna coś szemrać, potajemnie powraca Laertes z Francji. Do zamku wdziera się tłum ludzi na czele z synem Poloniusa krzycząc „Leartes królem, naszym królem będzie!”. Zrozpaczony Leartes udaje się na rozmowę z władcą, pyta co się stało z jego ojcem, chce pomścić mordercę, podejrzewa Klaudiusza. Do komnaty powraca Ofelia, której widok potęguje uczucie żalu i wzburzenia u Leartesa. Dziewczyna ponownie śpiewa jakieś pieśni, rozdaje różne kwiat, z których każdy coś symbolizuje, wydaje się żegnać z ludźmi i światem. Król za wszelką cenę próbuje załagodzić gniew i wściekłość mężczyzny, każe mu wybrać „najmędrszych przyjaciół” by osądzili czy mówi prawdę czy też kłamie. Gdy uznają, że jest winny śmieci Poloniusa obiecuje oddać mu królestwo, koronę i życie. W przeciwnym wypadku Leartes będzie musiał się pogodzić z okrutną fortuną.
Scena VI
Horacjo otrzymuje list od Hamleta. Książę pisze, że okręt którym płynął do Anglii został zaatakowany przez korsarzy. Królewicz wykorzystując zamieszanie przeszedł na statek piratów i zmierza teraz z powrotem do Danii. Mówi również, że wysłał list do króla, każe słudze dopilnować jego doręczenie, a następnie czym prędzej przybyć po siebie.
Scena VII
Klaudiusz wyznaje Leartesowi, że zabójcą Poloniusa jest Hamlet. Dodaje on, że młodzieniec czyhał również na jego życie. Tłumaczy, że nie zgładził mordercy po pierwsze z powodu matczynej miłości królowej, a po drugie z powodu powszechnego szacunku motłochu. Posłaniec przynosi list od Hamleta. W liście książę prosi o spotkanie z Klaudiuszem, chce błagać o przebaczenie i obiecuje wyjaśnić jego nagły powrót. Król i Leartes wpadają na pomysł by podstępnie i bez żadnych podejrzeń zabić Hamleta. Chcą urządzić pojedynek, w którym Leartes – sprawny w szermierce miał by ugodzić księcia zatrutym ostrzem. Król obmyśla również wyjście awaryjne, na wypadek gdyby plan się nie powiódł. Zamierza podać Hamletowi zatrute wino. Nagle wchodzi królowa, przynosi informację o śmierci Ofelii, która wijąc wianki wpadła do rzeki i utonęła.
AKT V
Scena I
Dwaj grabarze kopią na cmentarzu grób dla zmarłej Ofelii. Jeden z nich wyraża wątpliwości czy samobójczyni może być pochowana na chrześcijańskim cmentarzu. Drugi tłumaczy, iż dziewczyna jest szlachcianką i dlatego uznano jej śmierć za nieszczęśliwy wypadek. Nadchodzą Hamlet i Horacjo. Jeden z robotników zaczyna coś śpiewać, książę jest zdziwiony tym zachowaniem. Grabarz wyciąga z ziemi rozmaite czaszki i kości, a następnie bez żadnych skrupułów wyrzuca je. Hamlet snuje rozważania nad ulotnością ludzkiego życia. Podchodzi i próbuje dowiedzieć się komu przygotowywany jest grób. Robotnik jednak przekomarza się z nim i nie daje mu odpowiedzi. Nie rozpoznając Hamleta, mówi o opiniach jakie krążą wśród ludu jakoby książę postradał zmysły z powodu śmierci ojca i musiał wyjechać do Anglii by odzyskać rozum. Nagle grabarz dobywa jakąś czaszkę, a potem tłumaczy, że należała ona do królewskiego błazna, Yorika. Hamlet znał pazia dlatego ten widok bardzo go porusza. Nagle wchodzi orszak żałobny, królewska para i Leartes. Hamlet i Horacjo staja w ukryciu. Książę widząc lamentowanie Leartesa uświadamia sobie, że to Ofelia umarła. Hamlet podchodzi do Leartesa i zarzuca mu, że jego łzy nie są szczere. Pomiędzy mężczyznami dochodzi do bójki, interweniują dworzanie by ich rozdzielić. Hamlet mówi, że dużo bardziej kochał Ofelię niż jej brat, a następnie wychodzi. Król radzi Leartesowi cierpliwość i postępowanie zgodnie z ich ustaleniami.
Scena II
Sala zamkowa. Hamlet opowiada Horacjo o powodach jego wcześniejszego powrotu do Danii. Mówi, że wykradł list, który Rozenkranc i Gildenstern mieli dostarczyć królowi angielskiemu. Z jego treści dowiedział się, że Klaudiusz wysłał go na rychłą śmierć, zlecając Anglikom jego morderstwo. Ponadto mówi, że napisał nowy list, w którym nakazał zgładzić dworzan, opieczętował go ojcowskim sygnetem i podrzucił śpiącemu Rozenrancowi. Hamlet wyznaje słudze, że musi zemścić się na Klaudiuszu, gdyż zabił mu on ojca, uwiódł matkę, a na dodatek zastawił pułapkę na jego życie.
Wchodzi Osrik, przynosi wiadomość od króla. Mówi, że Klaudiusz założył się o to, iż księciu uda się pokonać w pojedynku Leartesa. Hamlet mimo złych przeczuć przystaje na ten zakład. Posłaniec podąża poinformować króla o rychłych zawodach. Horacjo doradza Hamletowi odstąpić od pojedynku, ten jednak mówi, iż nie zważa na swoje przeczucia.
Wchodzą król, królowa, Leartes i służba. Książę prosi Leartesa o wybaczenie mu niegodziwego zachowania podczas pogrzebu Ofelii. Następnie obaj chwytają za broń i rozpoczynają pojedynek. Hamlet trąca przeciwnika dwukrotnie. Klaudiusz widząc niekorzystny przebieg pojedynku wznosi toast, oferuje królewiczowi puchar z zatrutym winem. Młodzieniec jednak nie zaważa na to i walczy dalej. W międzyczasie truciznę wypija Gertruda. Nagle Leartes rani zatrutym ostrzem Hamleta, następnie pasując się w zamieszaniu wymieniają się floretami. W ten sposób również Leartes zostaje raniony śmiertelnym ostrzem. Królowa upada, umierając mówi, że wino było zatrute. Hamlet szuka zdrajcy. Prawdę o całym spisku wyjawia mu konający Leartes. Mówi, że to wszystko sprawka króla oraz że i oni zaraz pomrą ugodzeni śmiertelnym ostrzem. Książę zabija Klaudiusza, a następnie godzi się ze swoim przeciwnikiem. Horacjo widząc całe zdarzenie również chce wypić truciznę i umrzeć. Hamlet jednak zabrania mu tego i nakazuje by w przyszłości poświadczył o wszystkim co się tutaj wydarzyło. Książę umiera.
Do Elsinor przybywa poseł z Anglii z informacją, że zgodnie wolą króla Rozenkranc i Gildenstern zostali zabici. Do miasta przybywa również Fortinbras, który jest w drodze powrotnej w wojny w Polsce. Horacjo opowiada o wydarzeniach jakie miały miejsce w Elsinor. Fortinbras w hołdzie zmarłemu Hamletowi, rozkazuje pochować go jako bohatera.
Michał Ziobro
Klaudiusz – król duński
Hamlet - syn poprzedniego, a synowiec teraźniejszego króla
Poloniusz - szambelan
Horacy - przyjaciel Hamleta
Laertes - syn Poloniusza
Dworzanie:
Woltymand
Korneliusz
Rozenkranc
Gildenstern
Ozryk
Ksiądz
Oficerowie:
Marcellus
Bernardo
Francisko - żołnierz
Rajnold - sługa Poloniusza
Rotmistrz
Poseł
Duch ojca Hamleta
Fortynbras - książę norweski
Gertruda - królowa duńska, matka Hamleta
Ofelia - córka Poloniusza
Panowie, damy, oficerowie, żołnierze, aktorowie, grabarze, majtkowie, posłowie i inne osoby.
Rzecz odbywa się Elzynorze.
Taras przed zamkiem. Francisko na warcie. Bernardo zbliża się ku niemu.
BERNARDO
FRANCISKO
BERNARDO
FRANCISKO
BERNARDO
FRANCISKO
BERNARDO
FRANCISKO
BERNARDO
FRANCISKO
BERNARDO
Horacy i Marcellus wchodzą
FRANCISKO
MARCELLUS
HORACY
FRANCISKO
MARCELLUS
FRANCISKO
Odchodzi.
MARCELLUS
BERNARDO
HORACY
BERNARDO
HORACY
BERNARDO
MARCELLUS
HORACY
BERNARDO
HORACY
BERNARDO
MARCELLUS
BERNARDO
MARCELLUS
BERNARDO
HORACY
BERNARDO
MARCELLUS
HORACY
MARCELLUS
BERNARDO
HORACY
MARCELLUS
BERNARDO
HORACY
MARCELLUS
HORACY
MARCELLUS
HORACY
MARCELLUS
HORACY
BERNARDO
HORACY
MARCELLUS
HORACY
BERNARDO
HORACY
MARCELLUS
BERNARDO
HORACY
MARCELLUS
HORACY
MARCELLUS
Wychodzą.
Sala audiencjonalna w zamku. Król, Królowa, Hamlet, Poloniusz, Laertes, Woltymand, Korneliusz, panowie i orszak.
KRÓL
KORNELIUSZ I WOLTYMAND
KRÓL
Korneliusz i Woltymand wychodzą.
LAERTES
KRÓL
POLONIUSZ
KRÓL
HAMLET
na stronie
KRÓL
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓL
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓL
Król, Królowa i wszyscy prócz Hamleta wychodzą.
HAMLET
Horacy, Bernardo i Marcellus wchodzą.
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
MARCELLUS
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
WSZYSCY TRZEJ
HAMLET
WSZYSCY TRZEJ
HAMLET
WSZYSCY TRZEJ
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
MARCELLUS i BERNARDO
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
WSZYSCY TRZEJ
HAMLET
Horacy, Marcellus, Bernardo wychodzą.
Wychodzi.
Pokój w domu Poloniusza. Laertes i Ofelia.
LAERTES
OFELIA
LAERTES
OFELIA
LAERTES
OFELIA
LAERTES
Poloniusz wchodzi.
POLONIUSZ
kładzie rękę na głowę synowi
LAERTES
POLONIUSZ
LAERTES
OFELIA
LAERTES
Wychodzi.
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
Wychodzą.
Taras zamkowy. Wchodzą Hamlet, Horacy i Marcellus.
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
MARCELLUS
HORACY
Odgłos trąb i wystrzałów za sceną.
HAMLET
HORACY
HAMLET
Duch wchodzi.
HORACY
HAMLET
HORACY
MARCELLUS
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
MARCELLUS
HAMLET
HORACY
HAMLET
Duch nie przestaje kiwać.
wyrywając się
Wstrzymywać będzie. - Idź, śpieszę za tobą.
Duch i Hamlet wychodzą.
HORACY
MARCELLUS
HORACY
MARCELLUS
HORACY
MARCELLUS
Oddalona część tarasu. Wchodzą Duch i Hamlet.
HAMLET
DUCH
HAMLET
DUCH
HAMLET
DUCH
HAMLET
DUCH
HAMLET
DUCH
HAMLET
DUCH
HAMLET
DUCH
HAMLET
DUCH
HAMLET
DUCH
Znika.
HAMLET
wyjmuje pugilares i zapisuje
HORACY
za sceną
MARCELLUS
HORACY
HAMLET
MARCELLUS
HAMLET
Horacy i Marcellus wchodzą.
HORACY
MARCELLUS
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
MARCELLUS
HAMLET
HORACY i MARCELLUS
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY i MARCELLUS
HAMLET
HORACY
MARCELLUS
HAMLET
MARCELLUS
HAMLET
DUCH
spod ziemi
HAMLET
HORACY
HAMLET
DUCH
spod ziemi
HAMLET
DUCH
spod ziemi
HAMLET
HORACY
HAMLET
DUCH
spod ziemi
HAMLET
Wychodzą.
Pokój w domu Poloniusza. Poloniusz i Rajnold.
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
POLONIUSZ
RAJNOLD
Wychodzi. Wchodzi Ofelia.
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
OFELIA
POLONIUSZ
Wychodzą.
Sala w zamku. Król, Królowa, Rozenkranc, Gildenstern i orszak.
KRÓL
KRÓLOWA
ROZENKRANC
GILDENSTERN
KRÓL
KRÓLOWA
GILDENSTERN
KRÓLOWA
Rozenkranc, Gildenstern i jeden z dworzan wychodzą. Wchodzi Poloniusz.
POLONIUSZ
KRÓL
POLONIUSZ
KRÓL
POLONIUSZ
KRÓL
Wychodzi Poloniusz.
KRÓLOWA
Poloniusz wraca, a wraz z nim wchodzą Korneliusz i Woltymand.
KRÓL
WOLTYMAND
KRÓL
Woltymand i Korneliusz wychodzą.
POLONIUSZ
KRÓLOWA
POLONIUSZ
czyta
czyta
KRÓLOWA
POLONIUSZ
czyta
KRÓL
POLONIUSZ
KRÓL
POLONIUSZ
KRÓL
KRÓLOWA
POLONIUSZ
KRÓL
POLONIUSZ
wskazuje na kark i głowę
KRÓL
POLONIUSZ
KRÓLOWA
POLONIUSZ
Wchodzi Hamlet, czytając.
KRÓLOWA
POLONIUSZ
Król i Królowa wychodzą ze swym orszakiem.
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
do siebie
głośno
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
do siebie
głośno
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
Rozenkranc i Gildenstern wchodzą.
POLONIUSZ
Wychodzi.
ROZENKRANC
do Poloniusza
GILDENSTERN
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC i GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
do Gildensterna
HAMLET
na stronie
głośno
GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
Odgłos trąb za sceną.
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
Wchodzi Poloniusz
POLONIUSZ
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
śpiewając
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
na stronie
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
Wchodzi czterech lub pięciu aktorów.
PIERWSZY AKTOR
HAMLET
POLONIUSZ
PIERWSZY AKTOR
POLONIUSZ
HAMLET
PIERWSZY AKTOR
HAMLET
POLONIUSZ
PIERWSZY AKTOR
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
Wychodzi z kilkoma aktorami.
HAMLET
PIERWSZY AKTOR
HAMLET
PIERWSZY AKTOR
HAMLET
Wychodzi Aktor.
do Rozenkranca i Gildensterna
ROZENKRANC i GILDENSTERN
Wychodzą.
HAMLET
Wychodzi.
Pokój w zamku. Król, Królowa, Poloniusz, Ofelia, Rozenkranc i Gildenstern.
KRÓL
ROZENKRANC
GILDENSTERN
KRÓLOWA
ROZENKRANC
GILDENSTERN
ROZENKRANC
KRÓLOWA
ROZENKRANC
POLONIUSZ
KRÓL
ROZENKRANC i GILDENSTERN
Wychodzą.
KRÓL
KRÓLOWA
OFELIA
Królowa wychodzi.
POLONIUSZ
KRÓL
na stronie
POLONIUSZ
Król i Poloniusz wychodzą. Hamlet wchodzi.
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
na stronie
HAMLET
OFELIA
na stronie
HAMLET
Wychodzi.
OFELIA
Wchodzą Król i Poloniusz.
KRÓL
POLONIUSZ
KRÓL
Wychodzą.
Wielka sala tamże. Wchodzi Hamlet z kilkoma aktorami.
HAMLET
PIERWSZY AKTOR
HAMLET
PIERWSZY AKTOR
HAMLET
Aktorowie wychodzą. Wchodzą Poloniusz, Rozenkranc i Gildenstern.
POLONIUSZ
HAMLET
Poloniusz wychodzi.
ROZENKRANC i GILDENSTERN
Wychodzą.
HAMLET
Horacy wchodzi.
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
Marsz. Odgłos trąb. Król, Królowa, Poloniusz, Ofelia, Rozenkranc, Gildenstern i inne osoby wchodzą.
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
do Poloniusza
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
ROZENKRANC
KRÓLOWA
HAMLET
POLONIUSZ
do Króla
HAMLET
do Ofelii
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
kładąc się u jej nóg
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
Odgłos trąb. Po czym następuje pantomima. Para królewskich małżonków w czułej komitywie schodzi na scenę. Królowa ściska króla i on ją nawzajem, klęka przed nim z wyrazem najtkliwszego przywiązania; on ją podnosi i głowę na jej piersi skłania; kładzie się potem na kwiecistej darni i zasypia. Ona, widząc go uśpionego, odchodzi. Po niejakiej chwili ukazuje się jakiś człowiek, zbliża się do śpiącego, zdejmuje mu z głowy koronę, całuje ją, wlewa potem w ucho królowi truciznę i wychodzi. Królowa powraca, znajduje króla nieżywego i bardzo rozpacza. Zabójca w towarzystwie dwóch czy trzech niemych osób wchodzi znowu i niby także lamentuje. Wynoszą trupa. Zabójca składa przed królową dary i oświadcza jej swoją miłość. Ona okazuje zrazu wstręt i niechęć, w końcu jednak podaje mu rękę. Wychodzą.
OFELIA
HAMLET
OFELIA
Wchodzi Prolog.
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
PROLOG
HAMLET
OFELIA
HAMLET
Wchodzą Król aktor i Królowa aktorka.
KRÓL AKTOR
KRÓLOWA AKTORKA
KRÓL AKTOR
KRÓLOWA AKTORKA
HAMLET
KRÓLOWA AKTORKA
KRÓL AKTOR
KRÓLOWA AKTORKA
HAMLET
do Ofelii
KRÓL AKTOR
Zasypia.
KRÓLOWA AKTORKA
Wychodzi.
HAMLET
do Królowej
"Jak ci się, pani, podoba ta sztuka?
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
Wchodzi Lucjan.
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
OFELIA
HAMLET
LUCJAN
Wlewa truciznę w ucho śpiącemu.
HAMLET
OFELIA
HAMLET
KRÓLOWA
POLONIUSZ
KRÓL
POLONIUSZ
Wszyscy wychodzą prócz Hamleta i Horacego.
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
Wchodzą Rozenkranc i Gildenstern.
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
Muzykanci wchodzą.
biorąc Gildensterna na stronę
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
Wchodzi Poloniusz.
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
POLONIUSZ
HAMLET
Wychodzą Rozenkranc, Gildenstern i Horacy.
Wychodzi.
Pokój tamże. Król, Rozenkranc i Gildenstern.
KRÓL
GILDENSTERN
ROZENKRANC
KRÓL
GILDENSTERN i ROZENKRANC
Wychodzą. Wchodzi Poloniusz.
POLONIUSZ
KRÓL
Wychodzi Poloniusz.
Klęka. Wchodzi Hamlet.
HAMLET
Wychodzi.
KRÓL
powstając
Wychodzi.
Inny pokój tamże. Królowa i Poloniusz.
POLONIUSZ
HAMLET
za sceną
KRÓLOWA
Poloniusz kryje się. Hamlet wchodzi.
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
POLONIUSZ
za obiciem
HAMLET
dobywając szpady
Zadaje pchnięcie przez obicie.
POLONIUSZ
za obiciem
Pada i umiera.
KRÓLOWA
HAMLET
Podnosi obicie i wyciąga Poloniusza.
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
do Poloniusza
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
Duch wchodzi.
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
DUCH
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
Duch wychodzi.
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
wskazując na Poloniusza
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
Wychodzi wlokąc ciało Poloniusza.
Ten sam pokój, co w końcu aktu poprzedniego. Królowa, Rozenkranc i Gildenstern, po chwili wchodzi Król.
KRÓL
KRÓLOWA
do Rozenkranca i Gildensterna
Tamci odchodzą.
KRÓL
KRÓLOWA
KRÓL
KRÓLOWA
KRÓL
Wchodzą Rozenkranc i Gildenstern.
Wychodzą Rozenkranc i Gildenstern.
Inny pokój tamże. Wchodzi Hamlet.
HAMLET
ROZENKRANC
za sceną
HAMLET
Wchodzą Rozenkranc i Gildenstern.
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
ROZENKRANC
HAMLET
GILDENSTERN
HAMLET
Wychodzą.
Inny pokój tamże. Król w towarzystwie kilku panów.
KRÓL
Wchodzi Rozenkranc.
ROZENKRANC
KRÓL
ROZENKRANC
KRÓL
ROZENKRANC
Wchodzą Hamlet i Gildenstern.
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
KRÓL
do kilku osób z orszaku
HAMLET
Wychodzi kilka osób z orszaku.
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
KRÓL
HAMLET
Wychodzi.
KRÓL
Wychodzą Rozenkranc i Gildenstern.
Wychodzi.
Równina w Danii. Wchodzi Fortynbras z wojskiem.
FORTYNBRAS
ROTMISTRZ
FORTYNBRAS
Wychodzi z wojskiem. Wchodzą Hamlet, Rozenkranc i Gildenstern.
HAMLET
ROTMISTRZ
HAMLET
ROTMISTRZ
HAMLET
ROTMISTRZ
HAMLET
ROTMISTRZ
HAMLET
ROTMISTRZ
HAMLET
ROTMISTRZ
Wychodzi.
ROZENKRANC
HAMLET
Wychodzą Rozenkranc i Gildenstern.
Wychodzi.
Elzynor. Pokój w zamku. Wchodzą Królowa i Horacy.
KRÓLOWA
HORACY
KRÓLOWA
HORACY
KRÓLOWA
Horacy wychodzi.
Horacy wprowadza Ofelię.
OFELIA
KRÓLOWA
OFELIA
śpiewa
KRÓLOWA
OFELIA
śpiewa
KRÓLOWA
OFELIA
śpiewa
Król wchodzi.
KRÓLOWA
OFELIA
śpiewa
KRÓL
OFELIA
KRÓL
OFELIA
KRÓL
OFELIA
KRÓL
OFELIA
Wychodzi.
KRÓL
Horacy wychodzi.
KRÓLOWA
Wchodzi jeden z Dworzan.
KRÓL
DWORZANIN
KRÓLOWA
KRÓL
Laertes wchodzi uzbrojony, za nim Duńczycy.
LAERTES
DUŃCZYCY
LAERTES
DUŃCZYCY
Cofają się za drzwi.
LAERTES
KRÓLOWA
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
KRÓLOWA
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
DUŃCZYCY
za sceną
LAERTES
Ofelia wchodzi, fantastycznie ubrana w kłosy i kwiaty.
OFELIA
śpiewa
LAERTES
OFELIA
LAERTES
OFELIA
do Laertesa
LAERTES
OFELIA
do Króla
do Królowej
śpiewa
LAERTES
OFELIA
śpiewa
Wychodzi.
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
Wychodzą.
Inny pokój w zamku. Horacy i jego Sługa.
HORACY
SŁUGA
HORACY
Sługa wychodzi.
Majtkowie wchodzą.
PIERWSZY MAJTEK
HORACY
PIERWSZY MAJTEK
HORACY
czyta
Wychodzą.
Inny pokój tamże. Król i Laertes.
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
Wchodzi Pokojowiec.
POKOJOWIEC
KRÓL
POKOJOWIEC
KRÓL
Wychodzi Pokojowiec, Król czyta.
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
LAERTES
KRÓL
Wchodzi Królowa.
KRÓLOWA
LAERTES
KRÓLOWA
LAERTES
KRÓLOWA
LAERTES
Wychodzi.
KRÓL
Wychodzą.
Cmentarz. Dwóch Grabarzy z rydlami itd. wchodzi na scenę.
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
PIERWSZY GRABARZ
DRUGI GRABARZ
Hamlet i Horacy ukazują się w pewnej odległości.
PIERWSZY GRABARZ
Drugi grabarz wychodzi. Pierwszy grabarz kopie i śpiewa
HAMLET
HORACY
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
śpiewa
Wyrzuca czaszkę.
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
śpiewa
Wyrzuca czaszkę.
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
śpiewa
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
względem nie czekają, aż się je w ziemię włoży), to może przeleżeć jakie osiem albo dziewięć lat.
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
podnosząc czaszkę
PIERWSZY GRABARZ
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
Odrzuca czaszkę.
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
Księża procesjonalnie wchodzą, za nimi niosą zwłoki Ofelii, tuż za zwłokami postępuje
Laertesi żałobnicy, następnie Król, Królowa i orszak.
Usuwa się z Horacym na stronę.
LAERTES
HAMLET
LAERTES
KSIĄDZ
LAERTES
KSIĄDZ
LAERTES
HAMLET
KRÓLOWA
sypiąc kwiaty
LAERTES
wskakuje w grób
HAMLET
ukazując się
Wskakuje w grób.
LAERTES
HAMLET
KRÓL
KRÓLOWA
DWORZANIE
HORACY
Dworzanie rozdzielają ich i obydwaj wychodzą z grobu.
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓL
do Laertesa
KRÓLOWA
Podobnież
HAMLET
KRÓLOWA
HAMLET
Wychodzi.
KRÓL
Horacy wychodzi. Król do Laertesa
Wszyscy wychodzą.
Sala w zamku. Hamlet i Horacy.
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
Wchodzi Ozryk
OZRYK
HAMLET
na stronie do Horacego
HORACY
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
Pokazuje mu, aby włożył kapelusz.
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HORACY
HAMLET
OZRYK
HORACY
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
HORACY
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
HAMLET
OZRYK
Wychodzi.
HAMLET
HORACY
HAMLET
Wchodzi Dworzanin.
DWORZANIN
HAMLET
DWORZANIN
HAMLET
DWORZANIN
HAMLET
Dworzanin wychodzi.
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
HORACY
HAMLET
Król, Królowa, Laertes, dworzanie i słudzy z floretami i inne osoby wchodzą na scenę.
KRÓL
Łączy rękę Laertesa z ręką Hamleta.
HAMLET
LAERTES
HAMLET
LAERTES
HAMLET
LAERTES
HAMLET
KRÓL
HAMLET
KRÓL
LAERTES
HAMLET
OZRYK
KRÓL
HAMLET
LAERTES
Składają się.
HAMLET
LAERTES
HAMLET
OZRYK
LAERTES
KRÓL
HAMLET
Składają się.
LAERTES
KRÓL
KRÓLOWA
HAMLET
KRÓL
KRÓLOWA
KRÓL
na stronie
HAMLET
KRÓLOWA
LAERTES
do Króla
KRÓL
LAERTES
na stronie
HAMLET
LAERTES
Składają się.
OZRYK
LAERTES
Laertes rani Hamleta; po czym w zapale przemieniają florety i Hamlet rani Laertesa.
KRÓL
HAMLET
Królowa pada
OZRYK
HORACY
OZRYK
LAERTES
HAMLET
KRÓL
KRÓLOWA
Umiera.
HAMLET
Laertes pada.
LAERTES
HAMLET
Przebija Króla.
OZRYK i inni
KRÓL
HAMLET
Król umiera.
LAERTES
Umiera.
HAMLET
HORACY
HAMLET
Marsz w odległości i wystrzały.
OZRYK
HAMLET
Umiera.
HORACY
Marsz za sceną
Fortynbras i posłowie angielscy z orszakiem swoim wchodzą.
FORTYNBRAS
HORACY
FORTYNBRAS
PIERWSZY POSEŁ
HORACY
FORTYNBRAS
HORACY
FORTYNBRAS
Marsz pogrzebowy. Wychodzą unosząc zwłoki, po czym huk dział słyszeć się daje.
Streszczenie Szczegółowe
Powieść rozpoczyna się cytatem zaczerpniętym z książki Dostojewskiego pt. „Zapiski z martwego domu: „Tu otwierał się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny; tu panowały inne, odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zakątek zamierzam tutaj opisać”. Herling-Grudziński dedykuje swoje dzieło „Krystynie”.
|
![]()
Gustaw Herling-Grudziński
Inny Świat
|
Powieść rozpoczyna się cytatem zaczerpniętym z książki Dostojewskiego pt. „Zapiski z martwego domu: „Tu otwierał się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny; tu panowały inne, odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zakątek zamierzam tutaj opisać”. Herling-Grudziński dedykuje swoje dzieło „Krystynie”.
CZĘŚĆ PIERWSZA
1. Witebsk - Leningrad – Wołogda.
Lato w Witebsku dobiegało końca. Narrator opisuje, w jaki sposób więźniowie spędzali czas, a także to, jak wyglądały ich wspólne posiłki. Otóż, kiedy dyżurny danego dnia uderzał trzy razy butem w drzwi, oznaczało to, iż zbliża się czas kolacji i że należy się na dobre obudzić po drzemce. Podobnie działo się rano, kiedy następowała pobudka – uderzanie w drzwi także było sygnałem tego, iż należy się przygotować na rozpoczęcie nowego dnia. Życie więźniów było wyjątkowo jednostajne – „od posiłku do posiłku”, przerywane rozmowami pomiędzy sobą, jak również drzemką. Jako posiłek podawano chleb oraz wywar z ziela, który nakładano do glinianych misek.
Pewnego dnia ktoś oznajmił, iż Paryż został zajęty przez Niemców, zaś pod koniec października wywołano 50 więźniów, w tym Gustawa (głównego bohatera, jak również narratora powieści), aby odczytać im akty oskarżenia i wyroki w ich sprawie. Sam Gustaw wybrał się tam z dość dużym spokojem, ponieważ wyrok usłyszał już wtedy, kiedy przebywał w więzieniu w Grodnie – tam uznano, iż jest „Polakiem na usługach niemieckiego wywiadu”, a oskarżenie to oparto na rzekomych dwóch kluczowych dowodach – pierwszy człon nazwiska bohatera miał wskazywać na bycie marszałkiem niemieckiego lotnictwa, zaś wysokie buty z cholewami, które otrzymał od swojej siostry – iż jest on „majorem wojsk polskich”. Podsumowując wszystkie te „dowody” rzekomego przestępstwa, napisano, iż bohater „zamierzał przekroczyć granicę sowiecko-litewską, aby prowadzić walkę ze Związkiem Sowieckim” i tym samym skazano go na pięć lat pobytu w obozach rosyjskich.
Po tym skierowano go do celi, w której przebywali Rosjanie, przeważnie ci bardzo młodociani – 14- czy 16-letni. Ci – jak mówi narrator – nie przebywali w obozach pracy, natomiast było ich bardzo wielu w więzieniach. Zanim do nich trafiali, prowadzili hulaszcze życie – kradli i przemieszczali się z miejsca na miejsce, jeżdżąc na gapę. Przestępcy ci (zwani „biezprizorni”) nie byli traktowani przez władze poważnie, w gruncie rzeczy zaś stanowili „najgroźniejszą mafię półlegalną w Rosji”, oni sami swój pobyt w więzieniu uważali jako kolejną z przygód, co więcej – formę odpoczynku od hulaszczego życia, kiedy to nie musieli martwić się już o jedzenie i o podstawowe warunki sanitarne, bo te im zapewniano.
W celi tej Gustaw czuł się wyjątkowo nieswojo, dlatego jedynym człowiekiem, z którym postanowił nawiązać kontakt, był pewien Żyd, który okupował miejsce pod oknem, gdzie oddawał się czynności żucia skórek od chleba. Okazało się, że z zawodu był on szewcem w Witebsku, a skazany został za to, że nie chciał zelować butów przy użyciu skrawków skóry. Z jego opowieści nie wynikało jednak, by zbytnio martwił się tym, co go spotkało – o wiele bardziej trapiło go to, co dzieje się z jego synem, którego zdążył wykształcić na kapitana lotnictwa, zdołał schować jego zdjęcie w swojej marynarce. Była to najcenniejsza rzecz, jaką przy sobie posiadał. Mężczyzna wierzył w to, że dzięki interwencji swego syna on sam zostanie zwolniony z odsiadywania wyroku. Fakt, iż posiadał fotografię, został wykryty przez jednego z młodych chłopców, który przekazał tę wiadomość strażnikowi – ten zlecił zaś rewizję, w wyniku której odebrano Żydowi fotografię, tłumacząc to tym, że „jako szkodnik sowieckiego rzemiosła nie ma prawa przechowywać w celi zdjęcia oficera Armii Czerwonej”.
W listopadzie 1940 roku Gustaw udał się na tzw. etap, czyli na miejsce, gdzie więźniowie zostali podzieleni na różne grupy i wysłani do różnych obozów, do „Pieriesyłki”. Działo się to w Leningradzie, gdzie – jak dowiedział się bohater – przebywało w tym czasie około 40 tysięcy więźniów.
Przypadkowo Gustaw trafił do tej części więzienia, w której przebywali „pełnoprawni obywatele Związku Radzieckiego”, którzy skazani zostali za drobne wykroczenia, tj. kradzieże, spóźnienia do pracy itd., a kara, jaką otrzymali, nie przekraczała osiemnastu miesięcy. Warunki mieszkania w tej części więzienia wyglądały zupełnie inaczej niż w tej przeznaczonej dla więźniów określanych mianem politycznych – można tam było czytać gazety i książki, spać na ładnie pościelonych łóżkach, dobrze zarabiać za wykonywaną pracę, przyjmować kogoś z rodziny dwa razy w ciągu tygodnia oraz dostawać odpowiednie racje żywnościowe. Gustaw był wstrząśnięty widokiem ścian, na których widniały podobizny Stalina. Swoją część „Pieriesyłki” więźniowie nazywali „Pałacem Zimowym”.
W innej części więzienia, tj. dla więźniów „politycznych”, najważniejszą rolę pełnił „urka”, którego pozycja była tym wyższa, im więcej czasu spędził on w odizolowaniu, ile popełnił morderstw, ile ukradł, słowem – im więcej grzechów, tym większy autorytet wśród pozostałych „pospolitych” więźniów. Zaraz po dowódcy warty był najważniejszą osobą w obozie, sam mógł często decydować o tym, kto będzie wykonywał jaką pracę w brygadzie robotniczej.
Gustaw znalazł się w celi nr 37, chociaż jego nazwiska nie było na liście. Tam zapoznał się z pułkownikiem artylerii Szkłowskim, którego przodkowie byli zesłańcami po powstaniu styczniowym w 1863 roku (którego skazano za nienależyte wychowanie żołnierzy, oczywiście pod względem politycznym) oraz z pułkownikiem Iwanowiczem, który był niegdyś pracownikiem wywiadu i zaczął rozmawiać z Gustawem na temat uczestników kampanii wrześniowej, a także pozostałych więźniów umieszczonych w tej samej celi. Otóż, wymieniając „winy” wszystkich towarzyszy, okazało się, że zostali oni uznani za szpiegów już w 1937 roku, zaś przed śmiercią uchronił ich wybuch II wojny światowej.
Po jakimś czasie Gustaw oraz pułkownik Szkłowski zostali wyczytani na etap i zostali umieszczeni w jednym przedziale z trzema „urkami”, którzy umilali sobie czas, grając w karty – niedługo potem okazało się, że przedmiotem gry były zawsze cudze rzeczy (przykład: jedną z takich rzeczy był płaszcz Szkłowskiego, który jeden z „urków” kazał sobie oddać w ramach przegranej, karą za przegranie była bowiem konieczność odebrania jakiejś rzeczy obcej osobie).
Kiedy pociąg zatrzymał się w Wołogdzie, jako jedyny z przedziału opuścił go tylko Gustaw (uprzednio pożegnawszy się ze Szkłowskim), gdzie w więzieniu spędził jedną noc, a następnego dnia pojechał dalej, do Jercewa koło Archangielska.
2. Nocne łowy.
W Jercewie Gustaw poznał historię obozu, otóż wybudowało go ok. 600 więźniów w 1937 roku w temperaturze minus 40 stopni. Wielu z budowniczych zmarło podczas pracy, jednak ci, którzy przeżyli, a byli wśród nich przede wszystkim Finowie, Bałtowie i Rosjanie, otrzymali szczególne względy, tj. większe racje żywnościowe, jako że w 1940 roku „Jercewo było już dużym centrum kargopolskiego ośrodka przemysłu drzewnego z własną bazą żywieniową, z własnym tartakiem, z dwiema bocznicami kolejowymi i z własnym miasteczkiem za zoną dla administracji i straży osobowej”, mieścił już wówczas ok. 30 tysięcy więźniów.
Stąd właśnie wzięła się tradycja „proizwołu”. Pod nazwą „proizwoł” kryły się nocne rządy więźniów aż do świtu, którą sprawowali „urkowie”, którzy mieli tę przewagę, że żaden ze strażników nie był w stanie w niczym im przeszkodzić podczas licznych przestępstw, w tym tzw. nocnych łowów na kobiety, szczególnie te „świeżo” co przybyłe do obozu.
Po przybyciu do tegoż obozu, Gustaw dostał gorączki, więc za namową dyżurnego Dimki wybrał się do „łazarietu”, skąd dostał skierowanie do szpitala na całe dwa tygodnie, gdzie spędził cudowny czas, leżąc w czystym łóżku. W swoim pokoju miał chorych na „pyłagrę”, którzy po wypisaniu ze szpitala zawsze trafiali do baraku dla niepracujących, który powszechnie nazywano Trupiarnią.
Gustaw, ponownie posłuchawszy dyżurnego Dimki, po powrocie do swojego baraku (gdzie otrzymał jeszcze trzy dni zwolnienia), postanowił wkupić się w łaski „urka” stojącego na czele brygady tragarzy, więc sprzedał mu swoje oficerskie buty, które były wysokie i z pewnością przydatne do pracy w tychże trudnych warunkach. I tym oto sposobem Gustaw znalazł się pośród grupy tragarzy, którzy mieli co prawda nieokreślony czas pracy w ciągu dnia (co było znacznym minusem), ale posiadali najlepszą możliwość zdobycia jakiegoś pożywienia (co było plusem tak znacznym, że przyćmiło to jakiekolwiek wady tego systemu pracy).
W brygadzie tej rządziło ośmiu „urków”, spośród których najważniejszy był Ukrainiec Kowal. Pewnej nocy obudził on swoich „przybocznych” i wspólnie wybrali się na tzw. nocne łowy, za swoją ofiarę obierając młodą dziewczynę kręcącą się w okolicy szpitala (gdzie obok znajdował się barak kobiecy). Razem obalili ją na ławkę, gdzie dokonali na niej gwałtu. Później, nakryci przez strażnika, zawlekli ją do latryny, skąd po kolei zaczęli wychodzić dopiero po godzinie, jako ostatni wyszedł Kowal, który odprowadził dziewczynę (Marusię) do jej baraku. Następnego wieczora przyszła ona do nich sama i zaczęła całować Kowala, została na całą noc i odtąd robiła to za każdym razem. Pozostali więźniowie zintegrowali się z dziewczyną, jednak w brygadzie zaczęły się tworzyć grupki niechętne Kowalowi, które przyglądały się temu, jak coraz gorzej wykonuje swoją pracę. Ponadto którejś nocy jeden z „urków” zaczął zaczepiać Marusię, za co został przez nią opluty. Kowal stanął w jej obronie, jednak kiedy on sam zobaczył, że wszyscy są przeciw niemu, nakazał dziewczynie zdjąć ubranie i oddać się jego towarzyszom. Kiedy zrobiła to bez szemrania, po 3 dniach od tego wydarzenia na własną prośbę opuściła obóz, a „urkowie” z brygady Gustawa na nowo zbratali się i zapanował między nimi na nowo pokój.
3. Praca.
Dzień po dniu.
Każdy dzień zaczynał się o wpół do szóstej, kiedy codziennie każdy inny więzień był odpowiedzialny za wymarsz brygady do pracy. Wszystkie dni były jednakowe, i jak wspomina narrator – „rozdmuchiwanie nadziei” miało w sobie straszliwe niebezpieczeństwo zawodu”. Jednym z towarzyszy Gustawa był kolejarz Ponomarenko, który wielokrotnie rozmyślał o zakończeniu jego 10-letniej kary, lecz gdy nadszedł ten moment, otrzymał wiadomość, iż została ona przedłużona. Po tym mężczyzna rychło dostał ataku serca i zmarł.
Szczęście posiadali ci, którzy posiadali zwolnienia lekarskie – oni mogli wstać nieco później. Pozostali musieli zebrać się do pracy, tworząc z rozmaitych strzępków odzieży i opon samochodowych ubiór stosowny do warunków panujących na dworze, jak również adekwatny do jedenastogodzinnej pracy. Z tego też względu wielu więźniów postanowiło w ogóle nie zdejmować swoich ubrań na noc, byle ich ubranie nie uległo pęknięciu czy ostatecznemu rozpruciu. Z drugiej zaś strony liczono na to, że dzięki odmrożeniom na ciele otrzyma się zwolnienie od lekarza.
Jeśli chodzi o posiłki, to obowiązywały trzy kolejki – stachanowców, którzy wyrabiali dziennie 125% normy, wobec czego zasługiwali na łyżkę gęstej kaszy i drobną porcję ryby. W drugiej ustawiali się ci, których wydajność pracy oscylowała w granicach 100%, ci mogli dostać to samo, tyle że bez ryby. Z ostatniego kotła posiłki otrzymywali ci, którzy nie mogli pracować oraz ci, którzy nie wyrabiali 100% normy. Najwięcej jedzenia dostawali specjaliści i technicy. Tym samym Gustaw prędko poczynił spostrzeżenie, że chociażby niewiele zwiększając racje żywnościowe, np. pod postacią dodatkowej łyżki zupy, bardzo szybko podnoszono wydajność więźniów, którzy w zamian za lepsze jedzenie potrafili zrobić dosłownie wszystko, nawet za cenę pracy ponad swoje siły.
Ten sposób pracy, tj. obliczanie normy danej brygady sprawiał, że nie było mowy o jakiejkolwiek solidarności wśród towarzyszy, a oznaczało to, że każdy nad każdym czuwał i często drastycznymi metodami wymuszał osiągnięcie danego wyniku. Najgorzej pod tym względem mieli ci, którzy pracowali przy wyrąbie lasów, dokąd codziennie musieli iść po 5-7 kilometrów, często w niekompletnym ubraniu i obuwiu, o chłodzie i głodzie, ponadto będąc niewyspanymi po krótkim śnie na bardzo niewygodnych pryczach. Na popołudniowy posiłek mogli liczyć tylko i wyłącznie stachanowcy, co również nie napawało nadzieją na lepszy dzień niż poprzedni. Pozostali dostawali chleb, i to tylko dopiero po powrocie z pracy, a jego racje były oczywiście „proporcjonalnie” dzielone między trzy wspomniane już wyżej kolejki.
Ważną funkcję pełnił „dziesiętnik”, który obliczał normę danej brygady. „Normą przy obliczaniu normy” były liczne przekupstwa i inne oszustwa, ponieważ bez tego niemożliwością byłoby nieraz osiągnięcie nawet i 100%, a co dopiero przekroczenie tego. Najwięcej możliwości oszustwa i wyrobienia najwyższej normy miała grupa tragarzy, jednak ci nierzadko pracowali nawet po dwadzieścia godzin w ciągu doby. Kiedy każda brygada wracała do obozu, wszyscy byli przeszukiwani, a jeśli przy kimkolwiek zostałby znaleziony przedmiot nienależący do niego, odpowiedzialnością była obarczana cała brygada, którą karano staniem nago na śniegu przez kilka godzin.
System pracy nakazywał władzom obozu prowadzić rejestr zarobków danego więźnia, i tak oto Gustaw dowiedział się, że w ciągu pół roku swej pracy zarobił tyle rubli, że ledwie pokryły one koszty jego pobytu w obozie.
4. Ochłap.
W 1941 roku zimą doszło do śmierci jednego z więźniów, Gorcewa, o którym mówiono, że należał on niegdyś do NKWD, a to dlatego, że jednego razu, po kłótni z paroma więźniami z Uzbekistanu, wykrzyczał, że swego czasu takich jak oni zabijał „jak idzie”. Od tego czasu w obozie szykowano lincz na Gorcewa. Sytuacja zaogniła się, kiedy jednego razu jeden z przejezdnych więźniów rozpoznał go i wypowiedział na głos wszystkie jego grzechy – jak to wpychał ludziom igły za paznokcie czy łamał palce, torturował. Na te słowa doszło do bójki, jednak pozostali więźniowie, świadkowie zajścia, zbuntowali się przeciwko Gorcewowi i go mocno pobili tak, że uznano, że „długo już nie pociągnie”. Przydzielono go do brygady pracującej w lesie, przyznano mu jedzenie z trzeciego kotła, nie dopuszczano go do odpoczynku. Mężczyzna skruszał, zaczął płakać, wszyscy przyglądali się temu, jak podupada na zdrowiu i pluje krwią. Razu jednego zemdlał. Załadowano go na sanie, po czym woziwoda miał zawieźć mężczyznę do zony. Po drodze jednak spadł z sań i w tym stanie pozostawiono go na powolną śmierć.
5. Zabójca Stalina.
Któregoś razu Gustaw poznał w obozie człowieka, który „wygrał zakład, ale przegrał życie”, otóż w więzieniu siedział już 7 lat i za to, że niegdyś założył się ze swoim przyjacielem, że jednym strzałem wyceluje w obraz z podobizną Stalina. Po jakimś czasie doszło między nimi do scysji, w wyniku czego ów przyjaciel doniósł na niego, po czym NKWD przyszło na oględziny obrazu, co poskutkowało aresztowaniem. Mężczyzna trafił do brygady tragarzy, lecz długo musiał o to zabiegać. Sprawował się dobrze, lecz wieczorami zaczął robić uniki, aż pewnego razu spadł na zaśnieżone tory. Okazało się, że cierpi na tzw. kurzą ślepotę, co oznaczało, że jego wzrok znacznie pogarszał się, gdy na dworze było ciemno. Choroba ta była na tyle popularna w obozie, że nikt się nią specjalnie nie przejmował. Mężczyzna musiał zmienić brygadę i poszedł do leśnej. W wyniku pracy w tychże trudnych warunkach zaczął podupadać na zdrowiu, aż w końcu zmarł parę miesięcy po tym. Przed śmiercią jednak bohater zobaczył go – przypominał żebraka, szaleńca – sam powiedział mu, iż jest zabójcą Stalina.
6. Drei Kameraden.
Po całym dniu, kiedy bohater był pewien, że nie otrzyma wraz z towarzyszami wezwania na bazę, udawał się do małego baraku o nazwie „pieriesylny”. Udawało mu się tam spotkać więźniów, którzy czekali na przeniesienie do kolejnych obozów. Jecerewo było miejscem, z którego więźniów przerzucano do innych obozów o znacznie gorszych warunkach. W tym małym baraku dowiedzieć można było się dowiedzieć o życiu w innych obozach, wymienić informacje, porozmawiać z drugim człowiekiem. Bardzo często dochodziło tu do handlu. W tej bazie tranzytowej można było ponarzekać na swój los, spotkać nowych ludzi. W roku 1940 do obozów i więzień napływali mieszkańcy wschodniej Europy: Ukraińcy, Białorusini, Żydzi, Polacy. W późniejszych latach dołączyli do nich Finowie i krasnoarmiejcy. Krótko po wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej w baraku tranzytowym można było spotkać licznych Niemców. Odróżniało ich od grupy pozostałych więźniów zachowanie oraz przyzwoity ubiór. W 1941 Gustaw miał przyjemność poznać w „pieriesylnym” trzech Niemców: studenta Stefana oraz dwóch mechaników samochodowych – Hansa i Otta. Wszyscy trzej byli członkami niemieckiej partii komunistycznej.
Po słynnym pożarze Reichstagu partia wydelegowała ich za granicę. Mechanicy poznali się w fabryce maszyn w Charkowie w 1936 roku. Stefan w tym czasie ubiegał się o przyjęcie na studia w Kijowie. Rok przed Wielką Czystką Hans ożenił się z Ukrainką. Wielka Czystka dosięgnęła całą trójkę. Postawiono im zarzut szpiegostwa i wszczęto w tej sprawie śledztwo, które trwało blisko rok. W 1939 wszystkich niemieckich komunistów umieszczono w jednym skrzydle moskiewskiego więzienia. Tu Hans i Otto poznali Stefana i zaopiekowali się nim. W pierwszej połowie września, więźniowie dowiedzieli się o pakcie sowiecko-niemieckim. Zaczęli protest głodowy, żądając rozmowy z ambasadorem. Przed końcem głodówki delegacja niemieckich komunistów spotkała się z schulenburdzkim wysłannikiem. Postawili tylko jedno żądanie – nie będą osądzeni za komunizm i nielegalną ucieczkę z kraju. Negocjacje rosyjsko-niemieckie trwające kilka miesięcy zapewniły więźniom liczne przywileje. Rosjanie ostatecznie wyrazili zgodę na uwolnienie byłych komunistów niemieckich. Zastrzegli jednak, że zatrzymają kilkudziesięciu więźniów w Rosji. W grupie zatrzymanych znaleźli się Otto, Stefan i Hans. Na początku roku 1940 usłyszeli wyrok 10 lat, a w lutym wysłano ich do Jercewa. Gustaw rozpoczął z nimi dyskusję dotyczącą porównania obozów koncentracyjnych i obozów pracy w Rosji. Jedynie student wykazywał chęć rozmowy, jednak został skarcony przez jednego z mechaników. Następnego ranka Niemcy poszli do Niandomy.
7. Ręka w ogniu.
Rosyjski system pracy przymusowej zakładał obok gospodarczego wyeksploatowania całkowite przeobrażenie więzionego człowieka. Dążąc do całkowitej destrukcji osobowości przesłuchiwanego więźnia podczas przesłuchań stosowano liczne tortury. Człowiek budzony był w środku nocy, oślepiany. Aby wydobyć od niego podpis czy zeznanie udawano się także od takich metod jak drażnienie widokiem kawy czy papierosów:
„Człowiek budzonyco nocy - na przestrzeni długich miesięcy, a czasem nawet i lat - pozbawiony w czasie śledztwa prawa załatwiania najelementarniejszych potrzeb fizjologicznych, trzymany godzinami na twardym krześle, oślepiony skierowaną prosto w oczy żarówką, kłuty podstępnymi pytaniami i niesamowitym crescendo urojonych zarzutów, drażniony sadystycznie widokiem papierosów i gorącej kawy na stole - gotów jest podpisać wszystko. Nie o to jednak chodzi. Więźnia można uważać za „spreparowanego” do ostatecznego zabiegu dopiero wtedy, gdy widać już wyraźnie, jak jego osobowość rozpada się na drobne części składowe: pomiędzy skojarzeniami powstają luki, myśli i uczucia obluzowują się w swych pierwotnych łożyskach i klekocą jak w zepsutej maszynie, pasy transmisyjne łączące teraźniejszość z przeszłością obsuwają się z kół napędowych i opadają na dno świadomości, wszystkie dźwignie i przekładnie intelektu i woli zacinają się, strzałki w zegarach pomiarowych skaczą jak oszalałe od zera do maksimum i z powrotem. Maszyna kręci się dalej na zwiększonych obrotach, ale nie pracuje już tak jak dawniej - wszystko, co wydawało się oskarżonemu przed chwilą absurdem, staje się rzeczą prawdopodobną, choć ciągle jeszcze nieprawdziwą, uczucia zmieniają barwę, napięcie woli znika”.
Więźniowie sami podpisywali akty oskarżenia. Zwykle nie byli w stanie wtedy myśleć racjonalnie, ich osobowość była rozbita na tysiące kawałków. Więźniowie zaczynali wtedy nawet wierzyć w to, co wcześniej wydawało się dla nich absurdem. Kiedy więzień był w stanie takiego emocjonalnego rozbicia, sędzia śledczy przedstawiał mu ostateczny dowód potwierdzający oskarżenie. Był to ostateczny, decydujący atak z jego strony. Przesłuchiwany stwierdzał wówczas, że jest winny i do tej pory źle postępował. Bardzo często w okresie między zakończeniem śledztwa a wydaniem wyroku więzień dochodził do siebie i uświadamiał sobie swoją niewinność. Miał wiele czasu do rozmyślań, zamknięty w więzieniu śledczym. Obowiązywał go zakaz rozmów z pozostałymi więźniami. Po wydaniu wyroku następował wyjazd do obozu.
W obozie liczyły się dla niego dwie rzeczy: praca i litość dla współwięźniów, świadcząca o tym, że nadal jest człowiekiem i potrafi odczuwać. Obóz jednak zmieniał ludzi. Na początku dzielili się oni kromką chleba, pomagali chorym i tym cierpiącym w „trupiarni”. Po kilku tygodniach pobytu w obozie człowiek najpierw troszczył się o swoje życie i swój żołądek, a dopiero później o innych. W tej chwili więzień wyzbywał się człowieczeństwa i proces rozpoczęty podczas pierwszych przesłuchań można było uznać za zakończony. Teraz rozpoczynała się eksploatacja taniej siły roboczej.
Michaił Aleksiejewicz Kostylew został przydzielony do grupy Gustawa. Był on nowym, więźniem, który przybył z Mostowicy. Był komunistą, studiował w Akademii Morskiej. Tu zapoznał się z klasykami marksizmu, działał w partii. Pragnął walczyć o wolność Europejczyków z Zachodu, uważał siebie za misjonarza. Na drugim roku studiów przypadkiem wpadły mu w ręce książki zachodnio-europejskich autorów, głównie francuzów. Malowały one przed nim obrazy idealnych miejsc, do których chciał dotrzeć. Zaniedbał przyjaciół, studia i partię. Powieści francuskie ukazały mu znaczenie słowa wolność. Był przekonany, że rodzina, znajomi, partia ukrywali przed nim „całą prawdę”. W 1937 został aresztowany. Nic nie dawały śledczym tortury fizyczne, zatem podjęli się tortur psychicznych. Kostylew wymyślił nazwiska i fakty przyznając się do abstrakcyjnej winy. Dalsze tortury psychiczne zmusiły młodego studenta do podpisania dokumentu świadczącego o tym, że chciał on obalić Związek Sowiecki przy pomocy obcych mocarstw. Kartą przetargową było zeznanie jednego ze studentów, z którym kiedyś podczas kłótni Kostylew wykrzyknął, że należy wyzwolić Zachód od życia. Oszołomiony podpisał oskarżenie. Na początku 1939 został skazany na dziesięć lat obozu. Ponieważ był inżynierem otrzymywał lekkie prace. Po złożeniu na niego donosu został przeniesiony do brygady leśnej. Znienawidził współwięźniów. Zaczął czytać książkę, która uchroniła go przed całkowitym upadkiem. Czytając ją zrozumiał, że został oszukany. W 1941 został przeniesiony do brygady tragarzy. W tym miejscu poznaje Gustawa, cierpiącego w owym czasie na bezsenność. Gustaw poznał tajemnicę Kostylewa, który codziennie wsuwał rękę do pieca, by być zwolnionym z pracy i móc w spokoju czytać książkę w baraku. Na początku maja miała odwiedzić go matka. Misza nie chodził na bazę. Na początku kwietnia dostał on przydział na wyjazd na Kołymę. Do tego obozu wybierano wyłącznie więźniów w wysokoprocentową utratą zdrowia. Gustaw udał się do naczelnika obozu z propozycją wyjazdu zamiast Miszy, jednak naczelnik nie wyraził na to zgody. Misza z rozpaczą stwierdził że nie spotka się z matką. Oblał się wrzątkiem i konał w męczarniach. Matka nie została poinformowana o śmierci syna i na początku maja stojąc na wartowni odbierała rzeczy syna.
8. Dom Swidanij.
Dom Swidanij był miejscem, w którym możliwe były odwiedziny krewnych. Takie odwiedziny trwały ok. trzech dni i było dozwolone raz w roku. Aby uzyskać zgodę na wizytę rodziny więzień musiał starać się nawet kilka lat, wyrabiać 100% normy i mieć nienaganną przeszłość polityczną. Ponadto musiał podpisać deklarację zobowiązując się do milczenia na temat życia w obozie. Podobną deklarację podpisywała rodzina. Przed spotkaniem z krewnymi więźniowie dostawali nowe ubrania, mógł skorzystać z łaźni oraz fryzjera. Każda wizyta była ważnym wydarzeniem, jednak cudzoziemcy nie potrafili czerpać radości ze szczęścia współwięźniów. Dom Swidanji zbudowany był z sosnowych desek, w oknach wisiały firanki. Na czas widzenia każdy więzień otrzymywał własny pokój z czystym łóżkiem.
9. Zmartwychwstanie
Miejscem szczególnym w obozie był szpital. Każdy więzień marzył, by trafić tam choć na parę dni. Chwila odpoczynku, czyste łóżko przywracały więźniom poczucie normalności i godność. Szpital mieścił się w baraku obok Domu Swidanij. W salach panowała czystość, na korytarzach czekali chorzy więźniowie. Kierownikiem szpitala był lekarz z Jercewa, podlegało mu trzech lekarzy obozowych – Loevenstein, Zabielski i Tatiana Pawłowna. Lekarze obozowi sami byli więźniami, dlatego bardzo przestrzegali przepisów, z obawy przed zarządcami obozu. Pozycja lekarzy wiązała się z licznymi przywilejami. Lekarze mieli dostęp do kuchni oraz apteczki. Często po zakończonym wyroku otrzymywali propozycję podjęcia pracy w obozie. Leczenie polegało na podawaniu leków przeciwgorączkowych i odpoczynku. Każdy pacjent otrzymywał kartkę do łaźni, czystą bieliznę, „trzeci kocioł”, surówkę oraz porcję białego chleba.
Więźniowie starali się na wszelkie sposoby trafić do szpitala. Początkowo uciekali się do samookaleczeń, jednak władze obozu zaczęły traktować to jako sabotaż i dodawały do wyroku kolejne dziesięć lat:
„Ludziom prostym życie w obozie przychodziło nieco łatwiej, uważali je bowiem za ostateczne dno swej niełatwej i przedtem egzystencji i z pewną pokorą w sercach czekali na nagrodę za cierpliwość w cierpieniu. Ludzie inteligentni jednak, obdarzeni żywszą wyobraźnią, bogatsi w doświadczenia, byli na ogół zawsze bardziej niecierpliwi i jeśli nie potrafili się uzbroić w odrobinę bodaj cynizmu, oddawali się na pastwę wspomnień ze związanymi rękami i nogami. Jest rzeczą niezmiernie charakterystyczną, że „kułacy” i recydywiści pospolici raczej niechętnie szli do szpitala, przekładając nadeń parę dni zwolnienia w baraku - jak gdyby powstrzymywała ich przed tym krokiem nieświadoma obawa, że raz ujrzawszy coś, co mogło przypominać wolność, nie potrafią już nigdy więcej wrócić do niewoli. Ale szpital był prawdziwą ucieczką dla wszystkich, którzy wbrew podszeptom instynktu nie chcieli zapomnieć. Witali chorobę z radością, a wracając ze szpitala do baraków, twarze mieli ściągnięte i skurczone bólem; jak ludzie, których oderwano siłą od szczeliny w murze sięgającej w przeszłość, a poprzez przeszłość w zwodniczą nadzieję przyszłości”.
Pewnego dnia Gustaw wyszedł na 35 stopniowy mróz, by trafić do szpitala. Otrzymał dwa tygodnie zwolnienia. Leżał między Niemcem S i Rosjaninem Michaiłem Stiepanowiczem W. Przez pierwsze dni nie utrzymywali kontaktów, delektowali się ciszą i spokojem. Po kilku dniach siły powróciły do Gustawa i nawiązał bliższą znajomość z towarzyszami szpitalnymi.
Lekarz w Jercewie, Jegorow, był człowiekiem nieprzekupnym. Związał się z jedną z sióstr – Jewgieniją Fiodorowną. Z początku pracowała ona w lesie, jednak gdy była u kresu sił Jegorow zabrał ją do pracy w ambulatorium. Odczuwała ona wyrzuty sumienia z powodu związku z wolnym człowiekiem. Gustaw zdawał sobie sprawę, że ich uczucie nie przetrwa. Jak się później okazało Jewgienija związała się z innym więźniem – Jarosławem R. W kobiecie obudziły się żywe, prawdziwe uczucia. Michaił Stiepanowicz określił tę zmianę w jej zachowaniu jako zmartwychwstanie. Lekarz próbował walczyć o swój związek wysyłając Jarosława R do obozów peczorskich. Dzień przed wyjazdem Jewgienija sama zgłosiła się do niego o podobne przeniesienie. Jewgienija zmarła przy porodzie, wydając na świat dziecko Jarosława R.
10. Wychodnoj dień.
Wychodnoj dien był w obozie dniem wolnym od pracy. Z początku przypadał raz na dekadę, jednak gdy władze obozowe zauważyły, że zmniejsza się plan produkcyjny obozu. Zdecydowano więc, że wychodnoj dien będzie ogłaszany wówczas, gdy obóz przekroczy górną granicę produkcji na kwartał. O wolnym dniu więźniowie dowiadywali się dzień wcześniej od brygadierów. W tym dniu w obozie rozbrzmiewały dźwięki muzyki i śpiewy. Było to przygotowanie do dnia, który naznaczono rozrywkami i drobnymi przyjemnościami. Więźniowie okazywali sobie życzliwość, rozmawiali do późnej nocy. Pobudka była późniejsza, a po śniadaniu odbywała się rewizja, po której więźniowie zmuszeni byli uporządkowywać swoje baraki.
Każdy obozowicz spędzał dzień wolny w swój własny sposób. Gustaw spotykał się z innymi więźniami i prowadził ożywione konwersacje. Później odwiedzał baraki, w których zamieszkiwali jego znajomi. Zwykle o tej porze więźniowie zajęci byli pisaniem listów do krewnych. Tego dnia Gustaw odwiedził starego Kozaka – Pamfiłowa. Pod wieczór więźniowie wracali do swoich baraków, w których toczyły się zacięte dyskusje oraz wysłuchiwano opowieści współtowarzyszy. Przez kilka kolejnych dni świątecznych więźniowie z baraku, w którym mieszkał Gustaw słuchali opowieści Fina, Rusto Karinena o jego nieudanej próbie ucieczki z obozu. Dochodzi on do wniosku, że więźniowie są przykuci i związani z obozem, dlatego nie można od niego uciec.
CZĘŚĆ DRUGA
11. Głód.
W najgorszej sytuacji w obozie znajdowały się kobiety. W obozie cierpiało się na dwa rodzaje głodu – fizyczny i seksualny. Stare prawo obozu mówiło, że jeśli kobietę złamie się głodem fizycznym to zaspokaja się obie potrzeby jednocześnie. Życie w obozie pokazuje, że nie ma takiej rzeczy, której człowiek nie zrobiłby z głodu i bólu. Kobiety oddawały się za kawałek chleba. Często też zachodziły w ciążę, ponieważ gwarantowała ona wolne od pracy na trzy miesiące przed i pół roku po porodzie.
Pewnego dnia do obozu trafiła młoda Polka, która była dumna i nie dopuszczała do siebie żadnych mężczyzn. Gustaw założył się z inżynierem Polenko, że kobieta nie ugnie się. W kilka tygodni później przegrał zakład. Najdłużej opór stawiała śpiewaczka z moskiewskiej opery Tania, ale i ona z czasem ustąpiła.
To jakie żniwo zbierał głód można było zauważyć tylko w łaźniach, do których więźniowie mieli dostęp tylko raz na trzy tygodnie. W łaźni Gustaw poznał profesora Borysa Lazarowicza N, który później przedstawił mu swoją małżonkę – Olgę. W niedługim czasie Borys trafił do „trupiarni”, a Olga do brygady na bazie żywnościowej. Profesor przymierał głodem, został odesłany do innego obozu. Gustaw wraz z Olgą przemycali do obozu ciasto. Jeden z współwięźniów aby uchronić się przed śmiercią głodową zabił psa.
12. Krzyki nocne.
Baraki były oświetlone całą noc. Po skończonej pracy więźniowie mieli kilka chwil wytchnienia. Spędzali je głównie na pryczach, ale także naśladując życie na wolności. Największą zmorą dla więźniów była myśl o śmierci. W wieczór po przyjeździe do obozu Gustaw zauważył starca siedzącego przy piecu. Jego oczy były pozbawione wyrazu, puste, nieme, martwe. Należące do kogoś, kto nie potrafił zakończyć swojego życia. Jak się później okazało mężczyzna pochodził z Czeczenii. Na wolności zajmował się rolnictwem, jednak kolektywizacja pozbawiła go jego gospodarstwa. Aresztowano go, ponieważ nie chciał oddać worka pszenicy i zabił dwa barany. Po tygodniach morderczych przesłuchań i tortur został skazany na piętnaście lat. Mówił, że co dzień modli się o śmierć. Był jedynym więźniem, który nie krzyczał przez sen.
Więźniowie leżąc na pryczach popadali w obłęd związany z myślami o śmierci. Śmierć w obozie była anonimowa. Nie znano miejsca pochówku zmarłych więźniów, nie wiedziano czy po śmierci władze obozu wypełniają jakieś dokumenty, czy rodzina dowiaduje się o śmierci bliskiej osoby. Przekonanie, że ich śmierć pozostanie anonimowa najbardziej przerażało więźniów. Bardzo często współwięźniowie zobowiązywali się wzajemnie do tego, że ten który przeżyje obóz powiadomi rodziny o dacie śmierci oraz przybliżonym miejscu pochówku:
„W każdym razie w warunkach życia i pracy, jakie dane były więźniom w obozie, najskromniejsza nawet dyscyplina wypoczynku wymagała ogromnych wysiłków woli lub takich pokus, które byłyby silniejsze od śmiertelnego zmęczenia po jedenastogodzinnej pracy o głodzie. Dla większości więźniów powrót do zony i tak bardzo przez cały dzień upragnione spoczęcie na pryczy były złudną i samobójczą formą wzmocnienia organizmu”.
Każdego wieczoru około godziny dwudziestej drugiej rozmowy więźniów ustawały. Obóz powoli pogrążał się we śnie. Koło północy nad obozem rozbrzmiewały jęki śpiących. Czasem ciszę w środku nocy zagłuszał krzyk.
13. Zapiski z martwego domu.
W obozie od czasu do czasu organizowane były pokazy filmowe lub przedstawienia obozowe. Odbywały się one w baraku „chudożestwiennoj samodiejatielnosti”, który mieścił się w pobliżu kuchni. Owym barakiem zajmował się Kawecze, który również czuwał nad biblioteką. Funkcję tę pełnił obecnie Kunin, który zamieszkiwał za zoną. Miał on również pomocnika, którym był dawny więzień Paweł Iljicz.
Kawecze próbował zorganizować dla więźniów kursy dokształcające, jednak jego pomysły nie były przyjmowane z wielkim entuzjazmem:
„Cała działalność „kawecze” sprowadzała się do wypożyczania książek z biblioteki obozowej i do urządzania przedstawień w baraku „chudożestwiennoj samodiejatielnosti”. Kunin nie czytał prawdopodobnie w życiu ani jednej książki, ale znał zasady ich wydawania w obozie. Pierwsze pytanie, jakie otrzymywał więzień w wypożyczalni obozowej, brzmiało: „Jaki paragraf?” Polityczni mogli ubiegać się o dzieła Stalina i literaturę propagandową tylko po uprzedniej rozmowie z Kuninem; przestępcy pospolici natomiast mieli dostęp do wydawnictw politycznych bez ograniczeń. Ta procedura dogadzała więc w rezultacie większości zainteresowanych - pospolici bardzo rzadko odczuwali potrzebę przeczytania czegokolwiek poza obwieszczeniami na „czerwonej tablicy”, a polityczni mieli zrozumiałą awersję do studiowania teorii, którym zawdzięczali swoje uwięzienie”.
Poparcie więźniów zyskiwał organizując przedstawienia. W takim dniu, skazańcy byli dla siebie wyjątkowo uprzejmi i życzliwi. Zjawiali się w baraku z minami odświętnymi. Emisję filmów amerykańskich zawsze poprzedzała kilkuminutowa migawka sowiecka, utrzymana w tonie propagandowym. Film, którego pokaz był teraz organizowany nosił tytuł „Wielki walc”. Więźniowie wzruszyli się widząc życie ludzi wolnych. Zastanawiali się, czy kiedykolwiek wyjdą z obozu i zaznają wolności tak jak bohaterowie filmu. Gustaw siedział w towarzystwie Natalii Lwownej, która pracowała w biurze rachmistrzów. Po zakończeniu seansu więźniowie dziękowali Kuninowi. Natalia płakała. W rozmowie z Gustawem stwierdziła, że nie może się opanować widząc, że za murami obozu nic się nie zmienia. Dała mu książkę Dostojewskiego „Zapiski z martwego domu”. W ciągu następnych dwóch miesięcy Gustaw przeczytał ją. Czuł się tak, jakby przeżył olśnienie. Im bardziej wczytywał się w kartki książki, tym bardziej myślał o samobójstwie. Stanowiłoby ono samowyzwolnie. Natalia odbierając książkę wyznaje, że dzięki niej zrozumiała, że jest panią swojego życia i sama decyduje o rodzaju i czasie swojej śmierci.
Kolejne przedstawienie było ogłoszone wcześniej. Wieczorami trwały próby i przygotowania do tego wydarzenia. Miał być to koncert z udziałem Tani – śpiewaczki operowej. Gustaw poszedł w towarzystwie Olgi i Natalii. Gustaw tak zasłuchał się w koncert skrzypcowy Zelika Lejmana, że nie zauważył kiedy Natalia opuściła barak. Kilka tygodni później w obozie rozeszła się wieść, że Natalia próbowała targnąć się na swoje życie. Jej sąsiadka z pryczy we właściwym czasie zaalarmowała wartowników i przeniesiono kobietę do szpitala. Spędziła w nim dwa miesiące. Dostała inny przydział w pracy i jej znajomość z Gustawem zakończyła się.
14. Na tyłach otieczestwiennoj wojny.
Partia szachów.
Po wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej w życiu Gustawa zaszły pewne zmiany. Pod koniec czerwca wraz z innymi cudzoziemcami i rosyjskimi więźniami politycznymi został przeniesiony do pracy przy porębach leśnych. Władze obozowe drżały na samą myśl o wojnie. Więźniowie między sobą mówili o niej mało, ale wyczekiwali nadejścia wojsk hitlerowskich. Nastąpiły zmiany administracyjne w obozie. Ze stanowisk usunięto wszystkich „politycznych”. Ich miejsca zajęli wolni ludzie. Niemcy zostali przydzieleni do brygad leśnych. Obóz zawiesił zwalnianie więźniów. Podwojono także wyroki skazanym za szpiegostwo na rzecz Niemiec. Po miesiącu od wybuchu wojny nic się nie działo.
Po podpisaniu paktu Sikorski-Majski sytuacja Polaków w obozie drastycznie się zmieniła. Byli uważani za sojuszników i ludzi walczących w imię wolności. Nastąpiła amnestia, po której Rosjanie i cudzoziemcy odsunęli się od nich. Uważano ich za przyszłych prześladowców w więzieniach i obozach sowieckich. W grudniu 1941 podczas przemówienia Stalin powiedział, że ofensywa niemiecka została zatrzymana w okolicach Moskwy i Leningradu. Skazańcy nie byli tym pocieszeni.
Na początku lata 1941 w obozie wydarzył się wypadek. W Jercewie znajdował się barak techniczny. Pracujący tu więźniowie wykonywali zawody, którymi trudnili się także na wolności. Posiadali liczne przywileje, jednakże otrzymali je kosztem donosicielstwa. Gustaw miał w tym baraku wielu znajomych. Pewnej letniej nocy Gustaw, Weltmann, Loevenstein i Mironow rozgrywali partię szachów. Ormianin Machapetianow leżał na swojej pryczy. W środku nocy z głośnika radiowego odbierano wiadomości z frontu. W tym samym czasie w drzwiach baraku stanął pijany technik i uważnie wysłuchał relacji. Po zakończeniu wiadomości wykrzyknął, że ciekawi go, ile rosyjskich samolotów zostało zestrzelonych przez Niemców. Zapanowała cisza, po czym Zyskind wyszedł z baraku. Po piętnastu minutach dwóch oficerów z oddziału trzeciego wyprowadziło pijanego mężczyznę i Machapetina, w celu potwierdzenia słów technika. Po niedługim czasie Zyskind wrócił do pomieszczenia i położył się na swojej pryczy. Słychać było wystrzał. Gustaw spojrzał na twarz donosiciela, który tłumaczył, że odbył się trybunał wojenny. Gustaw poddał partię szachów. Loevenstein stwierdził w rozmowie z Zyskindem, że on jeden ma szansę stanąć w szeregach obrońców ojczyzny.
15. Sianokosy.
Sianokosy są okresem najmilej wspominanym przez Gustawa. Praca odbywała się daleko za obozem. Droga była w prawdzie długa i ciężka, ale praca nie była trudna. Na czele brygady Gustawa stanął stary cieśla – Iganow. Pracował on razem z innymi więźniami i nie korzystał ze swoich przywilejów. Polacy wychodzili na wolność po amnestii. Gustaw nawiązał przyjaźń z Sadowskim, starym bolszewikiem.
Gdy sianokosy dobiegły końca, brygadę wysłano na ścinkę drzew. Ich zadaniem było piłowanie i ładowanie klocków. Gustaw nie miał się w tym czasie najlepiej, był to dla niego najbardziej morderczy okres. Na gwałtowną zmianę pracy organizm zareagował cyngą i kurzą ślepotą. Bardzo często opadał z sił. Jego partner – Sadowski – popadł w obłęd głodowy. Do zmartwień Gustawa dołączyła świadomość tego, że nie został objęty amnestią. Każdego dnia prowadził rozmowy z Polakami idącymi z innych łagpunktów na wolność. Przetrwał ten okres jedynie dzięki Machaperianowi.
W listopadowy wieczór Gustawa zaczepił pewien więzień przed barakiem. Okazało się, że posiada on informacje na temat przyszłości Gustawa. Ponieważ Gustaw rozpowiadał o zwycięstwie Rosjan, donosiciele w rozmowie ze Struminą stwierdzili, że nie powinno się go zwalniać. Należy natomiast przenieść go do Moskwy jako szpiega. Gustaw dowiedział się, że donosicielem był Machapetian.
16. Męka za wiarę.
Pod koniec listopada 1941 Gustaw przestał się łudzić, że amnestia obejmie również jego. Wiedział, że jego ciało jest zbyt słabe by przetrwać do wiosny, dlatego postanowił ogłosić głodówkę protestacyjną. Z dwustu polskich więźniów w obozie Jercewie pozostało zaledwie sześć osób:
„Z blisko dwustu Polaków pozostało nas w samym Jercewie sześć osób. Codziennie przechodziły przez centralę dziesiątki więźniów z Mostowicy, Ostrownoje, Kruglicy, Niandomy i obu Aleksiejewek. Obóz wyludnił się w tragiczny dla nas sposób. Wydawało się, że jeśli nie umrzemy szybko, podzielimy los „starych Polaków” z Ukrainy, których od kraju rodzinnego oderwała rewolucja roku 1917 i którzy do czasu „amnestii” z roku 1941 uważali się za Rosjan. I rozumieliśmy teraz lepiej ich gorycz, gdy się dowiedzieli, że układ polsko-sowiecki uważa ich również za Rosjan”.
Głodówka ta była aktem desperacji. Gustaw był w ostatnim stadium cyngi, jego organizm był mocno osłabiony. Długoletni więźniowie byli pewni, że pozostało mu najwyżej pół roku życia. W obozie taki rodzaj protestu traktowano jak sabotaż. Groziło to śmiercią lub kolejnym wyrokiem. Współwięźniowie odradzali mu tego działania, lecz Gustaw nie słuchał ich, pragnął przypomnieć o sobie. Postanowił do swojego pomysłu nakłonić pozostałych Polaków. Twierdzili oni jednak, że takie działania mogą jedynie pogorszyć sytuację. Ostatniego dnia listopada zrozpaczony Gustaw był pewien, że strajk rozpocznie samotnie. W ten wieczór ostatni raz udał się do baraku Polaków apelując do nich i argumentując swoje postanowienie. Stwierdził, że Machapetian donosił na niego, i równie dobrze mógł donosić na wszystkich innych. Ponadto stwierdził, że komuniści niemieccy ogłosili w więzieniu głodówkę i prawie wszyscy zostali puszczeni wolno. Polacy po tej rozmowie zgodzili się przyłączyć do protestu. Jedynie inżynier M. został wyłączony z akcji, gdyż ze względu na stan zdrowia został wyznaczony do zaniesienia informacji o buncie na wolność. Jego samego wieczoru Polacy solidarnie zanieśli swoje porcje żywnościowe do biura Samsonowa. W tym okresie w postępowaniu Gustawa dało się odczuć zmiany. Z początku odczuwał on wyrzuty sumienia, z powodu tego, że wyjdzie na wolność w imię obrony tego, co stało się przyczyną aresztowań. Zaczął odczuwać nienawiść do współtowarzyszy, stał się podejrzliwy, opryskliwy i milczący.
Każdy Polak, który rozpoczął głodówkę pragnął wyjść na wolność, kosztem innych. Gdy Gustaw wrócił do baraku inni więźniowie przestali rozmawiać i odsunęli się od niego. Wieść o działaniach Polaków rozeszła się lotem błyskawicy i wywołała falę lęków. Tej nocy Gustaw nie mógł zasnąć. Zasnął dopiero nad ranem. Ze snu wyrwało go gwałtowne szarpnięcie Zyskinda, który zabrał go ze sobą. Po drodze Zyskind zbierał pozostałych głodujących Polaków. Zaprowadził ich do biura naczelnika obozu – Samsonowa. Przyjmował ich kolejno na przesłuchanie. Na pytania odpowiadali zgodnie, żądając zwolnienia z obozu na mocy amnestii. Po przesłuchaniu protestujący zostali zaprowadzeni do izolatora. Pierwszy głód Gustaw odczuł dopiero wieczorem. Następnego ranka uczucie głodu zastąpiła pustka i samotność. Wymienił kilka uwag z współwięźniami z sąsiednich cel. Dowiedział się że w celi obok siedzą trzy siostry zakonne. Zyskind przyniósł porcję chleba, robił to codziennie.
Wieczorem do celi Gustawa przyprowadzono drugiego człowieka. Zaczął on łapczywie jeść swój posiłek. Gustaw poczuł osłabienie, jednak nie ugiął się. Więzień spędził w celi pięć dni. Polak nie zamienił z nim nawet jednego słowa. Z każdym dniem głodówki ciało Gustawa było coraz bardziej słabe. Prawie cały czas leżał bez ruchu na pryczy. Czwartego dnia głodówki w drzwiach celi stanął oficer NKWD. Na zadane przez niego pytanie dotyczące przerwania głodówki Gustaw odpowiedział przecząco. Po jakimś czasie usłyszał od T, że pani Z zemdlała. Zabrano ją do szpitala. Wieczorem zjawił się Zyskind. Gustaw otrzymał od niego kartkę z wiadomością od B. Mówiła ona, że pozostała trójka głodujących jest w szpitalu. Radził również żeby zaprzestali protestów. Następnego ranka Gustaw obudził się z uczuciem duszności. Ciało było opuchnięte. Gorbatow przekazał mu informację, że wyprowadzono zakonnice z sąsiedniej celi. W nocy słychać było trzy wystrzały. Kolejnego dnia odwiedził go Loevestein. On również radził przerwać głodówkę, Gustaw jednak był nieugięty. W nocy w reakcji na ból serca ogarnął go strach. Przeraził się i zaczął walić w celę T. Myślał, że towarzysz nie żyje. Wspólnie podjęli decyzję o nie przerywaniu protestu. Ósmego dnia Zyskind wyprowadził Gustawa i T na wartownię. Tam podpisali tekst depeszy od ambasadora Rzeczypospolitej w Kujbyszewie. Zostali odprowadzeni do szpitala. Dzięki zastrzykom z mleka podanym przez dr Zabieleskiego, wbrew zaleceniom, obaj Polacy przeżyli.
17. Trupiarnia.
Była ostatnim etapem życia w obozie. Trafiali tu więźniowie niezdolni do pracy, starzy, chorzy. Teoretycznie istniała szansa przywrócenia więźnia do zdrowia przez regenerację organizmu. Pierwotnym założeniem trupiarni było przywracanie wykończonych fizycznie skazańców do stanu który umożliwiał im powrót do pracy. W praktyce barak ten stanowił miejsce, w którym mieszkali więźniowie czekający już tylko na śmierć. W trupiarni następowała kolejna selekcja. Dzielono więźniów na tych, którzy mają jeszcze szansę powrotu do brygady, oraz tych których czeka już tylko śmierć. Ci ostatni nie otrzymywali dodatku żywnościowego. Gustaw po głodówce przebywał w szpitalu pięć dni. Po tym okresie został skierowany do trupiarni. Cieszył się na myśl, że będzie mógł w spokoju, bezczynnie leżeć na pryczy czekając na zwolnienie z obozu.
W trupiarni powitały go liczne spojrzenia. Po wejściu do baraku zaczął szukać Dimki. Siedział on na pryczy w rogu pomieszczenia. Tuż obok swoją pryczę miał inżynier M. dzięki któremu głodówka Polaków została łagodnie potraktowana przez władze obozu. W środku dnia pojawił się Sadowski. Cierpiał on na obłęd głodowy. Każdego ranka i każdego wieczoru wystawał pod kuchnią i żebrał o jedzenie. Wyjadał resztki zlewek z kotłów.
Sama Trupiarnia była zamieszkiwana przez około sto pięćdziesiąt osób. Utrzymywana była w czystości i porządku. Panowała tam cisza. Skazańcy rozmawiali szeptem. Nie ukrywali oni swojej zazdrości o jedzenie i nienawiści do współwięźniów.
W miarę upływu czasu Gustaw przystosował się do specyficznych praw panujących w trupiarni. Pewnej nocy słyszał jak pewien nauczyciel z Nowosybirska opowiada o kobietach umierającym skazańcom. Innym razem Gustaw pomagał w kuchni. Miał możliwość najedzenia się do syta. W oknie kuchni dostrzegł twarze żebrzących o resztki Dimki i Sadowskiego. Popatrzył na nich z niechęcią i odrazą, choć sam parę dni wcześniej robił dokładnie to samo. Mimo tych specyficznych zasad panujących w Trupiarni, sprzyjała ona tworzeniu się przyjaźni. Dopiero tu Gustaw usłyszał historię życia Dimki.
W czasach rewolucji Dimka sprawował funkcję popa. Kilka lat później zrezygnował z posługi i stał się kancelistą. W 1930 roku wziął ślub i wyjechał na południe Rosji. Został ojcem dwójki dzieci. W roku 1936 cała jego rodzina została aresztowana. Sam Dimka został oskarżony o zbrodnię popostwa. Żona i dwójka dzieci zostali zesłani do Azji Środkowej. Dimka dostał skazany i przeniesiony do obozu. Tu odrąbał sobie nogę, by trafić do szpitala. W tym momencie definitywnie stracił wiarę w Boga.
Zupełnie innym człowiekiem okazał się być M. Współwięźniowie żywili do niego sprzeczne uczucia: nienawidzili go i szanowali jednocześnie. Zawsze kierował się trzema sprawami: Bogiem, Polską i żoną. Postępował z godnością, nie narzekał. Przed aresztowaniem sprawował funkcję urzędnika w ministerstwie rolnictwa. Pierwotnie skazano go na śmierć, jednak później wyrok zmieniono na dziesięć lat więdnienia. Od pierwszej chwili po aresztowaniu próbował skontaktować się z żoną, która została zesłana w głąb Rosji.
Ostatnie nadzieje na wolność zabił przymus podpisania krótkiego oświadczenia, które Polacy otrzymali przed Bożym Narodzeniem. Gustaw uświadomił sobie, że będzie zmuszony zadomowić się w Trupiarni. Nadszedł czas świąt. W obozach przebiegały one w sposób zakonspirowany, w wielkiej tajemnicy i nieoficjalnie. Wieczorem do baraku przybyli pozostali Polacy. Łamali się przechowywanym specjalnie na tę okazję chlebem. Pani Z ofiarowała każdemu z nich chusteczkę. Wigilijna kolacja, do której chwilę później zasiedli, składała się z kawałka chleba i kubka wrzątku. Płakali z tęsknoty za ojczyzną. Oficer B. opowiedział historię swojego aresztowania i śledztwa.
18. Opowiadanie B.
Gustaw wspomina:
„Ledwie usnąłem, poczułem, że ktoś mnie budzi inaczej niż w czasie codziennego «podjomu». Obok mojej pryczy stał zastępca Samsonowa i kazał mi się szybko ubierać. Nie pozwolił mi się jednak dokładnie ubrać, obiecując, że zaraz wrócę do baraku. Wszyscy jeszcze spali i obóz zalegała cisza. W kancelarii NKWD czekała na mnie Strumina w asyście dwóch uzbrojonych żołnierzy. Byłem ciągle jeszcze zaspany, ale otrzeźwił mnie podsunięty do podpisu akt oskarżenia, z którego wynikało, że jestem aresztowany za powtórną zdradę Związku Sowieckiego. Mimo nacisku nie podpisałem. Strumina kazała mnie dwóm żołnierzom odprowadzić do centralnego izolatora. Nie pozwolono mi zabrać z baraku pozostałych części ubrania, obiecując dostarczyć mi je do więzienia”.
22 czerwca po wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej B. nie mógł zasnąć. Nad ranem został obudzony przez zastępcę Samsonowa. Zabrał go o kancelarii NKWD, gdzie czekała na niego Strumina. Towarzyszyło jej dwóch żołnierzy. Podsunięto mu do podpisania akt oskarżenia. Wynikało z niego, że B. zostaje oskarżony o kolejną zdradę Związku Sowieckiego. Oficer mimo silnych nacisków, nie podpisał dokumentu. Wyprowadzono go do centralnego izolatora. Po krótkim czasie do celi wprowadzono kilku więźniów z Jercewa. Snuli oni przypuszczenia, że zostaną rozstrzelani. Do celi trafiło w sumie dwudziestu dwóch więźniów. Zostali oni przywiezieni z innych łagpunktów. Rozpoczęto śledztwa. Ciągnęły się one wiele dni. Podczas przesłuchań katowano i bito więźniów. Zwykle odbywały się one w nocy. Skazańcy wracali nad ranem pobici, roztrzęsieni. Byli zmuszani do składania fikcyjnych zeznań, oraz podpisywania gotowych protokołów. Przesłuchanie B. również odbyło się w nocy. Został on przewieziony do siedziby NKWD. Oficer przeglądał dokumenty dotyczące poprzedniego śledztwa. Po przeprowadzaniu przesłuchania, B. otrzymał do podpisania gotowy dokument. Został on w nim oskarżony o bycie urzędnikiem w burżuazyjno-kapitalistycznej Polsce. Dokument zawierał także zarzut zdrady Związku Radzieckiego poprzez opowiadanie współwięźniom o życiu na Zachodzie. Odmowa podpisania aktu skończyła się pobiciem. Zaprowadzono go na wartownię pilnując by nie zasnął. Po kilku godzinach doszło do kolejnego przesłuchania. Trwało ono do rana. Po upływie dwóch tygodni B. został ponownie wezwany do podpisania protokołu. Ponownie odmówił złożenia podpisu.
Kilka dni później rozpoczęły się rozprawy sądowe. Osoby posiadające wyrok zostały przeniesione do innej celi. B. został sam. Pewnej nocy więźniowie, którzy byli skazani na śmierć, zostali zabrani z sąsiedniej celi i rozstrzelani. Po upływie kilku tygodni B. został zabrany w nocy do Sali sądowej. Przedstawiono przed nim, że na mocy umowy rządu polskiego z rządem sowieckim nie będzie sądzony. W pierwszych dniach września został przewieziony do Drugiej Aleksiejewki. Skierowano go tu do zony izolacyjnej. Po upływie dwóch tygodni uzyskał przeniesienie do wolnej zony. Wybrał barak który zamieszkiwali tylko Polacy i w nim zamieszkał. Pewnego dnia Polacy zbuntowali się i odmówili wyjścia do pracy. Żądali zwolnienia z obozu na mocy amnestii. Soroka wysłał wszystkich więźniów do Kruglicy. Jedynie B. trafił do Jercewa. Wracał tu jak do domu.
Ciało Gustawa ponownie zaczęło odmawiać mu posłuszeństwa w styczniu. Puchło, było obolałe. Całe dnie spędzał na pryczy wspominając czasy, kiedy był wolnym człowiekiem i żył w Polsce. Często zapadał w sen na jawie i budził się z płaczem wspominając obraz rodziny.
Życie w Trupiarni toczyło się swoim własnym powolnym rytmem. Rytm ten burzony był jedynie przez nieoczekiwane wydarzenia. Pewnego wieczoru stary „kołchoźnik” rzucił się w ogień wykrzykując nadejście Chrystusa. Innym razem Sadowski wykrzykiwał jakieś nazwiska skazując wyimaginowanych ludzi na rozstrzelanie. Były to ostatnie dni pobytu Gustawa w Trupiarni.
19. Ural 1942.
19 stycznia 1942 roku podoficer Trzeciego Oddziału przypomniał sobie o Gustawie. Następnego dnia rano został on wypuszczony z obozu. Pożegnał się z Dimką i panią Olgą. Ruszył po dokumenty do Drugiego Oddziału. Wraz z dokumentami dostał spis miejscowości w których może przebywać. Po wyjściu z obozu udał się na dworzec kolejowy. Tu w oczekiwaniu na pociąg do Wołogdy spędził pierwszą noc na wolności. Gustaw postanowił przyłączyć się do wojsk polskich. Mógł dotrzeć jedynie do Uralu. Po dotarciu na dworzec w Wołogdzie spotkał wielu więźniów objętych amnestią. W tym mieście spędził kilka dni, co rano byli więźniowie wyganiani byli na żebry. Gustaw dostawał jedzenie od staruszki. Pewnego dnia Gustaw trafił do Ludowego Komisariatu Wojny. Kapitan nie chciał udzielić mu informacji dotyczących miejsca tworzenia armii polskiej.
Kolejnym przystankiem na jego drodze okazało się małe miasteczko Buj. Zawiadowca na stacyjce kolejowej zaproponował mu wyładowanie wagonu w zamian za kilogram chleba i talerz zupy. Gustaw zażądał miejsca w pociągu do Swierdłowska. Jeszcze tej samej nocy siedział na korytarzu, zmierzając w wybranym przez siebie kierunku. Po pewnym czasie nieznajoma kobieta zaprosiła go do swojego wagonu. Ukrywała go w przedziale i dzieliła się jedzeniem do końca przejazdu.
30 stycznia Gustaw dojechał do Swierdłowska. Zakupił notes i ołówek. Zapisywał w nim swoje obserwacje. Wraz z kilkoma Polakami zamieszkał na dworcu. Niestety nikt tu nie słyszał o armii polskiej. Później udał się na poszukiwanie rodziny Krugłowów. Byli to krewni jednego ze znajomych więźniów poznanych w łagpunkcie Ostrownoje. Córka generała przyjęła go bardzo ciepło oferując kolację. Gustaw był wzruszony takim traktowaniem. Krugłowa odmówiła mu noclegu tłumacząc się działaniami NKWD skierowanymi w stronę jej rodziny. Młodzieniec wrócił więc na dworzec. Kolejnego dnia pobytu poznał młodą Gruzinkę. Nazajutrz na dworcu swierdłowskim pojawił się oficer polski. Przekazał on informacje dotyczące najbliższej misji wojskowej armii polskiej. Mieściła się ona w Czelabiuńsku. Stacjonowali oni w hotelu „Ural”. Byli wśród nich znajomi Gustawa z obozu. Kapitan obiecał zorganizować dla Polaków dokumentu ułatwiające podróż do Kazachstanu.
W pierwszych dniach lutego pociąg zabrał ich do Czelabińska. 9 marca dotarli do Ługowojów. 12 marca dziesiąty pułk artylerii lekkiej przyjął w swoje szeregi Gustawa. Kapitan K, któremu Gustaw pomagał w więzieniu witebskim, był pierwszą osobą spotkaną w nowym miasteczku. Dywizja, złożona z najpóźniej uwolnionych więźniów została przeniesiona z Rosji do Persji. Dopiero 2 kwietnia Gustaw znalazł się poza Rosją, krajem w którym „można zwątpić w człowieka i sens walki o to, aby mu było lepiej na ziemi.”
20. Epilog. Upadek Paryża.
O upadku stolicy Francji więźniowie dowiedzieli się w Witebsku. Informację tę przyniósł więzień, którego wepchnięto do ich celi w czerwcu 1940 roku. Z powodu nieufności i świadomości istnienia szpiegów w pomieszczeniu zapanowało milczenie. Nieznajomy kilkakrotnie wyszeptał tę wiadomość, po czym rozpłakał się. Więźniowie zrozumieli, że nie ma na co czekać. Gustaw zawarł z nowym więźniem bliższą znajomość.
W czerwcu 1945 spotkali się ponownie. Tym razem w Rzymie. Polak zajmował się wtedy redakcją pisma wojskowego. Dopiero teraz Gustaw poznał dalsze losy więźnia. Z Witebska został on odesłany do obozu nad Peczorą. Ponieważ był Żydem z pochodzenia – ominęła go amnestia. W 1942 został przydzielony do brygady budowlanej. Przedterminowo zwolniono go dwa lata później. Został wtedy wcielony do Armii Czerwonej. W bitwie pod Budapesztem ucierpiał i został odesłany do jednostki polskiej. Z nią dotarł do Warszawy. Z Polski uciekł do Włoch. Ze smutkiem stwierdził, że po powrocie do Polski nie spotkał i nie znalazł nikogo bliskiego i znajomego. Szukał również ludzi, którzy przeżyli sowieckie więzienia, tortury, przesłuchania. Liczył tylko na jedno słowo – rozumiem. Wyznał, że w czasie życia w obozie został zmuszony do złożenia donosu. Dotyczył on czterech Niemców, którzy byli przydzieleni do jego brygady. Zmuszony był wybierać między powrotem do ciężkiej i wyczerpującej pracy w lesie, a życiem niewinnych ludzi. Egoistycznie wybrał własne dobro.
Gustaw wysłuchał go w spokoju i milczeniu. Powróciły do niego wspomnienia związane z życiem w obozie. Nie mógł wymówić oczekiwanego przez rozmówcę słowa. Mężczyzna opuścił pokój hotelowy. Gustaw oglądał, jak znajomy z Witebska niknie w tłumie wolnych ludzi:
„Wstałem z łóżka i nie patrząc mu w oczy, podszedłem do okna. Odwrócony plecami do pokoju, słyszałem, jak wychodzi i przymyka ostrożnie drzwi. Pchnąłem żaluzje. Na Piazza Colonna chłodny powiew popołudnia wyprostował przechodniów jak przyduszony posuchą do ziemi łan żyta. Pijani żołnierze amerykańscy i angielscy szli trotuarami, roztrącając Włochów, zaczepiając dziewczęta, szukając cienia pod parasolami wystaw sklepowych. Pod kolumnadą narożnego domu wrzała czarna giełda. Rzymscy „lazzaroni”, mali oberwańcy wojenni, nurkowali między nogami ogromnych Murzynów w mundurach amerykańskich. Miesiąc temu skończyła się wojna. Rzym był wolny, Bruksela była wolna, Oslo było wolne, Paryż był wolny. PARYŻ, PARYŻ. Wyszedł z drzwi hotelu, jak ptak z przetrąconym skrzydłem przefrunął przez jezdnię i nie oglądając się za siebie, zniknął w kotłującym się tłumie”.
Ideologia Makiawelizmu
Utwór Konrada Wallenroda poprzedzony jest mottem: "Dovate adungue sapere, come sono due generazoni da combattere... bisogna essere volpe e leone."
Miejsce Akcji
Stolica Zakonu Krzyżackiego, Marienburg (obecnie Malbork)...
Opis Postaci, Charakterystyka
Konrada Wallenroda poznajemy jako silnego, dojrzałego mężczyznę, który właśnie zostaje obrany wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego.
Streszczenie Szczegółowe
Mickiewicz poprzedza utwór krótką przedmową w której wyjaśnia losy europy środkowo wschodniej okresu średniowiecza – głównie XIV i XV wieku.
Walenrodyzm
Wallenrodyzm jest to postawa, która nawiązuje do zachowania jakie przyjął tytułowy bohater utworu Adama Mickiewicza "Konrad Wallenrod".
|
![]()
Adam Mickiewicz
Konrad Wallenrod
|
Bohater Bajroniczny - cechują go:
Twórczości Georga Byron i bohatera bajronicznego wywarły silny wpływ na wiele innych dzieł powstających w romantyzmie.
Utwór Konrada Wallenroda poprzedzony jest mottem: "Dovate adungue sapere, come sono due generazoni da combattere... bisogna essere volpe e leone.",
które w tłumaczeniu na język polski oznacza: Macie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walczenia… trzeba być lisem i lwem. Wyraża ono ideologię Nicollo Machiavellego, którą filozof zawarł w swojej dewizie "Cel uświęca środki". Przedstawione są tutaj dwa sposoby walki jako lis i jako lew. Lis jest symbolem przebiegłości i chytrości - uosabia walkę niejawną prowadzoną podstępem. Lew jest natomiast symbolem odwago i siły - uosabia on walkę jawną, honorową, męską. Jak się okazuje Konrad Wallenrod wybiera ten pierwszy sposób walki. Jak chytry lis postanawia pokonać Zakon Krzyżacki przez podstęp i zdradę. Co prawda nie jest to honorowy sposób walki jednak jedyny skuteczny wobec potęgi zakonu i nie równych szans przeciwników.
Utwór oparty jest na tak zwanej ideologi makiawelizmu. Doktryna ta stanowi synonim wszelkich "dwuznacznych" moralnie działań. Inaczej można by określić tą ideologię sformułowaniem: "po trupach do celu".
Stolica Zakonu Krzyżackiego, Marienburg (obecnie Malbork) – narożna wieża, zamek krzyżacki. Litwa – Kowno, Kiejdany (miasto położone na północ od Kowna), drewniane miasteczko (z którego pochodzi Konrad), ogród w dolinie (kamień przy którym spotykali się Walter z Aldoną), pola Peruna (gdzie palono jeńców litewskich na stosach ofiarnych, Połoga (nadbałtycka miejscowość na północ od Kłajpedy). W treści utworu wspomniane są również wydarzenia z takich zakątków świata jak: Palestyna, Hiszpania – Grenada i Alpuhara.
Konrad Wallenrod
Konrada Wallenroda poznajemy jako silnego, dojrzałego mężczyznę, który właśnie zostaje obrany wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego. O jego zwycięstwie zadecydowały rzekome zasługi w walce przeciwko poganom na krucjatach w Ziemi Świętej, w walce przeciwko Maurom w Hiszpanii jak również sukcesy na turniejach rycerskich. Dowiadujemy się, że Wallenrod jest skromny, nie interesują go dobra materialne, sława i pochlebstwa. Stroni on od udziału w ucztach i biesiadach. Na słowa „ojczyzna, powinność, Litwa, kochanka, krucjata” doznaje niezwykłego wzruszenia, popada w zamyślenie z którego jest w stanie wyciągnąć go tylko Halban.
Mimo stosunkowo młodego wieku Konrad posiada już siwe włosy i zmarszczki, które świadczą o trudnych doświadczeniach życiowych. Główną wadą Konrada jest nadużywanie alkoholu w samotności co powoduje, że śpiewa on smutne pieśni w obcym języku. Konrad często prowadzi potajemne, nocne rozmowy z pustelnicą z narożnej wieży. Okazuje się być mistrzem innym niż spodziewali się tego Krzyżacy: wstrzymuje wypowiedzenie wojny przeciwko Litwie, wprowadza jedynie surowe przepisy. (posty, pokutę, wyzbywanie się dóbr materialnych). Od czasu wyboru na wielkiego mistrza w Konradzie mieszają się uczucia: szczęścia i smutku, gniewu i triumfu. Konrad z jednej strony cieszy się z odniesionych sukcesów z drugiej wie, że nie są one jego ostatecznym celem. Jak się dowiadujemy z rozwoju akcji jego nadrzędnym celem jest zemsta na wrogu – pokonanie podstępem Zakonu Krzyżackiego.
Z opowieści wajdeloty dowiadujemy się o przeszłości Konrada. Jest tak naprawdę Litwinem, urodził się w drewnianym litewskim miasteczku, które zostało spalone podczas najazdu Krzyżowców. Jako dziecko został wzięta do niewoli niemieckiej, jego rodzice zaś najprawdopodobniej zostali zamordowani. Od tamtej pory czuje wstręt i nienawiść do Zakonu, chce się zemścić za te wydarzenia. Wychował się na dworze mistrza Winrycha, został przez niego ochrzczony niemieckim imieniem Walter Alf, w duszy zachował jednak przywiązanie do ojczyzny. Patriotyzmu nauczył go Halban – litewski pieśniarz, niewolnik będący tłumaczem wojskowym w służbie Zakonu.
Podczas pierwszej bitwy Zakonu z Litwinami w której uczestniczył wraz z Halbanem przeszedł na stronę litewską. W ten sposób trafił na dwór księcia Kiejstuta gdzie poślubił jego córkę Aldonę. Wkrótce jednak zdaje sobie sprawę z faktu, ze nie jest w stanie dzielić z żoną rodzinnego szczęścia podczas gdy Litwa jest nękana ciągłymi najazdami wroga. Postanawia podjąć potajemną walkę z Zakonem. W dokonaniu zemsty ciągle dopomaga mu Halban.
Konrad ostatecznie odnosi sukces i dokonuje planowanego odwetu. Tak prowadzi krucjatę przeciwko Litwie, że to Krzyżacy odnoszą straszliwą porażkę. Tajny trybunał Zakonu odkrywa jednak prawdę o Konradzie – dowiadują się, że nie jest tym za kogo się wcześniej podawał. W rzeczywistości zabił podczas krucjaty słynnego Wallenroda i podszył się pod niego by zdobyć władzę w Zakonie. Zostaje wydany na niego wyrok. Konrad woli jednak popełnić samobójstwo wypijając truciznę. Konrad Wallenrod to typowy bohater bajroniczny, który dla dobra ojczyzny poświęcił własne szczęście – miłość do swojej żony Aldony.
Aldona
Historii życia Aldony dowiadujemy się głównie z opowieści wajdeloty. Była ona najmłodszą córką księcia litewskiego Kiejstuta! Miła dwie starsze siostry. Była piękna, młoda, wiodła szczęśliwy pozbawiony trosk żywot na zamku nieopodal Kowna. Gdy poznaje Waltera Alfa (Konrada Wallenroda) jest zafascynowana jego opowieściami o niemieckich zamkach, pełnych przepychu miastach i kościołach oraz o wszechmocnym Bogu, którego do tej pory nie znała. Walter uczy ją wiary chrześcijańskiej, modlitw, wręcza jej medalik z NMP. Dziewczyna spotyka się z ukochanym w zasadzonym przez niego w dolinie ogrodzie. Wychodzi za mąż za Waltera. Ich szczęście jednak szybko kończy się wraz z najazdami Krzyżaków na Litwie. Gdy Walter Alf wyjeżdża by pod fałszywym imieniem Konrad Wallenrod dokonać zemsty na Zakonie, Aldona postanawia wieść samotny żywot do końca swych dni. Próbowała wstąpić do klasztoru lecz nie była w stanie złożyć ślubów Bogu gdyż kochała już kogoś innego ponad wszystko (Waltera). Próbowała pracować u sióstr zakonnych jako służka. Ostatecznie jednak nie mogąc znieść cierpienia i żalu po ukochanym nakazała się zamurować w narożnej wieży nieopodal Marienburgu w nadziei, że jeszcze kiedyś spotka albo usłyszy o ukochanym. W rzeczy samej udaje się jej kilka razy porozmawiać z Konradem. Ostatecznie wraz z nim popełnia samobójstwo wydając przeraźliwy jęk.
Halban
Pieśniarz, wajdelota, Litwin, wzięty do niewoli przez Krzyżaków, służy im jako tłumacz wojskowy. Jest główną osobą, która przyczyniła się do sukcesu zemsty Konrada. To on wpoił w Waltera Alfa patriotyzm, nauczył go ojczystej mowy i pisma. Halban jest nieodłącznym towarzyszem Konrada, zastępuje mu niemal ojca. Przebywa z nim w Mareinburgu, na bitwach i na dworze Kiejstuta. Ma niesamowity wpływ na mężczyznę: jednym chłodnym, przenikliwym spojrzeniem jest w stanie uspokoić wzburzonego Konrada. To on pod przebraniem wykonuje pieśń wajdeloty podczas uczty w Zakonie. Jest ona bezpośrednią przyczyną dokonania przez Konrada zemsty. Ostatecznie odmawia Konradowi wypicia trucizny. Zamiast samobójstwa woli on powrócić na Litwę by tam sławić w pieśniach czyny Waltera Alfa.
Książę Kiejstut
Książę litewski, ojciec Aldony, zięć Waltera Alfa.
Książę Witold
Książę litewski, który po przegraniu z Jagiełłą zmagań o polski tron zawiera z Zakonem przymierze przeciwko własnemu narodowi (Litwie). Pod wpływem najprawdopodobniej wyrzutów sumienia jakie pojawiły się po wysłuchaniu przez niego pieśni wajdeloty zdradza Krzyżaków i staje się główną osobą po Konradzie, która przyczyniła się do zwycięstwa Litwy.
Almanzor
Król muzułmański, wódz Maurów, który używa podstępu w walce z Hiszpanami. Mickiewicz wspomina jego historię w Balladzie Alpuhara śpiewanej przez Konrada podczas biesiady.
Przedmowa
Mickiewicz poprzedza utwór krótką przedmową w której wyjaśnia losy europy środkowo wschodniej okresu średniowiecza – głównie XIV i XV wieku.
Naród litewski składający się z pokoleń Litwinów, Prusów i Lettów zamieszkiwał niewielki kraj na niezbyt żyznym terenie, który przez długi czas był nieznany Europejczykom. Dopiero począwszy od XIII wieku Litwa zaczęła być nękana najazdami. Kiedy Prusowie ulegli atakowi Zakonu Krzyżackiego, Litwa rozpoczęła podboje na północy Europy, walczyła również w Polsce, jednocześnie prowadząc morderczą walkę z Zakonem. Najświetniejsza epoka Litwy przypada na czas panowania Olgierda i Witolda, których władza rozciągała się od Morza Bałtyckiego po Morze Czarne. Jednak to ogromne państwo, zbyt nagle wzrastające nie posiadało wewnętrznej wspólnoty. Podbici Słowianie będąc od dawna chrześcijanami stali na wyższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego niż pogańscy Litwini, efektem czego było stopniowe przejmowanie wpływów w państwie przez Polaków. Jagiellonowie i możniejsi ich wasale stali się Polakami, natomiast wielu książąt litewskich na Rusi przejęło religię, język i narodowość ruską. W ten sposób wielkie księstwo litewskie właściwie przestało być litewskim. Autor żyjąc już w zupełnie innych czasach i rzeczywistości postanawia przedstawić tamte chwalebne czasy najlepiej jak tylko potrafi, zgodnie z ideą romantyzmu, wzorując się na słowach F. Schillera „Co ma ożyć w pieśni, powinno zginąć w rzeczywistości.” Wie, że fakt iż tamte czasy bezpowrotnie minęły sprzyja twórcy, który dzięki temu jest obiektywny i rzetelny w przekazywaniu wydarzeń.
Wstęp
W tej części utworu Mickiewicz wprowadza czytelnika w rzeczywistość w której będzie rozgrywać się akcja „Konrada Wallenroda”. Utwór rozpoczyna się w sto lat po tym jak Krzyżacy zaczęli dokonywać podbojów na ludach pogańskich północnej Europy. Akcja ma więc miejsce gdzieś pod koniec XIV w., gdyż w latach 1231-1283 Krzyżacy podbili Prusy. Tamtejsza rzeczywistość jest zobrazowana opisem Niemna i przedstawiona na zasadzie kontrastów. Rzeka Niemen wciąż rozdziela pogańskich Litwinów i chrześcijańskie państwo Krzyżackie. Po obu stronach rzeki stacjonują odpowiednio oddziały litewskie i krzyżackie broniące by nikt nie przedostał się na drugi brzeg. Litwini ukazani są jako naród zamieszkujący tereny lesiste, wciąż jeszcze bardzo prymitywny, żołnierze litewscy noszą czapki z rysiej skóry, odzież z futra niedźwiedzia oraz są uzbrojeni w łuki i strzały. Krzyżacy natomiast noszą zbroje, jeżdżą konno, korzystają z broni palnej, a ich symbolem jest krzyż. Przyjazne niegdyś narody pruski i litewski są teraz rozdzielone w wyniku działań wojennych. W sporze nie bierze udziału jedynie przyroda co symbolizuje „gałązka litewskiego chmielu” przeprawiająca się niezauważenie z jednego brzegu rzeki na drugi. Autor zapowiada nadchodzące walki, zwraca się przy tym do Niemna mówiąc, że już wkrótce wojna zniszczy otaczającą go przyrodę. Następnie wspomina o miłości kochanków, którzy rozdzieleni złączą się ponownie w pieśniach wajdeloty.
I OBIÓR
Z Marienburga (obecnie Malbork – dawna stolica Zakonu Krzyżackiego) dobiegają odgłosy dział i bębnów, nastał dzień uroczysty. Do stolicy zjeżdżają komturowie z różnych części Zakonu Krzyżackiego na posiedzenie kapituły. Zgromadzenie ma wybrać nowego mistrza Zakonu Krzyżackiego. Obrady trwają kilka dni ze względu na duża ilość zacnych kandydatów. Najsilniejszym kandydatem wydaje się być Konrad Wallenrod. Wallenrod jest cudzoziemcem, w Prusach mało znanym, zasłynął z podbojów rycerskich w pogańskiej Turcji (w boju z Otomanami), na półwyspie Iberyjskim opanowanym przez arabskie plemiona Maurów. Jest uznawany za męża odważnego, silnego i walecznego z którym nikt nie ośmieli się pojedynkować w turniejach rycerskich. Wymieniane są również jego cnoty chrześcijańskie: ubóstwo, skromność i pogarda do rzeczy materialnych. Konrad nie przypochlebia się wpływowym osobą, nie sprzedawał się dla podłego zysku w służbie niezgodnym baronom. Nie interesował się kobietami i zabieganiem o ich względy. Mimo młodego wieku posiadał siwe włosy, które świadczyły o jego doświadczeniach trudu i cierpienia. Z rzadka uczestniczył w zabawach, a jeśli już to żartował na równi z innymi biesiadnikami. Reagował bardzo gwałtownie na słowa: ojczyzna, powinność, kochanka. Gdy ktoś wspominał o krucjatach albo Litwie popadał w smutek i zamyślenie. Jedynym oddanym jego przyjacielem był stary, pobożny mnich Halban. Był on spowiednikiem jego duszy i powiernikiem serca. Konrad miał również wady. Jedną z nich była skłonność do nadużywania alkoholu w samotności gdy był dręczony nudą lub smutkiem. Pijany grał na lutni i śpiewał grobowe pieśni w obcych językach. Zastany przy tej czynności wybuchał gniewem. Uspokajający wpływ na Konrada miał jedynie Halban, który potrafił go złagodzić jednym głębokim i chłodnym spojrzeniem.
II
W Marienburgu słychać odgłosy dzwonów. Obradujący komturzy, urzędnicy, kapłani, bracia i rycerze udają się na wieczorne nabożeństwo.
*HYMN (do Ducha Świętego)
Wezwanie do Ducha Świętego by wskazał komturą, który z kandydatów najlepiej nadaje się na wielkiego mistrza zakonnego. Zwracają :
„ Synu Zbawicielu!
Skinieniem wszechmocnej ręki
Naznacz, kto z wielu
Najgodniejszy słynąć znakiem Twej męki.”
***
Po modłach. Arcykomtur zaleca przerwę w obradach na spoczynek. Zgromadzeni wychodzą orzeźwić się nocnym chłodem. Zasiadają w krużgankach, ogrodach. Jest późna noc, księżyc powoli kończy wędrówkę po niebie, zbliża się świt. Arcykomtur wraz z Halbanem i bardziej zasłużonymi braćmi omawia sprawę wyboru wielkiego mistrza podczas nocnej przechadzki. Podczas spaceru słyszą dobiegający z pobliskiej wieży głos pustelnicy. Została ona zamknięta w niej przed 10 laty na własne życzenie z nieznanego nikomu powodu. Na jej zamurowanie w wieży długo nie godzili się duchowni jednak w końcu ulegli namową. Od tamtej pory nikt dziewczyny nie widział, ludzie wrzucali jej przez okno pożywienie, a o jej istnieniu świadczył jedynie dochodzący co jakiś czas z wieży śpiew. Komturzy słyszą rozmowę pustelnicy z jakimiś nieznajomym ukrytym pod zasłoną nocy (Konrad). Pustlnica (Aldona – jak się później dowiadujemy) właśnie rozpoznaje w przybyszu Konrada i mówi:
„Tyś Konrad, przebóg! Spełnione wyroki.
Ty masz być mistrzem abyś ich zabijał(...)”.
Konrad wedle jej relacji ma podstępnie zostać wielkim mistrzem i zabijać Krzyżaków. Komturzy nie dosłyszeli dokładnie rozmowy pustelnicy z nieznajomym. Łatwo wieć ulegają radzie Halbana by na jutrzejszym zgromadzeniu obrać Konrada na wielkiego mistrza zgodnie ze słowami rzekomego proroctwa wypowiedzianego przez pustelnicę.
*PIEŚŃ
Komturzy odchodzą. Halban zwraca się w kierunku wieży i śpiewa pieśń do pustelnicy. Treść pieśni mówi o Litwince pochodzącej z kowieńskiej doliny, która to pokochała cudzoziemca. Litwinka wyjechała z ojczyzny za nim, a teraz płacze i żyje pogrążona w smutku , zamknięta w wieży. Litwinka porównywana jest do rzeki Wilii, która wpada do Niemna (w ramiona obcokrajowca), a potem razem przepadają (giną) w morzu.
III
Konrad zostaje wybrany wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego. Gdy skończył modlitwę i ucałował święte księgi otrzymuje od komtura atrybuty władzy (znamiona potęgi zakonu): miecz i wielki krzyż. Konrad odczuwa mieszane uczucia: dumę, troskę, radość, gniew. W groźnym spojrzeniu komturzy dostrzegają w Wallenrodzie silnego przywódcę, który poprowadzi ich do zwycięskiej bitwy z pogańską Litwą. Jednak wbrew oczekiwaniom Krzyżaków nie podejmuje on żadnej walki. Upływa rok, Litwa rośnie w siłę, a Konrad burzy jedynie stary porządek w Zakonie: wprowadza surowe zasady, nakłania do wyrzekania się dóbr materialnych, narzuca post i pokutę.
Litwini mimo wewnętrznych podziałów oraz najazdów Rusinów, Polaków i Tatarów krymskich prowadzą skuteczne podboje. W Polsce władzę przejmuje Jagiełło, natomiast drugi kandydat do tronu sprzymierza się z zakonem, któremu za pomoc w przechwyceniu władzy obiecuje oddanie Żmudzi.
Bracia zakonni zaczynają się denerwować z powodu braku reakcji ze strony Konrada na dogodną sytuację do ataku na Litwę. Halban nie może znaleźć Konrada. Bracia podejrzewają, że prowadzi on potajemne rozmowy z pustelnicą z narożnej wieży. Śledzą mistrza, nabierają pewności co do swoich przypuszczeń.
PIEŚŃ Z WIEŻY
Pustelnica (dziewczyna z wieży) śpiewa o cierpieniu, wylanych łzach, wspomina Litwę (wieczny ogień na Zamku Swentoroga, wieczne źródło na górze Mendoga). Dowiadujemy się o jej przeszłości na Litwie (zjawisko inwersji): dzieciństwie pozbawionym wszelkich trosk w bogatym zamku, o tym, że miała dwie starsze siostry, że to ją pierwszą proszono o rękę, a mimo to odmówiła. Poszła natomiast za pięknym młodzieńcem, który powiedział jej o wielkim Bogu, o ludach w bogatych modlących się kościołach, o romantycznych rycerzach, o nadziei zbawienia, wiecznego szczęścia w Niebie. Wciąż mimo zamknięcia w wieży zachowuje „nadzieję”, martwi ją jedynie, że „ z krzyża piorun wystrzelił”. (chodzi o atak Zakonu Krzyżackiego na Litwę).
Konrad dziwi się pustelnicy, że ta posiada jeszcze „nadzieję” bowiem on sam dawno już ją stracił. Jest przekonany, że czeka go rychłe piekło, obawia się, że dziewczyna z wieży również go potępi. Na słowa Konrada, pustelnica przerywa śpiew i wdaje się z nim w rozmowę. Przeprasza go za swą smutną pieśń. Dowiadujemy się, że Konrad był owym ukochanym dziewczyny, który opowiedział jej o wielkim Bogu. Dziewczna nie żałuje wyboru, którego dokonała. Nie chciała by wieść bowiem zwykłego, nudnego życia jak inni ludzie. Konrad zapowiada, że za kilka dni dokona planowanej od dawna zemsty na nieprzyjacielu (Zakonie Krzyżackim). Konrad również wyznaje swoją miłość do dziewczyny. Pyta ją: „Po coś tu przyszła, po co moja droga?” Dlaczego nie została w klasztornych murach z daleko od niego i od cierpienia. Dziewczyna w odpowiedzi tłumaczy mu, że nie mogła przyjąć święceń zakonnych i oddać się Bogu bo zbyt bardzo kochała ziemskiego kochanka (Konrada). Próbowała być służką u zakonnic jednak nie była w stanie znieść tęsknoty za ukochanym, pragnęła go kiedyś jeszcze zobaczyć lub o nim usłyszeć.
Wiedząc, że jej ukochany ma po latach powrócić do Marienburga „(..) szukając zemsty na nieprzyjacielu i broniąc spraw biednego narodu”(Litwy) postanowiła zamknąć się w wieży by być blisko Konrada. Miała nadzieję go jeszcze kiedyś spotkać, być jego jedyną bratnią duszą gdy po zdradzie Zakonu wszyscy się od niego odwrócą.
Konrad nie chce ponownie przeżywać smutku, złości się, że gdy jest już tak blisko zemsty dziewczyna znowu wznieciła w nim dawne uczucia. Żali się, że już dłużej nie może zwlekać z podjęciem decyzji o wojnie. Halban mściwy podnieca jego gniew, przypomina mu o dawnych ślubach.
Wojna Krzyżaków przeciwko pogańskiej Litwie jest nieunikniona . Goniec z Rzymu przyniósł informacje o rycerzach przybywających z różnych stron świata by stanąć do boju u boku Zakonu. Wszyscy oczekują od Konrada by poprowadził wojska.
„Młodość! jakże wielkie twe ofiary!
Jam miłość, szczęście, jam niebo za młodu
Umiał poświęcić dla sprawy narodu,
Z żalem, lecz z męstwem!”
Konrad zostaje jeszcze do poranka przy wieży, a kiedy świt nadchodzi żegna się i znika.
IV UCZTA
Dzień patrona (23 kwietnia – św. Jerzego) zakonów rycerskich. Do stolicy zjeżdżają się komturowie i bracia (około 100) z całego Zakonu Krzyżackiego. Konrad z okazji święta wyprawia ucztę. Krzyżakom usługują giermkowie. Konrad (wielki mistrz) zajmuje główne miejsce za stołem, po jego lewicy zasiada książę Witold ze swoimi hetmanami. Dawniej był on wrogiem zakonu teraz zawarł z nimi sojusz przeciwko Litwie. Konrad życzy sobie by ktoś zaśpiewał jakąś pieśń. Śpiewają: Włoch – wychwala męstwo Konrada, Francuz - śpiewa o dziewicach i błędnych rycerzach. Konrad nakazuje komuś zaśpiewać piosenkę: dziką, morderczą, ponurą, ognistą, rozczulającą. Ową piosenkę decyduje się zaśpiewać starzec spośród służby, który ze stroju wygląda na Prusaka albo Litwina. Wajdelota śpiewał niegdyś Prusakom i Litwinom. Jedni legli w ojczyzny obronie drudzy, żyć nie chcą po ojczyzny zgonie. (mowa tu o 4000 Litwinów, którzy spalili się na stosie w twierdzy Pullen oblężonej przez Krzyżaków). Inni sromotnie po lasach się kryją, a zdrajcy jak Witold, między Krzyżakami żyją. Pieśniarz stwierdza, że zdrajców ojczyzny czeka piekło po śmierci. Opowiada o tym jak sam został wzięty do niewoli krzyżackiej.
„Gdy od ołtarza, stary Wajdelota,
Byłem w niemieckich kajdanach wleczony.”
Tęskni za ojczyzną, prosi by Krzyżacy po podboju na Litwie przynieśli mu pamiątki. Po pieśni wszyscy zapadli w milczenie. Gdy pieśniarz śpiewał o zdrajcach, Witold zasiniał, zaczerwienił się, dręczyły do gniew i wyrzuty sumienia. Chwyta za miecz i idzie w stronę śpiewaka, wnet jednak popada w płacz, zasłaniając twarz rękoma wraca i siada ponownie przy stole. Krzyżacy zaczynają się buntować na litewski śpiew. Wallenrod tłumaczy im jednak, że śpiew Litwina, Wajdeloty jest hołdem z poległego kraju wedle starego zwyczaju.
PIEŚŃ WAJDELOTY
*synkretyzm gatunków literackich
Za przyzwoleniem Konrada, Wajdelota rozpoczyna pieśń. Śpiewa o widmie morowej dziewicy (zwiastuje ona epidemię dżumy), która wedle ludowych wierzeń pojawia się na cmentarzach i pustkowiach. Dziewica ubrana jest w biały strój, na głowie ma wianek ognisty, a w ręku trzyma skrwawioną chustę. Wśród wszelkich stworzeń budzi ona przerażenie gdyż na każde skinienie jej krwawej chusty ktoś umiera. Wajdelota daje jednak do zrozumienia, że epidemia dżumy nie jest jednak największym zagrożeniem dla narodu litewskiego – dużo większym jest Zakon Krzyżacki. W dalszej części Wajdelota wyjaśnia ogromną rolę jaką odgrywa poezja ludowa (pieśń ludowa) w życiu narodu. Przechowuje ona tradycje i podtrzymuje tożsamość narodową w czasach trudnych takich jak: okupacje, rozbiory. Jest wartością duchową, a nie materialną stąd nie da się jej ani ukraść ani zniszczyć. Ważne jest tylko by nie zapomniał o niej własny naród. Wajdelota porównuje ją do słowika, który ucieka z płonącego gmachu i śpiewa w lasach. Następnie pieśniarz porównuje pieśń narodową do trąby archanioła w dniu Sądu Ostatecznego. Tak jak trąba podrywa umarłych z grobów tak pieśń ludowa wzywa podbity naród do walki w obronie ojczyzny. Wajdelota zastanawia się czy sam byłby w stanie zaśpiewać taką pieść, która byłaby w stanie pokrzepić serca rodaków do walki. W dalszej części śpiewa o „wielkim, żywym, niedalekim” człowieku.
***
Wajdelota przerywa śpiew, dookoła panuje cisza. Nie widząc sprzeciwu zaczyna teraz opowieść o losach Waltera Alfa (Konrada Wallenroda), która nie jest już pieśnią, a raczej monologiem. Następuje tutaj inwersja czasowa.
POWIEŚĆ WAJDELOTY
*Mickiewicz napisał ją tzw. polskim heksametrem nawiązującym stylem do eposów homeryckich.
Litwini wracają z nocnego wypadu zbrojnego, niosą łupy pochodzące z krzyżackich zamków i kościołów oraz prowadzą niewolników. Docierają do Kowna. Tam na błoniach Peruna (słowiański bóg burzy i piorunów) palą jęców wojennych na stosach ofiarnych. Dwaj rycerze niemieccy zostają jednak ocaleni od śmierci gdyż jeszcze podczas bitwy przeszli na stroną litewską. Jeden z nich jest pięknym młodzieńcem drugi zaś przygarbionym starcem. Straż prowadzi ich do księcia Kiejstut’a.
Młodzieniec opowiada swoją historię. Mówi, że urodził się na Litwie w drewnianym mieście i że jako dziecko został zabrany do niewoli niemieckiej, a jego rodzice – Litwini - najprawdopodobniej zostali wymordowani przez Krzyżaków. Miasto z którego pochodził zostało zaś doszczętnie spalone. Młodzieniec od tamtej pory widział swoją rodzinę jedynie w snach jednak i te stają się z biegiem czasu coraz bardziej zamazane. Dzieciństwo spędził wśród Niemców gdzie ochrzczono go niemieckim imieniem Walter Alf, jednak jak mówi w duszy pozostał Litwinem. W jego sercu pozostał żal po zamordowanej rodzinie i nienawiść do Krzyżaków. Walter wychowywał się u wielkiego mistrza Winrycha, który kochał go jak własnego syna i sam nawet trzymał go do chrztu.
Miłości do ojczystej Litwy nauczył go stary Wajdelota (Halban), który niegdyś wzięty do niewoli służy teraz Krzyżakom jako tłumacz wojskowy. Halban opowiadał chłopcu o Litwie, prowadził go nad brzeg Niemna i pokazywał ojczyste góry, uczył go mowy i pieśni litewskiej. Starzec rozniecał w chłopcu chęć zemsty. Walter gdy wracał z takich wspólnych przechadzek często miał w zwyczaju tłuc zwierciadła i pluć na tarczę Winrycha.
W latach młodzieńczych Walter często wraz z Halbanem wypływał łódką z portu Kłajpeda i odwiedzał ziemię litewską. Starzec w ten sposób rozbudzał w młodzieńcu patriotyzm i zachęcał go do walki. Walter w każdej chwili był gotowy stanąć do walki przeciwko Zakonowi. Halban jednak ostudzał jego zapał tłumacząc:
„ Wolnym rycerzom, wolno wybierać oręże
I na polu otwartym bić się równymi siłami;
Tyś niewolnik, jedyna broń niewolników – podstępy.”
Doradza Walterowi by został w Zakonie i podpatrywał ich sztuki wojennej, starał się zyskać ich zaufanie, a kiedy przyjdzie czas stanął przeciwko nim do walki. Halban zaleca mu w wa